ach ta plaża xDAutumnLeaf pisze:ja nie musze nic robić, ta która dzisiaj czytałam wyszła ci świetnie i bez mojej pomocy ^^Apel do Autumn! zrob cos zeby snilo mi sie cos boskiego XD musze kolejna czesc zaczac pisac xD
Michael Scofield
Michael Scofield
Jakaś ty spokojna, no aniołek... ^^ JAMES ZDEJMUJ TĄ KOSZULEE!!! XD
Michael Scofield
prosze cie przestańAutumnLeaf pisze:Jakaś ty spokojna, no aniołek... ^^ JAMES ZDEJMUJ TĄ KOSZULEE!!! XD
Michael Scofield
Epizod 14 - Ucieczka
Wszyscy rozglądali sie nerwowo po celi. LJ miał łzy w oczach. T-Bag zaczął się trząść a Sucre patrzył na Michael'a z wielkim przerażeniem.
Po chwili zapytał...
- jesteś pewien, że wszystko jest ustalone? Jeśli nas złapią...
- nie złapią! - krzyknął Mike i po chwili dodał łagodnie - muszę jeszcze iść do Sary a wy rozejdzcie się w swoje strony. Zachowujcie się tak jakby to był normalny dzień w Fox River. Nie dajcie po sobie nic poznać - spojrzał wymownie na Sucre
- no co znowu ja! - oburzyłsię
- no to...do wieczora - rzucił Michael i wyszedł z celi
Stałam oparta o scianę. Patrzyłam martwo w dal i myślałam czy nam się uda. Spojrzałam na LJ'a. Na jego twarzy malował sie nieopisany strach. Widziałam jak bardzo tęskni za ojcem. Naczelnik nie pozwolił mu się nawet z nim przywitać. Nie zauważyłam gdy przysunął sie do mnie T-Bag.
- weź to...- szepnął i wsadził mi do kieszeni mały scyzoryk - w takich chwilach w ludziach budzą sie najdziksze instynkty. Wiem co mówię...
LJ patrzył na nas z przerażeniem.
- no to żyjemy jeszcze życiem Fox River - rzuciłam.
objęłam LJ'a...
- no to do zobaczenia wieczorem Sucre
Sucre uśmiechnął się nieśmiało. To nie był ten uśmiech którym zawsze wszystkich witał. Każdy się bał i coraz wyraźniej każdy zaczynał to okazywać.
Dzień strasznie się dłużył. Jak nigdy (nie licząc moich długich przesiedzianych godzin razem z Patoshikiem)
Siedzieliśmy na ławce , było ciepłe popołudnie. Ani jednej chmury na niebie.
- pogoda na sprzyja - rzucił Abruzzi, który właśnie szedł w strone telefonu.
- ostatnia rozmowa? - szepnął T-Bag
- ostatnia rozmowa z TEGO miejsca - zaakcentował John po czym usmiechnął się i ruszył dalej.
Po chwili dosiadł sie Michael.
- wszystko załatwione. Niech tylko się ściemni...i już nas nie ma.
- a Linc? - zapytałam
- wszystko jest załatwione - powtórzył juz nieco zdenerwowany
Spojrzał na LJ'a, który nie odzywał sie ani słowem.
- nie martw się wszytko będzie ok - uśmiechnął sie promiennie jakby ucieczka była kradzieżą lizaka dziecku. Rozłożył się na ławce i chwytał ostatnie promienie słońca dzisiejszego dnia.
T-Bag odetchnął cięzko.
Wszyscy czekaliśmy na ta upragniona godzinę obchodu. Nie mogłam usiedzieć na miejscu. Mysli kołatały mi sie w głowie. Chodziłał w kółko po celi. T-Bag siedział na łóżku i patrzył w ziemie.
- przestań tak chodzic...to potęguje ten cały stres...- warknął gdy przechodziłam koło niego juz chyba z 20 raz. Zrozumiałam dlaczego dał mi ten scyzoryk...
