Michael Scofield
kurde no boskie, boskie, boskie, boskie^^ wszystkie trzy.. a Pismo to już w ogóle.. i to o aniołach.. ech. Uwielbiam czytać Twoje Cudeńka ;*
Michael Scofield
Mmmm... To o Paulu cudo!! Wcześniejsze też, ale ten jakos mi tak został!! 
Michael Scofield
Po dłuuugiej nieobecności dodaję nowe wiersze. Nie bić, pisane podczas dołka. I w pierwszym pojawia się Żanetka xD
Koniec
Myślę.
Zastanawiam się nieustannie.
Ważę wszelkie ludzkie za i przeciw.
Patrzę na wyblakłe zdjęcie w rozpadającej się ramce.
Żegnam ją z oddali.
Wysyłam tajemniczą wiadomość.
A na koniec,
w tej ciszy gorszącej i niemoralnie strasznej,
nóż błyska krótko.
I koniec spektaklu.
Codzienność
Leżę i bezwiednie wtulam się
w miękki koc. Pachnie grozą.
Tak tu bezpiecznie, podczas,
gdy wokół echo huraganu.
Zasłaniam oczy zmęczone patrzeniem
i widzę świat za szarą zasłoną obojętności.
Zatykam uszy dłońmi skulonymi
na kształt skrzydeł.
Wstaję, usiłując nie słyszeć
tych bocznych krzyków porannych.
Nagle zapadła pełna radości cisza.
Wychodzę ostrożnie z pokoju,
omijając rozrzucone trupy zabawek.
I pośrodku śpią
uśpione w końcu potwory,
dzierżąc triumfalnie oderwaną główkę misia.
Skraj
Siedzę na skraju,
a z dołu łypie na mnie
woda wrząca i gorąca.
I tylko modlę się o to,
by nie spaść przedwcześnie.
Nagle błysk ze stali
ukuty w uśmiechu chłodnym.
I nóż tkanki cieczą ociekające
pochłania żarłocznie.
Strumienie krwi żylnej ciekłej
spływają malowniczo,
tworząc wzory kubiczne
na sterylnej podłodze.
I jeszcze ciało wyblakłe, wyzute
pada z ciężkim westchnięciem
duszy lecącej.
Koniec
Myślę.
Zastanawiam się nieustannie.
Ważę wszelkie ludzkie za i przeciw.
Patrzę na wyblakłe zdjęcie w rozpadającej się ramce.
Żegnam ją z oddali.
Wysyłam tajemniczą wiadomość.
A na koniec,
w tej ciszy gorszącej i niemoralnie strasznej,
nóż błyska krótko.
I koniec spektaklu.
Codzienność
Leżę i bezwiednie wtulam się
w miękki koc. Pachnie grozą.
Tak tu bezpiecznie, podczas,
gdy wokół echo huraganu.
Zasłaniam oczy zmęczone patrzeniem
i widzę świat za szarą zasłoną obojętności.
Zatykam uszy dłońmi skulonymi
na kształt skrzydeł.
Wstaję, usiłując nie słyszeć
tych bocznych krzyków porannych.
Nagle zapadła pełna radości cisza.
Wychodzę ostrożnie z pokoju,
omijając rozrzucone trupy zabawek.
I pośrodku śpią
uśpione w końcu potwory,
dzierżąc triumfalnie oderwaną główkę misia.
Skraj
Siedzę na skraju,
a z dołu łypie na mnie
woda wrząca i gorąca.
I tylko modlę się o to,
by nie spaść przedwcześnie.
Nagle błysk ze stali
ukuty w uśmiechu chłodnym.
I nóż tkanki cieczą ociekające
pochłania żarłocznie.
Strumienie krwi żylnej ciekłej
spływają malowniczo,
tworząc wzory kubiczne
na sterylnej podłodze.
I jeszcze ciało wyblakłe, wyzute
pada z ciężkim westchnięciem
duszy lecącej.
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
yhym xDmk95 pisze:I w pierwszym pojawia się Żanetka xD
zatłuke Cie.Jak mi będziesz tak pisac to nie wiem co Ci zrobie!mk95 pisze:Patrzę na wyblakłe zdjęcie w rozpadającej się ramce.
Żegnam ją z oddali.
Wysyłam tajemniczą wiadomość.
A na koniec,
w tej ciszy gorszącej i niemoralnie strasznej,
nóż błyska krótko.
I koniec spektaklu.
Twoje wiersze są przepiękne... :*
PS:Kurde pakiet mi sie kończy xD
T-Bag
Zgadzam się w 110%Xaneta pisze:Twoje wiersze są przepiękne... :*
Świetne... tylko to umiem napisać xD nie no umiem jeszcze napisac... Boskie
Michael Scofield
a ja nic w ogóle nie umiem nie napisać oO
jak zwykle mnie zabiłaś oO genialne.
jak zwykle mnie zabiłaś oO genialne.
