Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

Posty: 212 Strona 7 z 9
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


pfffhahaha chrzanić romantyzm, jedziesz po całości xD
chrzanić Seana, kocham tego Twojego Jacka xD no niesamowity jest, świetna postać !!!!!!!!!!!!!!
a z tym orgazmem, to myślałam, że spadnę z krzesła, chociaż ja już sie powinnam przyzwyczaić xD
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Jack to matoł xD a Sean wydaje bardzo ciekawe dźwięki xD
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


przepraszam bardzo, a kto go stworzył? xD jest cudowny, dawać mi takiego złośliwego sarkastycznego faceta xD
Sean...dźwięki...taaa... xD
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


no ja...xD
cholera wyśle ci ten fragment gdzie wydaje z siebie przeeeeeeeeeeeecudne dźwięki
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


Tanira pisze:
To ich blask przyćmiewał blask wschodzącego słońca.
Otworzyli swoje serca.
Byli światłem dającym życie.
Byli gwiazdą.
Byli razem.
Ona i On.
mmm...very romantic very... i to ma sie nie skończyć...bo jak cos sie komuś złego stanie to nie wiem co zrobie.
madamebutterfly
Mahone
Posty: 713
Rejestracja: 2008-01-16, 19:13


ślicznie :D
robię się nudna...
wiem..
ale nie umiem napisać czegoś sensowniejszego... :)
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


to samo co powyzej... ja nie wiem najpier Jack mnie troche irytował ale teraz zabłysna taką radą :-D ..no to znó szykuje nam sie slub
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


cholera wyśle ci ten fragment gdzie wydaje z siebie przeeeeeeeeeeeecudne dźwięki
dawaaaj :shock:
Gość


Tanira pisze:
„Są historie, które trzeba wysłuchać do końca.”
Jego słowa są wyjątkowo piękne... Takie Seanowe :-)
a część...co ja mam pisać jak wiesz, że jest pięknie...
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


genialny odcinek xD zaczęłąm lubic tego palanta xD (czyt. Jack'a) xDxD
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


part XIV

Kupiła kanapkę i zielone jabłko.
Miała dość gotowego jedzenia w słoikach.
Na sam widok robiło jej się niedobrze.
Przypominały jej się dni gdy z braku czasu kupowała kilka słoików, wrzucała do mikrofali i wyobrażała sobie, że je kolację w najlepszej restauracji w Sydney.
Piękne marzenia pryskały gdy patrzyła w talerz i widziała zamiast wykwintnego obiadu znacznie mniej wykwintną porcję mięsa nieznanego pochodzenia.
Szła rozpromieniona korytarzem myśląc o tym by po południu odwiedzić profesora.
Nie zauważyła Jack’a.
- ała!
- przepraszam – wyszeptał – nic ci nie jest?
- wszystko w porządku – mruknęła wyrywając mu z ręki jabłko, które spadło na podłogę.
- żeby Sean nie miał pretensji, że uszkodziłem jego narzecz…
Za późno ugryzł się w język.
- co proszę? – zapytała przewiercając go wzrokiem.
Jack uśmiechnął się głupio.
- pacjenci czekają aniołku – szepnął i pocałował ją w czoło – Sean niedługo wróci.
Patrzyła na niego dopóki nie zniknął za szklanymi drzwiami oddziału.
Westchnęła cicho i ruszyła w stronę dyżurki.

Wpadł do sklepu i oparł się o szklaną ladę.
Było ich pełno.
Złote.
Srebrne.
Zrobione z białego złota i z platyny.
Z delikatnymi szlachetnymi kamieniami.
Patrzył na nie i poczuł, że wariuje.
Zamknął oczy.
Ona miała jasną skórę.
Zielone oczy.
Który będzie do niej pasował?
Z rozmyślań wyrwał go głos ekspedientki, która zaoferowała swoją pomoc.
- chwileczkę – szepnął i znów spojrzał na pierścionki.
Właściwie dlaczego on to robi?
Może nie trafić w jej gust.
Wróci tu z nią.
Sama wybierze ten, który będzie chciała mieć na palcu.
- ten…- szepnął czując, że ekspedientka dziwnie mu się przygląda.
Uśmiechnął się delikatnie i wyszedł.

