Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

Posty: 212 Strona 1 z 9
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Dzień zapowiadał się wspaniale.
Słońce witało wszystkich swoimi jasnymi promieniami.
Sean jak co dzień wypił mocną czarną kawę, chwycił swoją kurtkę ze skóry i wyszedł z mieszkania.
Dochodziła 9.
Sean Everleight był chirurgiem w podmiejskim szpitalu.

Jaka była Ann?
Roztrzepana, wesoła brunetka.
Miała 1000 pomysłów na minutę.
Romantyczka, która uwielbiała spisywać swoje myśli na wszystkim na czym się tylko dało.
Nie miała wielu przyjaciół.
Właściwie to nie miała ich wcale.
Była zamknięta w sobie. Nieśmiała.
Liczyły się dla niej tylko kartki, długopis i to czy będzie dziś padać czy nie.

Co łączy tych dwoje?
Na pierwszy rzut oka nic ale gdyby głębiej wniknąć w psychikę obu tych dusz można by rzec, że są prawie identyczne.

- cholerny budzik – szeptała Ann wciągając w pośpiechu dżinsy.
- jeszcze jeden taki numer a przysięgam, że cię rozwalę! – krzyknęła w stronę budzika, który przesuwał niewinnie wskazówki.
Dochodziła 9.
Zamknęła drzwi w pośpiechu i popędziła na uczelnie. Nie mogła się spóźnić na wykład z antropotomii. Kochała biologię jeszcze bardziej niż to pisanie na serwetkach w studenckim bufecie.
Wybiegła na ulicę. Sydney o tej porze dnia zawsze jest zatłoczone. Dziś nie było inaczej. Przechodząc przez ulicę była tak skupiona na tym żeby się nie spóźnić, że nie zauważyła mężczyzny w którego właśnie weszła.
- no nie! – krzyknęła i rzuciła się na ziemię zbierając książki – czy ty nie umiesz chodzić?!
Mężczyzna natychmiast schylił się by jej pomóc.
- przepraszam, ale…- chciał powiedzieć, że to ona w niego weszła ale Ann brutalnie mu przerwała wyrywając z reki książkę.
- nie ma sprawy – syknęła i spojrzała facetowi prosto w oczy.
- miłego dnia życzę – rzuciła na pożegnanie, podniosła się i pobiegła na druga stronę ulicy.

Sean uśmiechnął się delikatnie do siebie. Jego wzrok zatrzymał się na kartce papieru, której dziewczyna nie zabrała. Zapomniał, że znajduje się na środku ulicy w centrum Sydney. Otrzeźwiły go dopiero odgłosy klaksonów i krzyki jakiegoś faceta z ciężarówki, który usilnie chciał mu wmówić, że jest największym kretynem w tej części Australii. Zwinął kartkę i schował do kieszeni ruszając w stronę szpitala.

Zdążyła.
W ostatniej chwili wpadła na salę wykładową i usiadła na swoim stałym miejscu z dala od wszystkich. Starała się skupić na wykładzie jednak coś nie dawało jej spokoju. Spojrzała w stronę okna i usłyszała hałas ulicy. Przypomniała sobie. Ten mężczyzna miał niesamowite oczy. Błękitne. Nie pamiętała nic więcej tylko jego oczy.
- panno Vance?
Ann odwróciła głowę w kierunku wykładowcy.
- zadałem pytanie a nie usłyszałem odpowiedzi.
Czuła na sobie wzrok wszystkich, którzy znajdowali się na sali.
- ja…eeee…przepraszam ale nie słuchałam.
Profesor obrzucił ją groźnym spojrzeniem.
- zostanie pani po zajęciach – rzucił i kontynuował wykład z którego i tak nic nie wiedziała.

