bo zły Majkiel to dobry Majkiel ^^Jakies wrazenie mam że Michael sie z T-Bagiem na dusze pozamieniali (patrzac na opowiadanie i serial )
Michael Scofield
Michael Scofield
nie on jest zły!!!!
Michael Scofield
a kto?^^
Michael Scofield
no moj majkiel
Michael Scofield
jak dla mnie trudno sobie wyobrazić, że Michael jest złyy ^^
Michael Scofield
ech...ja nie wiem no ^^ on mial byc zly, wredny...a wy mi mowicie ze slodziak *szuka sznura*
Michael Scofield
bo on mimo wszystko zawsze będzie taki słodkiiiii..
dobra koniec mojego rozmarzania sie ^^
kiedy kolejna czeesc ? ^^
dobra koniec mojego rozmarzania sie ^^
kiedy kolejna czeesc ? ^^
Michael Scofield
W tych ciemnościach nic nie widziałam.
Chwyciłam rękę T-Baga. On objął mnie bardzo mocno...
-nie ruszaj się- szepnął mi do ucha
-ale, o co...- Nie zdarzyłam dokończyć. Zakrył mi usta dłonią
-spójrz w dół...
Korytarzem piętro niżej szedł strażnik z latarka w ręce...Gdyby tylko spojrzał w górę zobaczyłby nas wszystkich.
-To Bellick - syknął Abruzzi - ta cholera tu łazi a my musimy wrócić do cel, bo jeśli nie to..
Bellick nagle zatrzymał się dokładnie pod nami...Spojrzałam na Michaela... W ręku trzymał śrubokręt...
-Zostaw to w spokoju, on zaraz pójdzie -szturchnął go T-Bag
- Jesse to ty? - Zapytał Bellick
- Musimy spadać...-Szepnął Linc
Nagle rozległ się sie straszny huk. Kraty, na których staliśmy zaczęły sie trząść. Kurz, który sie pojawił się zaczął nas dusić.
-Strzelam! - Krzyknął, Bellick
-Spieprzamy! - Wrzasnął, Teddy
Wziął mnie za rękę i pobiegliśmy w stronę celi Michaela...Usłyszałam strzały...Dobiegliśmy do dziury...
- Wchodź, szybko.
- Teddy tam ktoś dostał.
- Wchodź! I wracaj do celi!
Spojrzałam na niego jeszcze raz...
- Zrozumiałaś?!
Strasznie się zdenerwował i wolałam nie ryzykować. Pobiegłam prosto do naszej celi usiadłam w kącie łóżka i przykryłam sie kocem. W jednej chwili zrobiło mi sie strasznie zimno.
Po chwili przybiegł Linc.
-Nic ci nie jest? Wiesz, co T-Bag to jednak porządny facet. Kocham Cie pamiętaj.
Nie dał mi dojść w ogóle do słowa...Pocałował w czoło i wyszedł z celi.. Przy wejściu minął się z T-Bagiem
-Opiekuj sie nią...
-nie ma sprawy stary- T-bag uśmiechnął sie do niego...Linc odwzajemnił uśmiech...Byłam w szoku...
- no to ja lecę...nie chce trafić do izolatki...kocham pamiętaj. - Powiedział i pobiegł do swojego sektora...
Teddy wszedł do celi i jakby nigdy nic usiadł obok mnie na łóżku. Na rekach miał ślady krwi...
-Teddy co sie tam stało?
-Sucre dostał w nogę...Wróciłem żeby im pomóc.
Objęłam go lekko i nawet nie zauważyliśmy jak przy wejściu stanął Bellick
-gołąbeczki...jaki to piękne...Scofield pozwala zbliżać się pedofilowi do swojej młodszej siostrzyczki? Ciekawe...Tylko wiesz co Teddy w nocy nie za ostro...to nie jest facet- zaśmiał się szyderczo.
T-Bag puścił moje ręce i podszedł do niego
-masz jakiś problem? Ja ci niestety nie pomogę chociaż z całych sił pragnę żebyś kiedyś odzyskał ta resztkę rozumu, która ci jeszcze została. Jeśli jeszcze raz tu przyjdziesz i będziesz rzucał takimi tekstami na prawo i lewo nie będę juz taki miły jak teraz, a wiesz że z kim jak z kim ale ze mną nie warto zadzierać bo przez przypadek można skończyć w czarnym, plastikowym worku.
Bellick patrzył z lekkim przerażeniem na T-baga...Później spojrzał na mnie i wycedził:
-gratuluje wyboru ślicznotko, która teraz nie marzy o psychopatycznym mordercy..
-WON ŚMIECIU!!!! - wrzasnął T-Bag
-przeginasz Bagwell, przeginasz. Wszyscy więźniowie mają się stawić na dole! natychmiast!
Odszedł dzwoniąc kluczami...
Podeszłam do T-Baga...
-ja nie uważam że...
-Zostaw mnie ok! nie chce ci zrobić krzywdy.
-mógłbyś się czasem zastanowić nad tym ze swoim zachowaniem ranisz innych...idę na dół.
-Ann...czekaj...
jednak nie zawróciłam...miałam łzy w oczach i zrobiło mi się strasznie przykro.
Wszyscy juz byli na dole...stanęłam gdzieś z boku, nie rzucając się w oczy. Wszedł naczelnik. Zauważyłam że ma na głowie plaster...pamiątkę po ostatniej nocy...
