NAJWIĘKSZA POLSKA BAZA DYSKUSJI I INFORMACJI O PRISON BREAK | Dołącz do nas!

Horror by Nati & Ann

Posty: 21 Strona 1 z 1
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Messerowa

Cała ta wyprawa od początku mi się nie podobała.
Było upalnie, a ja nienawidzę słońca.
Jechaliśmy w kompletne odludzie, a ja nie lubię być sama.
O ból głowy przyprawiał mnie fakt, że w promieniu stu kilometrów nie widać było ani jednego supermarketu, nie wspominając już o stacji benzynowej. Z lupą nie znajdziesz tu nawet zwykłego spożywczaka.

-Wy raazeem a ja znoowuu saamaa...- zanuciła zupełnie od niechcenia Ann, bębniąc leniwie palcami w odsuniętą do połowy szybę.
Nie myślałam, ze kiedykolwiek to powiem, ale jednak...
Ona była gorsza ode mnie.
Marudziła odkąd wyjechaliśmy z miasta. Miałam lekkie wyrzuty sumienia, ale czy to moja wina, że kilka miesięcy temu Messer sam nawinął mi się pod rękę? To mogła być jedyna taka okazja w moim nudnym, jałowym, pozbawionym jakichkolwiek emocji życiu. Nie miałam innego wyjścia. Po prostu z niej skorzystałam. Złapałam ją obiema rękami i do tej pory nie puszczałam, trzymając mocno, mimo częstych otarć na nadgarstkach.
Poza tym od czego są wakacje, jak nie od zwariowanych, spontanicznych podrywów?. Na pewno kogoś sobie znajdzie. A jak nie, to ja przyprowadzę jej faceta, który będzie nosił ją na rękach...

...jeśli tylko wydostaniemy się z tej zapadłej dziury, pozbawionego żywej duszy grajdoła...

-Gorąco...-jęknęłam w końcu, przerywając panującą w samochodzie, senną ciszę i odklejając nos od rozgrzanej prawie do czerwoności szyby.
Kompletna nuda. Monotonny krajobraz. W kółko to samo. Las, las i las. Piaszczysta droga, wysuszające gardło, stojące w miejscu powietrze i ani skrawka cienia, bo słońce jak na złość ustawiło się akurat naprzeciwko naszego Range Rovera, prującego do przodu w chmurze kurzu i piasku. Pożółkła trawa jęczała cicho, ocierając się o wielkie, czarne koła samochodu.

-Pić...?-poprosiłam nieśmiało składając błagalnie ręce, kiedy po dłuższej chwili nikt nie zareagował na moje poprzednie, pełne rozpaczy błagania.
W tym samym momencie butelka wody bezceremonialnie wylądowała na siedzeniu obok mnie.
-Dzięki...Danny...-mruknęłam, poprawiając zjeżdżające po mokrym nosie okulary przeciwsłoneczne.

Pieprzony pseudodetektyw. Czasami myśli, że pozjadał wszystkie rozumy, bo umie w profesjonalny sposób machać pędzelkiem i odróżnić krew od ketchupu. Mogę się założyć, że zrujnuje mi życie, a jedyną osobą, która to dostrzeże, będzie Ann.

Podnosząc butelkę do ust, wychyliłam głowę przez okno, mając nadzieję, że moją rozpaloną skórę choć trochę ochłodzi pęd powietrza.
Ptaki ćwierkały wesoło przeskakując z gałązki na gałązkę z niespożytą energią...Mimo tego, nie poruszył się żaden listek, ani jedno źdźbło trawy.
Nie było czuć typowego zapachu lasu. Zapachu żywicy, mchu, typowej dla tych rejonów wilgoci...
Im dalej się poruszaliśmy, tym bardziej przyroda zdawała się zamierać...tym większa cisza zaczęła ogarniać otaczający nas, nieprzebyty krąg zieleni...
Coś podpowiadało mi, że susza, nie była jedyną tego przyczyną...

-Pijesz czy czekasz aż zamieni się w lód...?-Ann odwróciła się do mnie, unosząc do góry brew i uśmiechając się złośliwie.
-Bardzo śmieszne-mruknęłam wyrywając się z własnych myśli i wczuwając w swoją dobrze wszystkim znaną rolę Wiecznie Niezadowolonej i W Złym Humorze.
W sumie to bardzo przydatna umiejętność. Pesymiści mają lepiej od wiecznie roześmianych, mdląco-szczęśliwych optymistów. Ludzie patrzą na pesymistów bardziej pobłażliwie, uważając ich za pokrzywdzonych przez los i zasługujących z jakiegoś, tylko im znanego powodu, na współczucie. A mnie to w zupełności odpowiadało.
Wzięłam potężnego łyka, nie zwracając uwagi na jej wygłodniałe spojrzenie.

