Michael Scofield
buuu nie badz taka .... jak ja cały weekend na 2 odcinkach mam przeżyć 
Michael Scofield
dacie rade xD trzymam za was kciuki xD
Tanira
fajnie
widze, że nie ja jedna mam manię zmieniania czarnych charakterów w miłe owieczki
co do Bellica, to jakkolwiek byś go nie napisała, choćbyś zrobiła z niego ideał - i tak go nie polubię 
(niech wezmą z sobą Sarę^^)
(niech wezmą z sobą Sarę^^)
Michael Scofield
... no jak na rzie Alex jest tym "złym " ale mi to wcale nie przeszkadza... 
Michael Scofield
W nocy długo nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam o Lincolnie...Jego egzekucja jest coraz bliżej i ani ja ani Michael nie mozemy jej opóźnić...Jedynym wyjściem jest ucieczka...Boje się. Boję się, że cos pójdzie nie tak. T-Bag zasnął jak małe dziecko więc nie dręczył mnie pytaniami o czym tak mysle. I dobrze. Nie miałam ochoty sie z nim tym dzielić. Po tym co przeżyłam w czasie dnia nie chciałam sie tym dzielić z nikim. Rozmyślenia zajęły mi wiekszą część nocy o czym świadczyły cienie pod oczami nad ranem. T-Bag nie pytał. W milczeniu zajęlismy się poranna toaletą. Gdy wychodziliśmy na śniadanie nagle wyszeptał:
- wszystko będzie dobrze, zobaczysz...
Z trudem uśmiechnęłam się i powstrzymałam łzy.
Na stołówce nie było lepiej. Jakaś gówniana papka na sniadanie i sok. Błądziłam widelcem po talerzu i zastanawiałam się z czego zrobili ten "rarytas". T-Bag nie spuszczał ze mnie wzroku jednak nie odezwał się ani słowem.
- Cześć Ann...
Usłyszałam nieśmiały głos. Podniosłam głowę i za plecami T-Bag'a zobaczyłam Tweener'a.
- cześć..
T-Bag popatrzył na mnie wzrokiem ktory mnie przeraził.
- coś dzisiaj nie w humorze, co?
- słuchaj stary to nie jest chyba odpowiedni moment - powiedział T-Bag
- słuchaj kolo nie przyszedłem tu do Ciebie - wyszczezył zęby w głupim uśmiechu Tweener
T-Bag zerwał się z miejsca z nożem w ręku i chwycił Tweener'a za koszulke
- to nie jest twój rewir więc nie podskakuj młody. Może na ulicy byłeś kimś ale tutaj jestes nikim. NIKIM ZROZUMIAŁEŚ?!
Tweener próbował sie wyrwać ale pograżał się jeszcze bardziej
- puszczaj mnie ty cholerny pedofilu! - wrzeszczał na pół stołówki
Inni więźniowie zaczęli odsuwać sie od naszego stolika w obawie, że T-Bag w przypływie złości im też coś zrobi.
- przegiołeś - wysyczał T-Bag i popchnął go na sąsiedni stół z którego ledwo co zdążył zabrac swoje sniadanie jakiś grubas.
Byłam oszołomiona. Siedziałam na swoim miejscu i nawet nie próbowałam powstrzymać T-Bag'a.
Chwycił Tweener'a za koszulke i z całej walnął go w twarz. Polała sie krew. Biała koszulka T-Bag'a w jednej chwili zrobiła sie czerwona. Na sali nie było żadnego straznika. Tweener po raz kolejny upadł na stół ale już nie próbował sie podnieść. T-Bag wycedził:
- mam nadzieję, że zrozumiałeś koleś, że na moim terenie nie jestes u siebie.
Odwrócił się i popatrzył na mnie. Z jego twarzy zniknął ten przeraźliwy grymas i zamienił się znowu w małego chłopca. Jego oczy patrzyły na mnie jakby chciałby powiedzieć "przepraszam". Upuscił nóż, który trzymał w ręce.
- chodźmy zanim straznik zobaczy co sie stalo - wyszeptał
Gdy wychodziliśmy ze stołówki Teddy zdjął swoja zaplamioną koszulke i wrzucił do kontenera z resztkami jedzenia.