-Zachowaliście się jak zwierzęta...jak niewyżyte zwierzęta! A wy...-zwrócił się do strażników- jesteście zwykłymi patałachami! Po co przyszliście do tej roboty skoro nie umiecie sobie poradzić z paroma podskakującymi więźniami?!
Po całym bloku rozbiegły się głośne śmiechy i wyzwiska. Bellick zrobił się cały czerwony...Nikt nigdy nie upokorzył go publicznie...
-Cisza! Zamknąć się, powiedziałem!! W korytarzach za celami strażnicy znaleźli rozbita ścianę...ktoś najwyraźniej chciał nas opuścić...
Zaczęłam się rozglądać i nagle zobaczyłam Michaela. Spojrzał na mnie tym samym wzrokiem co ja na niego. Obok niego stał Sucre. Wyraźnie kulał na lewą nogę.
- a my nie lubimy gdy ktoś nas opuszcza i to jeszcze po kryjomu. Zresztą ten ktoś zostawił po sobie pamiątkę w postaci sporej ilości krwi. Dla nas to żaden problem oddać krew do laboratorium i sprawdzić kto był wtedy w korytarzu...ale może ktoś chce nam ułatwić zadanie?
Zapanowała głucha cisza...i po bloku rozległ się pomruk…
-Nie? W porządku moi drodzy...wyniki będą za dwa dni. A ten kto tam był może juz się pakować gdyż juz niedługo będzie w drodze do więzienia o zaostrzonym rygorze w Sant Louis.
stanął obok mnie T-Bag...
-Przepraszam jeszcze raz...nie chciałem...
-Musisz się postarać żebym ci wybaczyła...-uśmiechnęłam się delikatnie
-będę sie starał...-szepnął
Michael, Sucre i Abruzzi podeszli do nas.
-Teddy słyszałeś? Jeśli się przyznasz będzie po kłopocie - zaczął Abruzzi
-Nikt nie będzie nikogo krył John. A juz na pewno nie on. Bardzo nam pomógł - powiedział Michael - musi być jakiś inny sposób...
-ale jaki? - wysyczał Sucre - wykapują że to ja i mogę się już na zawsze pożegnać z Maricruz.
-Wykradniemy probówkę - rzuciłam - i po sprawie...
Chwyciłam rękę T-Baga. On objął mnie bardzo mocno...
-nie ruszaj się- szepnął mi do ucha
-ale, o co...- Nie zdarzyłam dokończyć. Zakrył mi usta dłonią
-spójrz w dół...
Korytarzem piętro niżej szedł strażnik z latarka w ręce...Gdyby tylko spojrzał w górę zobaczyłby nas wszystkich.
-To Bellick - syknął Abruzzi - ta cholera tu łazi a my musimy wrócić do cel, bo jeśli nie to..
Bellick nagle zatrzymał się dokładnie pod nami...Spojrzałam na Michaela... W ręku trzymał śrubokręt...
-Zostaw to w spokoju, on zaraz pójdzie -szturchnął go T-Bag
- Jesse to ty? - Zapytał Bellick
- Musimy spadać...-Szepnął Linc
Nagle rozległ się sie straszny huk. Kraty, na których staliśmy zaczęły sie trząść. Kurz, który sie pojawił się zaczął nas dusić.
-Strzelam! - Krzyknął, Bellick
-Spieprzamy! - Wrzasnął, Teddy
Wziął mnie za rękę i pobiegliśmy w stronę celi Michaela...Usłyszałam strzały...Dobiegliśmy do dziury...
- Wchodź, szybko.
- Teddy tam ktoś dostał.
- Wchodź! I wracaj do celi!
Spojrzałam na niego jeszcze raz...
- Zrozumiałaś?!
Strasznie się zdenerwował i wolałam nie ryzykować. Pobiegłam prosto do naszej celi usiadłam w kącie łóżka i przykryłam sie kocem. W jednej chwili zrobiło mi sie strasznie zimno.
Po chwili przybiegł Linc.
-Nic ci nie jest? Wiesz, co T-Bag to jednak porządny facet. Kocham Cie pamiętaj.
Nie dał mi dojść w ogóle do słowa...Pocałował w czoło i wyszedł z celi.. Przy wejściu minął się z T-Bagiem
-Opiekuj sie nią...
-nie ma sprawy stary- T-bag uśmiechnął sie do niego...Linc odwzajemnił uśmiech...Byłam w szoku...
- no to ja lecę...nie chce trafić do izolatki...kocham pamiętaj. - Powiedział i pobiegł do swojego sektora...
Teddy wszedł do celi i jakby nigdy nic usiadł obok mnie na łóżku. Na rekach miał ślady krwi...
-Teddy co sie tam stało?
-Sucre dostał w nogę...Wróciłem żeby im pomóc.
Objęłam go lekko i nawet nie zauważyliśmy jak przy wejściu stanął Bellick
-gołąbeczki...jaki to piękne...Scofield pozwala zbliżać się pedofilowi do swojej młodszej siostrzyczki? Ciekawe...Tylko wiesz co Teddy w nocy nie za ostro...to nie jest facet- zaśmiał się szyderczo.