W końcu dojechaliśmy do długo wyczekiwanego rozwidlenia. Tutaj, razem mieliśmy podjąć decyzję, w którą stronę jechać.
A przynajmniej tak mi się wydawało...Obudził się w nim wieczny indywidualista, cholera jasna!
Danny machinalnie skręcił w lewo, nawet nie zaczynając jakiejkolwiek dyskusji. Byłam pewna, że przez myśl mu nie przeszło, żeby zapytać nas o zdanie. To zadzieranie nosa go kiedyś zgubi.
Wolałam nie podważać podjętej w ułamku sekundy, ale na pewno trafnej decyzji Sherlocka Holmesa vel porucznika Colombo i powstrzymując się od cichego prychnięcia, wróciłam do swojego ulubionego i jedynego w ostatnim czasie zajęcia. Wyglądania przez okno.

-Danny zwolnij trochę...-powiedziałam nagle, kładąc mu rękę na ramieniu i wychylając się przez przednie siedzenie.
W oddali majaczyła jakaś stara, spróchniała tabliczka z wyrytym koślawymi literami, jakby w pośpiechu, z obawy przed nakryciem, napisem.
Zmrużyłam oczy, próbując go odczytać, by już po chwili otworzyć je tak szeroko, na ile pozwoliły mi na to moje zmęczone upałem i brakiem snu powieki.
-Zły zakręt...-wyszeptałam, przełykając głośno.
Momentalnie, przez myśl zaczęło mi przebiegać milion scen z horrorów i każdy ich krwawy szczegół jaki widziałam w swoim krótkim życiu.
Nie należałam do strachliwych osób. Ale nie byłam też Supermanem w spódnicy. Otaczający las, skąpany w letnich promieniach słońca, paradoksalnie mroził mi krew w żyłach a perspektywa zgubienia się w nim przyprawiała o dreszcze.

-Mów głośniej! Przez tą piekielną drogę nic nie słychać!-krzyknęła Ann, próbując przebić się przez hałas, jaki robiły drobne kamyki, uderzające z głośnym brzękiem w błotniki.
-Zły zakręt!-odkrzyknęłam trzymając się za głowę, kiedy zupełnie niespodziewanie podskoczyłam na siedzeniu, prawie uderzając w dach.
Słyszałam jak Danny zaśmiał się cicho.
-To zmyła-powiedział w stu procentach pewny siebie, patrząc mi prosto w oczy przez przednie lusterko.
- Pewnie dzieciaki robią sobie żarty. Pismo nie wyglądało, jakby należało do kogoś dorosłego. A poza tym...-mówił dalej jak nakręcony- Jesteśmy na miejscu!
Samochód zahamował gwałtownie i następne co słyszałam to trzask drzwi z obydwu stron i radosne wrzaski.
Przewróciłam oczami, próbując nie czepiać się o każdy szczegół, nie psuć nikomu wakacji i nie zmieniać się w zrzędliwą babę, tylko i wyłącznie dlatego, że nie chciałam być tu, gdzie się obecnie znajdowałam.
Wysiadłam, przeciągając się leniwie i rozprostowując kości po kilkugodzinnej jeździe z dwiema krótkimi przerwami.
Mój wzrok od razu przykuła wielka, drewniana tablica przybita do najbardziej wysuniętego z lasu, drzewa. Zdjęłam okulary i chowając się w ożywczym cieniu zaczęłam bliżej przyglądać się wiszącym na niej kartkom papieru, z braku miejsca przyklejanym jedna na drugiej.
-Zaginiona...zaginiona...za...giniony...
Zaczęłam się wycofywać powoli, potykając się o wystające z ziemi konary. Moja pierwsza myśl? Uciekać...jak najdalej od tego opustoszałego, wyludnionego miejsca...piekielnej drogi i prowadzącego do niej Złego zakrętu.

-Kochanie, w porządku?-usłyszałam cichy szept tuż przy swoim uchu. Kojący szept...

Danny. Danny może być pieprzonym pseudodetektywem. Może być laboratoryjną szują.
Ale nie mogłam zaprzeczyć jednego. Danny jest też, zaraz po Ann, najbliższą mi osobą, którą kocham najbardziej na świecie. Kto inny miałby mnie ochronić, jeśli nie on...? Przy nim czułam się bezpiecznie.
Dlatego też, przylgnęłam do niego, czując mimo gorąca, zimne dreszcze przebiegające przez moje ciało.