Sean też nie był skupiony. Jego myśli uciekały gdzieś w dal.
- co się z tobą dzieje? – zapytała Yvonne, która zaczęła poprawiać po nim źle zawiązany bandaż na nodze pacjenta.
- a co ma się dziać? Wszystko jest w porządku.
Nie było.
Myśli zaprzątała mu dziewczyna, którą spotkał dziś na ulicy.
- zachowujesz się jakbyś się zakochał – szepnęła Von patrząc ukradkiem na Seana.
Nie odpowiedział.
Wszyscy w szpitalu wiedzieli, że Sean jest zatwardziałym kawalerem. Był przystojny i nie mógł narzekać na brak ofert matrymonialnych od pacjentek ale to nie było to. Nigdy z żadną się nie spotkał. Chciał znaleźć dziewczynę, która zrozumie jego zawód. Cudem byłoby gdyby dzieliła jego pasję. Chciał znaleźć kobietę spokojną, która ma poczucie własnej wartości. Rzucił okiem na zegar, który wisiał na ścianie.
13 : 15

- panno Vance nie spodziewałem się tego po pani.
- wiem, ja…
- zapisałem cię na praktyki w szpitalu. Chcesz być lekarzem więc będziesz miała okazję się sprawdzić.
Ann patrzyła na niego jakby nie zrozumiała.
- co?
- od jutra zaczynasz. All Saints General Western Hospital. O 9 masz być na miejscu. A teraz żegnam.
Ann wyszła z sali i zatrzymała się dopiero przy przejściu dla pieszych gdzie dziś rano spotkała niebieskookiego mężczyznę.
- cudownie…- mruknęła ściskając książki i idąc w stronę mieszkania.

- jutro zaczynają się praktyki – powiedział Frank wchodząc do pomieszczenia gdzie lekarze mogli choć na chwilę odpocząć od pracy.
- przychodzi do nas studentka. Podobno jest bardzo zdolna – dodał po chwili.
- tylko nie praktyki – szepnął Jack – mam ich dość. Nie licz na mnie.
- ktoś musi się nią zająć. Pokazać wszystko. Być jej lekarzem prowadzącym i wypisać opinię na koniec. To tylko 3 miesiące.
Po pokoju rozległ się cichy śmiech Jacka.
- ja po ostatnich 3 miesiącach dochodziłem do siebie pół roku.
Wszyscy obecni lekarze popatrzyli po sobie przypominając sobie sytuację gdy praktykant potraktował Jacka elektrowstrząsem.
- to może Sean? – rzuciła z nadzieją w głosie Charlotte – nigdy nie brał udziału w praktykach więc może się sprawdzić.
- nie ja się do tego nie nadaje – szepnął biorąc łyk drugiej dziś kawy.
- oczywiście, że się nadajesz – stwierdził Frank – jutro o 9 masz na nią czekać w recepcji. Wysoka, szczupła brunetka. Zresztą będzie miała identyfikator.
- trzeba uważać bo Sean może się zakochać – szepnął Jack i wybuchnął śmiechem.
- bardzo śmieszne – szepnął Everleight i chwycił za kurtkę.
- tak, tak Sean idź do domu. Musisz się przygotować na jutrzejszy szok – nie dawał za wygraną Jack.
- do jutra – rzucił i wyszedł zarzucając na siebie kurtkę.

A w centrum zaczął się kryzys komunikacyjny mimo wczesnej pory dnia.


Co sądzicie?
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


ekstra się czytało! fajnie to wyszło z tym przechodzeniem od jednej postaci do drugiej^^ zaciekawiło mnie :]
Ech Tanira.. tylko pozazdrościć talentu^^
MarQ
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11


ZAJE*ISTE !!!!! jezusie to jest swietne :***
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


waaaa to jest fantastyczne! Autentycznie! Strasznie mi się podobało xD od razu poprawił mi się humor na kolejne pół dnia!
mk95
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37


Wspaniałe! Cudowne! Piękne! I mi się, kurczę, przymiotniki skończyły :-D
Babydoll
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49