T-Bag puścił moje ręce i podszedł do niego
-masz jakiś problem? Ja ci niestety nie pomogę chociaż z całych sił pragnę żebyś kiedyś odzyskał ta resztkę rozumu, która ci jeszcze została. Jeśli jeszcze raz tu przyjdziesz i będziesz rzucał takimi tekstami na prawo i lewo nie będę juz taki miły jak teraz, a wiesz że z kim jak z kim ale ze mną nie warto zadzierać bo przez przypadek można skończyć w czarnym, plastikowym worku.
Bellick patrzył z lekkim przerażeniem na T-baga...Później spojrzał na mnie i wycedził:
-gratuluje wyboru ślicznotko, która teraz nie marzy o psychopatycznym mordercy..
-WON ŚMIECIU!!!! - wrzasnął T-Bag
-przeginasz Bagwell, przeginasz. Wszyscy więźniowie mają się stawić na dole! natychmiast!
Odszedł dzwoniąc kluczami...
Podeszłam do T-Baga...
-ja nie uważam że...
-Zostaw mnie ok! nie chce ci zrobić krzywdy.
-mógłbyś się czasem zastanowić nad tym ze swoim zachowaniem ranisz innych...idę na dół.
-Ann...czekaj...
jednak nie zawróciłam...miałam łzy w oczach i zrobiło mi się strasznie przykro.
Wszyscy juz byli na dole...stanęłam gdzieś z boku, nie rzucając się w oczy. Wszedł naczelnik. Zauważyłam że ma na głowie plaster...pamiątkę po ostatniej nocy...
-Zachowaliście się jak zwierzęta...jak niewyżyte zwierzęta! A wy...-zwrócił się do strażników- jesteście zwykłymi patałachami! Po co przyszliście do tej roboty skoro nie umiecie sobie poradzić z paroma podskakującymi więźniami?!
Po całym bloku rozbiegły się głośne śmiechy i wyzwiska. Bellick zrobił się cały czerwony...Nikt nigdy nie upokorzył go publicznie...
-Cisza! Zamknąć się, powiedziałem!! W korytarzach za celami strażnicy znaleźli rozbita ścianę...ktoś najwyraźniej chciał nas opuścić...
Zaczęłam się rozglądać i nagle zobaczyłam Michaela. Spojrzał na mnie tym samym wzrokiem co ja na niego. Obok niego stał Sucre. Wyraźnie kulał na lewą nogę.
- a my nie lubimy gdy ktoś nas opuszcza i to jeszcze po kryjomu. Zresztą ten ktoś zostawił po sobie pamiątkę w postaci sporej ilości krwi. Dla nas to żaden problem oddać krew do laboratorium i sprawdzić kto był wtedy w korytarzu...ale może ktoś chce nam ułatwić zadanie?
Zapanowała głucha cisza...i po bloku rozległ się pomruk…
-Nie? W porządku moi drodzy...wyniki będą za dwa dni. A ten kto tam był może juz się pakować gdyż juz niedługo będzie w drodze do więzienia o zaostrzonym rygorze w Sant Louis.
stanął obok mnie T-Bag...
-Przepraszam jeszcze raz...nie chciałem...
-Musisz się postarać żebym ci wybaczyła...-uśmiechnęłam się delikatnie
-będę sie starał...-szepnął
Michael, Sucre i Abruzzi podeszli do nas.
-Teddy słyszałeś? Jeśli się przyznasz będzie po kłopocie - zaczął Abruzzi
-Nikt nie będzie nikogo krył John. A juz na pewno nie on. Bardzo nam pomógł - powiedział Michael - musi być jakiś inny sposób...
-ale jaki? - wysyczał Sucre - wykapują że to ja i mogę się już na zawsze pożegnać z Maricruz.
-Wykradniemy probówkę - rzuciłam - i po sprawie...
Michael Scofield
xDD, dobre ^^Tanira pisze:-WON ŚMIECIU!!!! - wrzasnął T-Bag
Michael jak tu ładnie się zachował..Tanira pisze:Teddy słyszałeś? Jeśli się przyznasz będzie po kłopocie - zaczął Abruzzi
-Nikt nie będzie nikogo krył John. A juz na pewno nie on. Bardzo nam pomógł - powiedział Michael - musi być jakiś inny sposób...
Ciekawe jak to wykombinują ^^
śliczne <3
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
podoba mi sie... baaaaardzo
mam nadzieje ze jeszcze przez pare lat bedziesz codziennie kilka części dawała 
Michael Scofield
przez pare lat? o matko z tego sie zrobi moda na sukces xXD
Michael Scofield
.. nie no co raz to lepsze... juz budujesz takie napiecie jak w prawdziwym Prisonie .. gratulacje. czekam na nastepną cześc
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
ehh... i trzeba czekac do jutra na nastepna czesc... jestes jak FOX5 dajesz po jednym odc. a przezuc sie na polsat
dwa odcinki na raz 
zajefajne tanira
zajefajne tanira
Michael Scofield
oj nie nie xD bo tego jest malo xD zaraz bedzie juz 19 odc i co ja biedna bede robic xD bede musiala siedziec i myslec xD
Michael Scofield
oj badz dla nas łaskawa..ja nie wytrzymam do jutra..jak skonczysz to skończysz.... to akurat wtedy poleci prawdziwe PB w Tv
Michael Scofield
^^ *robimy słodkie oczka*
Ale trzymasz nas w napięciu.. ^^
Ale trzymasz nas w napięciu.. ^^
Michael Scofield
włąśnie nie bądz taka nie dozuj nam przyjemności .. pozwól się napawac na okragło 
Michael Scofield
hehehe *złośliwy śmiech* a czekać warto ^^
John Abruzzi
ja też nie... spojrzałam na datę twojego posta "wczoraj..." moja pierwsza myśl "O! To będzie kolejna część" look na zegar ech... jednak pojęcie wczoraj odnosi się do dziś... trzeba czekaćpatus1905 pisze:ja nie wytrzymam do jutra
Thanira - bardzo fajne
Michael Scofield
nie mow tak xDAutumnLeaf pisze:hehehe *złośliwy śmiech* a czekać warto ^^
John Abruzzi
Tanira czy jest jakaś stała pora wrzucania opowiadania czy tak obojętnie jak?