Michael Scofield
wspaniałe te wiersze i najcudowniejsze powstają akurat kurka w trakcie dołka ;p
Mahone
Super są
Czekam na kolejne 
Michael Scofield
Takie cuś, napisane pod wpływem pisania z Żanetą.
Smutna radość
Cieszę się życiem.
Cieszę się aż do bólu dziąseł
moralności ubogiej.
Radują mnie rany szarpane
mojej dziecięcej mądrości.
Śmieję się szaleńczo,
jak śmierć spoziera na mnie
ponuro pustym oczodołem.
Rozśmieszają mnie odciski
na stopach podniosłej ciszy.
Uśmiecham się pół-twarzą
przy rwących spazmach miłości.
Przyprawiają mnie o ból brzucha ze śmiechu
łzy gorzkie, przełykane po nocach.
Wybucham radością, gdy wokół
sińce wielobarwne, sińce kolorowe na ciele.
I na koniec zobaczę, że jednak
można umrzeć ze śmiechu.
I wtedy uśmieję się
aż do utraty krwi w mózgu.
Smutna radość
Cieszę się życiem.
Cieszę się aż do bólu dziąseł
moralności ubogiej.
Radują mnie rany szarpane
mojej dziecięcej mądrości.
Śmieję się szaleńczo,
jak śmierć spoziera na mnie
ponuro pustym oczodołem.
Rozśmieszają mnie odciski
na stopach podniosłej ciszy.
Uśmiecham się pół-twarzą
przy rwących spazmach miłości.
Przyprawiają mnie o ból brzucha ze śmiechu
łzy gorzkie, przełykane po nocach.
Wybucham radością, gdy wokół
sińce wielobarwne, sińce kolorowe na ciele.
I na koniec zobaczę, że jednak
można umrzeć ze śmiechu.
I wtedy uśmieję się
aż do utraty krwi w mózgu.
Michael Scofield
Mk to jest piękne!! Bardzo mi się podoba! Tak ładnie to napisałaś!! 
Michael Scofield
wow, świetnie...i nic więcej nie dodam, bo aż mi głupio komentować coś tak fantastycznego ^^
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
aaa.Karola...ja CI zadnych sińcy nie robilam xD
aaa.Tez Cię kocham :* Jestes ogromnym talentem a posiadasz jeszcze większy talent :* I wogóle piękny wiersz... :* Pamietaj dzisiaj CSI...i Kości...i może Twa żonka będzie... ;]mk95 pisze:przy rwących spazmach miłości.
Mahone
Piękny wiersz.... Świetny...
Michael Scofield
Dziękować nisko za wszystkie komentarze. Nawet nie wiecie, jak Was kocham:*
Motyle wirują w powietrzu,
a te kręgi magicznie usypiają.
Zasnęłam mimowolnie,
patrząc na ten rozsypany ukradkiem
gwiezdny pył.
Pył przywieziony z kosmosu.
I błyszczy on zabójczo w świetle
tych motyli tysięcy.
*
I ciało złożone.
Trumna zamknięta na wieki.
Ale to jeszcze nie koniec,
bo jeszcze tłumy grzechów odejdą
na zważenie.
Bo waży je wielkomyślna Pani.
I Bóg wcale nie jest kobietą.
I te tłumy zmierzające do przystani
powoli,
aż koniec podróży oznajmi
zmęczony życiem kurier.
Motyle wirują w powietrzu,
a te kręgi magicznie usypiają.
Zasnęłam mimowolnie,
patrząc na ten rozsypany ukradkiem
gwiezdny pył.
Pył przywieziony z kosmosu.
I błyszczy on zabójczo w świetle
tych motyli tysięcy.
*
I ciało złożone.
Trumna zamknięta na wieki.
Ale to jeszcze nie koniec,
bo jeszcze tłumy grzechów odejdą
na zważenie.
Bo waży je wielkomyślna Pani.
I Bóg wcale nie jest kobietą.
I te tłumy zmierzające do przystani
powoli,
aż koniec podróży oznajmi
zmęczony życiem kurier.
Mahone
Cały czas się powtarzam, ale inaczej nie da się ocenić Twojego wiersza. Piękny, cudowny, wspaniały....
Michael Scofield
ech.
Aż mi się oczy zaszkliły. Jestem dzisiaj przewrażliwiona chyba.
piękne ;*
Aż mi się oczy zaszkliły. Jestem dzisiaj przewrażliwiona chyba.
piękne ;*
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Wpaniałe...smutne... i proszę Cię nie pisz o śmierci...I nie o swojej... Piękne noo....:*
Michael Scofield
rozpływam się.. ja niepozorna licealistka nie spodziewałam się że może do mnie jakoś przemówić liryka.. a Tu czytam czytam i ..poporstu "wsiakam" w Twoje wiersze ... chyba sie od nich uzalezniłam... 
Michael Scofield
Posty: 3654
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12
oj dawno mnie tu nie było, a jak sie pieknie zrobiło^^
jak zwykle pod wrazeniem:*
jak zwykle pod wrazeniem:*
Michael Scofield
Dopiero teraz się skapłam, że znów cos wsadziłaś... 