Coś nowego :) I cudownie, Twoja stała czytelniczka pochłonie wszystko, co jej zaoferujesz! XD
Alexxa
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29


Ja to wiem, po prostu wiem- pewnego dnia nasza Tanira zgadnie literacką nagrodę Nobla :mrgreen: . Zaczynało się od oppwiadań związanych z PB, a skończy się na wielkiej kryminalnej serii powieści.. JA to wiem :-D

i chyba nic wiecej już dodawać nie muszę :)
Handcannon
T-Bag
Posty: 988
Rejestracja: 2007-09-18, 18:38


Wreszcie udało mi się to przeczytać ^^ super , cudowne ;) pisz dalej
B...
Michael Scofield
Posty: 3653
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12


o jaaaa swietne, oj widze ze te twoje seanse z AS zostawiły Ci głeboki slad na psychice ze wpadłas na pomysł takiej historii xD
bardzo mi sie podobało, az jestem ciekawa co bedzie dalej ;-)
MarQ
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11


CZekamy tanira czekamy... teraz sie od nas nie odpedzisz xD wrzucja nast. czesc ;)
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


ooo co ja tu widzę...dziękuję :* opowiadanie powstało na podstawie mojego kolejnego snu.

part II

Wcale nie chciała tam iść.
Bała się.
Zwyczajnie się bała.
Chciała być lekarzem. To było jej marzenie od czasów dzieciństwa. Ale wiedziała też, że jeśli coś pójdzie nie tak wypiszą jej taką opinię, że nie znajdzie pracy nawet jako salowa.
Chwyciła za kubek z gorącą kawą. Ręce trzęsły jej się jak nigdy.
Pierwszy dzień praktyk.
Spojrzała na zegarek. Było wpół do 9. Postanowiła wyjść wcześniej żeby się nie spóźnić. Chwyciła torbę i wyszła z mieszkania.

Sean wyszedł z mieszkania o 8: 30.
Normalnie wychodził z domu później ale miał dziwne przeczucie, że coś może się wydarzyć i nie zdąży na czas.
Te cholerne praktyki.
Nie był dobrym nauczycielem.
I jeszcze opinia, którą musi wydać na sam koniec. Od tego zależy przyszła kariera lekarska tej dziewczyny.
Przez moment pomyślał żeby stać się na chwile takim surowym lekarzem, który wszystko będzie krytykował.
- nie to jednak zły pomysł – szepnął mijając bramę szpitala.
- nie mogę uwierzyć własnym oczom.
Usłyszał za sobą znajomy głos.
- Everleight jest wcześniej – szepnął Jack podchodząc do niego – widzę, że starasz się błyszczeć przed naszą praktykantką od samego początku.
- odwal się. Nie mam ochoty na żarty. To jest poważna sprawa.
- tylko uważaj żeby zauroczona tobą nie zabiła jakiegoś pacjenta – zaśmiał się cicho.
Sean nie odpowiedział.
Rozstali się przy recepcji.
Oparł się o ścianę i zaczął rozmawiać z recepcjonistką starając się zabić wolno płynący czas.

- będzie źle – szeptała mijając bramę szpitala – wiem, że będzie źle.
Weszła do środka i podeszła do recepcji mijając faceta opartego o ścianę.
- dzień dobry...ja od dziś mam tu mieć praktyki – wydusiła z siebie patrząc na kobietę siedzącą naprzeciwko.
- Ann Vance? Twój identyfikator. Postaraj się go nie zgubić – szepnęła patrząc na nią z szerokim uśmiechem na ustach.
- a to jest twój lekarz prowadzący – wskazała na Seana.
Ann odwróciła głowę w kierunku mężczyzny, którego minęła chwilę temu.
- ty?

