NAJWIĘKSZA POLSKA BAZA DYSKUSJI I INFORMACJI O PRISON BREAK | Dołącz do nas!

Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

Posty: 212 Strona 9 z 9
Ania1991_ck
Michael Scofield
Posty: 1616
Rejestracja: 2008-01-30, 11:10


Jejku piękne twoje kawałki dają natchnienie do życia.
A może jakiś producent odkupi od ciebie te opowiadania i będzie świetny serial o życiu. :-)
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


XVIII cz. II

Siedziała na krześle i patrzyła jak przez monitor przepływają „wzorki”, które mówiły o tym, że jego serce odpoczywa.
Znała go.
Była pewna.
Tylko teraz wielka księga zwana pamięcią skleiła swe kartki i nie pozwoliła nic odczytać.
Gdy gorące promienie słońca zaczęły oświetlać jej twarz podniosła się i wyszła zostawiając go samego.
Policyjnej ochrony nie było mimo zapewnień Sean’a.
Usiadła na podłodze opierając się o zimną ścianę i zamykając oczy.
- co ty tu robisz? – zapytał cicho Sean, który nagle wyrósł przed nią jak z podziemi.
- tam jest gorąco jak w piekle – syknęła otwierając jedno oko – a poza tym to gdzie ten jakże drobny szczegół jakim jest policja?
- jesteś jak dziecko – mruknął opierając się teatralnie o ścianę – przecież mówiłem, że śpi.
Zaśmiała się cicho przecierając spocone czoło.
- chirurg od siedmiu boleści – szepnęła cicho.
- słucham?
- nie ważne – mruknęła wstając i omijając wzrokiem rękę, którą wyciągnął żeby jej pomóc – będę z mordercą – rzuciła gdzieś w przestrzeń idąc do jego Sali.

Sean westchnął cicho siadając na kanapie w dyżurce.
Jack nie spuszczał z niego wzroku.
- Ann zaczyna świrować – szepnął w końcu mając dość pytającego spojrzenia.
- może jest w ciąży? –zapytał Jack obierając jabłko ze skórki.
- takie żarty są nie na miejscu – mruknął Sean obracając w dłoniach długopis.
- no tak bo ty nie umiesz ich robić – zaświergotał Jack z szerokim uśmiechem.
- czego? – zapytał wbijając wzrok w nóż, który melodyjnie przesuwał się po skórce.
- dzieci matole. Przecież ona jest za młoda żeby można było stwierdzić u niej bezpłodność.
Sean nie przejął się za bardzo określeniem „matoł” i z jeszcze większym skupieniem wpatrywał się w nóż.
- ma miesiączkę normalnie więc może rodzić dzieci – szepnął Sean – wiec nie rozumiem dlaczego mówisz, że jest za młoda.
Jack uniósł oczy do góry.
- cofnij. Chodziło mi o to, że jest za młoda na bezpłodność.
- tego się nie wybiera – mruknął – mogą to wywoływać różne czynniki.
- oczywiście, że mogą. Najbardziej znanym jest coś takiego jak gen. Czyli rozumując po mojemu gdyby w jej przypadku było to dziedziczne jej by tu nie było! – krzyknął Jack opluwając pół stołu kawałkami jabłka.
- to nie tylko geny…
- a może ona najzwyczajniej w świecie się boi? Pomyślałeś o tym panie chirurgu?!
Do pokoju weszła Von.
Sean ukrył twarz w dłoniach.
- co się stało? Jego krzyki słychać na całym korytarzu…- szepnęła kładąc dłoń na ramieniu Sean’a.
- nasz świeżo upieczony narzeczony ma problem ze zrobieniem dziecka swojej przyszłej żonie – zaświergotał Jack.
- WYNOCHA! – ryknął Everleigh ze łzami w oczach.
Po chwili było słychać trzaśnięcie drzwiami.
Von została.
Przytuliła go do siebie i próbowała uspokoić.
- daj jej trochę czasu – szepnęła mu do ucha – ona nie jest gotowa. Fajnie popatrzeć na noworodki machające na oddziale nogami. Co innego mieć takiego w domu.
- wiem, że by chciała – szepnął cicho.
- powiedziała ci to? Prosto w oczy? Najprostszymi słowami?
- powiedziała, że nie może mieć dzieci.
- bezpłodna na pewno nie jest. Zanim przyszła na praktyki miała robione badania . Być może nawet nie wiedziała, że niektóre z nich pozwalają odkryć więcej niż jedną chorobę.
- to dlaczego mówi mi to w taki sposób? – spojrzał na nią zapłakanymi oczami.
- rani cię to?
- bardzo.
- to zwyczajnie jej to powiedz. Zabierz ją gdzieś. Porozmawiajcie szczerze. Może ma jakiś powód dla którego nie chce w tym momencie zajść w ciąże? Sean pamiętaj, że nie możesz jej do tego zmuszać. Jesteś młody, na dzieci masz jeszcze sporo czasu.
- nie mam ochoty z nią rozmawiać – szepnął podchodząc do okna.
- błędne koło się zamyka. Obyś nie żałował gdy znowu będziesz sam – szepnęła wychodząc.
Te słowa zraniły najbardziej.
Po policzkach popłynęły łzy.
Z bezsilności zaczął uderzać pięścią w marmurowy parapet.
Łzy zmieszały się z krwią tworząc jasnoróżową ciecz, która spłynęła na podłogę.