Nagle wejście na blok się otworzyło i zobaczyłam Bellick'a.
- udało wam się lenie! Macie jeszcze godzine wolnego! - wrzasnął - ale bez wychodzenia na dwór!
T-Bag spojrzał na mnie z lękiem w oczach.
- już czas...- szepnął
Wuszliśmy przed celę i spojrzeliśmy w stronę celi Michaela. Patrzył na nas chwilę po czym weszli z Sucre do celi i zasłonili się prześcieradłem.
- ruszamy - syknęłam
Wpadliśmy do celi Michaela.
- już, już, już - popędzał nas - do środka już!
Prawie wepchnął mnie do dziury. Za ścianą czekałam na resztę. Odgłosy z bloku były stłumione. Takie dziwne...takie przerażające...
Po chwili pojawił się t-bag. Za nim LJ, Abruzzi, Sucre i zdyszany Mike.
- pamietajcie! Uważajcie na siebie i na wszystkich. To najważniejsze 60 minut naszego życia. Jazda!
Puściliśmy się biegiem ciemnym, pustym korytarzem. Głosy z bloku zaczęły cichnąć. Zaczęło się robić coraz zimniej. Dobiegliśmy do drabiny, która zaczynała pokrywać sie rdzą.
- Ann ty pierwsza. Wchodź! - ryknął Michael
Wspiełam sie najszybciej jak mogłam i walnęłam z całej siły w kratę.
- mocniej Ann! - krzyknął Abruzzi
- nie mogę mocniej!
Sucre wspiął sie za mną i uderzył z całej siły. Na moim ramieniu pojawiły sie krople krwi. Tym razem krata sie poruszyła.
- no już - szepnął - w górę.
Wgramoliłam się do ciemnego pomieszczenia.
- Linc? - zapytałam nieśmiało
- jestem tu - szepnął
W ciemnościach dostrzegłam kontur postaci. Podbiegłam w jego stronę i zaczęłam szarpać za kajdanki, którymi był przypięty do metalowego krzesła.
- to się nie uda Ann - w tym momencie delikatne światło latarni oświetliło jego twarz. Zobaczyłam łzy i strach. Pierwszy raz zobaczyłam te ludzkie odczucia na twarzy mojego brata. Nogi się podemną ugięły - to wszystko nie miało tak być - szeptał
- Linc wszystko będzie dobrze. Obiecuje Ci to.
Reszta była juz w pokoju ale nikt nie śmiał sie odezwać.
- Mike...- szepnęłam - Michael pomóż mi!
- cholera dlaczego tu tak ciemno?! - rzucił sucre
- bo tak jest lepiej...- odpowiedział mocny głos. Usłyszelismy dzwięk odbezpieczanego pistoletu.
dopiero teraz zobaczyłam, że obok drzwi ktos stoi. Zapaliło się ostre światło, które oślepiło wszystkich.
- Mahone...- wycedził Michael
- panie Scofield...plan nie wyszedł?
Spojrzałam na Michaela. Na jego twarzy malował się gniew naprzemian z zaskoczeniem.
- ty gnoju, ty...
Nagle z całej siły otworzyły sie drzwi do gabinetu. Mahone runął na podłogę uderzając przy tym dośc niefortunnie w krawedź biurka. Pistolet wylądował w drugim końcu pokoju.
W drzwiach stał...
- Patoshik! Jestes wielki! - krzyknał abruzzi
- dobra przestańcie sie cackać. spadamy! - z tymi słowami T-Bag wziął klucze, które leżały na biurku i uwolnił Linca.
- Musimy iść do gabinetu lekarskiego! - krzyknął Michael
- o nie...nie uciekniecie...nie dziś - wycedził Mahone, który już pomału dochodził do siebie. Zaśmiał się i chwycił mnie za nogę.
- Linc! - zdążyłam krzyknąć zanim upadłam na podłogę.
