Strona 6 z 9

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-14, 19:01
autor: Tanira
jeju...tak sie cieszę że wam się podoba...nawet nie wiecie ile mi radości to sprawia xD

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-14, 20:21
autor: MarQ
ihaaa :D to bylo boskie :P tanirka pisz dalej bo wychdozi ci to super ;)
:*

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-14, 20:49
autor: AutumnLeaf
każdy marzy o takim życiu i takim facecie...przynajmniej ja ;P słodko ;*

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-14, 22:46
autor: niunia
ojj tak.. idealny facet. Ciekawe czy tacy istnieją.
Cudownie napisane ;*

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-14, 23:34
autor: Sofia
na pewno jacyś istnieją :-P :-D

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-15, 01:32
autor: MarQ
no na przyklad ja xD
a napisane swietnie :D tanira powinna ksiazki wydawac :D

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-15, 12:12
autor: mk95
Marq112 pisze:no na przyklad ja xD
jaka skomnośc^^
Ale Tanira, super zbudowałaś ten odc. Taki nastrojowy i w ogóle ;-)

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-15, 12:36
autor: madamebutterfly
ahhh.... narobiłam sobie zaległości przez tydzień... :D no ale jużnadrobiłam...
swoetnie jak zwykle... :D

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-15, 15:28
autor: Xaneta
piękne...
Tanira pisze:Wiara i niewinne oczy.
Tak niewiele.
Tylko tyle.
Tylko wiara i niewinne oczy.
Na zawsze…
mmmm....

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-15, 19:45
autor: Tanira
part XII

Tym razem to on zasnął.
Głaskała go delikatnie po głowie jak małe dziecko.
Czuła się dość niewygodnie na tej cholernej kanapie.
Mieli dziwnie splecione razem nogi i pomału zaczęła odczuwać skutki tego splecenia.
Dochodziła 6.
Słońce budziło się do życia.
Kochała wschody słońca chyba bardziej niż zachody.
Czuła budzące się życie w każdym jasnym promieniu.
Poczuła ciepło na twarzy.
Słońce.
Rażące promienie dawały się coraz bardziej we znaki nie tylko jej.
Sean się przebudził.
Zaspany wyglądał tak uroczo.
- nie spałem prawda?
- ależ skąd – szepnęła i pocałowała go delikatnie w czoło.
- zgaś to światło – wyszeptał chowając twarz w jej ramionach.
- nawet gdybym mogła to bym nie zgasiła – zaświergotała i wstała z kanapy z zamiarem zrobienia mocnej kawy.
Po chwili do dyżurki wpadł sanitariusz.
- nagły wypadek. Zawał. Mężczyzna. 68 lat.
Ann spojrzała na Seana i odstawiła paczkę kawy ruszając za sanitariuszem.
Wpadła do sali gdzie leżał mężczyzna.
Stanęła przy drzwiach i nie mogła się ruszyć.
Na szpitalnym wózku podłączony do aparatury leżał jej profesor.
- Boże…- wyszeptała gdy Sean minął ja w biegu.
- no ruszaj się! – krzyknął.
Ona tylko stała i patrzyła.
- Ann mówię do ciebie! – krzyknął po raz drugi.
Ogarnęło ją dziwne przeczucie, że nie da rady.
Nie chciała go zabić.
Nie chciała mu zrobić krzywdy.
- ANN!
Podeszła do Seana łapiąc za małą butelkę. Wzięła strzykawkę i sprawnym ruchem wbiła mężczyźnie w żyłę.
Coś zaczęło się dziać.
Ciśnienie rosło.
- będzie żył – szepnął Sean zdejmując białe, lateksowe rękawiczki z dłoni.
- to dobrze…- szepnęła patrząc w jak zwykle spokojną twarz profesora.
Uśmiechnęła się delikatnie i chwyciła Seana za rękę.
- to dobrze – powtórzyła.

Nie umiał zrozumieć jej zachowania.
Widziała już to co najgorsze.
Widziała śmierć.
I nagle, z tak błahego mogłoby się wydawać przypadku, jakby się wyłączyła.
Była jak zahipnotyzowana.
Nie mówił nic gdy wychodzili ze szpitala w kierunku miasta.
Czekał aż ona zacznie.
- to mój profesor – szepnęła gdy minęli bramę.
- ten człowiek?
Pokiwała głową.
- stąd moja reakcja. Bałam się, że coś…
Chwycił ją za rękę.
- on jako jedyny we mnie wierzył. Jako jedyny mnie wspierał. A teraz…- uśmiechnęła się delikatnie – teraz robisz to także ty.
Uśmiechnął się promiennie i ścisnął jej dłoń jeszcze mocniej.
Rozstali się przed jej domem.
Jutro ma urodziny.
Wiedział bo czytał jej dokumenty.
Miał cień wyrzutów sumienia ale przecież są razem więc miał prawo zobaczyć.
Miał jej tylko za złe, że sama mu nie powiedziała.
A może czekała na jego krok?
Może wiedziała, że się dowie.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech na samą myśl spędzenia tych urodzin.
Nie wiedział tylko czy jej nie wystraszy.
Bał się tego.
Bał się.