Siedziała sama w dyżurce.
Czekała na Seana.
Jabłko, które trzymała w dłoniach obracało się z prędkością światła.
Była zła?
Była wściekła.
Siedziała na tej cholernej kanapie, która teraz wydawała się dziwnie niewygodna, już prawie godzinę.
Patrzyła w białą ścianę przed sobą gdy przerwał jej dźwięk otwieranych drzwi.
- już jestem – szepnął wyraźnie zadowolony Sean.
Nie odezwała się.
Jabłko w jej dłoniach przestało się obracać.
- tęskniłaś? – zapytała siadając obok.
-musimy porozmawiać.
- mam dla ciebie…niespodziankę – wyszeptał.
- tak? Już dostałam od ciebie niespodziankę. Dlaczego pół szpitala mówi o tym, że się niby zaręczyliśmy?!
Sean spojrzał na nią przerażony.
- co?
- Jack mnie dziś uświadomił, że jestem Twoją narzeczoną! Fajnie prawda?
- Ann to nie tak…
- nawet gdybyś mi się oświadczył to…
Przerwał jej wyjmując małe pudełko z kieszeni.
- nie wiedziałem który. Ten podobał mi się najbardziej. Jeśli ci się nie spodoba możemy go oddać i wybierzesz sobie taki jaki będziesz chciała.
Patrzyła najpierw na niego później spojrzała na pudełko.

Czuł, że bała się go chwycić.
Bała się zobaczyć co jest w środku.
Pomógł jej.
Otworzył je delikatnie.
Teraz ten pierścionek wydawał się jeszcze piękniejszy.
Delikatny.
Srebrny.
Odbijały się w nim jej oczy.
Zapłakane oczy.
- może to głupie – szepnął – ale ja naprawdę czuję, że chce być do końca życia z Tobą. Nie chce nikogo innego. Te klucze dziś rano były wstępem. Nie odrzuciłaś ich, nie wyśmiałaś mnie. Chcę Cię zobaczyć w białej sukni w porcie o zachodzi słońca. A później chcę ją z Ciebie zdjąć. Chcę żebyś była przy mnie zawsze. Chcę żebyś została moją żoną.
Poczuł łzy w oczach.
Nie umiał ich powstrzymać.
Nie chciał.
Ręce zaczęły mu się trząść.
Nie umiał nic więcej wydusić.
Patrzył na małe bordowe pudełko i modlił się żeby w końcu coś powiedziała.
Cokolwiek.
Spojrzała mu prosto w oczy.
Po jej policzkach płynęły łzy.
Znacznie więcej niż rano.
Chwyciła delikatnie jego trzęsące dłonie.
Poczuł ciepło jakie od niej bije.
Poczuł, że ona go uspokaja.
Uśmiechnęła się delikatnie patrząc mu w oczy.
Biła od niej niespotykana dotąd radość.
Nigdy nie widział jej aż tak promiennej.
Mimo tych łez.
- tradycja…- zaczęła cicho – mówi o tym, że mężczyzna powinien założyć pierścionek na palec ukochanej kobiety. A ty tego nie zrobiłeś. Nie wiem dlaczego – zaśmiała się cicho i ponownie zalała łzami.
- cholera – szepnął i wyjął pośpiesznie pierścionek z pudełka.
- a więc…- szepnął wciskając go pomału na jej palec – czy chcesz zostać panią Everleight i żyć z mojej skromnej pensji?
- chcę głupku – zaśmiała się cicho i rzuciła mu na szyję.

Do dyżurki wpadła Von, Jack, Frank i Garbielle.
- wiedziałem! Cholera wiedziałem! – krzykał Jack, który po chwili dostał w głowę od Von.
- przestań – syknęła.
- to po co ja stałem pod drzwiami od 20 minut?!
Von uniosła oczy do góry.
- Panie pomóż mi – szepnęła po czym zwróciła się do Ann – kochanie pilnuj go by ci nie uciekł – uśmiechnęła się szeroko.
- nigdzie nie ucieknę – szepnął Sean patrząc w oczy swojej…swojej narzeczonej.
Jack zdjął z Seana Ann.
- wiedziałem cholera! – krzyknął tuląc ją do siebie mocno.
Gabrielle z Von były bardzo zaciekawione pierścionkiem.
- Everleight masz gust – szepnęła Gab – ja takiego nie dostałam mimo, że znałam mojego narzeczonego 4 lata.
Frank usiadł obok Seana.
- nie wątpię w twój wybór ale jeśli przez to opuścisz się w pracy…
- spokojnie szefie – uśmiechnął się szeroko i poklepał go po ramieniu.