Za zakretem przyparłam go do ściany...
- zgłupiałeś?! Co to miało byc?! Mogłeś go zabić?! Co w Ciebie wstapiło?!
- Nie zadawaj sie z nim.
- to tylko kumpel! Przestań sie zachowywać jakbym była twoja własnością!
Popatrzył na mnie i wyszeptał...
- nie chcę Cię ograniczać chcę Cie tylko bronic przed złymi ludźmi. Tweener jest najlepszym przykładem takiego człowieka. Chodźmy na dwór.
***
Na dworze nie było prawie nikogo. Jedynie Patoshik łaził w kółko i mruczał cos pod nosem. Usiedlismy na ławce. T-Bag chwycił mnie za rekę.
- to nie jest tak... - zaczął - że jestem złym facetem. Boje się, że ktoś mi Ciebie odbierze. Juz raz straciłem bliską mi osobę i nie chce tego przezywac znowu.
Nie odpowiedziałam.
Patoshik doszedł do nas i głupio zapytał:
- widzieliscie indyczka?
Na twarzy T-Bag'a pojawił sie usmiech po czym wybuchnął histerycznym smiechem.
Patoshik przechylił charakterystycznie głowę i patrzył na niego głupawym wzrokiem. Teddy opanował sie w końcu i odpowiedział:
- Świruś musiałes się bardzo dobrze sprawować, że Cie wypuscili ale chyba znowu zaczyna Ci odpierdalać. Wezwać straznika?
Świrus wpadł w panike i pobiegł w druga strone spacerniaka.
- kocham tego człowieka - odpowiedział z usmiechem na ustach Teddy
Nagle pojawił się Bellick
- szukałem Cię wszędzie Scofield. Natychmiast do gabinetu naczelnika.
- ale po co?
- RUSZAJ SIĘ! - warknął
Teddy rozstał się z nami przy schodach które prowadziły do gabinetu naczelnika. Strażnik odprowadził go do celi.
Jeszcze przed drzwiami gabinetu Pope'a słyszałam donośne krzyki.
- dalej idziesz sama - powiedział Bellick, który wyraznie zainteresował się nową sekretarka naczelnika.
Otworzyłam drzwi...
- PAN MUSI GO PRZENIEŚĆ!! - wrzeszczał Michael
- Nic nie muszę panie Scofield...ooo - spojrzał na mnie - przybyła pańska siosta. Zapraszamy do środka.
Zamknęłam drzwi i usiadłam obok Mike'a.
- Wezwałem Cie tutaj ponieważ chciałem wyjaśnic kwestię przeniesienia twojego brata...eee przepraszam, waszego brata do innego więzienia. Uznałem, że oboje macie prawo wiedzieć dlaczego tak sie stało.
W rogu pokoju cicho grał telewizor...leciała akurat prognoza pogody...
- Otóż FBI, które prowadzi osobne śledztwo w sprawie waszego brata odkryło, że zamierza uciec z więzienia...
Michael przełknął głośno śline.
- Skąd FBI ma takie informacje? - zapytał Mike
- Mają wsród więźniów swoich informatorów. Nie popieram tego jednak było to narzucone z góry wiec nic nie mogłem zrobic...A wracając do waszego brata został on przeniesiony do więzienia o zaostrzonym rygorze...
- Jest szansa na przeniesienie go tutaj znowu? - zapytałam
Pope nie zdążył odpowiedzieć, Michael zerwał się z krzesła...
- MUSI PAN TO ZROBIĆ! ON JEST SKAZANY NA ŚMERĆ! NIE CHCE ŻEBY UMIERAŁ Z DALA OD RODZINY!
- Proszę sie uspokoić panie Scofield.
- JA JESTEM SPOKOJNY!
- chyba nie do końca...
- JESTEM!!!!!!!
- mysle, że 30 dni izolatki pomoże panu to lepiej zrozumieć.
- CO?!
- Bellick!! - wrzasnął Pope
Drzwi otworzyły sie z hukiem
- co sie stało szefie?
