Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

Posty: 212 Strona 5 z 9
MarQ
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11


wooowowowowowo boskie :D
wrzucaj conajmniej 2 odc. dziennie bo to wciaga :D
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


Tanira pisze:
Obudził się jako pierwsza.
haha ^^ sorry ale jak to przeczytałam to dostałam głupawki

ale cale ..poprostu cud , miód i orzeszki :-D
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


OO głupi błąd
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


ale juz poprawiony widze... kocham to czytac ..takie to "full romantic" ... az żal wracac do szarej rzeczywistosci
Sofia
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54


patus1905 pisze:
takie to "full romantic" ... aż żal wracać do szarej rzeczywistosci
zgadzam się :-/ głęboki żal :-|
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Marq112 pisze:
wrzucaj conajmniej 2 odc
oj kochany nie da rady ^^
patus1905 pisze:
takie to "full romantic"
do czasu ^^
Handcannon
T-Bag
Posty: 988
Rejestracja: 2007-09-18, 18:38


Jak mówiła patus1905 cud , miód i orzeszki to ja powiem to samo ^^ ale takich rzeczy to bym nie napisał chociaż by mnie zmuszali itp. ;)

PS. ile średnio zajmuje ci napisanie czegoś takiego ?
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


jak walne się do łóżka i jeszcze jak mam odpowiednia muzykę to 20 minut i jest. Dłużej to trwa jak mi sie nie chce myśleć
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


W sumie chyba wszystko zrozumiałąm...pięknie jak zwykle, doceń, że czytam w tym stanie xD
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


Tanira pisze:
Czuł, że ręce zaczynają mu się pocić.
Była za blisko.
Chciał tego ale z drugiej strony bał się by nie zrobić jej czegoś złego.
Była delikatna jak anioł.
Nie mógł jej skrzywdzić w żaden sposób.
Milczeli.
Niby przypadkiem delikatnie dotykała jego dłoni.
piękne cudowne....ja to sobie chyba wydrukuje ;] i będę po szkole rozdawać ;)
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


Tanirko - nadrobiłam zaległości xD CUDO :-D Takie romantyczne xD
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


part X

Sen.
Każdy śni.
Ale czym właściwie jest sen?
Stanem umysłu?
W czasie snu w naszych głowach tworzą się różnego rodzaju historie.
Czasami bardzo przeżywamy jakieś wydarzenie z dnia, który właśnie minął a czasami obrazy w naszej głowie układają się samoistnie bez żadnego związku.
Niektóre osoby miewają sny prorocze.
Niektóre widzą w swoich snach przeszłość.
Czasem wydaje się, że to co nam się śniło jest wymysłem naszej wyobraźni i nigdy się nie spełni.
Los czasem sprawia nam różne niespodzianki.
Senne marzenia raz na jakiś czas się spełniają.
„Sny rodzą rzeczywistość.”

