Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: MarQ »

to z at uposledzona kuzynka bylo zajebiaszcze :D
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Aż mnie trochę mniej głowa boli jak to czytam ;*
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

AutumnLeaf pisze:Aż mnie trochę mniej głowa boli jak to czytam ;*
ja jak teraz to czytam to sobie wszystko przypominam. razem z tym opowiadaniem rozwiajała się moja miłość do męża...
Gość
Gość
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Gość »

po prostu super :mrgreen: uśmiałam się co nie miara :mrgreen:
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

po prostu super uśmiałam się co nie miara
dzięki ^^

a ja pisałam na wykładach xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

matko pamiętam...na skrawkach papieru...a ja wstawałam w nocy jak miałam wene i pisałam...zreszta to moje opo powstało na tej samej zasadzie
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

Anonymous pisze:po prostu super :mrgreen: uśmiałam się co nie miara :mrgreen:
ja to pisałam jaby co :-D

i mówię że naprawde super :mrgreen:
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

matko pamiętam...na skrawkach papieru...a ja wstawałam w nocy jak miałam wene i pisałam...zreszta to moje opo powstało na tej samej zasadzie
Zaczynam już do tego robić komentarz edytorski xD

Sofia ;*
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

jakby co dziekujemy wszystkim juz tak na przyszlosc xD jeah ^^ pizzeria wymiata ^^ i sylwester przecież...
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Boshe...ja już się poplątałam w tych wszystkich wątkach...autentycznie...
Michael Scofield
Posty: 1458
Rejestracja: 2007-10-21, 16:32
Lokalizacja: z Krainy marzeń.
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: niunia »

o matko to jest cudowne ^^..
jak to czytm to zawsze jestem uśmiechnieta.. humor tym poprawiacie ;)
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Nawet nie wiesz jak się cieszę ^^;*
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: MarQ »

oj a ty nawet nie wiesz jak my sie cieszymy z tego ze to dodajecie :D

za kazdym razem jak sobie wyobrazam mahone'a ktory krzyczy przez okno samochodu TY JEŁOPIE to odrazu mi lepiej xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Skoro Tanira łamie sobie nogi na polonezie to ja dorzucam ^^

enjoy ^^

majne:

Nareszcie miałam szansę porządnie się wyspać. Poszłam o 20.00 do łóżka, nie przejmując się Alexem, który kończył zamówioną z baru na przeciwko, kolację. Moje zdolności kulinarne jakoś nie trafiały w gust jego żołądka.
-Nawet najbardziej nowoczesne mikroskopy, nie były w stanie określić składu twojej ostatniej pomidorówki- zażartował, jednak mnie wcale nie było do śmiechu. Jakoś zawsze uważałam się za całkiem dobrą kucharkę. Ostatnio zauważyłam, że przestałam nawet przypalać ryż.

To co powiedział, dotknęło mojego słabego punktu, więc poszłam trochę nadąsana do sypialni, specjalnie położyłam się tylko na mojej połówce łóżka i zgasiłam światło.

Dlatego rano, kiedy usłyszałam ciche mruczenie do ucha, nadal obrażona, wymamrotałam tylko sennie:

-Alex...nie teraz...

Nadal ciche mruczenie.

-Alex...nie przekonasz mnie...

Nieprzerwane, głośniejsze już teraz mruczenie.

-Musisz się bardziej postarać przystojniaku- powiedziałam zalotnie, zmieniając zdanie, otworzyłam szerzej oczy i spojrzałam prosto w wielkie, zielone ślepia Pyśka!

-O cholera! Odskoczyłam ze strachu do tyłu i próbowałam się jakoś ratować, przytrzymując się kołdry i prześcieradła. Z głośnym krzykiem spadłam ze wszystkim na podłogę, lądując boleśnie na czterech literach..
Kocisko najeżyło tylko sierść, ofuknęło mnie ze złością i zeskakując z łóżka pobiegło zapewne do łazienki. Do tej pory nie odważyłam się powiedzieć Alexowi, że mój kot za najwygodniejsze posłanie uważa jego garnitury.

-Ten kocur jest chory,czasami zastanawiam się, czy nie porwało go UFO i nie wszczepiło jakiegoś nadajnika, który...- gadając sama do siebie, jak to miałam w zwyczaju rankiem, okryłam się w szlafrok i poszłam do kuchni zrobić sobie gorącej, mocnej herbaty.