- zaprowadź pana do izolatki
- z przyjemnością - wytrzeszczył zęby w głupim uśmiech Bellick
- NIE MOŻE PAN!!!!
- Zamknij sie Scofield - wycedził Bellick - to nie przedszkole
Drzwi zamknęły sie za nimi...Byłam w szoku...Michael w akcie desperacji zatracił szansę na naszą ucieczkę...Jedyną nadzieje...
Spojrzałam nagle na telewizor. Na ekranie ukazało sie zdjecia Lincolna.
- Niech pan odkręci głosniej!
//...przeniesiony z więzienia Fox River. Egzekucja miała sie odbyc w najblizszych dniach jednak mężczyzna, którego nazwiska nie znamy wymusił przesunięcie egzekucji na nastepny miesiąc.Jak sie równiez dowiedzielismy z przyczyn zdrowotnych oskarżony zostanie przetransportowany znowu do więźienia stanowego Fox River. Dla CNN mówiła Amanda Bean //
- tylko kim jest ten mężczyzna...- pomyslałam głośno...
- wszystko będzie dobrze, zobaczysz...
Z trudem uśmiechnęłam się i powstrzymałam łzy.
Na stołówce nie było lepiej. Jakaś gówniana papka na sniadanie i sok. Błądziłam widelcem po talerzu i zastanawiałam się z czego zrobili ten "rarytas". T-Bag nie spuszczał ze mnie wzroku jednak nie odezwał się ani słowem.
- Cześć Ann...
Usłyszałam nieśmiały głos. Podniosłam głowę i za plecami T-Bag'a zobaczyłam Tweener'a.
- cześć..
T-Bag popatrzył na mnie wzrokiem ktory mnie przeraził.
- coś dzisiaj nie w humorze, co?
- słuchaj stary to nie jest chyba odpowiedni moment - powiedział T-Bag
- słuchaj kolo nie przyszedłem tu do Ciebie - wyszczezył zęby w głupim uśmiechu Tweener
T-Bag zerwał się z miejsca z nożem w ręku i chwycił Tweener'a za koszulke
- to nie jest twój rewir więc nie podskakuj młody. Może na ulicy byłeś kimś ale tutaj jestes nikim. NIKIM ZROZUMIAŁEŚ?!
Tweener próbował sie wyrwać ale pograżał się jeszcze bardziej
- puszczaj mnie ty cholerny pedofilu! - wrzeszczał na pół stołówki
Inni więźniowie zaczęli odsuwać sie od naszego stolika w obawie, że T-Bag w przypływie złości im też coś zrobi.
- przegiołeś - wysyczał T-Bag i popchnął go na sąsiedni stół z którego ledwo co zdążył zabrac swoje sniadanie jakiś grubas.
Byłam oszołomiona. Siedziałam na swoim miejscu i nawet nie próbowałam powstrzymać T-Bag'a.
Chwycił Tweener'a za koszulke i z całej walnął go w twarz. Polała sie krew. Biała koszulka T-Bag'a w jednej chwili zrobiła sie czerwona. Na sali nie było żadnego straznika. Tweener po raz kolejny upadł na stół ale już nie próbował sie podnieść. T-Bag wycedził:
- mam nadzieję, że zrozumiałeś koleś, że na moim terenie nie jestes u siebie.
Odwrócił się i popatrzył na mnie. Z jego twarzy zniknął ten przeraźliwy grymas i zamienił się znowu w małego chłopca. Jego oczy patrzyły na mnie jakby chciałby powiedzieć "przepraszam". Upuscił nóż, który trzymał w ręce.
- chodźmy zanim straznik zobaczy co sie stalo - wyszeptał
Gdy wychodziliśmy ze stołówki Teddy zdjął swoja zaplamioną koszulke i wrzucił do kontenera z resztkami jedzenia.
Za zakretem przyparłam go do ściany...
- zgłupiałeś?! Co to miało byc?! Mogłeś go zabić?! Co w Ciebie wstapiło?!
- Nie zadawaj sie z nim.
- to tylko kumpel! Przestań sie zachowywać jakbym była twoja własnością!
Popatrzył na mnie i wyszeptał...