Michael Scofield
dobra od dzisiaj wrzucam kolo 20 xD
Michael Scofield
tak długo..buuuu nio cóz . bede czekac z utęsknieniem 
Michael Scofield
nie bylo odcinka wczoraj wiec w ramach takiego darmowego bonusa dzis sa dwa xD
Michael popatrzył na mnie...
- czyś ty oszalała?
- a masz jakiś inny, lepszy pomysł? Zastanów się, nie ma innego wyboru.
Michael oparł sie o ściane i zamyślił się.
- jedyny sposób żeby zdobyc ta probówkę...
- jedynym sposobem jest Sara - wyrwałam go z dalszych o wiele bardziej głębszych rozmyśleń.
- Sara? Nie...
Spjrzałam na Sucre. Błądził gdzieś wzrokiem po celach. Był nieobecny.
- Michael tu chodzi o Sucre. O twojego kumpla z celi. Nie martwisz sie co z nim dalej będzie jak go wywiozą? - zapytałam
- Martwię się ale Sara...
T-Bag puścił moja ręke podszedł do Michaela i zaczął mu szeptać cos do ucha.
Michael kątem oka patrzył na mnie i powiedział:
- ok. Muszę to wszystko przemyśleć...ułożyc jakoś. Idziemy do siebie, chodź Sucre.
Michael wziął go pod rekę i poszli do celi.
Patrzyłam na T-Bag'a i myślałam.
- o czym mu tak nadawałeś?
- a co cie to tak interesuje kruszynko? Idziemy na spacer?
- o tej godzinie? oszalałeś? nie wypuszczą nas.
- oj mało jeszcze wiesz o tym miejscu. Skocz do celi i weź moją bluzę, będzie ci zimno na dworze.
Nagle niewiadomo skąd pojawił sie Bellick. Chwycił mnie mocno za ramię i wyciągnął przed siebie ręke tak żeby T-Bag ni mógł mu nic zrobić.
- ja wiem że to wy. Wy tam byliście. Tylko zastanawiam sie po co? Ale dojde do tego a wtedy...- potrząsnął mną - wtedy juz nie będzie tak wesoło.
Puścił mnie i odepchnął.
- bredzisz...juz masz tak mógz zlasowany że nie wiesz co mówisz - powiedział T-Bag
- zobaczymy cwaniaku. Jeszcze mnie popamietacie. - powiedział i odszedł
- Teddy nie mam juz ochoty na ten spacer. Chodź idziemy spać.
Po raz pierwszy od przyjazdu do Fox River nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi sie myśli, które przerywał delikatny oddech śpiącego T-Bag'a.
"A jeśli Bellick naprawde dopnie swego..."
Wstałam z łóżka i spojrzałam w górę na T-Bag'a. Spał jak bezbronne dziecko.
Podeszłam do krat. Delikatne światło lamp oświetlało cały sektor. Spojrzałam w kierunku celi Michael'a. Sucre spał spokojnie a mojego brata nigdzie nie było.
- poszedł do niej - rozległ się cichy szept tuz za mną. T-Bag najwyrazniej musiał sie obudzić.
- nie strasz mnie więcej - usmiechnełam się do niego
- chodz idziemy spać. Nigdy nie poznasz swojego brata tak w stu procentach.
- wiem...on jest dziwny
- on jest zakochany. Każdy na jego miejscu miałby wątpliwości co powinien zrobić.
- ale...
- no chodz jak długo mam cie namawiać?
*
Ze snu wyrwał mnie donośny głos Bellicka.
- Wstawać! Nie jestescie na wakacjach! - darł sie na cały sektor - Wszyscy po kolei ustawiać sie do pobrania krwi!
Teddy prawie spadł z łóżka.
- nogi mu z dupy powyrywam! cholera jedna! Chodz idziemy bo zaraz mnie szlag trafi.
Kolejka była dość spora ale gdy zobaczyli T-Bag'a zaczęli sie odsuwać. Teddy objął mnie ramieniem. Podeszliśmu do Sary.
- imię i nazwisko? - zapytała patrząc ciągle w jakieś notatki.
- Ann Scofield - powiedzialam niepewnie
- i Theodore Bagwell - dadał T-Bag
Sara dopiero teraz spojrzała na nas.
- panie Bagwell pan poczeka chwile na...eeeee...dziewczynę?
Teddy kiwnął głową i puścił do mnie oko.
Weszłam razem z Sarą do gabinetu. Na stole było pełno probówek z nazwiskami więźniów.