Usiadła na krześle, które było gorące od słońca.
Na Sali nie było ani grama cienia.
Nie zwróciła uwagi na łóżko.
Przez głowę w zwolnionym tempie przesuwała się ostatnia rozmowa z Sean’em.
Tuż przed chwilą.
Przesuwała się tak samo jak „wzorki” na monitorze.
Analizowała dokładnie każde swoje słowo.
Niespokojne dłonie odzywały się wtedy gdy wiedziała, że zrobiła źle.
Zrobiła.
Dłonie przesuwały się w górę i w dół po jej udach by po chwili zacisnąć się z całej siły na kolanach.
Nie chciała płakać.
Ból jaki sama sobie zadała był nie do zniesienia.
Nie wiedziała, że umie tak ranić.
Spojrzała prosto w słońce, które starało się wywołać uśmiech na jej twarzy.
Po chwili jednak skierowała oczy na łóżko gdy poczuła jak ktoś zaciska jej dłoń na ramieniu i przykłada coś zimnego, metalowego do szyi.
Było puste.
- jeden nieodpowiedni ruch królewno a w twoich żyłach popłynie coś co cię zabije – szepnął jej do ucha – rączki do tyłu.
Poczuła ostry, przeszywający ból w ramieniu.
Wygiął jej nienaturalnie ręce związując czymś z tyłu.
- boli…- szepnęła.
- czy ja kazałem się tobie odzywać bo nie pamiętam?
Podniósł ją z krzesła jednym zgrabnym ruchem i wypchnął na korytarz.
Nie widziała co robi ale widziała reakcję ludzi, którzy zaczęli się usuwać z drogi.
Zza zakrętu wyszedł Sean, który masował zabandażowaną dłoń.
Przy jego boku kroczył Jack i usilnie starał się go przeprosić.
- jeśli ktoś wezwie chociaż durnego ochroniarza z parteru – syknął przystawiając do jej szyi strzykawkę – ona zginie – uśmiechnął się szeroko.
Spojrzała błagalnie na Sean’a, który starał się powstrzymać łzy.
- nie obudzi się gdy nie będziemy tego chcieli? – zapytała cicho.
- puść ja – szepnął Sean, któremu Jack zagrodził drogę.
- nie braciszku – uśmiechnął się jeszcze bardziej szaleńczo i kopnął w guzik przywołujący windę.
Po chwili metalowe drzwi otworzyły się szeroko.
- teraz to ja jestem górą a ty masz okazję się wykazać. Pokaż jak bardzo ją kochasz – zaśmiał się głośno wpychając ja do środka.
Nacisnął guzik z numerem ostatniego piętra by po chwili nacisnąć kolejny. Tym razem z napisem „STOP”.
Zatrzymali się między dwoma piętrami.
Między oddziałem psychiatrycznym a starym opuszczonym piętrem gdzie kiedyś była izolatka dla wariatów.
- odważysz się uciec? – zapytał patrząc na swoje odbicie na ostrzu noża, który nagle znalazł się w jego rękach – z jednym wariatem jest podobno bezpieczniej.
Jego szaleńczy śmiech rozchodził się miarowo po dość obszernej kabinie windy.