W jednej chwili ogarnęła mnie ogromna fala złości i z całej siły kopnęłam go w twarz. Krew splamiła ścianę i podłogę.
Linc pomógł mi wstać. T-Bag chwycił Alex'a za ręcę i podciągnął do góry z całej siły.
- tym zepsułeś sobie jakze miły wieczór - wycedził i popatrzył na Linca. Ten popchnął mnie prosto w ramiona Michaela.
Mike przytulił mnie mocno i zakrył oczy. Słyszałam tylko odgłosy bicia i krwi, która co chwila lądowała na podłodze w duzych ilościach. Po policzkach popłyneły mi łzy.
- wrzućcie go przez to wejście w podłodze na korytarz boczny - powiedział cicho Abruzzi
Michael nie wypuszczał mnie z objęć. Słyszałam jak przesuwaja bezwładne ciało Alex'a po podłodze i wrzucają w dół. Dopiero gdy zamknęli kratę Mike mnie puścił.
Na podłodze było pełno krwi. Biurko, ściany, szyba w dzwiach...wszystko było we krwi. Spojrzałam na Linca. Patrzył na mnie jakby chciał powiedzieć "przepraszam". Z jego rąk ściekała krew. Na białej koszulce T-Bag'a pojawiły się krwawe wzorki.
- Ann...- zaczął niesmiało Linc
- nie mamy teraz na to czasu! - krzyknął Michael - ruszamy dalej!
Wziął mnie za rekę i wybieglismy z pokoju w strone gabinetu Sary. Drzwi o dziwo były otwarte.
- pomózcie mi rozwalic tą krate! - wrzeszczał Mike
Po chwili krata wylądowała na podłodze z wielkim hukiem.
- usłyszą nas! - krzyknął Sucre
- nie usłyszą nie bój się - odpowiedział spokojnie mike i otworzył okno.
Do gabinetu wpadł świerzy powiew zimnego, wieczornego powietrza.
- Ann idziesz pierwsza - rzucił Michael
Podeszłam do okna i juz miałam wychodzic gdy nagle złapał mnie za reke i przytulił do siebie.
- wiem, że myślisz że cie nie kocham...ale to nie prawda...kocham cie całym sercem najbardziej na świecie...chcę żebyś to wiedziała.
Spojrzałam w jego oczy....napełniły sie łzami...
- no już...uciekaj...
Po tych słowach chwyciłam jeszcze pewniej pret za oknem. Czułam, że rece zaczynają mi do niego przymarzać. Nie patrzyłam w strone okna. Dotarłam do muru, chwyciłam sie go mocno i przeskoczyłam na druga strone.
Usiadłam na ziemi i oparłąm się o cudownie zimny mur. Patrzyłąm w niebo...z tej strony wygląda zupełnie inaczej...
Po chwili obok mnie wylądował Linc. Uklęknął obok mnie i przytulił bardzo mocno.
- udało się - wyszeptał
Nagle usłyszeliśmy huk. Zza pleców Linca wyłonił sie Sucre.
- cholera nie dość, że mi się udało to na dobry poczatek jeszcze sie połamie - rzucił i otrzepał sie z ziemi.
Na mojej twarzy pojawił się usmiech. Po chwili po drugiej stronie byłi juz wszyscy oprócz T-bag'a i Michaela.
- co sie tam dzieje? - zapytałąm - dlaczego ich nie ma?
- to nie jest takie proste przejść po tym drucie tak szybko jak ty to zrobiłaś Ann - powiedział Abruzzi - my mamy swoje lata.
- podsadź mnie Sucre. Zobacze co u nich - powiedziałam
Wlazłam mu na barana i spojrzałam w strone okna. T-Bag był juz prawie przy końcu. Michael nie czekał aż przejdzie przez mur. Chwycił sie i zaczął iść. Teddy był juz na dole gdy rozległ sie donośny głos alarmu.