- ty chyba nie masz sie czego obawiać moja droga - uśmiechnęła sie do mnie
- chyba? - zapytałam - co pani ma na myśli?
Podwinęła mi rękaw i zacisnęła opaskę.
- Sucre kuleje, Michael od jakiegos czasu jest jakis bardzo zamyślony. Coś sie stało...Oby nie to co mam na myśli.
- Sara...- rzuciłam bez namysłu - musisz nam pomóc. Od tego zależy wszystko.
Sara patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- Michael... Nie chciał cie w to mieszać ale ja muszę. Jesteś nam potrzebna.
- nie mogę.
- prosze cię. wystarczy ze podmienisz próbki krwi. Proszę...
Poczułam lekkie ukucie...do probówki zaczęła kapać krew.
- przytrzymaj ten wacik.
- Saro prosze przemyśl to...- poprosiłam jeszcze raz
- i zawołaj swojego chłopaka. przepraszam ale nie mam zbyt wiele czasu, mogłabys się pośpieszyć?
Spojrzałąm na nia z wyrzutem i wyszłam z gabinetu.
Przed drzwiami stał Michael, Sucre, T-Bag i Abruzzi. Minęłam ich wszystkich nie patrząc im w oczy.
Słyszałam za sobą wołanie T-Bag'a i Michael'a. Nie miałam ochoty z nikim gadać. Powiedziałam Sarze. Powiedziałam jej. Głupia nie pomyślałam że moze to powtórzyć komus dalej. Jeśli wszystko sie wyda ja będe temu winna. Tylko i wyłacznie ja.
Zaczął padać ciepły letni deszcz a ja siedziałam samotnie na ławce...Spojrzałam w niebo. Mimo chmur było piękne. Słońce próbowało się przez nie przebić. Jakby chciało powiedziec - uśmiechnij się. Deszcz zaczął padać coraz mocniej. Przynajmniej nikt nie widział moich łez...
***
Siedziałam tak z dobre kilkadziesiąt minut. Słońce pomału przestawało świecić i zaczęło robić sie chłodno. Podniosłam sie z ławki i weszłam do budynku. Prawie wpadłam na T-Bag'a.
- gdzies Ty była? Martwiłem się. Szukałem Cię wszędzie ale nie przyszło mi do głowy, że możesz wyjść w taką pogodę. Jesteś vała przemarznięta - zdjął swoją bluzę i zarzucił mi na ramiona - chodź idziemy do celi.
Gdy szliśmy przez sektor minęliśmy Sarę. Trzymała w rękach pojemnik z probówkami. Nasze spojrzenia się spotkały jednak to ja pierwsza odwróciłam wzrok. Ledwo weszliśmy z T-Bag'iem do celi a krat sie zamknęły.
- dobrej nocy robaczki moje - wydarł się Ballick i zgasił światło w sektorze.
Usiadłam na łóżku. T-Bag zaczął się szykować do snu. Zdjął koszulke i zaczął poprawiać sobie pościel. W tej jednej chwili opadły ze mnie wszystkie emocje. Tak poprostu po moich policzkach popłynęły łzy.
- Skarbie co Ci sie stało? - zapytał lekko przerażony Teddy. Usiadł obok mnie na łóżku i bardzo mocno przytulił. - Już dobrze...tylko spokojnie... - zaczął mnie uciszać
Obudziłam się rano...T-Bag już nie spał.
- wczoraj miałaś totalny odlot - usmiechnął się - troche przy tobie posiedziałem bo gadalaś przez sen.
- przepraszam...- wyszeptałąm
- Och przestań...i wstawaj. To nie wakacje - uśmiechnął się i zaczął sie ubierać
Ja tez wskoczyłam szybko w jakieś ciuchy i zaczęłam robić porządek w tym naszym "małym królestwie". T-Bag zaczął się golić a ja chciałam skoczyc do Michael'a gdy nagle nie wiadomo skąd wyrósł przedemna Bellick.
- No Kochana masz gościa - powiedział z wyraźna radością
- Tak, a kto to? - zapytałam
- Wiesz zbytnio mnie to nie interesuje. Moim zadaniem jest zaprowadzenie Cię na widzenie i odprowadzenie do celi.
- Taaaa...- mruknął T-Bag - ty jesteś pierwszy do jakich kolwiek sensacji.
- Bagwell masz jakies inne zdanie? Może sie nim podzielisz?
- Nie dzięki. Zatrzymam dla siebie.
Podeszłam i pocałowałam go w policzek
- Tylko sie nie zatnij z zazdrości - szepnęłam
Spojrzał na mnie z wyraźnym zadowoleniem...
- Nie mam zamiaru - uśmiechnął się
- No dalej Młoda zbieraj się. Nie mam zamiaru spędzić tu całego dnia.
- Ok. Już. Bez nerwów szefie.
Szłam z nim przez długi korytarz. Miałam wrażenie, że nigdy sie nie skończy.
- Naprawdę nie wiesz kto to jest?
- Dziewczyno ile razy mam Ci powtarzać żebyś zrozumiała?!
Wolałam sie juz nie odzywać wcale. Po chwili doszliśmy do białych drzwi.
- No dalej. Ja tu na Ciebie poczekam więc bez kombinacji.