Położyła się późno.
Jak zwykle.
SMS na dobranoc.
Od Seana.
Miała ochotę pocałować ekran telefonu ale po chwili stwierdziła, że to już byłby szczyt.
00:15.
Jej urodziny.
Uśmiechnęła się tylko delikatnie, zgasiła lampkę nocną i wtuliła w miękką, białą poduszkę na której jeszcze nie tak dawno leżał on.
Tym razem nie obudziły jej promienie słońca.
Zerwała się na równe nogi gdy usłyszała dzwonek do drzwi.
Kątem oka spojrzała na zegarek.
05:10.
- co za kretyn dzwoni o tej porze – mruczała pod nosem plącząc nogi w dzikim biegu w stronę drzwi.
- Sean?! Czy ty nie możesz spać?!
- wszystkiego najlepszego – uśmiechnął się promiennie – ubieraj się. Mam niespodziankę.
Patrzyła na niego.
Niedowierzanie mieszało się z podziwem.
- no już – powtórzył cicho i wszedł do mieszkania zamykając drzwi.

Po chwili już prowadził ją za rękę jeszcze delikatnie ciemnymi ulicami Sydney.
- gdzie idziemy? – pytała co chwilę.
Nie odpowiedział.
Chwilę przed 6 minęli bramę portu.
Stanął za nią przy barierce.
Słońce.
- Sean…- wyszeptała a jej oczy zalśniły magicznym blaskiem.
- nasze życie tez zaczyna się tak budzić – szepnął i wsunął jej w dłoń mały kartonik.
Otworzyła go delikatnie uważając by jego zawartość nie znalazła się w wodzie.
- wszystkiego najlepszego – wyszeptał całując ją delikatnie w policzek.
Spojrzała do środka.
- Sean…- jej głos się załamał gdy chwyciła w dłoń klucze od jego mieszkania.
- słucham? – zapytał wystawiając twarz w kierunku słońca.
Słyszał krople łez.
Krople jej łez.
- zawsze gdy będziesz chciała…To co moje jest też i twoje…od dzisiaj – szepnął patrząc jej głęboko w oczy.
- kocham cię – wyszeptała rzucając mu się na szyję.

Budzące się słońce jest symbolem budzącego się nowego życia.
Lepszego życia.
Bardziej bogatego w doświadczenia, które są już za nami.
Słońce jest symbolem radości.
Radości, która wkracza z butami w nasze życie.
Trzeba tylko otworzyć jej serce.
Co jest piękniejsze?
Wschód czy zachód w Sydney?
Dla tych dwoje najpiękniejsza była ta chwila.
Chwila, która zmieniła ich życie.
Otwarła drogę.
Nową drogę.
Oni byli światłem.
To ich blask przyćmiewał blask wschodzącego słońca.
Otworzyli swoje serca.
Byli światłem dającym życie.
Byli gwiazdą.
Byli razem.
Ona i On.

Otwórz serce i wpuść trochę światła.
R.I.P Sean Everleight.


Obrazek

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-15, 19:47
autor: mk95
Piękne... Doszłam do wniosku, że słuchanie 'Low Man's Lyric' Metalliki i jednoczesne czytanie twojego opka kończy sie płaczem ;-) Wzruszające.

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-15, 19:54
autor: AutumnLeaf
ech, to przeklęte słońce mnie wzruszyło...dziw nad dziwy...
i te cholerne rękawiczki ;p

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-15, 19:57
autor: Morgoth
Tanira ja już nie będę pisał bo to szkoda tuszu^^
Ja napiszę tylko spację i to będzie skrót do tego:
Piękne, cudne, wspaniałe, genialne, romantyczne, niesamowite, powalające, wzruszające, boskie, (Willowe bym napisał ale ja nie EMO xD) etc. ... xD

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-15, 19:59
autor: Tanira
cholera aż sie sama poryczałam...

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-15, 20:00
autor: mk95
Tanira pisze:cholera aż sie sama poryczałam...
Chcesz chusteczki? I Tanira nie płacz.

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-15, 20:05
autor: B...
woooow piekne i to liryczne zakonczenie.
"Budzące się słońce jest symbolem budzącego się nowego życia.
Lepszego życia"
i wszystko nizej jest tak cudowne, ze az trudno to opisac.