O motylach piekne... I to bynajmniej nie są zwykłe motyle..
Uważam, że pięknie piszesz!!

O motylach piekne... I to bynajmniej nie są zwykłe motyle..
To mi się najbardziej podoba... Nie wiem czemu, ale tak jestmk95 pisze:I ciało złożone.
Trumna zamknięta na wieki.
Ale to jeszcze nie koniec,
bo jeszcze tłumy grzechów odejdą
Michael Scofield
Dziękuję za wszystkie komentarze, mówiłam już, że Was kocham? xD
samotność
stoję sama na środku
wszechświat spogląda ponuro
spod łba
okiem zamkniętym
dźwięki ciszy wokól mnie
i barwy bieli
smutnej
weź moją rękę
jest taka zimna
i wiatr wstrząsa
ciałem
jak liściem na rudej jesieni
dreszcze jak deszcze wilgotne
z nieba
padają i świat mój
nasączają
samotnością słodką
płatki róży jednej
jak krew
spływają po mojej skórze
czerwień widzę nadal
nawet przez zaciśnięte oczy
szeroko zaciśnięte
i stoję sama
niczym drzewo na pustkowiu
na tej lodowej
ludzkiej
pustyni
samotność
stoję sama na środku
wszechświat spogląda ponuro
spod łba
okiem zamkniętym
dźwięki ciszy wokól mnie
i barwy bieli
smutnej
weź moją rękę
jest taka zimna
i wiatr wstrząsa
ciałem
jak liściem na rudej jesieni
dreszcze jak deszcze wilgotne
z nieba
padają i świat mój
nasączają
samotnością słodką
płatki róży jednej
jak krew
spływają po mojej skórze
czerwień widzę nadal
nawet przez zaciśnięte oczy
szeroko zaciśnięte
i stoję sama
niczym drzewo na pustkowiu
na tej lodowej
ludzkiej
pustyni
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
słonko...:* Ty wiesz że ja uwielbiam Twoje wiersze? bo jak nie to Ci teraz oficjalnie to oznajmiam. ;*
Michael Scofield
mk-cafe 95' wymiataczu oO
piękny wiersz, cudowny.. i smutny. I taki.. refleksyjny.. i znowu te świetne porównania.
dobra jesteś, nie ma co^^
piękny wiersz, cudowny.. i smutny. I taki.. refleksyjny.. i znowu te świetne porównania.
dobra jesteś, nie ma co^^
Michael Scofield
wszystkie są niesamowite, ale tu mi brakło słów...I ciało złożone.
Trumna zamknięta na wieki.
Ale to jeszcze nie koniec,
bo jeszcze tłumy grzechów odejdą
na zważenie.
Bo waży je wielkomyślna Pani.
I Bóg wcale nie jest kobietą.
I te tłumy zmierzające do przystani
powoli,
aż koniec podróży oznajmi
zmęczony życiem kurier.
Michael Scofield
Monolog na końcu
o Boże nie znam Cię wcale
mimo prób wielu
o drzewo czemu rośniesz mi
pod powieką cienką tak
nie wiem
może na nieba czy innego chwałę
o kobieto stojąca na rzęsie
zobacz mnie
i niech łza spadnie z ciebie
na kształt spódnicy
o tańcu nic nie wiem o tobie
w mojej ignorancji wieszczej
ale i tak cię wielbię
bo co innego mam zrobić
tańcu ognisty
o życie kocham cię mimo ran
wypalanych na sercu z nienawiści nowotworu
czy raku miłości
o drogi co mnie nie chcą prowadzić
niech wam odpowiedzą te dzwonki ciszy maniakalnej
przetykanej jękami
o śmiechy moje w nocnej porze
przejdźcie na tą stronę
tą jasna i pachnącą dniem
teraz choć na końcu koniec już
czeka i stuka niecierpliwie kosą
srebrną
oczy moje nie śpią
usta nie milczą jeszcze
o końcu poczekaj trochę
o Boże nie znam Cię wcale
mimo prób wielu
o drzewo czemu rośniesz mi
pod powieką cienką tak
nie wiem
może na nieba czy innego chwałę
o kobieto stojąca na rzęsie
zobacz mnie
i niech łza spadnie z ciebie
na kształt spódnicy
o tańcu nic nie wiem o tobie
w mojej ignorancji wieszczej
ale i tak cię wielbię
bo co innego mam zrobić
tańcu ognisty
o życie kocham cię mimo ran
wypalanych na sercu z nienawiści nowotworu
czy raku miłości
o drogi co mnie nie chcą prowadzić
niech wam odpowiedzą te dzwonki ciszy maniakalnej
przetykanej jękami
o śmiechy moje w nocnej porze
przejdźcie na tą stronę
tą jasna i pachnącą dniem
teraz choć na końcu koniec już
czeka i stuka niecierpliwie kosą
srebrną
oczy moje nie śpią
usta nie milczą jeszcze
o końcu poczekaj trochę