Otworzył drzwi i weszłam do środka. W pokoju znajdował się przeszklony stół i dwa krzesła.
Usiadłam i czekałam na mojego tajemniczego gościa. Po chwili drzwi do pokoju sie otworzyły i zobaczyłam przystojnego, dobrze ubranego mężczyznę o pięknych niebieskich oczach.
- Witam - powiedział - Jestem Alexander Mahone. Mam zamiar...
- Ja pana znam. Widziałam pana w telewizji. To pan ścigał tego przestepcę...złapał go pan?
Mahone patrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
- Jesteś bardzo dociekliwa. Ale nie o tym przyszedłem dzis z Toba porozmawiać. Od dziś będę twoim adwokatem.
- Z tego co wiem jest pan pracuje pan w FBI. Tak mało panu tam płaca, że musi dorabiać na boku?
Mahone patrzył teraz na mnie z wyraźnym zdziwieniem. Na jego twarzy pojawił sie uśmiech.
- Jesteś strasznie bezczelna wiesz...praca w FBI to mroczniejsza strona mojego zycia. Postanowiłem cos w sobie zmienic.
Zaśmiałm sie ironicznie
- Tacy jak pan sie nigdy nie zmienią.
Alex nie patrzył juz na mnie. Jego wzrok był utkwiony w podłogę.
Patrzyłam na niego z zaciekawieniem i przez cały czas myślałam czego odemnie chce.
- No dobra...- powiedział po dłuższej chwili - chce żebys współpracowała...
Wyjął jaka zadrukowana kartkę i podsunął w moim kierunku.
- Wystarczy, że to podpiszesz...
- Nie bede nic podpisywać. Szczególnie czegos co przynosi mi nieznany mi człowiek.
- Jako twój przyjaciel...
- Nie mam przyjaciół.
- Jako twój przyjaciel - powtórzył już z lekkim zdenerwowaniem - dobrze Ci radzę. Podpisz to a obędzie sie bez kłopotów.
- Nie! - krzyknęłam
- Jestem ciekaw co bys zrobiła jakby najbliżsi Ci tutaj więzniowie np. Theodore Bagwell lub twoi bracia przypadkowo zostali wysłani do innego więzienia?
- Co to ma być?
- Narazie delikatna prośba - podsunął jeszcze bliżej kartkę - i radze sie do niej zastosować.
- Nie zrobisz mi tego - wpatrywałam sie w jego oczy z nadzieją, że cos w nich wyczytam
- Wystarczy jeden podpis panno Scofield.
Przed oczami stanęły mi wszystkie najpiękniejsze chwili z Michael'em i Lincolnem. Nie mogłabym sobie darować...No i Teddy...Wzięłam długopis do ręki i nabazgralam swoje imie i nazwisko. Mahone nie spuszczał ze mnie wzroku. Odsunęłam od siebie podpisaną kartkę.
- Mądra decyzja. Powiedz mi tylko dlaczego tak młoda i śliczna dziewczyna trafiła do więzienia?
Odsunęłam krzesło i wstałam. Podeszłam do drzwi i chwyciłam za klamkę.
- Nie panska sprawa. A zreszta po co pan pyta skoro pan wie. Wysil się i wymyśl cos lepszego Alex - rzuciłam i wyszłam z pokoju...
Michael popatrzył na mnie...
- czyś ty oszalała?
- a masz jakiś inny, lepszy pomysł? Zastanów się, nie ma innego wyboru.
Michael oparł sie o ściane i zamyślił się.
- jedyny sposób żeby zdobyc ta probówkę...
- jedynym sposobem jest Sara - wyrwałam go z dalszych o wiele bardziej głębszych rozmyśleń.
- Sara? Nie...
Spjrzałam na Sucre. Błądził gdzieś wzrokiem po celach. Był nieobecny.
- Michael tu chodzi o Sucre. O twojego kumpla z celi. Nie martwisz sie co z nim dalej będzie jak go wywiozą? - zapytałam
- Martwię się ale Sara...
T-Bag puścił moja ręke podszedł do Michaela i zaczął mu szeptać cos do ucha.
Michael kątem oka patrzył na mnie i powiedział:
- ok. Muszę to wszystko przemyśleć...ułożyc jakoś. Idziemy do siebie, chodź Sucre.
Michael wziął go pod rekę i poszli do celi.
Patrzyłam na T-Bag'a i myślałam.
- o czym mu tak nadawałeś?
- a co cie to tak interesuje kruszynko? Idziemy na spacer?
- o tej godzinie? oszalałeś? nie wypuszczą nas.
- oj mało jeszcze wiesz o tym miejscu. Skocz do celi i weź moją bluzę, będzie ci zimno na dworze.
Nagle niewiadomo skąd pojawił sie Bellick. Chwycił mnie mocno za ramię i wyciągnął przed siebie ręke tak żeby T-Bag ni mógł mu nic zrobić.
- ja wiem że to wy. Wy tam byliście. Tylko zastanawiam sie po co? Ale dojde do tego a wtedy...- potrząsnął mną - wtedy juz nie będzie tak wesoło.
Puścił mnie i odepchnął.
- bredzisz...juz masz tak mógz zlasowany że nie wiesz co mówisz - powiedział T-Bag
- zobaczymy cwaniaku. Jeszcze mnie popamietacie. - powiedział i odszedł
- Teddy nie mam juz ochoty na ten spacer. Chodź idziemy spać.