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-15, 20:48
autor: agulec
ja się podpisuję tylko pod komentarzami wyżej bo nie ma sensu się powtarzać.
Dodam tylko, że to co piszesz jest naprawdę piękne i wzruszające jak jasny gwint ;*

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-15, 21:15
autor: PatuŚ
Tanira pisze:Budzące się słońce jest symbolem budzącego się nowego życia.
Lepszego życia.
Bardziej bogatego w doświadczenia, które są już za nami.
Słońce jest symbolem radości.
Radości, która wkracza z butami w nasze życie.
Trzeba tylko otworzyć jej serce.
Co jest piękniejsze?
Wschód czy zachód w Sydney?
Dla tych dwoje najpiękniejsza była ta chwila.
Chwila, która zmieniła ich życie.
Otwarła drogę.
Nową drogę.
Oni byli światłem.
To ich blask przyćmiewał blask wschodzącego słońca.
Otworzyli swoje serca.
Byli światłem dającym życie.
Byli gwiazdą.
Byli razem.
Ona i On.

Otwórz serce i wpuść trochę światła.
R.I.P Sean Everleight.

Piekne...nic wiecej nie jestem w stanie wykrztusic

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-16, 09:05
autor: Gość
Ann juz wiem czego słuchałaś pisząc to. No jestem pewna, że wiem. I ten jego cytat na końcu. Zabiłaś mnie. Jak zawsze zresztą.
Twoja zawsze wierna fanka - A.

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-16, 10:21
autor: Tanira
part XIII

„Są historie, które trzeba wysłuchać do końca.”
R.I.P Sean Everleight


**

Najpiękniejsze urodziny w jej życiu?
Na pewno.
Nikt nigdy nie dał jej tyle radości.
Nikt nie okazał jej w taki sposób jak bardzo ją kocha.
Czuła, że Sean przezwycięża jakiś strach.
Przekracza swoją wewnętrzną barierę.
Barierę swojego lęku.
Swoich obaw.
Była częścią jego życia.
Była powietrzem bez którego nie mógł żyć.
Szli wolno.
Nie zwracali uwagi na gigantyczny ruch na ulicach.
Na jej twarzy malował się delikatny, promienny uśmiech.
W kieszeni wesoło dzwoniły klucze od jego drzwi.
Na jego twarzy malował się spokój.
Ulga.
Muzyka ulicy była piękna.
Po raz pierwszy nie przeszkadzał jej uliczny hałas.
Głosy śpieszących się ludzi.
Dźwięk klaksonów samochodowych, który do niedawna był tak uciążliwy.
Trzymała go za rękę i czuła jak przepływa między nimi prąd.
Czuła palące iskry pod skóry.
Czuła, że żyje.