Psychoza.
Strach.
Pokarm szaleńca.
A paranoja przenosi urojone góry.
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


chirurg od siedmiu boleści
eee...chirurgrzyna ;p
Po policzkach popłynęły łzy.
ojoj...

no kochana i o to chodziło. wariat i czubek do kwadratu. kocham cię za tych psycholi z nożami w rękach.

wy///ste.
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


super :D
– będę z mordercą
ten fragm. mnie powalił :lol:
a co do windy... to po ostatnich fickach z Housem jakie czytałam mam tylko same skojarzenia odnośnie wind :lol:
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


ale cudny odcinek
Tanira pisze:
Obyś nie żałował gdy znowu będziesz sam – szepnęła wychodząc.
Te słowa zraniły najbardziej.
Po policzkach popłynęły łzy.
ooo jaki bedny Sean :-(

ale końcówka to mistrzostwo , takie napięcie zbudowałaś że ciezko bedzie dostrwac do kolejnego odcinka :-D
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


Taniruś oO szalejesz.
Weź tyle emocji... ja wiedziałam że tak będzie ;D
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


XVIII cz. III


Siedziała skulona w kącie zaciskając pięści.
Robiła wszystko żeby nie czuć bólu, który jej zadał.
- jestem Hunter – szepnął opierając się o ścianę – a ty?
Nie odpowiedziała.
Wbiła wzrok w swoje niezbyt widoczne odbicie w metalowej ścianie, która na pierwszy rzut oka wydawała się sterylna.
- gdy pytam – syknął klękając obok – to odpowiedz! – krzyknął wbijając nóż w podłogę.
Odwróciła spokojnie głowę i spojrzała mu prosto w oczy.
- jesteś chory – szepnęła beznamiętnie.
- uwielbiam kobiety, które mają głębokie myśli – szepnął z ironią przesuwając ostrzem po jej dłoni.
Usłyszała głos.
Głos Sean’a przebijał się przez stalowe ściany.
- jak zawsze nieugięty – szepnął Hunter.
- dlaczego nic mi nie powiedział?
Od ścian znów zaczął odbijać się jego śmiech.
- bo jest zbyt dumny.

- ona musi tu wrócić! – krzyknął Sean i zaczął walić pięściami w stalowe drzwi.
- spokojnie – szepnął Jack – w ten sposób nic nie załatwisz. Dziwi mnie tylko jedno. Jak mogłeś go nie poznać?
Sean spojrzał na niego takim samym wzrokiem jakim Hunter patrzył na Ann.
Wzrokiem pełnym agresji ale jednocześnie pełnym lęku.
- skończ z tymi swoimi głupimi pytaniami Quade!
- dlaczego? – zapytał znów.
- bo się zmienił! – krzyknął Sean a o podłogę uderzyło kilka kropel słonej wody.
Jack objął go ramieniem szepcząc coś do ucha gdy zjawiła się Von i Frank.
Do Sean’a docierały strzępki tego co mówił a raczej tego co krzyczał Frak.
Słowa wyrwane z kontekstu ale mimo wszystko umiały ranić.
Bezmyślny.
Nieodpowiedzialny.
Egoista.
A on mógł tylko słuchać.
Von starała się uciszyć Frank’a ale on co chwila ją odpychał.
Jack i paru innych lekarzy zajęło się izolowaniem piętra.
- słyszysz co mówię?! – krzyknął Frank odpychając Sean’a od ściany.
- spokojnie – szepnęła Von stając między nimi – nie tedy droga.
- musze ją wydostać – szepnął Sean nie otwierając zapłakanych oczu.