Machnęłam ręką w kierunku tablicy ogłoszeniowej, czarnej dziury, która wessała w siebie wszelkie błagania, prośby i łzy bliskich, pozostałe po nieodnalezionych 'zaginionych'.

Żadne z nich nie zdąrzyło zareagować w jakikolwiek sposób, kiedy...

-Przyjechaliście tutaj na wakacje?

Moje oczy prawie natychmiat napełniły się łzami przerażenia, gdy skierowałam swój wzrok na wielkiego, a przynajmniej wyższego ode mnie, faceta, który wyrósł przed nami chyba spod ziemi. Długi, czarny, rozciągnięty płaszcz, kapelusz chroniący przed promieniami słonecznymi, gumowe buty do kolan i czarne rękawiczki na rękach.
-Chryste...-przebiegło mi przez myśl- Koszmar minionego lata...

Tylko, że jemu do całości brakowało jeszcze haka...

***

Ja ^^

Stałam i patrzyłam na Niego.
Czułam, że zaraz zacznę się ślinić.
- jestem James – uśmiechnął się promiennie i podał mi rękę.
Wydałam z siebie dziwny odgłos i uśmiechnęłam się krzywo.
- Aaaaaaaaaaa…- próbowałam wydusić z siebie swoje własne imię.
Spojrzał na mnie dziwnie ale nie puścił ręki.
- Ann – wydusiłam w końcu szturchnięta w ramię przez Danny’ego.
- miło – szepnął przysuwając się bliżej.
- mieszkasz tu? Gdzieś? – zapytałam czując, że robie z siebie kretynkę.
- mieszkam tam – wskazał na mała chatę na brzegu jeziora.
Usłyszałam zduszony pisk Nati.

Chata nie była aż tak upiorna żeby wydawać z siebie dźwięki jak zarzynany prosiak.
On sam zresztą też nie był upiorny.
Był…

- słodki…- wymruczałam patrząc na jego dłonie.
Czułam na sobie wzrok Danny’ego, Nati i co najgorsze James’a.
Uśmiechnęłam się promiennie i starałam odciągnąć jego uwagę od moich czerwonych policzków.
- mam jeszcze trochę roboty…może zobaczymy się później – mruknął niezwykle męsko i ruszył w stronę swojej chałupy.

Spojrzałam na Nati zupełnie przypadkowo rozanielonym wzrokiem.
- no co? – oburzyłam się siadając na piasku – jest uroczyyyyyyyyy – zaświergotałam cicho.
- czy ty oszalałaś?! Nie widzisz jak on wygląda?!
- uroczo – szepnęłam kołysząc się delikatnie w przód i w tył.
- wygląda jak Fredi Kruger gdy miał 20 lat. I z tego co widzę…a raczej czuje to się nie myje – syknęła dostając w głowę od Dannyego
- co z tego…jest uroczy…

Z marzeń nie wyrwało mnie nawet jej buczenie „nie przetłumaczysz”, „może jak ja zgwałci i zabije to zrozumie”.
- zgwałci? – uśmiechnęłam się szeroko – sama mu się oddam.
Danny zaśmiał się cicho i wrócił do rozkładania namiotu.
Nati usiadła obok mnie grzebiąc zawzięcie w piasku.
- musze się najeść – mruknęła ryjąc coraz głębiej.
- grill? – zapytałam patrząc ukradkiem w stronę jego domu.
- yhy…
W mojej głowie zaświtał jakże pomysłowy pomył xD
- skoro robimy grilla a on jest sam…
- nawet o tym nie myśl – mruknęła mi do ucha tak żeby Danny nie słyszał.
- no ale przecież…
Spojrzałam smętnie na wodę.
- pozbawiasz mnie miłości – szepnęłam wstając i idąc w kierunku Danny’ego który szamotał się z nieszczęsnym namiotem.

- Danny…- wymruczałam cicho robiąc się wyjątkowo słodka.
- hmmm?
- masz coś przeciwko żeby James wpadł do nas na kolacje? – zapytałam świecąc oczami.
Zrobił niewyraźną minę i wbił sobie śledzia w stopę.
- znaczy wiesz…- syknął z bólu – on jest dziwny…ale jeśli chcesz…to dlaczego nie…
Wydałam z siebie dziki okrzyk radości pomieszany z rosnącym pożądaniem na sama myśl o jego klacie w jakiejś obcisłej koszulce i rzuciłam się Danny’emu na szyję.
- wiesz, że zawsze cię kochałam, nie? I ja nigdy nie mówiłam, że jesteś bezmózgim kretynem w białych, śmierdzących rękawiczkach.
- co? – wydusił gdy puściłam jego szyję.
Uśmiechnęłam się szeroko i ruszyłam biegiem w kierunku chaty.
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