- gdzie jest mike?! - wrzeszczał Linc
- spokojnie! Juz prawie! - krzyczałam, denerwując sie jeszcze bardziej - Michael szybciej!
Michael spojrzał się w stronę okna.
- Michael dalej! nie ma na to czasu!
Nagle poczyłam jak ktoś ciągnie mnie za nogawke.
- złaź - powiedział Linc - ja mu pomoge
Nie mogłam stac tak sie trzęsłam. Abruzzi starał sie mnie uspokoic ale marnie mu szło.
Usłyszelismy krzyki strazników i strzały.
- O Boże...- szepnęłam
W tej samej chwili na ziemi wylądował Michael z Lincolnem.
- UCIEKAMY!!!! - wydarł sie Mike - W STRONE LASU!!! SZYBKO!!!
Puścilismy sie biegiem nie patrzac za siebie. Czułam radość, że wkońcu po wszystkim.
Noc nie była taka chłodna jak mi sie wcześniej wydawało...a może to wszystko przez nerwy?
Gdy juz prawie dobiegalismy do skraju lasu odezwał sie Sucre.
- nie ma Patoshika!
- nie mamy czasu go szukać! - krzyknął Mike - o tam jest!
Wszyscy spojrzeli w stronę ciemnego i mrocznego lasu. Miedzy drzewami stał czarny jeep.
- SZYBKO!!! - krzyknął
Dobiegłam do drzwi i szarpnełam je mocno. Były otwarte. Wlazłam do środka. Za mna LJ, Sucre i Abruzzi. Mike i Linc usiedli z przodu.
- T-Bag koło tej brzozy sa kluczyki. Skocz po nie! - krzyknał Mike
Teddy podbiegł do drzewa i zaczął szukać kluczyków w liściach. Lincoln pozamykał drzwi od swojej strony, Michael zrobił to od swojej. Wyjął kluczyki z kieszeni i odpalił samochód.
- Mike co ty robisz! - wrzasnełam i wysunęłam sie w jego strone - Jesteś chory!
Ruszył z tekim pędem, że odrzuciło mnie do tyłu.
- Mike nie rób tego! MIKE NIE! - krzyczałąm. Do oczu napłyneły mi łzy.
- John uspokuj ją! Albo daj jej to! - krzyknał Michael i podał mu jakies opakowanie.
Abruzzi przytulił mnie mocno, odkręcił butelke i na siłe wlał mi do ust jakies swiństwo.
Po chwili zrobiło mi się jakos dziwnie. Tak błogo i ciepło...
- Michael jak mogłeś...- zdarzyłam wydusić i zasnęłam w ramionach John'a.
Wszyscy rozglądali sie nerwowo po celi. LJ miał łzy w oczach. T-Bag zaczął się trząść a Sucre patrzył na Michael'a z wielkim przerażeniem.
Po chwili zapytał...
- jesteś pewien, że wszystko jest ustalone? Jeśli nas złapią...
- nie złapią! - krzyknął Mike i po chwili dodał łagodnie - muszę jeszcze iść do Sary a wy rozejdzcie się w swoje strony. Zachowujcie się tak jakby to był normalny dzień w Fox River. Nie dajcie po sobie nic poznać - spojrzał wymownie na Sucre
- no co znowu ja! - oburzyłsię
- no to...do wieczora - rzucił Michael i wyszedł z celi
Stałam oparta o scianę. Patrzyłam martwo w dal i myślałam czy nam się uda. Spojrzałam na LJ'a. Na jego twarzy malował sie nieopisany strach. Widziałam jak bardzo tęskni za ojcem. Naczelnik nie pozwolił mu się nawet z nim przywitać. Nie zauważyłam gdy przysunął sie do mnie T-Bag.
- weź to...- szepnął i wsadził mi do kieszeni mały scyzoryk - w takich chwilach w ludziach budzą sie najdziksze instynkty. Wiem co mówię...
LJ patrzył na nas z przerażeniem.