- zbyt dumny? – zapytała patrząc jak osuwa się bezdźwięcznie po przeciwnej stronie windy nie spuszczając z niej wzroku.
On uniósł tylko brew.
Nie musiał się śmiać.
- omotał cię – szepnął – a ty jako ta zabłąkana owieczka wpadłaś prosto w jego ramiona.
Ironia wyciekała z jego ust.
Szał w oczach stawał się nie do zniesienia.
Ann uśmiechnęła się delikatnie do siebie.
- on mnie kocha – szepnęła.
Hunter wbił nóż w podłogę z całej siły i przysunął się do niej.
- kocha cię bo co? Bo dał ci to? – zapytał wyjmując z kieszeni jej pierścionek.
Odruchowo dotknęła palca patrząc mu w oczy.
Miała nadzieję, że jest tam cały czas.
Nie było go.
Poczuła, że zabrał jej kawałek duszy.
Zabrał jej coś bez czego nie funkcjonowała normalnie.
- jesteś o niego chorobliwie zazdrosny – szepnęła.
Jego twarz wykrzywił dziki uśmiech.
- bo wiem, że wykorzysta ciebie tak samo jak mnie – syknął jej do ucha – wiesz co? Mam pomysł – ożywił się nagle i odblokował windę – tylko jedno twoje słowo a poprzecinam ci żyły i będę patrzeć jak się wykrwawiasz – szepnął otwierając nieznacznie drzwi.
Gdy odsunął się lekko zobaczyła Sean’a.
- chcieliśmy się pożegnać – szepnął hunter patrząc na Ann.
Sean chciał podejść bliżej ale zatrzymał go Frank.
- teraz wiesz jak to jest gdy odbiera się drugiej osobie to co najcenniejsze, prawda? – zapytał ale Sean go nie słuchał.
Patrzył na nią a łzy same spływały mu po policzkach.
Ona nie pozostała obojętna.
Narysowała palcem na metalowej ścianie serce i uśmiechnęła się delikatnie.
- jakie to urocze – syknął Hunter – szkoda tylko, że już nigdy jej nie zobaczysz.
Rzucił Sean’owi jej pierścionek.
- odebrałeś mi moje życie więc teraz pora bym ja odebrał ci twoje.
- Sean…- szepnęła zrywając się z podłogi.
- mówiłem coś! – krzyknął uderzając ją w twarz tak mocno, że straciła przytomność.

Sean z krzykiem rzucił się do drzwi ale Hunter był szybszy.
- nie! – krzyknął uderzając znowu w zimne wrota, które przed sekundą się zamknęły.
- nie…- szepnął osuwając się na kolana i zalewając łzami.
Piętro było puste.
Tylko on i przyjaciele, którzy w tym momencie nie umieli mu pomóc.
Nie słyszał nic oprócz jej krótkiego krzyku, który wypełniał mu uszy.
Nie słyszał bicia swojego serca.
Tak jakby go niebyło.
Hunter uśpił jego miłość.
Uśpił jego jedyną nadzieję, która budziła go co dzień rano.
Nigdy nie zapomni wyrazu jej twarzy gdy rysowała serce na ścianie windy.
- to świr – szepnął ktoś z tyłu.
- musze ją uratować – powiedział Sean stając na nogi.
- on jest niebezpieczny – szepnął Jack, który miał na sobie odblaskową kamizelkę.
Sean uśmiechnął się mimowolnie.
- zdejmij to Quade – syknęła Von – to nie jest cyrk.
- zawiadomimy policję – powiedział Frank patrząc na urażoną minę Jack’a.
- bez policji. Sam dam sobie radę – szepnął Sean – to w końcu mój brat.

Zło wraz z człowiekiem rośnie.
Ostatnio zmieniony 2008-06-26, 19:05 przez Tanira, łącznie zmieniany 1 raz.
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


Choroba, wszystko takie smutne...
Ale przynajmniej mnie trochę ożywiło to opowiadanie ;*
W prostych zdaniach tyle emocji..
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


o mamuniu... wspaniała część. Taka nastrojowa... i ja się nie moge doczekać kolejnej...
edzik
Michael Scofield
Posty: 1194
Rejestracja: 2008-06-06, 14:50


No pieknie! czytam sobie, czytam, z zapartym tchem czekam na kolejna część a tu Nic! No przerwać w takim momencie?!

Straszna szkoda, ze Tanira nas opuściła. Jej twórczosć jest świetna. Ciekawe co tam u niej, czy nadal pisze takie świetne opowiadania?
Wie ktos jak sie nazywa? Moze wydała jakis zbiór i nawet o tym nie wiemy :)
Misterek999
C-Note
Posty: 217
Rejestracja: 2008-11-19, 12:04


a no wlasnie gdzie dalsza czesc ;D ? czekamy tutaj z niecierpliwoscia . zdolna jestes :D pisz cos pisz :D
edzik
Michael Scofield
Posty: 1194
Rejestracja: 2008-06-06, 14:50


Chyba raczej sie niestety nie doczekamy, bo Tanira nas opuściłą jakieś... 7 miesięcy wstecz...
Posty: 212 Strona 9 z 9
Wróć do „Twórczość literacka”