Ann była w gabinecie razem z Von, która rozmawiała z pacjentem na temat złamanej dziś rano nogi.
Dziewczyna nie miała dłużej ochoty słuchać lamentu 40-letniego zdziadziałego faceta i zajęła się przygotowaniem gipsu.
Każdy jego jęk na temat tego, ze umiera przyprawiał ją o mdłości.
Spojrzała z politowaniem na Von, która uniosła błagalnie oczy w górę po dziesiątym jęku „umęczonego i umierającego” faceta.
- założymy panu gips i niedługo będzie pan jak nowy – westchnęła.
- ale czy w moim stanie to bezpieczne? – zapytał z powagą.
Ann cudem powstrzymała się od wybuchnięcia śmiechem.
- proszę się nie martwić. W pana nadzwyczajnym stanie jest to w 100 procentach bezpieczne – szepnęła i wskazała ręką na kozetkę na którą usiadł.
Po wysłuchaniu jeszcze kilku jęków „umęczonego” Von wypchnęła go z gabinetu.
- nigdy więcej…- wyszeptała – gdzie on się uchował?
Umyła ręce na których były jeszcze ślady gipsu i usiadła obok Ann na kozetce.
- kawy?
- nie dzięki. Musiałabym najpierw coś zjeść – szepnęła
- nie zdążyliście?
- zaspaliśmy…
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę co powiedziała.
Von uśmiechnęła się delikatnie.
Na twarzy Ann pojawiły się wypieki.
- od początku było widać, że was do siebie ciągnie – szepnęła – zmieniłaś go.
- jak można zmienić 30-letniego faceta? – zapytała.
- można. Sean do tej pory był inny. Cichy. Zamknięty w sobie. Mnie jako jedynej udało się do niego dotrzeć po ciężkich próbach. Cieszę się, że znalazł wreszcie kogoś takiego jak ty.
Chwyciła ją delikatnie za rękę.
- nie miał łatwego życia. Gdy stracił rodziców przestał mówić. Nie odzywał się do nikogo. Działał mechanicznie. Odsunięto go od jakichkolwiek operacji. Dla chirurga to ogromne przeżycie. Do tej pory uważam, że Frank podjął złą decyzję ale rozumiem go bo bał się o życie pacjentów.
Ann milczała. Patrzyła przed siebie.
- jest dla mnie jak syn, którego nigdy nie miałam. Dlatego nie chcę żebyś go skrzywdziła. Nie zasłużył na to.
- ja nie chcę go…
Von uśmiechnęła się delikatnie.
- to dobrze –szepnęła i wstała – chodź pójdziemy coś zjeść bo ja też zaczynam robić się głodna.

Sean miał w tym czasie obchód z Quadem.
- i? – zapytał Jack.
- co i? – odpowiedział pytająco Sean odmierzając odpowiednią ilość lekarstw.
- i co z nią?
Sean popatrzył na niego dziwnie.
- wszystko w porządku.
Jack zrobił dziwna minę i podał lekarstwa starszej kobiecie.
- jesteś dziwny. Przecież widać, że na siebie lecicie.
Quade starał się dowiedzieć jak najwięcej gdy szli szpitalnym korytarzem.
- skoro widać to po co się pytasz?
- Sean ty ślepa krowo – westchnął cicho – kochasz ją?
On tylko uśmiechnął się promiennie i uniósł charakterystycznie brew do góry.
- oooooooo już dawno tego nie widziałem – zaświergotał Jack – coś poważnego czuję. Ale to dobrze. W końcu przestaniesz truć dupę innym swoim wiecznie złym humorem.
Po chwili wylądował na jakimś wózku popchnięty przez Seana.
- cham chamem pozostanie! – Jack krzyknął za nim gdy zniknął w dyżurce.

Ann rozmawiała z Von o studiach gdy do środka wszedł Sean.
Von zmierzyła go wzrokiem i wróciła do wypytywania się jak teraz wyglądają sekcje zwłok.
On usiadł naprzeciwko i wbił wzrok w stos kanapek, które przyniosły z bufetu.
- nie krępuj się. Nie miałeś rano czasu więc jedz teraz – uśmiechnęła się promiennie Von.
- nie miałem czasu bo…
- bo spaliście sobie razem po strasznie ciężkiej nocy. Sean ja rozumiem.
Sean spojrzał na Ann.
- ja jej nic nie mówiłam – szepnęła.
- nie musiała. Ty powinieneś wiedzieć, że ja jak nikt inny umiem wyczuć co się święci.
Złapał za kanapkę i wepchnął ją do ust starając się nie patrzeć Von w oczy.
Ann uśmiechnęła się delikatnie i złapała za swój błękitny kubek pełen kawy.
- macie dziś nocy dyżur z Jack’iem.
Everleight spojrzał na nią przerażony.
- żartujesz…
- nie kochany. Byłbyś z nim normalnie sam ale ze względu na Ann będziecie w trójkę.
- czyli będzie wesoło – szepnął.
- nawet bardzo – zaśmiała się cicho Ann.