Ledwo usiadłam przy stoliku, bawiąc się łyżeczką i wyglądając, przez zamknięte już teraz okno na błyszczący śnieg, zadzwonił telefon. Poczłapałam do stolika, łapiąc po drodze suchara, czyli jedyne jedzenie, jakie w domu pozostało. Nie wiem jak Alex wyszedł dzisiaj z domu nawet bez śniadania...mam nadzieję, że kupił sobie coś po drodze...
Miałam lekkie wyrzuty sumienia, w końcu pracuje ciężko na naszą dwójkę. Zachciało mi się studiów. ^^

-Halo- powiedziałam, ziewając bezczelnie do słuchawki, nawet nie zakrywając jej ręką.
-Jak się masz w ten jakże fantastyczny poranek!- zaszczebiotała Ann.

Dzisiejszego dnia wydawało mi się, że na świecie są tylko szczęśliwi i zadowoleni z życia ludzie, dla zaspanych i wkurzonych nie ma za to miejsca. Miałam ochotę zetrzec uśmiech z ust każdej napotkanej osoby.

-Dla kogo dobry dla tego dobry- mruknęłam chrupiąc głośno suchara.
-Co jesz?
-Nie słychać?
-Chleb sprzed tygodnia?
-Bardzo śmieszne. Odchudzam się.
-Uuuu, jest niedobrze. Ostatnim razem, kiedy ja to mówiłam Whistler wylądował w szpitalu a Alex dostał z łokcia. Lepiej wypluj te słowa!- zaczęła mi zrzędzić do ucha od samego rana. Tak to mi było zdecydowanie, najbardziej potrzebne. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie upchnęłam tą cholerną patelnie.

-Jeżeli Alex ją wczoraj wywalił, to może zdąrzę ją wygrzebać z konteneru przed śmieciarzami...- pomyślałam z nadzieją, zakręcając kabel od telefonu na palcu i całkowicie się wyłączając.
W końcu puściły mi nerwy.

-Ann jeżeli zaraz nie powiesz mi tego, o czym MIAŁAŚ mi powiedzieć dzwoniąc tutaj, akurat w godzinach pracy Dżemyka to poczęstuję cię moją pomidorówką!!! I nie będę nic wypluwać bo to moje ostatnie jedzenie, jakie zostało mi w domu!- wydarłam się do słuchawki, siadając z impetem na stoliku, o mało nie zrzucając stojącego na nim wazonu i biorąc głęboki oddech po tak długiej przemowie.
Cisza po drugiej stronie słuchawki.

Zamknęłam oczy i otwierając je ponownie, postanowiłam odezwać się pierwsza:
-Jesteś tam?
-Owszem. Czekałam aż się złamiesz. Ostatnie mówisz?
Ignorując pierwszą część zdania, dla własnego, świętego spokoju, powiedziałam:
-Ostatnie. Od dwóch dni w lodówce mamy jedynie światło, bo nie ma kiedy zrobić zakupów! Alex jest tylko wieczorami, a w dzień zabiera oczywiście samo...- zaczęłam się żalić, jednak Ann szybko mi przerwała.

-Będziesz za pół godziny koło pizzerii?
-Będę- nie zastanawiając się długo nad odpowiedzią, rzuciłam słuchawką i pognałam do szafy wybrać jakieś nie pogniecione ciuchy. Z lenistwa nie chciało mi się nawet wyciągać żelazka...w sumie nawet nie umiałbym go zlokalizować...
Hehe...i co to głód robi z człowiekiem.

Przynajmniej Alex nakarmił rano kota, do którego od momentu feralnego ugryzienia żywił czystą nienawiść, więc miałam spokój. Złapałam torbę, klucze i przy akompaniamencie mojego, domagającego się jedzenia, żołądka, ruszyłam do windy.
Niebiosa nie miały zamiaru dłużej się nade mną mścić, więc na dół dotarłam bez większych niespodzianek.

Wybiegłam z klatki o wiele za szybko i poślizgnęłam się na cholernym lodzie, wpadając w coś miękkiego przed sobą.

-Hej, nie chcę znowu wylądować w szpitalu- usłyszałam sympatycznie brzmiący głos, nikogo innego, jak samego Jamesa Whistlera.
Czerwona jak burak, odkleiłam się wreszcie od niego, próbując utrzymac równowagę na tym przeklętym lodzie.
-Co za łoś wylał wodę tuż przed moją klatką!- pomyślałam otrzepując się ze śniegu.