Szczęście jest wyjątkowe dla wyjątkowych osób.
Może je odbierać na kilka różnych sposobów.
Podstawą szczęścia jest wolność.
Podstawą wolości odwaga.
On przebił się przez swój wieczny strach.
Otworzył sobie drogę do szczęścia tym drobnym gestem.
Ona nie miała łatwego życia.
Do niedawna była skazana na samotność.
Była na samym dnie.
Była sama.
Głęboki upadek prowadzi do wielkiego szczęścia.
Znalazła je w postaci człowieka, który właśnie jej się oświadczył.
Dla nich szczęściem jest wszystko.
Widzą je nawet na najmniejszym ziarenku piasku na plaży.
Widzą je w kroplach deszczu na szybie.
Widzą je tam gdzie inni nie widzą nic.
Oni nie gonili za miłością.
Nie szukali.
To ona sama ich znalazła.
I teraz przekazuje Im wszystko to co jest w niej najlepsze.
mk95
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37


Piękne. A przy wybieraniu pierścionka dla Ann... takie wzruszające, jak przypominał sobie detale jej wyglądu. A Jack jest cuuudny :-P
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


zajedwabiste xD
Tanira pisze:
a więc…- szepnął wciskając go pomału na jej palec – czy chcesz zostać panią Everleight i żyć z mojej skromnej pensji?
- chcę głupku – zaśmiała się cicho i rzuciła mu na szyję.
*rozpływa się* aaaaaach :-D
Tanira pisze:
- to po co ja stałem pod drzwiami od 20 minut?!
LOL :lol:
MarQ
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11


ooo jak zwyle zajebistyczne i wcaigajace :P pisz dalej panno anno :D
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


oj Sean nie zaczyna się zdania od 'więc' xD
Jack jest fantastyczny...taaa...ale to już mówiłam...
o tak. Podstawą szczęścia jest wolność. A nawet powiedziałabym, że Wolność.
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


aaa. jak super....państwo Everleight ... mogłabym to czytac cały czas. ;]
madamebutterfly
Mahone
Posty: 713
Rejestracja: 2008-01-16, 19:13


ehh... chociaż komuś coś się układa...
śliczne...
szkoda,że nie prawdziwe :(
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


Tanira pisze:
- cholera – szepnął i wyjął pośpiesznie pierścionek z pudełka.
- a więc…- szepnął wciskając go pomału na jej palec – czy chcesz zostać panią Everleight i żyć z mojej skromnej pensji?
- chcę głupku – zaśmiała się cicho i rzuciła mu na szyję.
jakie to romantyczne :-D awwwww
Tanira pisze:
wiedziałem! Cholera wiedziałem! – krzykał Jack, który po chwili dostał w głowę od Von.
- przestań – syknęła.
- to po co ja stałem pod drzwiami od 20 minut?!
no i jak zwykle ... ^^haha niezawodny Jack

świetny odcinek
Gość


Jack jest tak sympatyczny dlaczego z niego zrobiłaś takie szybkiego :-D jakoś nie może mi przejść przez moje zwoje mózgowe obraz takiego Jack'a. Ale no dobra :-D zobaczymy co bedzie dalej. Tylko mam nadzieję, że nie będzie...albo nie. Tego nie było. Pisz. Wszystko co napiszesz przeczytam z przyjemnością.
With love,
A.
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


part XV

Dzień dłużył się niesamowicie.
Do szpitala przywieziona chłopaka ze złamanymi żebrami, który uporczywie upierał się, że to z powodu nieszczęśliwego wypadku.
Sean był głuchy na jego kłamstwa.
- nie możesz po prostu powiedzieć, że cię pobili?
- nie pobili – upierał się ze łzami w oczach chłopak.
- i ramię tez sobie sam przypaliłeś?
Nastolatek zalał się łzami i skrył twarz w dłoniach.
- potrzebuję tu Ann – szepnął Sean do Franka, który stał obok i obserwował całą sytuację.
- Everleigh masz pacjenta. Narzeczona zajmiesz się później.
- ale to…
- Von ci pomoże – szepnął i wyszedł z sali.
- jeśli kocha to zaczeka aż pan przestanie mnie męczyć – szepnął zapłakanym głosem chłopak nadal zakrywając dłońmi twarz.
Sean zaśmiał się cicho i zaczął oglądać zdjęcia rentgenowskie jego klatki piersiowej.