Dziewczyny to jest po prostu zajedwabiste :lol:
- wiesz, że zawsze cię kochałam, nie? I ja nigdy nie mówiłam, że jesteś bezmózgim kretynem w białych, śmierdzących rękawiczkach.
no i padłam :lol: *turla się ze śmiechu*
Aglek
Michael Scofield
Posty: 1481
Rejestracja: 2008-02-23, 10:55


Tanira pisze:
Czasami myśli, że pozjadał wszystkie rozumy, bo umie w profesjonalny sposób machać pędzelkiem i odróżnić krew od ketchupu.
Błehahaha!! xD xD


Dopiero się zaczeło, a ja chce więcej xD
Tanira pisze:
- wiesz, że zawsze cię kochałam, nie? I ja nigdy nie mówiłam, że jesteś bezmózgim kretynem w białych, śmierdzących rękawiczkach.
- co?
hehe xD
Rafaqio
C-Note
Posty: 207
Rejestracja: 2008-06-04, 18:39


hehe fajne ;) Respect dla autora/ów
Ania1991_ck
Michael Scofield
Posty: 1616
Rejestracja: 2008-01-30, 11:10


jest świetne. I oczywiście James, wiedziałam jak ten facet się pojawił od razu wiedziałam że to będzie James. Czekamy na kolejny odcinek. Nieźle się zapowiada.
Handcannon
T-Bag
Posty: 988
Rejestracja: 2007-09-18, 18:38


Super !!
Czekam na ciąg dalszy :P ;)
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


dziewczyny...jak ja kocham te Wasze opowiadania XD
Tanira pisze:
-wiesz, że zawsze cię kochałam, nie? I ja nigdy nie mówiłam, że jesteś bezmózgim kretynem w białych, śmierdzących rękawiczkach.
hahahaha xDxD

Się rozkręcajcie bo ja wiem ze to będzie kolejna wspaniała opowieść xD
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


Nowa opowieść - super!!!

a wogóle ze horror to już wogóle ...sese :-D
Tanira pisze:
skierowałam swój wzrok na wielkiego, a przynajmniej wyższego ode mnie, faceta, który wyrósł przed nami chyba spod ziemi. Długi, czarny, rozciągnięty płaszcz, kapelusz chroniący przed promieniami słonecznymi, gumowe buty do kolan i czarne rękawiczki na rękach.
-Chryste...-przebiegło mi przez myśl- Koszmar minionego lata...
**lezy na podłodze** haha próbuje sobie wyobraźić Whistlera w takim " stroju" ale jak go widze to nijak mnie to nie przeraża tylko wywołuje niekontrolowany wybuch smiechu
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


Bo na początku chciałam, żeby to było śmieszne, ale później już niebardzo wychodziło ;p

dziekujemy ;*
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


kiedy można się spodziewać dalej? :-D
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


ech, moje:

-Czekaj!

Zerwałam się z piasku, otrzepując spodnie i ruszając za nią.

W ciągu jednej sekundy milion myśli urządziło sobie maraton w mojej głowie.
Chyba do końca straciła rozum. Widziała tego faceta pierwszy raz w życiu!
Jesteśmy na kompletnym zadupiu. Zupełnie bezbronni i bez mapy, ale za to z zielonym pojęciem gdzie się znajdujemy, a do obrony mogą nam posłużyć konserwy i śledzie do namiotu, chyba że Danny za bardzo wczuł się w ich wbijanie. A ona, nieodpowiedzialnie, w jednej chwili zakochuje się w gościu, który wyglądem przypomina seryjnego mordercę z 'Haloween'! Była aż tak zdesperowana, żeby sobie kogoś znaleźć?!

Nagle coś, a raczej ktoś złapał mnie za rękę tak, że z zaskoczenia odrzuciło mnie do tyłu. Wpadłam prosto w ramiona Dannyego, prawie stykajac się z nim nosem. Lekki, orzeźwiający wiatr jak małe, rozkapryszone dzieci, beztrosko igrał z jego włosami, powodując na nich jeszcze większy chaos niż zwykle. Jak ja kochałam ten artystyczny nieład...