-Cholera, przepraszam!To znaczy, przepraszam...bez cholera...- zaczęłam sie jąkać, widząc w głowie wielkie usta Ann, mówiące do mnie: "Przestań wreszcie powtarzać cholera!".
-Daj spokój, nic się nie stało- usmiechnął się "tym" uśmiechem, na widok którego Ann nie raz stopniało serce.
-Już wszystko w porządku?Jak się czujesz?- zapytałam tym razem z nieudawaną troską w głosie.

Coraz bardziej zaczynałam się przekonywać do tego gościa.
Skoro nawet Alex go polubił...

-Jak widać jestem jak nowy- zażartował przepuszczając mnie przodem- Ann powiedziała, że będziesz czekać na nią koło pizzerii. Gotuje coś na obiad, więc sam postanowiłem po ciebie wyjść- uśmiechnął się ponownie, otwierając mi drzwi do pizzerii.
Stanęłam w miejscu, z szeroko otwartymi ustami:
-Ann gotuje!!!Przecież to podwójna katastrofa!- pomyślałam.
Chryste, ona jest w tym jeszcze gorsza ode mnie!
Whistler, widząc moją minę, zaśmiał się, zdejmując kurtkę:
-Niczym się nie przejmuj, jest w tym lepsza ode mnie!
Nie dowierzałam.
-Człowieku, co ona ci zrobiła...- powiedziałam, kręcąc głową z politowaniem i kierując się za ladę, czy jak się nazywa w pizzeriach to za czym jest kuchnia.

Kiedy tylko się zjawiliśmy, Ann podskoczyła jakby zobaczyła ducha, próbując usilnie schować cos za plecami. Gdybyśmy były w moim mieszkaniu, pomyślałabym, że to mój kwiatek...

-Hej, kochanie- powiedział Whistler, całując ją w policzek, czym wywołał na mojej twarzy szeroki uśmiech. Gdzie ten Alex, ciekawe o której go dzisiaj wypuszczą...
-Przygotujcie wszystko, a ja idę pomóc w obsłudze.
-Ale...zaczęła Ann.
-Mówiłem ci, że nic mi nie jest- i z tymi słowami zniknął za drzwiami.
-Chyba troche przesadzam hehe...
-Oj chyba trochę tak, szefie kuchni- powiedziałam, wykorzystując jej nieuwagę i wyciągając zza jej pleców pogniecione opakowania od gotowych dań.
-Tak mnie chwalił, że nie miałam serca...
Wybuchnęłyśmy śmiechem i zaczęłyśmy ustawiać wszystko na stoliku w kącie, kiedy zadzwonił mój telefon:
-To Alex.
-Hej, co na obiad- wypalił nawet się nie przywitając, jednak dobrze go rozumiałam, bo byłam tak samo głodna jak on.
-Eee...
Usłyszałam tylko głębokie westchnięcie:
-Kupię po drodze, jakąś chińszczyznę.
-Jedziesz do domu!?Dlaczego od razu nie powiedziałeś!W pizzerii czeka cieplutki obiadek...
-Ktos na drugiej linii......- cisza po drugiej stonie.
-Rozłączył się...- powiedziałam z niedowierzaniem..
-Najprawdopodobniej włącza koguta i gna na złamanie karku- wyszczerzyła zęby Ann.

I w sumie się nie myliła, bo już po niecałych dziesięciu minutach, zobaczyłam czarnego Rovera prującego ponad stówę na godzinę, łamiącego wszelkie osiedlowe przepisy i parkującego profesjonalnie na parkingu przed naszą klatką.

-Mogę cię na chwilę prosić...- rzucił wyraźnie zaniepokojony, zaraz po wejściu. Zmarszczyłam czoło, zupełnie nie rozumiejąc o co chodzi.
-Jasne...chodźmy...chodźmy tam...- powiedziałam wskazując na pusty stolik pod oknem.
-Alex, co się stało?- zapytałam ze strachem, widząc wyraz jego oczu.
-Uciekł.
-Co? Kto ucie..o Boże...chodzi o Bagwella, tak?- wyjąkałam.
Kiwnął tylko głową.
-Poinformowali mnie, zaraz po tym jak zwiał z konwoju, przewożącego go do więzienia o zaostrzonym...
Alex przestał mówić widząc, jak z coraz szerzej otwartymi oczami wpatruję się w miejsce ponad jego głową.
Odwracając się zobaczył to samo co ja. Bladą Ann i Whistlera, który otoczył ją ramieniem, próbując dodać otuchy.