Ann razem z Jack’iem robiła obchód.
- nie myślałam, że jest tutaj aż tak dużo ludzi – szepnęła gdy mijali już chyba z 20 salę.
- kochanie to nie jest mały szpital. A zresztą ludzie tutaj garną bo tylko tu są najlepsi lekarze – szepnął teatralnie mając na myśli siebie.
Ann spojrzała na niego kątem oka widząc jak napawa się dumą.
- przestań się tak naprężać – syknęła – myślisz, że któraś na to poleci?
Jack wypuścił z ust powietrze tak jakby ktoś uderzyło z całej siły w brzuch.
Ona tylko zaśmiała się cicho.
- a powiedz…jak się czujesz jako narzeczona?
Zamyśliła się na chwilę opierając o ścianę.
- fajnie…- uśmiechnęła się delikatnie – Sean tak bardzo chce stworzyć rodzinę.
- zdziadzieje jeszcze bardziej – mruknął Jack.
- zapewniam cię, że nie jest zdziadziały – szepnęła cicho z udawaną powagą.
Jack uniósł brew do góry.
- co ty nie powiesz…Everleigh demon seksu?
- och przestań – oburzyła się odrywając od ściany.
- wiesz to, że jest przystojny nie znaczy jeszcze, że…
- przestań się czepiać jego…naszej – poprawiła się po chwili – strefy intymnej.
- jesteście dziwni. Obydwoje. I to wam dobrze wróży. Będziecie idealnym, nudnym małżeństwem. Wasze dzieci będą takie same. Ich dzieci może będą się trochę różnić.
- jesteś okropny – uśmiechnęła się delikatnie.
- mów mi Jack – zaświergotał otwierając przed nią drzwi do sali w której był Sean.

- zostaw mnie pan! To boli! – krzyczał chłopak, który jak się później okazało ma na imię Ben.
- przecież nawet cię nie dotknąłem – warknął Everleigh.
- spokojnie kolego. Ten pan ma wyjątkowo delikatnie dłonie – szepnął mu na ucho widząc jak patrzy z przerażeniem na Seana.
- skąd pan wie?! – krzyknął patrząc teraz z jeszcze większym przerażeniem na Jack’a.
Ann zaśmiała się cicho.
- ze sprawdzonych źródeł – szepnął Jack.
- nasz kolega lubi chłopców – zaświergotała Ann przyglądając się zdjęciom złamanych żeber.
- o tak ja…- zaczął Jack – Zaraz! Ja…Nie!
Spojrzał diabelskim wzrokiem na Seana, który starał się powstrzymać śmiech patrząc na Ann, która wymachiwała rękami udając Jack’a.
- bardzo śmieszne – syknął Quade zakładając lateksowe rękawiczki – teraz ja się panem zajmę – warknął.

Sean podszedł do Ann, która cały czas patrzyła na zdjęcie rentgenowskie.
- co widzimy? – zapytał
- zamknięte uszkodzenie klatki piersiowej. Złamane trzy żebra są wynikiem wypadku. Uderzenia tępym narzędziem.
- co mogą spowodować złamane żebra?
- złamane żebra mogą spowodować stłuczenia miąższu płucnego. Ostre, szpiczaste fragmenty żeber mogą być wprowadzone w obręb jamy opłucnowej, rozdzierając opłucną, czego skutkiem jest odma opłucnowa albo krwotok do jamy opłucnej.
Sean wskazał na zdjęcie.
- to jest odma. Jakie leczenie?
- odmę leczy się chirurgicznie przez założenie drenażu do wnętrza klatki piersiowej. Wskazane leczenie szpitalne.
Przerwał i głośny krzyk chłopaka.
- i podanie leków przeciwbólowych – szepnęła.
Na twarzy Seana zagościł szeroki uśmiech.
Była studentką.
Umiała odróżnić takie rzeczy.
Mimo wszystko wzbudzała w nim podziw.
- jakie plany na wieczór? – zapytał obejmując ją lekko w pasie.
- przeprowadzka? – zapytała patrząc mu w oczy.
- przeprowadzka – szepnął całując ją delikatnie.
- ej! Czy wy możecie się opanować choć chwilę?! Pomóżcie mi go ułożyć! – krzyknął Jack, który męczył się z Benem.
- idę po chirurga – szepnęła Ann puszczając Seana.
- jeden stoi przed tobą – syknął Jack – chociaż na chwilę się od ciebie oderwie gdy będzie mu – spojrzał na chłopaka – grzebał w bebechach.
Ben nie odzywał się już ani słowem trzymając się kurczowo ręki Jack’a.
Ann podała mu leki przeciwbólowe po których zasnął.
Sean poszedł przygotować się do zabiegu.
Chwila ciszy była jak zbawienie.