- nie chcę Cię ograniczać chcę Cie tylko bronic przed złymi ludźmi. Tweener jest najlepszym przykładem takiego człowieka. Chodźmy na dwór.
***
Na dworze nie było prawie nikogo. Jedynie Patoshik łaził w kółko i mruczał cos pod nosem. Usiedlismy na ławce. T-Bag chwycił mnie za rekę.
- to nie jest tak... - zaczął - że jestem złym facetem. Boje się, że ktoś mi Ciebie odbierze. Juz raz straciłem bliską mi osobę i nie chce tego przezywac znowu.
Nie odpowiedziałam.
Patoshik doszedł do nas i głupio zapytał:
- widzieliscie indyczka?
Na twarzy T-Bag'a pojawił sie usmiech po czym wybuchnął histerycznym smiechem.
Patoshik przechylił charakterystycznie głowę i patrzył na niego głupawym wzrokiem. Teddy opanował sie w końcu i odpowiedział:
- Świruś musiałes się bardzo dobrze sprawować, że Cie wypuscili ale chyba znowu zaczyna Ci odpierdalać. Wezwać straznika?
Świrus wpadł w panike i pobiegł w druga strone spacerniaka.
- kocham tego człowieka - odpowiedział z usmiechem na ustach Teddy
Nagle pojawił się Bellick
- szukałem Cię wszędzie Scofield. Natychmiast do gabinetu naczelnika.
- ale po co?
- RUSZAJ SIĘ! - warknął
Teddy rozstał się z nami przy schodach które prowadziły do gabinetu naczelnika. Strażnik odprowadził go do celi.
Jeszcze przed drzwiami gabinetu Pope'a słyszałam donośne krzyki.
- dalej idziesz sama - powiedział Bellick, który wyraznie zainteresował się nową sekretarka naczelnika.
Otworzyłam drzwi...
- PAN MUSI GO PRZENIEŚĆ!! - wrzeszczał Michael
- Nic nie muszę panie Scofield...ooo - spojrzał na mnie - przybyła pańska siosta. Zapraszamy do środka.
Zamknęłam drzwi i usiadłam obok Mike'a.
- Wezwałem Cie tutaj ponieważ chciałem wyjaśnic kwestię przeniesienia twojego brata...eee przepraszam, waszego brata do innego więzienia. Uznałem, że oboje macie prawo wiedzieć dlaczego tak sie stało.
W rogu pokoju cicho grał telewizor...leciała akurat prognoza pogody...
- Otóż FBI, które prowadzi osobne śledztwo w sprawie waszego brata odkryło, że zamierza uciec z więzienia...
Michael przełknął głośno śline.
- Skąd FBI ma takie informacje? - zapytał Mike
- Mają wsród więźniów swoich informatorów. Nie popieram tego jednak było to narzucone z góry wiec nic nie mogłem zrobic...A wracając do waszego brata został on przeniesiony do więzienia o zaostrzonym rygorze...
- Jest szansa na przeniesienie go tutaj znowu? - zapytałam
Pope nie zdążył odpowiedzieć, Michael zerwał się z krzesła...
- MUSI PAN TO ZROBIĆ! ON JEST SKAZANY NA ŚMERĆ! NIE CHCE ŻEBY UMIERAŁ Z DALA OD RODZINY!
- Proszę sie uspokoić panie Scofield.
- JA JESTEM SPOKOJNY!
- chyba nie do końca...
- JESTEM!!!!!!!
- mysle, że 30 dni izolatki pomoże panu to lepiej zrozumieć.
- CO?!
- Bellick!! - wrzasnął Pope
Drzwi otworzyły sie z hukiem
- co sie stało szefie?
- zaprowadź pana do izolatki
- z przyjemnością - wytrzeszczył zęby w głupim uśmiech Bellick
- NIE MOŻE PAN!!!!
- Zamknij sie Scofield - wycedził Bellick - to nie przedszkole
Drzwi zamknęły sie za nimi...Byłam w szoku...Michael w akcie desperacji zatracił szansę na naszą ucieczkę...Jedyną nadzieje...
Spojrzałam nagle na telewizor. Na ekranie ukazało sie zdjecia Lincolna.