Po raz pierwszy od przyjazdu do Fox River nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi sie myśli, które przerywał delikatny oddech śpiącego T-Bag'a.
"A jeśli Bellick naprawde dopnie swego..."
Wstałam z łóżka i spojrzałam w górę na T-Bag'a. Spał jak bezbronne dziecko.
Podeszłam do krat. Delikatne światło lamp oświetlało cały sektor. Spojrzałam w kierunku celi Michael'a. Sucre spał spokojnie a mojego brata nigdzie nie było.
- poszedł do niej - rozległ się cichy szept tuz za mną. T-Bag najwyrazniej musiał sie obudzić.
- nie strasz mnie więcej - usmiechnełam się do niego
- chodz idziemy spać. Nigdy nie poznasz swojego brata tak w stu procentach.
- wiem...on jest dziwny
- on jest zakochany. Każdy na jego miejscu miałby wątpliwości co powinien zrobić.
- ale...
- no chodz jak długo mam cie namawiać?
*
Ze snu wyrwał mnie donośny głos Bellicka.
- Wstawać! Nie jestescie na wakacjach! - darł sie na cały sektor - Wszyscy po kolei ustawiać sie do pobrania krwi!
Teddy prawie spadł z łóżka.
- nogi mu z dupy powyrywam! cholera jedna! Chodz idziemy bo zaraz mnie szlag trafi.
Kolejka była dość spora ale gdy zobaczyli T-Bag'a zaczęli sie odsuwać. Teddy objął mnie ramieniem. Podeszliśmu do Sary.
- imię i nazwisko? - zapytała patrząc ciągle w jakieś notatki.
- Ann Scofield - powiedzialam niepewnie
- i Theodore Bagwell - dadał T-Bag
Sara dopiero teraz spojrzała na nas.
- panie Bagwell pan poczeka chwile na...eeeee...dziewczynę?
Teddy kiwnął głową i puścił do mnie oko.
Weszłam razem z Sarą do gabinetu. Na stole było pełno probówek z nazwiskami więźniów.
- ty chyba nie masz sie czego obawiać moja droga - uśmiechnęła sie do mnie
- chyba? - zapytałam - co pani ma na myśli?
Podwinęła mi rękaw i zacisnęła opaskę.
- Sucre kuleje, Michael od jakiegos czasu jest jakis bardzo zamyślony. Coś sie stało...Oby nie to co mam na myśli.
- Sara...- rzuciłam bez namysłu - musisz nam pomóc. Od tego zależy wszystko.
Sara patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- Michael... Nie chciał cie w to mieszać ale ja muszę. Jesteś nam potrzebna.
- nie mogę.
- prosze cię. wystarczy ze podmienisz próbki krwi. Proszę...
Poczułam lekkie ukucie...do probówki zaczęła kapać krew.
- przytrzymaj ten wacik.
- Saro prosze przemyśl to...- poprosiłam jeszcze raz
- i zawołaj swojego chłopaka. przepraszam ale nie mam zbyt wiele czasu, mogłabys się pośpieszyć?
Spojrzałąm na nia z wyrzutem i wyszłam z gabinetu.
Przed drzwiami stał Michael, Sucre, T-Bag i Abruzzi. Minęłam ich wszystkich nie patrząc im w oczy.
Słyszałam za sobą wołanie T-Bag'a i Michael'a. Nie miałam ochoty z nikim gadać. Powiedziałam Sarze. Powiedziałam jej. Głupia nie pomyślałam że moze to powtórzyć komus dalej. Jeśli wszystko sie wyda ja będe temu winna. Tylko i wyłacznie ja.
Zaczął padać ciepły letni deszcz a ja siedziałam samotnie na ławce...Spojrzałam w niebo. Mimo chmur było piękne. Słońce próbowało się przez nie przebić. Jakby chciało powiedziec - uśmiechnij się. Deszcz zaczął padać coraz mocniej. Przynajmniej nikt nie widział moich łez...
***
Siedziałam tak z dobre kilkadziesiąt minut. Słońce pomału przestawało świecić i zaczęło robić sie chłodno. Podniosłam sie z ławki i weszłam do budynku. Prawie wpadłam na T-Bag'a.
- gdzies Ty była? Martwiłem się. Szukałem Cię wszędzie ale nie przyszło mi do głowy, że możesz wyjść w taką pogodę. Jesteś vała przemarznięta - zdjął swoją bluzę i zarzucił mi na ramiona - chodź idziemy do celi.
Gdy szliśmy przez sektor minęliśmy Sarę. Trzymała w rękach pojemnik z probówkami. Nasze spojrzenia się spotkały jednak to ja pierwsza odwróciłam wzrok. Ledwo weszliśmy z T-Bag'iem do celi a krat sie zamknęły.
- dobrej nocy robaczki moje - wydarł się Ballick i zgasił światło w sektorze.
Usiadłam na łóżku. T-Bag zaczął się szykować do snu. Zdjął koszulke i zaczął poprawiać sobie pościel. W tej jednej chwili opadły ze mnie wszystkie emocje. Tak poprostu po moich policzkach popłynęły łzy.
- Skarbie co Ci sie stało? - zapytał lekko przerażony Teddy. Usiadł obok mnie na łóżku i bardzo mocno przytulił. - Już dobrze...tylko spokojnie... - zaczął mnie uciszać
Obudziłam się rano...T-Bag już nie spał.