Zrobił to.
Odważył się.
A ona nie uciekła w popłochu jak przed jakimś gwałcicielem.
Poczuł ulgę gdy zobaczył jak chowa jego klucze do kieszeni.
Teraz wiedział, że może zrobić wszystko.
Osiągnął to co było najtrudniejsze.
Minęli bramę szpitala.
Od wczoraj się nie zmieniła.
Jednak on po raz pierwszy w swoim życiu zobaczył w niej coś pięknego.
Coś co nie każdy może zobaczyć.
Zwykła brama.
Uśmiechnął się do swoich myśli ale ktoś my brutalnie przerwał.
- no moje gołąbeczki!
Wrzask Jack’a był tym czego nie chciał teraz usłyszeć.
Sean uniósł oczy do góry w błagalnym geście by ktoś tam na górze zrobił cos z tym czubkiem.
- no no tutaj widzę, że niewinna miłość przerodziła się w dziką namiętność – zaświergotał.
Ann i Sean stanęli w miejscu i spojrzeli na niego tak samo.
Z wyraźnym politowaniem, którego Jack starał się nie zauważać.
- w kategorii „Najpiękniejsze zakochane pary na świecie” jesteście u mnie na miejscu pierwszym. Jesteście jak Schwarzenegger w „Commando”. Wchodzicie i rozwalacie wszystko.
- czy ty się dobrze czujesz? – zapytał z troską Sean.
Jack westchnął cicho i wziął Ann pod rękę.
- oczywiście, że tak. Po pierwsze chcę być świadkiem na ślubie bo w końcu jestem Twoim kumplem. Jedynym zresztą. Po drugie nienawidzę koloru brzoskwiniowego więc wybijcie sobie z głowy zastawę w tym kolorze, po trzecie…
- wziąłeś zdecydowanie za dużo tego co bierzesz – szepnęła Ann zostawiając ich w holu i ruszając w stronę bufetu.
Sean chciał za nią pobiec ale Jack przytrzymał go bardzo „dyskretnie” czego skutkiem było popchnięcie go na ścianę.
- czyś ty oszalał?! – krzyknął Sean rozmasowując sobie ramię – chcesz ją wystraszyć?!
Jack uniósł brwi do góry.
- człowieku ona widziała Cię nago. Jeśli to jej nie wystraszyło to już nic tego nie zrobi.
Sean prychnął urażony.
- jesteś facetem, tak? – zapytał Jack.
- no…- wybąkał
- no…- powtórzył Jack udając Seana – ja bym z Tobą nie poszedł nawet po bułki do sklepu. Faceci z reguły mają cudowny dar dominacji. Podkreślam słowo „z reguły” bo jak widać nie wszyscy go mają. Skoro chcesz z nią mieszkać to spakuj swoje rzeczy i przeprowadź się do niej. Bądź wepchnij jej rzeczy do torby i zawieź do siebie. Znaczy wiesz…- zamyślił się chwilę – zależy kto ma większe mieszkanie.
Tym razem to Sean uniósł brwi w górę.
- chcesz z nią być to bądź. Oświadcz się. Wciśnij na palce pierścionek i planuj ślub.
- ona nie chce…- szepnął.
Jack spojrzał na niego dziwnie.
- czy Ty wydajesz z siebie jakieś dźwięki gdy masz orgazm? Bo jakoś trudno mi w to uwierzyć. – szepnął teatralnie.
- przestań!
- to weź się za siebie! I za tą dziewczynę! – wskazał palcem za siebie nie widząc w kogo celuje.
Odwrócił się gdy usłyszał cichy chichot 50-letniej pielęgniarki.
- o cholera nie za tą! – krzyknął machając rękami przed sobą – pani już dziękujemy.
Kobieta odeszła urażona pchając przed sobą jakiś wózek.
- to co ja mam robić? – zapytał Sean patrząc w podłogę.
- kup pierścionek, zamów stolik w restauracji, weź prysznic i kup świece zapachowe.
- po co?
- a po cholere! Taki nastrój ma być!
Sean wyjął portfel i zaczął grzebać w przegrodzie na papierowe banknoty.
- no za dużo to ty tam nie masz. Ale może starczy na pierścionek dodawany do gum do żucia.
- jestem spłukany…
- jest takie cos jak bank…
- nie biorę kredytów.
- ale starzy zostawili ci trochę pieniędzy pamiętasz jeszcze?! Czy tu jest gdzieś lekarz?! Ratunku!
Sean czuł się jak w koszmarnym śnie.
Czuł, że znowu wszystko wymyka mu się z rąk.
Jack wywierał na nim presje.
Nie chciał tego ale chciał być z nią.
Zawsze.
Na zawsze.
Widział ją w myślach w białej sukni.
Skromnej.
Delikatnej.
Z bukietem białych róż.
Z szerokim uśmiechem na twarzy.
Chciał tego.
Chciał to urzeczywistnić.
Chciał żeby stało się prawdą.
Namacalną prawda w postaci obrączki na palcu.
- idę – szepnął chowając portfel do kieszeni.
- gdzie?
- wrócę niedługo. Zastąp mnie.
- ale ja…
- wczoraj wróciłeś do domu 10 godzin wcześniej więc zrób dziś ty coś dla mnie – syknął i wybiegł ze szpitala.
- a nie wystarczy ci, że służę dobrą radą? – zapytał zamykających się za nim drzwi.

Małżeństwo.
Uniwersalna instytucja społeczna łącząca małżonków, legalizująca ich wspólne życie, wiążąc je emocjonalnie i ekonomicznie. Zazwyczaj stanowi podstawę rodziny.
Podręcznikowa definicja.
Małżeństwo to nierozerwalna więź.
Więź między dwojgiem ludzi, którzy chcą dzielić ze sobą każdą chwilę swojego życia.
Razem.
Chcą mieć dzieci.
Chcą je wychować na dobrych ludzi.
Ona i On.
Chcą cieszyć się razem z najmniejszej błahostki.
Chcą płakać razem i krzyczeć w czasie porodu.
Razem.
Słowo tak małe i niewinne a bogate jak żadne inne.
Słowo „Razem”.
Nie ma świętszego od niego zaklęcia.
Razem.
Połączeni.
Na wieki.

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-16, 12:10
autor: Handcannon
Genialne, Boskie i Świetne ;) (jak ja lubie czytać te wszytskie twoje opowiadnia i historie :D )

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-16, 12:50
autor: agulec
jeny Taniruch...! Świetny odcinek^^ taki z humorem :D cała ta rozmowa Jack'a z Sean'em hahaha xD boska!
No i to słowo "Razem"^^....

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-16, 12:56
autor: Sofia
boże Tanira co ty robisz?? :mrgreen: to jest wspaniałe :-P a na końcu to aż ciarki mi chodziły po plecach :mrgreen:

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-16, 13:34
autor: Tanira
co robię? nic takiego...taki napływ energii dziś xD

Re: Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

: 2008-03-16, 14:10
autor: mk95
Piękny odc. Podczas rozmowy z Jackiem miałam taki zaciesz, że... ;-)