- no to żyjemy jeszcze życiem Fox River - rzuciłam.
objęłam LJ'a...
- no to do zobaczenia wieczorem Sucre
Sucre uśmiechnął się nieśmiało. To nie był ten uśmiech którym zawsze wszystkich witał. Każdy się bał i coraz wyraźniej każdy zaczynał to okazywać.
Dzień strasznie się dłużył. Jak nigdy (nie licząc moich długich przesiedzianych godzin razem z Patoshikiem)
Siedzieliśmy na ławce , było ciepłe popołudnie. Ani jednej chmury na niebie.
- pogoda na sprzyja - rzucił Abruzzi, który właśnie szedł w strone telefonu.
- ostatnia rozmowa? - szepnął T-Bag
- ostatnia rozmowa z TEGO miejsca - zaakcentował John po czym usmiechnął się i ruszył dalej.
Po chwili dosiadł sie Michael.
- wszystko załatwione. Niech tylko się ściemni...i już nas nie ma.
- a Linc? - zapytałam
- wszystko jest załatwione - powtórzył juz nieco zdenerwowany
Spojrzał na LJ'a, który nie odzywał sie ani słowem.
- nie martw się wszytko będzie ok - uśmiechnął sie promiennie jakby ucieczka była kradzieżą lizaka dziecku. Rozłożył się na ławce i chwytał ostatnie promienie słońca dzisiejszego dnia.
T-Bag odetchnął cięzko.
Wszyscy czekaliśmy na ta upragniona godzinę obchodu. Nie mogłam usiedzieć na miejscu. Mysli kołatały mi sie w głowie. Chodziłał w kółko po celi. T-Bag siedział na łóżku i patrzył w ziemie.
- przestań tak chodzic...to potęguje ten cały stres...- warknął gdy przechodziłam koło niego juz chyba z 20 raz. Zrozumiałam dlaczego dał mi ten scyzoryk...
Nagle wejście na blok się otworzyło i zobaczyłam Bellick'a.
- udało wam się lenie! Macie jeszcze godzine wolnego! - wrzasnął - ale bez wychodzenia na dwór!
T-Bag spojrzał na mnie z lękiem w oczach.
- już czas...- szepnął
Wuszliśmy przed celę i spojrzeliśmy w stronę celi Michaela. Patrzył na nas chwilę po czym weszli z Sucre do celi i zasłonili się prześcieradłem.
- ruszamy - syknęłam
Wpadliśmy do celi Michaela.
- już, już, już - popędzał nas - do środka już!
Prawie wepchnął mnie do dziury. Za ścianą czekałam na resztę. Odgłosy z bloku były stłumione. Takie dziwne...takie przerażające...
Po chwili pojawił się t-bag. Za nim LJ, Abruzzi, Sucre i zdyszany Mike.
- pamietajcie! Uważajcie na siebie i na wszystkich. To najważniejsze 60 minut naszego życia. Jazda!
Puściliśmy się biegiem ciemnym, pustym korytarzem. Głosy z bloku zaczęły cichnąć. Zaczęło się robić coraz zimniej. Dobiegliśmy do drabiny, która zaczynała pokrywać sie rdzą.
- Ann ty pierwsza. Wchodź! - ryknął Michael
Wspiełam sie najszybciej jak mogłam i walnęłam z całej siły w kratę.
- mocniej Ann! - krzyknął Abruzzi
- nie mogę mocniej!
Sucre wspiął sie za mną i uderzył z całej siły. Na moim ramieniu pojawiły sie krople krwi. Tym razem krata sie poruszyła.
- no już - szepnął - w górę.
Wgramoliłam się do ciemnego pomieszczenia.
- Linc? - zapytałam nieśmiało
- jestem tu - szepnął
W ciemnościach dostrzegłam kontur postaci. Podbiegłam w jego stronę i zaczęłam szarpać za kajdanki, którymi był przypięty do metalowego krzesła.