Mimo tego co czułam do niego w tej chwili, nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy...
Skupiłam raczej wzrok na jego oprawkach od okularów, jakby nagle okazały się olśniewającym, ósmym cudem świata. Wiedziałam, że od momentu, kiedy tu przyjechaliśmy, nie przestaje mnie obserwować.W sumie nie dziwię mu się, bo nigdy się tak nie zachowywałam. On sam nie poznał 'całej mnie', w ciągu tych kilku miesięcy naszego związku.. Może dlatego, że nigdy dotąd, nie bałam się tak jak teraz. Nigdy, nie ogarniało mnie takie poczucie zagrożenia, którym przepełnione było każde drzewo w tym bezkresnym lesie, każdy szeleszczący na wietrze liść, każde źdźbło trawy, które ocierało się o moje nogi. A nie widziałam jeszcze jeziora...
Strach uczepił się mnie od momentu feralnej tabliczki z koślawym napisem i dotąd nie puszczał ani na chwilę, nie dając wytchnienia.

-Messer puszczaj mnie!-Zawsze, kiedy mnie wkurzył, mówiłam do niego po nazwisku. Tym razem nie było inaczej.
-Nie zostawię jej z nim samej!-krzyknęłam znowu, nie dając za wygraną i próbując jakoś wyswobodzić się z jego uścisku, ale trzymał mnie mocno za nadgarstki, uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
-Odwróć się...-usłyszałam jak mruczy mi kojąco do ucha, zupełnie spokojny i o dziwo nie wkurzony za moje panikowanie.
-Patrz...-zniżył głowę tak, że była na poziomie moich oczu- Stąd dokładnie widać drzwi do jego domu...
-Chaty-mruknęłam prychając głośno i przyglądając się 'drewnianemu czemuś' stojącemu na niewielkim, pokrytym bujną, zieloną trawą, wzgórzu.

Westchnął cicho, nie mówiąc nic przez jakiś czas i zapewne licząc w myślach do dziesięciu, żeby nie stracić do końca cierpliwości.
-Okej...-mruknął i rozluźnił nieco ucisk na moich nadgarstkach- Słyszysz?-umilkł na chwilę, a ja nadstawiłam ucha w kierunku, w którym kiwnął głową- Nawet z tej odległości słychać jej napalone piski, jeśli coś będzie się działo, na pewno to usłyszymy...

W końcu zdobyłam się na lekki uśmiech, zdając sobie jednocześnie sprawę, że jego ciągła paplanina mająca mnie uspokoić jest kolejną psychologiczną gierką pseudodetektywa, którą na mnie stosuje. A ja właśnie się na nią łapę...

-Danny proszę...-próbowałam się bronić, ale marnie mi to wychodziło.- Nie próbuj uśpić mojej czujności...
-Nati, jesteśmy na wakacjach, wyluzuj trochę-wymruczał mi do ucha, kładąc głowę na moim ramieniu.
Nie dawałam jednak za wygraną. Byłam uparta jak osioł, i on o tym wiedział, a mimo to krok po kroku, tak jak zwykle dąrzyliśmy do kłótni. Jeśli wcześniej mnie nie rzuci, to będzie miał ze mną ciężkie życie.
-Ale moja intuicja podpowiada mi...-zaczęłam, ale natychmiast mi przerwał.
-Twoja genialna intuicja podpowiada ci...-zaczął odwracając mnie do siebie przodem i całkowicie puszczając moje ręce-...że samotnik, może trochę dziwak, ale jak najbardziej normalny facet, bez rogów na głowie ani garba na plecach, w ubraniu rybaka, bo najprawdopodobniej łowieniem ryb się tutaj zajmuje, to bezlitosny morderca zakopujący przejezdnych turystów na polanie przed swoim domem?
-Wcale tak nie myślę...-szepnęłam, spuszczając wzrok i próbując wsadzić do kieszeni ręce, którymi pragnęłam zasłonić uszy, żeby nie słyszeć kolejnej z jego umoralniających pogawędek.
-Nie podpowiedziała ci tego twoja intuicja?

Tego było za wiele. Zagotowało się we mnie ze złości. Wyprostowałam się do swojego pełnego wzrostu, rosnąc o kilka centymetrów, podniosłam wysoko głowę i wreszcie spojrzałam mu prosto w oczy.
-Przestań byc złośliwy! Zasłużyłam sobie na takie traktowanie, tylko dlatego, że martwię się o swoją najlepszą przyjaciółkę?!-warknęłam, czując jak z oczu, które zaszły mi łzami wściekłości, zaczynają sypać się iskry.
Nie wiedziałam co się ze mną działo. Od tego miejsca biły złe fluidy. Paranoja. Kompletna paranoja. Czułam, że za chwilę wpadnę w histerię.