Taniruś:

Niewiele myśląc złapałam kurtkę i wybiegłam. Zaczęło się ściemniać. Podał śnieg a ja stałam jak taki kołek na mrozie wpatrując się w czarne niebo.
- on uciekł…Boże pozabija nas…pozabija nas wszystkich – myślałam gorączkowo
Nagle poczułam, że ktoś zakłada mi kaptur na głowę.
- no co ty wyprawiasz? – zapytał czule James i przytulił bardzo mocno
- jest przeraźliwie zimno. Przeziębisz się. Chodź idziemy do domu…
- ale…
- oni dadzą sobie radę bez nas. No chodź – szepnął strzepując śnieg z moim włosów.


Po chwili byliśmy już w domu. Wszystkie emocje ze mnie opadły i zaniosłam się płaczem.
- James…- wykrztusiłam – on nas zabije…nie chcę cie stracić
Podszedł do mnie i przytulił.
- kochanie nic się nie stanie. Wszystko będzie dobrze. Obiecuję ci to.
- ty go nie znasz…
- spójrz na mnie…
Spojrzałam mu prosto w oczy. Były takie jak zwykle pełne radości. Pogłaskał mnie po policzku i powtórzył bardzo wolno
- wszystko będzie dobrze.


Wtuliłam się w niego najmocniej jak potrafiłam.
- skoro tak bardzo się boisz od tej pory nie wychodzimy z domu. Ja wezmę urlop…
- James to się nie uda. A co z Demonem? Ktoś go musi wyprowadzać…A zakupy? Jak chcesz żyć?
- Demon wywędruje do sąsiada dwa piętra niżej a o zakupy się nie martw. Kumple z pracy nam pomogą. Wszystko będzie dobrze skarbie, zobaczysz.
Mówił tak przekonująco, że w końcu mu uwierzyłam.
- idę się wykąpać – rzuciłam, pocałowałam go w policzek i ruszyłam w kierunku łazienki.

Wyszłam po dobrej godzinie. Ta gorąca kąpiel bardzo dobrze mi zrobiła. W mieszkaniu było ciemno tylko w naszym pokoju paliła się delikatna świeczka. James leżał w łóżku…Był tak strasznie spokojny. Nawet nie zauważył gdy stanęłam i oparłam się o framugę drzwi patrząc na niego z wyraźnym zainteresowaniem.
- nie marz tyle bo co mi po takim marzycielu – rzuciłam z uśmiechem
- o już? Myślałem, że nigdy nie wyjdziesz. Chodź tu do mnie


Wskoczyłam do wygrzanego łóżka i wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Czułam się przy nim tak bezpiecznie.
- wiesz co?
- no co? – zapytał
- cieszę się, że mam ciebie wiesz
Uśmiechnął się delikatnie.
- ja też się cieszę. Bardzo – pocałował mnie delikatnie


Coś mi odbiło i z szerokim uśmiechem na twarzy przyłożyłam moje wiecznie lodowate ręce do jego brzucha.
- pożałujesz tego – mówił poważnie ale uśmiech na jego twarzy nie znikał więc za bardzo się tym nie przejęłam ale gdy rzucił się na mnie wiedziałam, że nie żartował.


Chwycił mnie za ręce i patrzył jak zwijam się ze śmiechu.
- no i co teraz zrobisz?
- nic – odpowiedziałam z szerokim uśmiechem, który spowodował, że mnie puścił…
Nie pamiętam o której zasnęliśmy…

Obudziłam się w jego ramionach wyjątkowo wypoczęta. Dzięki niemu chciało mi się żyć.
- wstawaj śpiochu – mruczałam mu do ucha
- zaraz…
- no wstawaj bo zrobię to co zrobiłam wczoraj wieczorem
- ale o którym mówisz? – uśmiechnął się nie otwierając oczu
Wzięłam pierwszą lepszą poduszkę i przyłożyłam mu w twarz.
- no dobra dobra już wstaję
Zwlekł się łóżka i założył jakąś koszulkę.


Ubrałam się i zaczęłam robić śniadanie gdy nagle zadzwonił telefon. Spojrzałam na Jamesa przerażona.
- nie odbieraj…- szepnęłam
Jednak on nie posłuchał. Podniósł pewnym ruchem słuchawkę.
Nie odzywał się tylko patrzył martwo w jeden punkt. W TEN jeden punkt którym były okna Natalii i Alexa.
- dzwoń po policję i karetkę – szepnął – i nie podchodź do okna
Wyrwałam mu słuchawkę z reki. Usłyszałam krzyki, odgłos tłuczonego szkła i głos…Głos Teddy’ego.