- to się nie uda Ann - w tym momencie delikatne światło latarni oświetliło jego twarz. Zobaczyłam łzy i strach. Pierwszy raz zobaczyłam te ludzkie odczucia na twarzy mojego brata. Nogi się podemną ugięły - to wszystko nie miało tak być - szeptał
- Linc wszystko będzie dobrze. Obiecuje Ci to.
Reszta była juz w pokoju ale nikt nie śmiał sie odezwać.
- Mike...- szepnęłam - Michael pomóż mi!
- cholera dlaczego tu tak ciemno?! - rzucił sucre
- bo tak jest lepiej...- odpowiedział mocny głos. Usłyszelismy dzwięk odbezpieczanego pistoletu.
dopiero teraz zobaczyłam, że obok drzwi ktos stoi. Zapaliło się ostre światło, które oślepiło wszystkich.
- Mahone...- wycedził Michael
- panie Scofield...plan nie wyszedł?
Spojrzałam na Michaela. Na jego twarzy malował się gniew naprzemian z zaskoczeniem.
- ty gnoju, ty...
Nagle z całej siły otworzyły sie drzwi do gabinetu. Mahone runął na podłogę uderzając przy tym dośc niefortunnie w krawedź biurka. Pistolet wylądował w drugim końcu pokoju.
W drzwiach stał...
- Patoshik! Jestes wielki! - krzyknał abruzzi
- dobra przestańcie sie cackać. spadamy! - z tymi słowami T-Bag wziął klucze, które leżały na biurku i uwolnił Linca.
- Musimy iść do gabinetu lekarskiego! - krzyknął Michael
- o nie...nie uciekniecie...nie dziś - wycedził Mahone, który już pomału dochodził do siebie. Zaśmiał się i chwycił mnie za nogę.
- Linc! - zdążyłam krzyknąć zanim upadłam na podłogę.
W jednej chwili ogarnęła mnie ogromna fala złości i z całej siły kopnęłam go w twarz. Krew splamiła ścianę i podłogę.
Linc pomógł mi wstać. T-Bag chwycił Alex'a za ręcę i podciągnął do góry z całej siły.
- tym zepsułeś sobie jakze miły wieczór - wycedził i popatrzył na Linca. Ten popchnął mnie prosto w ramiona Michaela.
Mike przytulił mnie mocno i zakrył oczy. Słyszałam tylko odgłosy bicia i krwi, która co chwila lądowała na podłodze w duzych ilościach. Po policzkach popłyneły mi łzy.
- wrzućcie go przez to wejście w podłodze na korytarz boczny - powiedział cicho Abruzzi
Michael nie wypuszczał mnie z objęć. Słyszałam jak przesuwaja bezwładne ciało Alex'a po podłodze i wrzucają w dół. Dopiero gdy zamknęli kratę Mike mnie puścił.
Na podłodze było pełno krwi. Biurko, ściany, szyba w dzwiach...wszystko było we krwi. Spojrzałam na Linca. Patrzył na mnie jakby chciał powiedzieć "przepraszam". Z jego rąk ściekała krew. Na białej koszulce T-Bag'a pojawiły się krwawe wzorki.
- Ann...- zaczął niesmiało Linc
- nie mamy teraz na to czasu! - krzyknął Michael - ruszamy dalej!
Wziął mnie za rekę i wybieglismy z pokoju w strone gabinetu Sary. Drzwi o dziwo były otwarte.
- pomózcie mi rozwalic tą krate! - wrzeszczał Mike
Po chwili krata wylądowała na podłodze z wielkim hukiem.
- usłyszą nas! - krzyknął Sucre
- nie usłyszą nie bój się - odpowiedział spokojnie mike i otworzył okno.
Do gabinetu wpadł świerzy powiew zimnego, wieczornego powietrza.
- Ann idziesz pierwsza - rzucił Michael
Podeszłam do okna i juz miałam wychodzic gdy nagle złapał mnie za reke i przytulił do siebie.