- Niech pan odkręci głosniej!
//...przeniesiony z więzienia Fox River. Egzekucja miała sie odbyc w najblizszych dniach jednak mężczyzna, którego nazwiska nie znamy wymusił przesunięcie egzekucji na nastepny miesiąc.Jak sie równiez dowiedzielismy z przyczyn zdrowotnych oskarżony zostanie przetransportowany znowu do więźienia stanowego Fox River. Dla CNN mówiła Amanda Bean //
- tylko kim jest ten mężczyzna...- pomyslałam głośno...
John Abruzzi
czyżby AlexTanira pisze:- tylko kim jest ten mężczyzna...- pomyslałam głośno...
Tanira pisze:- widzieliscie indyczka?
Bardzo wrażliwy Teddy... takiego uwielbiam^^Tanira pisze:- to nie jest tak... - zaczął - że jestem złym facetem. Boje się, że ktoś mi Ciebie odbierze. Juz raz straciłem bliską mi osobę i nie chce tego przezywac znowu.
Michael Scofield
hahah ... nie mogłam z tego Indyczka
ojjj kiedy kolejny odcinke

ojjj kiedy kolejny odcinke
Michael Scofield
eee a kiedy chcecie? xD
Michael Scofield
Indyczek rulezz xD
John Abruzzi
popieramteraz!!![]()
ehhhh.... wracam do nauki
Michael Scofield
ludzie ja tutaj sie skupiam na bogatym opisie Panamy xD ale dobra niech wam bedzie. darmowy pakiet xD
Dni strasznie mi sie dłużyły. Lincoln wrócił do Fox River jednak nie pozwolono mi się z nim zobaczyć. Michael siedział w izolatce. T-Bag, Sucre i Abruzzi pracowali razem przy remoncie starego magazynu. Ja spędzałam większość czasu na dworze. Towarzystwa dotrzymywał mi Patoshik. Codziennie przez pół dnia słuchałam jego wywodów na temat bezbronnych zwierząt. Po kilku takich wykładach miałam gąbkę z mózgu. Tweener, który wyszedł ze szpitala po ostatnim spotkaniu z T-Bag'iem przestał nawet na mnie patrzeć. Dzięki tej akcji większość facetów omijała mnie szerokim łukiem.
***
Obudziłam sie rano jak zwykle z kartką na poduszce "Jakby co wiesz gdzie mnie szukać.". T-Bag pracował od rana do wieczora. Wstawał nie budząc mnie, sniadanie jadł w gronie kumpli z ekipy remontowej. Leżałam i myślałam co dziś mnie nudnego czeka. Patoshik...
- o nieeee...znowu...- wyszeptałąm
Mimo wszystko postanowiłam zwlec sie z łóżka i iść na śniadanie.
Na stołówce nie było zbyt wiele osób. Większość była na widzeniach. Wzięłam jogurt i usiadłam przy stoliku. Męczyłam go chyba z pół godziny...Gdy wychodziłam natknęłam się na Bellicka.
- Ann masz wizyte.
- kto tym razem się mna interesuje?
- poczekaj...już...- zaczął grzebać w liście odwiedzających - Burrows, LJ.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. LJ był nie tylko najbliższą rodziną. Był także moim najukochańszym kumplem.
Bellick zaprowadził mnie do sali gdzie mozna było się spotykać z odwiedzającymi. Sala była ogromna i prawie przy każdym stoliku ktoś siedział. Zaczęłam szukać LJ'a. Siedział przy ostatnim stoliku i patrzył mętnym zapłakanym wzrokiem w okno. Jakby szukał ukojenia...
Nawet nie zauważył, że podeszłam do stolika...
- LJ...
Spojrzał na mnie zapłakanymi oczami i rzucił mi się na szyję...
- nie powinienem tu przychodzić...ale musiałem...nie umiem sobie sam z tym radzic...- wykrztusił przez łzy - nie mogłem spotkac sie z ojcem...
- wiem. Mi tez nie pozwolono. Ale już spokojnie LJ - mówiłam choć łzy same cisnęły mi się do oczu gdy na niego patrzyłam - co sie stało?