Słońce grzało niemiłosiernie.
Park przed szpitalem był pełen ludzi.
Słońce każdemu poprawia humor.
A księżyc nastraja jeszcze bardziej pozytywnie.
Księżyc dzisiejszej nocy będzie ich nastrajał może za bardzo romantycznie.
Ostatnio zmieniony 2008-03-09, 16:11 przez Tanira, łącznie zmieniany 1 raz.
MarQ
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11


jak zwykle super, kurde co ja sie bede rozpisywal jak mi slow brak :*
Handcannon
T-Bag
Posty: 988
Rejestracja: 2007-09-18, 18:38


Jak zawsze super extra ^^
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


hyhy.. cudnie się zrobiło^^
a najbardziej podobał mi się fragment o snach^^
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


super xD
Tanira pisze:
- kawy?
- nie dzięki. Musiałabym najpierw coś zjeść – szepnęła
- nie zdążyliście?
- zaspaliśmy…
:lol:
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


świetne ... kocham te wstepy ... takie głebokie przemyslenia :-D
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


Tanira pisze:
- oooooooo już dawno tego nie widziałem – zaświergotał Jack – coś poważnego czuję. Ale to dobrze. W końcu przestaniesz truć dupę innym swoim wiecznie złym humorem.
haha xDxD

kolejna boska część.No i dajesz dalej ;)
mk95
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37


Piękne. A początek i koncówka utwierdza mnie w przekonaniu, że jesteś świetnym pisarzem. Przepraszam, pisarką :-D
Gość


co ja tu widzę :-D mam przed oczami tą scenę gdy on go popycha i coś mi się przypomina :-D pozytywnie :-D
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Gość pisze:
i coś mi się przypomina
dobra xD rozumiem xD

epizod był minimalny ale to dlatego, że mie chciało mi się pisać :) mimo wszystko dziękuję :*
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


pffhaha akcja z wózkiem mocna xD
jak ten Jack jest taki, jak go opisujesz, to ja zaczynam oglądać ten serial xD
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


part XI

Cisza ogarnęła długie korytarze.
Delikatne światło padało na śnieżnobiałe ściany.
Gdzieniegdzie słychać było ciche oddechy śpiących pacjentów.
Ann uwielbiała nocne dyżury, nie tylko ze względu na Seana.
Szpital był wtedy inny.
Światła lamp jakby ogrzewały korytarze.
Słychać było ciszę, która spaceruje między salami.

Jack poszedł do domu.
Sean delikatnie kazał mu się wynieść.
Chciał być z nią sam.
Od pewnego czasu chciał spędzać z nią każdą wolną chwilę.
Po ostatniej rozmowie z Jack’iem opracował pewien plan. Bał się jednak jej reakcji gdy usłyszy co wymyślił.
Zdał sobie sprawę, że to za wcześnie.
Nie chciał jej wystraszyć więc nie mówił nic.
Była tego wieczora wyjątkowo promienna.
Byli razem na oddziale noworodków.
Oczy świeciły jej się jak nigdy gdy patrzyła na maleńkie istoty drące się w niebogłosy i machające przy tym rączkami i nóżkami.
Sean bardzo chciał mieć dzieci.
Kilkoro.
Ale najpierw syna.
Uśmiechnął się delikatnie na samo wspomnienie tego jak chwyciła go za rękę gdy zobaczyła ślicznego niebieskookiego malucha.
Spojrzał w jej stronę.
Siedziała na kanapie i uzupełniała recepty.