- wiem, że myślisz że cie nie kocham...ale to nie prawda...kocham cie całym sercem najbardziej na świecie...chcę żebyś to wiedziała.
Spojrzałam w jego oczy....napełniły sie łzami...
- no już...uciekaj...
Po tych słowach chwyciłam jeszcze pewniej pret za oknem. Czułam, że rece zaczynają mi do niego przymarzać. Nie patrzyłam w strone okna. Dotarłam do muru, chwyciłam sie go mocno i przeskoczyłam na druga strone.
Usiadłam na ziemi i oparłąm się o cudownie zimny mur. Patrzyłąm w niebo...z tej strony wygląda zupełnie inaczej...
Po chwili obok mnie wylądował Linc. Uklęknął obok mnie i przytulił bardzo mocno.
- udało się - wyszeptał
Nagle usłyszeliśmy huk. Zza pleców Linca wyłonił sie Sucre.
- cholera nie dość, że mi się udało to na dobry poczatek jeszcze sie połamie - rzucił i otrzepał sie z ziemi.
Na mojej twarzy pojawił się usmiech. Po chwili po drugiej stronie byłi juz wszyscy oprócz T-bag'a i Michaela.
- co sie tam dzieje? - zapytałąm - dlaczego ich nie ma?
- to nie jest takie proste przejść po tym drucie tak szybko jak ty to zrobiłaś Ann - powiedział Abruzzi - my mamy swoje lata.
- podsadź mnie Sucre. Zobacze co u nich - powiedziałam
Wlazłam mu na barana i spojrzałam w strone okna. T-Bag był juz prawie przy końcu. Michael nie czekał aż przejdzie przez mur. Chwycił sie i zaczął iść. Teddy był juz na dole gdy rozległ sie donośny głos alarmu.
- gdzie jest mike?! - wrzeszczał Linc
- spokojnie! Juz prawie! - krzyczałam, denerwując sie jeszcze bardziej - Michael szybciej!
Michael spojrzał się w stronę okna.
- Michael dalej! nie ma na to czasu!
Nagle poczyłam jak ktoś ciągnie mnie za nogawke.
- złaź - powiedział Linc - ja mu pomoge
Nie mogłam stac tak sie trzęsłam. Abruzzi starał sie mnie uspokoic ale marnie mu szło.
Usłyszelismy krzyki strazników i strzały.
- O Boże...- szepnęłam
W tej samej chwili na ziemi wylądował Michael z Lincolnem.
- UCIEKAMY!!!! - wydarł sie Mike - W STRONE LASU!!! SZYBKO!!!
Puścilismy sie biegiem nie patrzac za siebie. Czułam radość, że wkońcu po wszystkim.
Noc nie była taka chłodna jak mi sie wcześniej wydawało...a może to wszystko przez nerwy?
Gdy juz prawie dobiegalismy do skraju lasu odezwał sie Sucre.
- nie ma Patoshika!
- nie mamy czasu go szukać! - krzyknął Mike - o tam jest!
Wszyscy spojrzeli w stronę ciemnego i mrocznego lasu. Miedzy drzewami stał czarny jeep.
- SZYBKO!!! - krzyknął
Dobiegłam do drzwi i szarpnełam je mocno. Były otwarte. Wlazłam do środka. Za mna LJ, Sucre i Abruzzi. Mike i Linc usiedli z przodu.
- T-Bag koło tej brzozy sa kluczyki. Skocz po nie! - krzyknał Mike
Teddy podbiegł do drzewa i zaczął szukać kluczyków w liściach. Lincoln pozamykał drzwi od swojej strony, Michael zrobił to od swojej. Wyjął kluczyki z kieszeni i odpalił samochód.
- Mike co ty robisz! - wrzasnełam i wysunęłam sie w jego strone - Jesteś chory!
Ruszył z tekim pędem, że odrzuciło mnie do tyłu.