Przerażona podbiegłam do okna i odsunęłam żaluzje,
- CO JA CI MÓWIŁEM?! ODEJDŹ! – krzyczał James i odciągnął mnie na siłę.
- James on ich pozabija! – krzyczałam

Nie byłam w stanie nigdzie dzwonić.
James mnie wyręczył.
Po chwili było już słuchać odgłos nadjeżdżającej karetki i policji.
Trzymałam słuchawkę przy uchu…
Zalałam się łzami słysząc błagalny głos Natalii.
James nie wypuszczał mnie z objęć.
Tulił jak małe dziecko.
Nagle usłyszałam odgłosy strzelaniny, huk tłuczonego szkła i głuchy odgłos.


- O BOŻE! – krzyknęłam i wyrwałam się Jamesowi z objęć
- Ann nie! – w ostatniej chwili chwycił mnie za rękę i mocno przytulił.

Wyjrzał przez okno.
Zbladł.

Mi nadal nie pozwolił się zbliżyć.
Trzymał mnie na odległość wyciągniętej ręki.
Widziałąm tylko wybite okno i mnóstwo krwi na parapecie Natalii.
Niewiele myśląc wybiegłam z domu tak jak stałam.

Miłam na sobie tylko dżinsy i krutki rekawek.
Przed blokiem było pełno krwi i szkła.
Uklęknęłam z bezsilności i zaczęłam wyć.

To nie był płacz.
To był ryk rozpaczy.
Po chwili był już przy mnie James.
Widziałam ciało w czarnym worku.
Wszędzie było pełno krwi.


- Boże…Boże…Boże…- nie mogłam uwierzyć w to co widze.
Byłam w takim szoku, że odepchnęłam od siebie Jamesa, który chciał mnie okryć kurtką.

Mój wzrok skierował się nagle w stronę wejścia do bloku. Zobaczyłam Natalię i poobijanego Alexa.

Nie miałam już czym płakać…
Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie…
James przytulił mnie mocno i próbował odciągnąć od tego wszystkiego.
Wtuliłam się w niego tak mocno jak tylko potrafiłam.
Nie pamiętam co było dalej.


^^
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

o madafaka oO dobre dobre :D i Teddy znowu poszedł w odstawkę, tym razem na dobre xD
a motyw z lodówką i gotowaniem jest boski, jakbym czytała o sobie^^ no i to mruczenie.. mmmm xD xD
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

matko jaka krawawa maskakra..już sie bałam ze Alexa usmierciłyście... nie no swietne ;*
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Krwawa masakra? Oj kochani... xD poczekajcie... ^^
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

ooo niezłe :mrgreen: ale akcja trzymająca w napięciu :mrgreen: super :mrgreen:
Michael Scofield
Posty: 1458
Rejestracja: 2007-10-21, 16:32
Lokalizacja: z Krainy marzeń.
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: niunia »

AutumnLeaf pisze:-Nawet najbardziej nowoczesne mikroskopy, nie były w stanie określić składu twojej ostatniej pomidorówki- zażartował, jednak mnie wcale nie było do śmiechu. Jakoś zawsze uważałam się za całkiem dobrą kucharkę. Ostatnio zauważyłam, że przestałam nawet przypalać ryż.
^^



omg.. później to aż łza mi się w oku zakręciła..
wspaniale to piszecie :*
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37
Lokalizacja: a zza zasłonki
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: mk95 »

bardzo dobry odcinek. najlepszy tekst o kocie i o UFO :-) taki prawdziwy.
ale końcówka porażająca. i jeśli coś się stało alexowi... joke.
bardzo fajnie rozwija się akcja, zwłaszcza wątek t-baga.
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Alexowi czy coś się stało...?ee...w sumie to nie...xD
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

po Alexie to tu wszystko spływa jak po mokrym śledziu hehehe xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Jak po mokrym Chłoptasiu xD

o kuwa faa....rozwaliłaś mnie xD
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

hehehe.. no co a nie? jego żona nie umie gotować, chodzi nieuczesana, pije, nie działa na nią mruczenie, nie chodzi na zakupy, on sam dostaje ciągle baty od T-Bag'a, a w lodówce zasataje tylko światło i na dodatek (zapomniałam dodać) nie może sobie nawet kwiatkami w kręgle pograć xD i co? i świetnie się trzyma! :D
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

OO o Boże...to ja już się palę ze wstydu za kolejne części OO a kto umie gotować w naszych czasach xD
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”