Kiedy zobaczył wreszcie, w jakim jestem stanie, jego wyraz twarzy natychmiast się zmienił. Zachmurzone oczy przybrały zwykłą barwę czystego błękitu a usta wykrzywione złością, ułożyły się w delikatny, przepraszający uśmiech.
-Hej...spokojnie. Ja tylko próbuję ci wytłumaczyć, że nie ma się czego bać-podszedł do mnie przytulając mocno, chociaż miałam odwróconą głowę w bok tak, żeby na niego nie patrzeć.
-Jesteś za bardzo przewrażliwona-szepnął mi do ucha, obejmując ramieniem i prowadząc w stronę, jak mi się zdawało, pobliskiego jeziora.
-A namiot...?-zapytałam cicho. Nie lubiłam, kiedy ktoś widział, jak płaczę, dlatego ukradkiem otarłam łzę, która potoczyła się po moim policzku.
-To może poczekać-szepnął chwytając mnie za rękę.

Ani się obejrzałam, a doszliśmy do piaszczystego kawałka ziemi, za którym rozpościerało się ogromne, majestatyczne jezioro. Gdyby nie fakt, że mieszkał tu jeden człowiek, pomyślałabym, że jest ono największą atrakcją turystyczną tego miejsca.
Ścisnęłam go mocniej za rękę, kiedy znaleźliśmy się bliżej.
Moje ciało zesztywniało ze strachu.
Serce zaczęło bić szybciej.
Miałam mokre ręce.
Próbowałam oddychać normalnie...
...ale potrafiłam jedynie wstrzymać oddech.
Na chwilę oczy zaszły mi mgłą.
Czułam się tak, jakby w moim żołądku znajdowała się ogromna kula dociaskająca moje nogi do ziemi...
...nie pozwalająca na zrobienie kolejnego kroku.
Kroku zbliżającego mnie do tego przeklętego początku...celu naszej wyprawy.

Delikatne fale, uśpionego letnim upałem jeziora, uderzały leniwie, rozbijając się o brzeg. Odsunęłam się gwałtownie, kiedy woda prawie dotknęła mojej nogi.
Dla mnie była skażona, trująca, paląca niczym kwas.
Ciemna, wręcz granatowa toń jeziora odpychała mnie, przerażała, mroziła krew w żyłach a jednocześnie przyzywała, zapraszając hipnotycznie do swojego zimnego wnętrza, by połknąć, pochłonąć, zalać, zatopić i już nigdy nie wypuścić z morderczych szponów.

-Niesamowite, prawda...-powiedział bardziej do siebie niż do mnie Danny, uśmiechając się szeroko i przytulając twarz do moich włosów.
Cieszył się z tego urlopu, jak dziecko z wakacji. Dobrze o tym wiedziałam. Chciał w końcu odpocząć od wielkomiejskiego zgiełku, pracy i związanej z nią wszechogarniającą, śmiercią. A ja próbowałam mu wcisnąć, że pierwszy, lepszy facet, którego spotkaliśmy przejazdem, to potwór w ludzkiej skórze.
Egoistka.

-Uchm...-wydusiłam z siebie, wymuszając sztuczny, radosny uśmiech.
-Obiecaj mi coś...-wymruczał, obejmując mnie od tyłu.
-Obiecam, ale pod jednym warunkiem-kiwnął głową, na znak, żebym mówiła dalej- Obiecaj mi, że nigdy nie zostaniesz z nim sam na sam choćby nie wiem co. Wiem, że mam wyluzować, ale obiecaj.
-Jeśli to cię uspokoi...obiecuję...
Uśmiechnęłam sie lekko i nie puszczając jego ręki ruszyłam powoli w kierunku chatki męskiej czarownicy, wykorzystując chwilę jego nieuwagi i nie dotrzymując zdania, czegokolwiek miałoby ono dotyczyć.

Zza rosnących przed domem drzew, jeśli dobrze zapamiętałam imię, Jamesa, mieliśmy dobry widok na ogromne okno tuż obok drzwi wejściowych. Chatka, wcale nie była ot taką sobie chatką, jak się wydawało na pierwszy rzut oka. Heblowane, lakierowane drewno, skrywało w sobie całkiem nowoczesne wnętrze. Kominek...kanapa...fotele...i...
Zakryłam usta, powstrzymując krzyk, kiedy mój wzrok natrafił na ich ciasno splecione, w miłosnym uścisku ciała. Ściany były najprawdopodobniej dźwiękoszczelne, bo do moich uszu już dawno powinny dobiec pełne rozkoszy wrzaski.
-Jak mogła...-szepnęłam czując jak moje serce wypełnia poczucie rozdzierajacej zdrady.
-Chodź...-mruknął Danny obejmując mnie w pasie i wyciągając z zarośli.

Byłam pewna, że nas nie widzą.
Odwróciłam się ostatni raz i jakie było moje zdziwienie, kiedy spojrzałam prosto w dzikie, nieokiełznane oczy Jamesa, który uśmiechnął się złośliwie i nie odwracając wzroku, zamknął jej usta pocałunkiem.