- moja matka...nie zyje...- wykrztusił i zalał sie łzami
Przecież niedawno była na widzeniu u Linc'a - pomyslałam
- LJ ale...
- podobno to był wypadek ale ja w to nie wierze
Usiedlismy przy stoliku i LJ wyjął z kieszeni małą kartke
- niedługo po tym rzekomym wypadku dostałem to...
Podsunął mi zwinięty swistek papieru. W środku widniał napis " Wszystko będzie dobrze. Musisz tylko wierzyc i unikać nieodpowiednich ludzi"
Czytałam to chyba z pięc razy...W końcu zapytałam
- od kogo to?
- nie mam pojęcia. Znalazłem w kieszeni kurtki...
Zwinełam kartkę i chwytajac LJ'a za rękę wsunełam ja w jego dłoń.
- LJ będzie dobrze. Musimy sie trzymać razem bo tylko w ten sposób jesteśmy silni...
- wiem...ale to mnie przerasta...
Rozległ sie donosny głos straznika
- KONIEC WIDZEŃ!
LJ uściskał mnie na pożegnanie...
- uważaj na siebie...proszę...- wyszeptałam
- będę...
Po chwili widziałam go już za szklanymi drzwiami...
Odwróciłam sie do wyjścia gdy nagle wyrósł przedemną Bellick
- miałeś czekać na mnie
- tak ale...masz jeszcze jednego gościa...- powiedział z niewyraźną miną
Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem...
- Bellick?
- chodź - z tymi słowami załozył mi na rece kajdanki i wyprowadził z sali.
Znowu szliśmy tym samym korytarzem...
- o nie! Nie chce z nim gadać!
- Ann to czy ty z nim pogadasz czy nie to tylko od ciebie zależy. Moim obowiązkiem jest zaprowadzenie cie na wizytę.
Otworzyłam te cholerne drzwi...Nie musiałam na niego czekać, tym razem on czekał na mnie. Był jakis dziwny...
- wizyta LJ'a należała do udanych? - zapytał z podłym uśmiechem
- skąd to wiesz? To poufne informacje.
- Ann ja jestem z FBI. Dla mnie nic nie jest poufne. Może usiądziesz?
- postoje. I tak zaraz nie mnie tu nie będzie
- skoro tak uważasz...A teraz jesli możesz...powiedz mi co było na tej kartce - zapytał patrząc na mnie przenikliwym wzrokiem
- na jakiej kartce?
- nie udawaj głupiej bo ci to nie wychodzi. Więc?
- nie wiem o czym mówisz. Zreszta nie mam zamiaru z Toba gadać.
Odwróciłam sie i chwyciłam za klamkę. Alex zerwał się z miejsca, odsunął mnie od drzwi i przyparł mocno do ściany.
- nigdzie nie pójdziesz moja droga. Co było na tej kartce...MÓW!!!!
- BELLICK!!!!!!!!! - wrzasnęłam
Bellick wparował do pokoju z dwoma innymi straznikami. Odciągnęli odemnie Mahone'a.
- Jeszcze tego pożałujesz! - wrzeszczał wypychany na siłe z pokoju - POŻAŁUJESZ TEGO!
Osunęłam sie na podłogę, ręcę trzęsły mi sie przez cały czas. Po chwili wrócił Bellick..
- to swir...on cos bierze...Nic ci nie jest?
- nie. Wszystko ok.
- jest nienormalny. Gada coś o waszej ucieczce...
Spojrzałam na niego przerażonym wzrokiem.
Skąd on wie?! Cholera skąd wie?! - myślałam gorączkowo
- Bellick ja nie chce się juz z nim widziec. Nie chce.
- jutro pogadasz na ten temat z Pope'em. A teraz zbieraj sie wracamy na blok....
Dni strasznie mi sie dłużyły. Lincoln wrócił do Fox River jednak nie pozwolono mi się z nim zobaczyć. Michael siedział w izolatce. T-Bag, Sucre i Abruzzi pracowali razem przy remoncie starego magazynu. Ja spędzałam większość czasu na dworze. Towarzystwa dotrzymywał mi Patoshik. Codziennie przez pół dnia słuchałam jego wywodów na temat bezbronnych zwierząt. Po kilku takich wykładach miałam gąbkę z mózgu. Tweener, który wyszedł ze szpitala po ostatnim spotkaniu z T-Bag'iem przestał nawet na mnie patrzeć. Dzięki tej akcji większość facetów omijała mnie szerokim łukiem.