- Mike nie rób tego! MIKE NIE! - krzyczałąm. Do oczu napłyneły mi łzy.
- John uspokuj ją! Albo daj jej to! - krzyknał Michael i podał mu jakies opakowanie.
Abruzzi przytulił mnie mocno, odkręcił butelke i na siłe wlał mi do ust jakies swiństwo.
Po chwili zrobiło mi się jakos dziwnie. Tak błogo i ciepło...
- Michael jak mogłeś...- zdarzyłam wydusić i zasnęłam w ramionach John'a.
Michael Scofield
Przynajmniej mniej brutalnie wygryzłaś Tedzia z gry xD
Michael Scofield
tutaj tak...nie miałam go z czego wypchnąć xD
Michael Scofield
o LOL xDtutaj tak...nie miałam go z czego wypchnąć xD
ano tak, więzienie za niskie ^^
Michael Scofield
oj teraz beda moje ulubione odcinki <serduszka>
Michael Scofield
może bedzie to spowodowane pojawieniem się Jamesa ?Tanira pisze:oj teraz beda moje ulubione odcinki <serduszka>
jakie to romantyczneee... <33Tanira pisze:Podeszłam do okna i juz miałam wychodzic gdy nagle złapał mnie za reke i przytulił do siebie.
- wiem, że myślisz że cie nie kocham...ale to nie prawda...kocham cie całym sercem najbardziej na świecie...chcę żebyś to wiedziała.
Spojrzałam w jego oczy....napełniły sie łzami...
- no już...uciekaj...
cudowne... :*
Michael Scofield
ja nie mam pojecia skad wy macie takie informacjeniunia pisze: może bedzie to spowodowane pojawieniem się Jamesa ?
Michael Scofield
jak moglkas tak tedzia wyeliminowac...
ale widze już w "ramionach johna"
. ale z tym skatowaniem Alexa to lekko przesadziłaś
Michael Scofield
coś Ty zrobiła Alexowi?!?! masssssakra.
"ty gnoju, ty" wymiata xD
"ty gnoju, ty" wymiata xD
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
hehe ja sobie wyobrazilem jak tanira (jako ann) kopie w ryja alexa
:-> :->
to by wygladalo... slodko
super odcinek dawaj dawaj nie przestawaj
to by wygladalo... slodko
super odcinek dawaj dawaj nie przestawaj
John Abruzzi
biedni Alex i Teddy
mam nadzieję, że Ann jeszcze spotka się z Teddym ;-)
czekam na cedeka
czekam na cedeka
Michael Scofield
no nieee..ja nie wytrzymam.. zrobiłaś ozdoby choinkowe z Alexa..krew na ścianach, rzeź normalnie.
Powiedz mi gdzie on teraz leży to pójdę go szybko naprawić
Powiedz mi gdzie on teraz leży to pójdę go szybko naprawić
Michael Scofield
o ja OO jaka bulwersacja OO a bedzie jeszcze gorzej xD sasasa
Michael Scofield
no no no, nie bluźnij xD
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
wszyscy poumieraja
zostanie tylko ann ze swoim tbagiem 
Michael Scofield
T-bag już dano został wykopany z gry ^^ nawet dosłownie wykopany xD
Michael Scofield
teraz tylko powinniśmy czekac na superhero- Whistlera 
Michael Scofield
Autumn czy ty im coś mowilas czy moja historia jest az tak bardzo przewidywalna? xD
Michael Scofield
Wiesz, że ja nienawidze zdradzać czegokolwiek ^^
Nie jest przediwywalna, każdy po prostu wie, że jesteś napalona na Whistlera xD
Nie jest przediwywalna, każdy po prostu wie, że jesteś napalona na Whistlera xD
Michael Scofield
Michael Scofield
Nadstawiasz ucha?xD
Michael Scofield
ja nie xD tego drugiego tez nie xD ja chce Żejmsa...