Whistlerowa:

Obudziłam się rano owinięta w jego koszulkę i koc.
Uśmiechnęłam się delikatnie na samo wspomnienie tego co robiliśmy ostatniej nocy. Nie było go obok. Za to cały dom owinął się zapachem czegoś pysznego. Rozejrzałam się po pokoju. Wcześniej nie miałam okazji tego zrobić. Był piękny. Czuć było gładkość drewna. Gdyby nie lakier w całym pomieszczeniu pachniałoby lasem. Stąpając cicho po drewnianej podłodze doszłam do kuchni ale nie weszłam do środka. Stąd wydobywał się przepiękny zapach. James był wszechstronny. Umiał nawet tworzyć cuda w kuchni. Uśmiechnęłam się delikatnie do siebie i ruszyłam dalej korytarzem. Wielkie okna były skierowane na las ale gdy odwróciłam wzrok w drugą stronę widziałam jasną taflę jeziora. Słońce bawiło się razem z falami tworząc przepiękne obrazy, które zapadały głęboko w pamięć. Było tu jak w raju. Promienie słońca oświetliły drzwi, które pojawiły się na mojej drodze. Chwyciłam lekko mosiężną klamkę i popchnęłam. Pokój był mały. Ale idealny. Na półkach pełno książek. Nie to przykuło moją uwagę. Moje oczy zatrzymały się na biurku. Wyglądało jakby było podzielone na dwie części. Po jednej stronie idealny porządek. Parę zdjęć jeziora i mapa. Po drugiej mnóstwo pogniecionych papierów. Pusty kubek po herbacie. Podeszłam bliżej i oniemiałam. Na jednej z kartek widniał czerwony napis. ZABIJ JĄ.
- zabij ją…- szepnęłam cicho zastanawiając się czym były napisane krwiste litery.
- co tu robisz? – zapytał mrucząc mi do ucha i chwytając za nadgarstki.
- hej kochanie…oglądam twój dom – szepnęłam przełykając ślinę.
Jego dłonie zaczęły się zaciskać na moich nadgarstkach coraz mocniej. W jednej chwili poczułam strach. Zaczęłam się go bać. Przypomniałam sobie słowa Nati.
- no nie mów, że się boisz – wyszeptał.
Pokiwałam głową.
Odwrócił mnie delikatnie tak, że mogłam spojrzeć mu w oczy.
- przecież wiesz, że nie zrobiłbym ci krzywdy – uśmiechnął się delikatnie i pogładził mnie po policzku.
Jego oczy były piękne. Błękitne. Głupie opowieści Nati zrobiły z mojego mózgu jajecznicę. Jak anioł mógł być kimś złym?
Spojrzał na mnie z troską i biorąc na ręce pocałował delikatnie.
- masz ochotę na śniadanie? – wymruczał cicho.
- mam ochotę…na co innego – szepnęłam wbijając usta w jego szyje.
W jednej chwili z biurka zniknęło wszystko…

- gotujesz jak zawodowiec – zaświergotałam wpychając do ust kolejną porcję jajecznicy.
- w takim miejscu muszę – uśmiechnął jest anielsko.
- jakie plany na dziś?
- jezioro?
- może być – uśmiechnęłam się promiennie – muszę tylko skoczyć do namiotu po strój. No i spędzić trochę czasu z przyjaciółmi.
James spojrzał na mnie podejrzliwie.
- nazywasz ją przyjaciółka?
Nasze spojrzenia się spotkały. Pierwszy raz usłyszałam cos takiego.
- oczywiście, że tak. Poszłabym za nią w ogień.
- a jeśli przyjaciółka próbowałaby ci odbić faceta to też?
Nie rozumiałam o co mu chodzi.
- przecież…
- wczoraj – zaczął cicho – gdy się kochaliśmy…nie wiem jak ci to powiedzieć.
- najprościej jak umiesz – szepnęłam beznamiętnie odkładając widelec.
Odetchnął głęboko i zaczął mówić dalej.
- stała i patrzyła. Na nas. Na mnie. Wykonywała obsceniczne gesty.
Patrzyłam na jego usta i nie wierzyłam słowom, które z nich wypływały.
- Nati…nie…przecież mówiła, że….
Chwycił mnie za rękę i zaczął ją delikatnie głaskać.
- nie zostawię cię choćby nie wiem co zrobiła. Kocham cię wiesz?
W oczach pojawiły mi się łzy.
- wiem…- szepnęłam nie bardzo wiedząc co.
- nie chciałbym żeby ona zniszczyła to co się miedzy nami narodziło – szeptał.
Pokiwałam energicznie głową strząsając krople łez na lśniący blat stołu.
- nie warto utrzymywać z nimi kontaktu – szepnął podchodząc do mnie i przytulając mnie mocno – nie warto utrzymywać kontaktu z fałszywymi ludźmi…