***
Obudziłam sie rano jak zwykle z kartką na poduszce "Jakby co wiesz gdzie mnie szukać.". T-Bag pracował od rana do wieczora. Wstawał nie budząc mnie, sniadanie jadł w gronie kumpli z ekipy remontowej. Leżałam i myślałam co dziś mnie nudnego czeka. Patoshik...
- o nieeee...znowu...- wyszeptałąm
Mimo wszystko postanowiłam zwlec sie z łóżka i iść na śniadanie.
Na stołówce nie było zbyt wiele osób. Większość była na widzeniach. Wzięłam jogurt i usiadłam przy stoliku. Męczyłam go chyba z pół godziny...Gdy wychodziłam natknęłam się na Bellicka.
- Ann masz wizyte.
- kto tym razem się mna interesuje?
- poczekaj...już...- zaczął grzebać w liście odwiedzających - Burrows, LJ.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. LJ był nie tylko najbliższą rodziną. Był także moim najukochańszym kumplem.
Bellick zaprowadził mnie do sali gdzie mozna było się spotykać z odwiedzającymi. Sala była ogromna i prawie przy każdym stoliku ktoś siedział. Zaczęłam szukać LJ'a. Siedział przy ostatnim stoliku i patrzył mętnym zapłakanym wzrokiem w okno. Jakby szukał ukojenia...
Nawet nie zauważył, że podeszłam do stolika...
- LJ...
Spojrzał na mnie zapłakanymi oczami i rzucił mi się na szyję...
- nie powinienem tu przychodzić...ale musiałem...nie umiem sobie sam z tym radzic...- wykrztusił przez łzy - nie mogłem spotkac sie z ojcem...
- wiem. Mi tez nie pozwolono. Ale już spokojnie LJ - mówiłam choć łzy same cisnęły mi się do oczu gdy na niego patrzyłam - co sie stało?
- moja matka...nie zyje...- wykrztusił i zalał sie łzami
Przecież niedawno była na widzeniu u Linc'a - pomyslałam
- LJ ale...
- podobno to był wypadek ale ja w to nie wierze
Usiedlismy przy stoliku i LJ wyjął z kieszeni małą kartke
- niedługo po tym rzekomym wypadku dostałem to...
Podsunął mi zwinięty swistek papieru. W środku widniał napis " Wszystko będzie dobrze. Musisz tylko wierzyc i unikać nieodpowiednich ludzi"
Czytałam to chyba z pięc razy...W końcu zapytałam
- od kogo to?
- nie mam pojęcia. Znalazłem w kieszeni kurtki...
Zwinełam kartkę i chwytajac LJ'a za rękę wsunełam ja w jego dłoń.
- LJ będzie dobrze. Musimy sie trzymać razem bo tylko w ten sposób jesteśmy silni...
- wiem...ale to mnie przerasta...
Rozległ sie donosny głos straznika
- KONIEC WIDZEŃ!
LJ uściskał mnie na pożegnanie...
- uważaj na siebie...proszę...- wyszeptałam
- będę...
Po chwili widziałam go już za szklanymi drzwiami...
Odwróciłam sie do wyjścia gdy nagle wyrósł przedemną Bellick
- miałeś czekać na mnie
- tak ale...masz jeszcze jednego gościa...- powiedział z niewyraźną miną
Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem...
- Bellick?
- chodź - z tymi słowami załozył mi na rece kajdanki i wyprowadził z sali.
Znowu szliśmy tym samym korytarzem...
- o nie! Nie chce z nim gadać!
- Ann to czy ty z nim pogadasz czy nie to tylko od ciebie zależy. Moim obowiązkiem jest zaprowadzenie cie na wizytę.
Otworzyłam te cholerne drzwi...Nie musiałam na niego czekać, tym razem on czekał na mnie. Był jakis dziwny...