- wczoraj miałaś totalny odlot - usmiechnął się - troche przy tobie posiedziałem bo gadalaś przez sen.
- przepraszam...- wyszeptałąm
- Och przestań...i wstawaj. To nie wakacje - uśmiechnął się i zaczął sie ubierać
Ja tez wskoczyłam szybko w jakieś ciuchy i zaczęłam robić porządek w tym naszym "małym królestwie". T-Bag zaczął się golić a ja chciałam skoczyc do Michael'a gdy nagle nie wiadomo skąd wyrósł przedemna Bellick.
- No Kochana masz gościa - powiedział z wyraźna radością
- Tak, a kto to? - zapytałam
- Wiesz zbytnio mnie to nie interesuje. Moim zadaniem jest zaprowadzenie Cię na widzenie i odprowadzenie do celi.
- Taaaa...- mruknął T-Bag - ty jesteś pierwszy do jakich kolwiek sensacji.
- Bagwell masz jakies inne zdanie? Może sie nim podzielisz?
- Nie dzięki. Zatrzymam dla siebie.
Podeszłam i pocałowałam go w policzek
- Tylko sie nie zatnij z zazdrości - szepnęłam
Spojrzał na mnie z wyraźnym zadowoleniem...
- Nie mam zamiaru - uśmiechnął się
- No dalej Młoda zbieraj się. Nie mam zamiaru spędzić tu całego dnia.
- Ok. Już. Bez nerwów szefie.
Szłam z nim przez długi korytarz. Miałam wrażenie, że nigdy sie nie skończy.
- Naprawdę nie wiesz kto to jest?
- Dziewczyno ile razy mam Ci powtarzać żebyś zrozumiała?!
Wolałam sie juz nie odzywać wcale. Po chwili doszliśmy do białych drzwi.
- No dalej. Ja tu na Ciebie poczekam więc bez kombinacji.
Otworzył drzwi i weszłam do środka. W pokoju znajdował się przeszklony stół i dwa krzesła.
Usiadłam i czekałam na mojego tajemniczego gościa. Po chwili drzwi do pokoju sie otworzyły i zobaczyłam przystojnego, dobrze ubranego mężczyznę o pięknych niebieskich oczach.
- Witam - powiedział - Jestem Alexander Mahone. Mam zamiar...
- Ja pana znam. Widziałam pana w telewizji. To pan ścigał tego przestepcę...złapał go pan?
Mahone patrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
- Jesteś bardzo dociekliwa. Ale nie o tym przyszedłem dzis z Toba porozmawiać. Od dziś będę twoim adwokatem.
- Z tego co wiem jest pan pracuje pan w FBI. Tak mało panu tam płaca, że musi dorabiać na boku?
Mahone patrzył teraz na mnie z wyraźnym zdziwieniem. Na jego twarzy pojawił sie uśmiech.
- Jesteś strasznie bezczelna wiesz...praca w FBI to mroczniejsza strona mojego zycia. Postanowiłem cos w sobie zmienic.
Zaśmiałm sie ironicznie
- Tacy jak pan sie nigdy nie zmienią.
Alex nie patrzył juz na mnie. Jego wzrok był utkwiony w podłogę.
Patrzyłam na niego z zaciekawieniem i przez cały czas myślałam czego odemnie chce.
- No dobra...- powiedział po dłuższej chwili - chce żebys współpracowała...
Wyjął jaka zadrukowana kartkę i podsunął w moim kierunku.
- Wystarczy, że to podpiszesz...
- Nie bede nic podpisywać. Szczególnie czegos co przynosi mi nieznany mi człowiek.
- Jako twój przyjaciel...
- Nie mam przyjaciół.
- Jako twój przyjaciel - powtórzył już z lekkim zdenerwowaniem - dobrze Ci radzę. Podpisz to a obędzie sie bez kłopotów.
- Nie! - krzyknęłam
- Jestem ciekaw co bys zrobiła jakby najbliżsi Ci tutaj więzniowie np. Theodore Bagwell lub twoi bracia przypadkowo zostali wysłani do innego więzienia?
- Co to ma być?
- Narazie delikatna prośba - podsunął jeszcze bliżej kartkę - i radze sie do niej zastosować.
- Nie zrobisz mi tego - wpatrywałam sie w jego oczy z nadzieją, że cos w nich wyczytam
- Wystarczy jeden podpis panno Scofield.
Przed oczami stanęły mi wszystkie najpiękniejsze chwili z Michael'em i Lincolnem. Nie mogłabym sobie darować...No i Teddy...Wzięłam długopis do ręki i nabazgralam swoje imie i nazwisko. Mahone nie spuszczał ze mnie wzroku. Odsunęłam od siebie podpisaną kartkę.
- Mądra decyzja. Powiedz mi tylko dlaczego tak młoda i śliczna dziewczyna trafiła do więzienia?
Odsunęłam krzesło i wstałam. Podeszłam do drzwi i chwyciłam za klamkę.
- Nie panska sprawa. A zreszta po co pan pyta skoro pan wie. Wysil się i wymyśl cos lepszego Alex - rzuciłam i wyszłam z pokoju...
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
brak mi słów :* wciąga jak sku****yn 