Była całkowicie skupiona na pracy.
Po sto którejś recepcie nie czuła prawej ręki.
Przed oczami miała symbol „R15”, który wpisywała w prawy górny róg recepty.
- przerwa – szepnęła opierając się o Seana, który siedział obok.
- nie rozumiem po co to robisz. To nie należy do twoich obowiązków.
- Frank mnie prosił – szepnęła – jeszcze tylko tyle – wskazała na mały stos koło stołu.
Sean westchnął cicho.
- to już nie będziesz miała siły by zająć się biednym, zmęczonym chirurgiem…
- jak jest zmęczony to szkoda go męczyć jeszcze bardziej – szepnęła z diabelskim uśmiechem na ustach.
On uśmiechnął się promiennie i wziął od niej część recept, które zaczął uzupełniać.

Siedzieli w milczeniu.
Cicho grało radio, które stało na białym parapecie.
Sean spojrzał na zegarek.
3:15.
Usłyszał odgłos długopisu, który wylądował na podłodze.
Spojrzał na Ann.
Głowę trzymała na stole na wypisanych przez siebie receptach.
- nie dam rady więcej – wyszeptała nie mając najmniejszego zamiaru się podnieść.
- chodź tu…- szepnął i z trudem odciągnął ją od stołu.
- nie mogę dziś zasnąć…Ostatnio też zostałeś sam.
- nie jesteś jeszcze lekarzem więc możesz spać.
- nie zostawię cię samego.
Te słowa zaczęły odbijać się od ścian.
„Nie zostawię cię…”
Oparła się o jego ramię i westchnęła cicho.
- lubię nocne dyżury – szepnęła – ale lubię też spać. A jedno z drugim się niestety kłóci.
Sean uśmiechnął się delikatnie.
- kawy? – zapytał obejmując ją delikatnie.
- ale z dużą ilością cukru – szepnęła kładąc się na poduszce, która miała jakąś cudowną moc przyciągania.

Poczuła cudowny zapach kawy, który delikatnie ją rozbudził.
Zobaczyła przed sobą swój kubek.
- jesteś kochany – szepnęła i chwyciła w dłonie swój błękitny kubek z nazwą jakiejś firmy.
Nie zdawała sobie sprawy ile te słowa dla niego znaczą.
Spojrzała ukradkiem na niego.
- a tak właściwie…to dlaczego Jack poszedł do domu? Przecież miał zostać.
- kazałem mu iść.
- kazałeś? Dlaczego?
Spojrzał jej głęboko w oczy.
Po jej ciele przebiegły dreszcze.
- uwielbiam sposób w jaki na mnie patrzy – pomyślała.
- bo ja lubię być tylko z tobą – szepnął nie spuszczając z niej wzroku.
Uśmiechnęła się delikatnie i chwyciła jego dłoń, którą trzymał obok na kanapie.
- ja z tobą też …ale to się wszystko robi cholernie romantyczne – uśmiechnęła się złośliwie i odstawiła kubek na stół.
- zaraz może zrobić się dramatycznie – szepnął jej do ucha i popchnął delikatnie na kanapę.

Radio jest lepsze niż telewizja.
O wiele.
Radio rozsiewa wkoło dziwne uczucie.
Inne niż telewizja.
Ludzie patrzą się bezmyślne w ekran i w większości przypadkach niewiele rozumieją.
Słuchając radia trzeba zrozumieć pewne rzeczy.
Trzeba wsłuchać się w to czego nie widać.
Radio rozbudza wyobraźnię.
Telewizja nie daje tej możliwości.

Wiara i niewinne oczy.
Tak niewiele.
Tylko tyle.
Tylko wiara i niewinne oczy.
Na zawsze…
Ostatnio zmieniony 2008-03-14, 18:48 przez Tanira, łącznie zmieniany 1 raz.
Morgoth
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03


brak mi słow... Tanira jesteś świetna, te końcówki (refleksje na różne tematy) są świetne i ogólnie ładniutlko wyszło ;)
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


całe to opowiadanie jest świetne - od pierwszej części^^ bardzo mi się podoba sposób w jaki tworzysz klimat.
no i te końcówki... :]
Posty: 212 Strona 5 z 9
Wróć do „Twórczość literacka”