- wizyta LJ'a należała do udanych? - zapytał z podłym uśmiechem
- skąd to wiesz? To poufne informacje.
- Ann ja jestem z FBI. Dla mnie nic nie jest poufne. Może usiądziesz?
- postoje. I tak zaraz nie mnie tu nie będzie
- skoro tak uważasz...A teraz jesli możesz...powiedz mi co było na tej kartce - zapytał patrząc na mnie przenikliwym wzrokiem
- na jakiej kartce?
- nie udawaj głupiej bo ci to nie wychodzi. Więc?
- nie wiem o czym mówisz. Zreszta nie mam zamiaru z Toba gadać.
Odwróciłam sie i chwyciłam za klamkę. Alex zerwał się z miejsca, odsunął mnie od drzwi i przyparł mocno do ściany.
- nigdzie nie pójdziesz moja droga. Co było na tej kartce...MÓW!!!!
- BELLICK!!!!!!!!! - wrzasnęłam
Bellick wparował do pokoju z dwoma innymi straznikami. Odciągnęli odemnie Mahone'a.
- Jeszcze tego pożałujesz! - wrzeszczał wypychany na siłe z pokoju - POŻAŁUJESZ TEGO!
Osunęłam sie na podłogę, ręcę trzęsły mi sie przez cały czas. Po chwili wrócił Bellick..
- to swir...on cos bierze...Nic ci nie jest?
- nie. Wszystko ok.
- jest nienormalny. Gada coś o waszej ucieczce...
Spojrzałam na niego przerażonym wzrokiem.
Skąd on wie?! Cholera skąd wie?! - myślałam gorączkowo
- Bellick ja nie chce się juz z nim widziec. Nie chce.
- jutro pogadasz na ten temat z Pope'em. A teraz zbieraj sie wracamy na blok....
Michael Scofield
teraz teraZ teraz teraZ teraz teraZ teraz teraZ teraz teraZ teraz

Michael Scofield
popatrz w gore patus1905 
Michael Scofield
no widzem własnie... ło matko..ale żes z Alexa psychola zrobiła..myyyyym... bosko 
Michael Scofield
mmmmmmmmmmmm... taaaak xDTanira pisze:Alex zerwał się z miejsca, odsunął mnie od drzwi i przyparł mocno do ściany.
Michael Scofield
ooo jezu włąsnie jak to przeczytał..sobie wyobraziłam jak mnie tak Alex do ściany przypiera..wcale bym mu się nie opierała 
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Ej, ja tak samo niepatus1905 pisze:wcale bym mu się nie opierała
Ale ta poprzednia część--
Jeszcze lepsze, niżto co on opowiadał ScofiledowiTanira pisze:widzieliscie indyczka?
A Tweener, i jego opis- zupełnie jak ten z serialu ! Dobra robota ! Chcemy więcej, chcemy więcej !
John Abruzzi
Tanira -cudne^^ (a ja znowu się nie uczę
)
i Alex *rozpływa się*
i Alex *rozpływa się*
oj takAlexxa pisze:Chcemy więcej, chcemy więcej !![]()
Michael Scofield
o matko jak to czytam teraz po takiej długiej przerwie to pale sie ze wstydu
gdzie ja miałąm mózg wtedy? chyba sie czegos nawdychałam xD
Michael Scofield
ee tam ..swietne przecież..ja kcem gratis jakiś

Michael Scofield
no właśnie, zapodaj dalej
jak już zaczęłaś to teraz musisz skończyć 
Michael Scofield
eee mały strajk? xD jutro będzie...bo jak tak dalej pojdzie to bede musiala szybciej wymyslać kolejna czesć xD
Michael Scofield
nie no co ty, jeden strajk w zupełności starczy, nam nie potrzebny strajk na TaniraTV xD
Michael Scofield
cudne. inaczej sie tego nie da określić
:* czekam na nast. czesc.. ^^
wiesz, ze ty sie on nas nie odpedzisz ?
:* czekam na nast. czesc.. ^^
wiesz, ze ty sie on nas nie odpedzisz ?
Michael Scofield
Ja już komentowałam, więc nie mam nic do dodania ;* kocham ^^