Moja, do tej pory idealna, teoria na temat przyjaźni na całe życie legła w gruzach. Nie mogłam zrozumieć dlaczego wciskała mi kit . Dlaczego mnie okłamała. Skoro byłyśmy przyjaciółkami to dlaczego zrobiła mi takie coś? Zazdrościła? Siedziałam na schodach przed domem i patrzyłam na jezioro. Obraz zasłoniła mi właśnie Nati, która szła majestatycznie po piaskowej ścieżce prowadzącej do domu. Zerwałam się na równe nogi i z impetem zamknęłam jej drzwi przed nosem. Zrobiłam to z taką siłą, że z półki nad moją głową pospadały książki. James był w łazience i na szczęście nic nie słyszał. Rzuciłam się żeby je pozbierać nie zwracając uwagi na głośne krzyki Nati zza drzwi. Z jednej z książek wypadła kartka. Recepta. Na jego imię i nazwisko. Clopixol. Wepchnęłam ją do ksiązki i odłożyłam na miejsce. Oparłam się o ścianę. Znałam tą nazwę. Znałam prawie wszystkie leki, które zapisuje się chorym gdy cierpią na schizofrenię paranoidalną. Zerwałam się z podłogi i chciałam otworzyć drzwi. Były zamknięte…
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


kocham to czytać 8-)
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


wow super xD
końcówka zrobiła się straszna^^ i to:
AutumnLeaf pisze:
Odwróciłam się ostatni raz i jakie było moje zdziwienie, kiedy spojrzałam prosto w dzikie, nieokiełznane oczy Jamesa, który uśmiechnął się złośliwie i nie odwracając wzroku, zamknął jej usta pocałunkiem.
po prostu wysiadłam xD Straszny seksowny Dżejms ^^

Chociaż z drugiej strony jak to czytam i czytam sceny z Masserem to odnoszę wrażenie jakby to on był tym złym... Już od początku w samochodzie kiedy wywiózł je w głusze...

Jakbym miała po tych 2 częściach napisać kogo bardziej się boję wypadłoby na Danny'ego... To chyba wpływ wszystkich filmów typu CSI i kryminałów A. Christie - nigdy to nie jest ten który wydaje sie oczywisty :lol:
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


ej no xD Messer miał być dobry, ale trochę wredny ^^
Madziula nie filozofuj, jak to zawsze powtarzam :-D ;*
Aglek
Michael Scofield
Posty: 1481
Rejestracja: 2008-02-23, 10:55


AutumnLeaf pisze:
-Obiecaj mi coś...-wymruczał, obejmując mnie od tyłu.
Co?? Ja chce wiedzieć co!! xD
AutumnLeaf pisze:
Clopixol. Wepchnęłam ją do ksiązki i odłożyłam na miejsce. Oparłam się o ścianę. Znałam tą nazwę. Znałam prawie wszystkie leki, które zapisuje się chorym gdy cierpią na schizofrenię paranoidalną. Zerwałam się z podłogi i chciałam otworzyć drzwi. Były zamknięte…
się zaczyna horrorek :D Ja od początku wiedziałam, ze z Jamesem jest coś nie tak xD

Czekam na dalsze części ^^
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


Autumn nie filozofuje... po prostu Dany mnie tu przeraża :lol: a za moje emocjonalne reakcje nie odpowiadam :P
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


nehehe, rozumiem, każdy inne ma odczucia ;p
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


mi sie podoba.Zboczuchy.
dużo tych cytatów... wszystko mi sie podobało.
Będzie sie działo...
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


yhyhy.. Powrót naszego duetu w wielkim stylu ;)
Zapowiada się strasznie i interesująco.. :D
Ania1991_ck
Michael Scofield
Posty: 1616
Rejestracja: 2008-01-30, 11:10


super...super..super. dajcie kolejne odcinki. Bo ja chcę wiedzieć co będzie dalej. No proszę. :-) :-) :-) :-)
Mia
Fernando Sucre
Posty: 304
Rejestracja: 2008-02-15, 20:13


No wreszcie razem!! Wy obie tworzycie takie cuda, że brak słów :-D Uzupełniacie się fantastycznie. Bomba to jest :!: :mrgreen:
Posty: 21 Strona 1 z 1
Wróć do „Twórczość literacka”