Ann siedziała z Jack’iem w dyżurce czekając na Seana.
- pamiętaj on cię nie może zobaczyć w sukni przed ślubem. Zresztą on nawet sukni nie może zobaczyć – świergotał Jack.
- strasznie dużo wiesz o tych rzeczach.
- kochanie ja mam 3 siostry. Wszystkie mężatki mimo tego, że młodsze ode mnie. Wiem co to jest stres przedślubny. Przechodziłem to tyle razy, że można to polubić. Ja zawsze mogę się poświęcić wiedząc, że później mogę się najeść i napić za darmo – uśmiechnął się szeroko.
- jakiś ty bezpośredni – szepnęła Ann biorąc do ręki kubek z kawą.
- myślałaś żeby ograniczyć?
- nigdy. Przyzwyczajenie.
- przyszłe matki powinny unikać kofeiny – szepnął widząc, że Ann zaczyna się krztusić.
Do pokoju wszedł Sean.
- może skoro ty jesteś jej narzeczonym to jakoś ja ograniczysz – ciągnął daje Jack.
- w czym?
- w czym w czym – zaczął go przedrzeźniać – w tym cholerstwie – wskazał na kubek zupełnie nic sobie nie robiąc z nadal krztuszącej się Ann.
- chce pić niech pije. Będzie lekarzem wie jakie są skutki – szepnął Sean.
- ale wasze przyszłe dziecko nie wie. I założę się, że nie chce wyglądać jak E.T.
Sean uniósł brwi w górę i wyrwał Ann kubek z ręki.
- bydło nie ludzie – szepnęła wstając i łapiąc swoja torbę.
- bydło to będzie na weselu – zaświergotał Jack.
Ann prychnęła obrażona i ruszyła w stronę wyjścia.

Przyjaźń.
Coś czego szuka się przez całe życie.
Jeśli mamy szczęście znajdziemy.
Jeśli nie, żyjemy złudzeniami.
Prawdziwy przyjaciel jest skarbem.
Jest światłem w tunelu.
Jest osobą, która zawsze nam pomoże.
Jest kimś w rodzaju spowiednika.
Zna nasze sekrety.
Umie czytać w myślach.
Jack jest takim człowiekiem.
Mimo wszystko.
Mimo swojego jak zawsze odmiennego zdania.
Mimo swoich wad.
Mimo sposobu życia.
Jest tym kimś kogo szuka się przez całe życie.
Jest tą osobą, która zawsze potrafi znaleźć odpowiednie słowa do danej sytuacji.
Jest tą osobą, która milczy gdy tego wymaga chwila.
Jest ta osobą, która wyczuwa jak magnes złe nastroje.
Bez niego byłoby pusto.
Bez przyjaciół byłoby pusto.

„Ja jestem czasem bardziej szkodliwy niż Twój wróg.”
Jack Quade
mk95
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37


Cudne są wszystkie kwestie Jacka. Zaczynam uwiebiać wszystkich lekarzy, którzy mają na imię Jack. *chwila namysłu* i Bruce ;-) Końcówka jak zwykle genialna...
Morgoth
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03


ja juz powiem tylko ze czekam na nastepna czesc bo ta jak wszystkie inne jest ge-nial-na!
MarQ
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11


pisz dalej pisz bo ja moge to czytac w nieskonczonosc :D super :P
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


…Everleigh demon seksu
że Whistler to wiem...ale, że jeszcze...ehm 'pan chirurg' ^^
jesteś okropny
haha jest cudowny xD
złamane żebra mogą spowodować stłuczenia miąższu płucnego. Ostre, szpiczaste fragmenty żeber mogą być wprowadzone w obręb jamy opłucnowej, rozdzierając opłucną, czego skutkiem jest odma opłucnowa albo krwotok do jamy opłucnej.
dlatego właśnie studiuje, to co studiuje xD
że później mogę się najeść i napić za darmo
o o o ! no skąd ja to znam xD
w tym cholerstwie – wskazał na kubek
ech...nie da rady...

bydło nie ludzie...haha xD

ech...
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


AutumnLeaf pisze:
że Whistler to wiem...ale, że jeszcze...ehm 'pan chirurg' ^^
oj kochana xD
AutumnLeaf pisze:
haha jest cudowny xD
opisałam potwora Oo
AutumnLeaf pisze:
dlatego włąśnie studiuje, to co studiuje xD
a ja tam kocham te fajne rzeczy xD
AutumnLeaf pisze:
o o o ! no skąd ja to znam xD
noł koment Oo
AutumnLeaf pisze:
bydło nie ludzie...haha xD
chamstwo. O
Posty: 212 Strona 7 z 9
Wróć do „Twórczość literacka”