Sean uśmiechnął się szeroko.
- my się już poznaliśmy. Sean Everleight. Miło mi.
Wyciągnął w jej kierunku rękę, którą uścisnęła zimną ze strachu dłonią.
- ja…eeeeee…mam tutaj być…- zaczęła dziewczyna patrząc w błękitne oczy
- masz tu być trzy długie i ciężkie miesiące – dokończył za nią – a teraz chodź. Napijemy się kawy i opowiesz mi cos o sobie.
Sean chciał ją chwycić za rękę ale powstrzymał się w ostatniej chwili.

Weszła razem z nim do przytulnego pokoju, który był odskocznią od tego wszystkiego co działo się na zewnątrz.
W środku nie było nikogo.
Usiadła na kremowej kanapie i wlepiła w niego wzrok.
- tutaj z reguły odbywają się jakieś ważne narady – szepnął sypiąc kawę do kubków – gdy masz chwile czasu możesz przyjść, usiąść i wypić coś ciepłego. Najgorsze są nocne dyżury. W nocy z reguły jest jeden lekarz. W związku z twoją praktyką przez trzy miesiące nie będę siedział tutaj w nocy sam.
Uśmiechnął się delikatnie podając jej kubek i siadając naprzeciwko niej na drugiej kremowej kanapie.
- to może powiesz teraz coś o sobie bo za długo milczeć się nie da. Dlaczego lekarz?
Ann chwyciła kubek, który rozgrzał jej ręce.
- moje marzenie. Zawsze chciałam pomagać ludziom. Chciałam robić coś z pasją. Dlatego.
Chciała powiedzieć, że się boi ale postanowiła to przemilczeć.
Wziął by ją za kogoś słabego a ona nie była słaba.

Patrzył na nią znad kubka.
Widział, że się bała.
Z oczu idzie wyczytać wszystko a ona nie umiała tego umiejętnie ukryć.
Miał z nią pracować przez całe trzy miesiące.
Miał z nią spędzać noce w szpitalu.
Potrząsnął głową odrzucając od siebie myśli.
- nie bój się...wszystko będzie dobrze – szepnął
- ja się nie boję – oburzyła się Ann próbując ukryć drżenie rąk.
- jesteś mądra i zdolna. Będziesz wspaniałą lekarką.
Po tych słowach zauważył, że policzki Ann robią się czerwone.
Uśmiechnął się delikatnie i spojrzał w stronę drzwi.
- no, no…proszę. Nasza urocza praktykanta – zaświergotał Jack siadając obok Ann, która odsunęła się nieznacznie.
- nie bój się mnie. Jack Quade – podał jej rękę, którą uścisnęła delikatnie – Internista.
Zarzucił jej rękę przez ramie i przysunął do siebie.
- no mówię nie bój się. Będziemy razem pracować przez pewien czas więc musisz się przyzwyczaić – zaśmiał się cicho.
Sean widział, że szukała pomocy patrząc na niego.
- nie masz czegoś do roboty? – zapytał odstawiając kubek na stół.
- nie – puścił Ann łapiąc za kanapkę leżącą na stole – tak się składa, że Dan Goldman jest o wiele lepszy ode mnie w niektórych sprawach.
- on jest salowym – szepnął Sean
- no i co z tego – parsknął odkładając nadgryzioną kanapkę – dobrze sobie radzi z niektórymi pacjentami.
- zobaczysz co zrobi Frank gdy się dowie.
- zobaczysz co zrobi gdy się dowie, że podrywasz naszą nieświadomą praktykantkę. Wziąłbyś się do roboty. Za dużo kawy pijesz. Później jesteś taki pobudzony. A ty – zwrócił się do Ann – uważaj na niego bo to taki nałogowy podrywacz.
- wyjdź – syknął Sean
Jack mruknął coś do siebie i wyszedł trzaskając drzwiami.

Ann patrzyła na niego z delikatnym śmiechem na twarzy.
- nałogowy podrywacz? – zapytała
- pierwsza zasada panująca w tym szpitalu. Nigdy nie wierz we wszystko co mówi Jack – szepnął patrząc jej głęboko w oczy.
Ann uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- co cię tak śmieszy?
- mój lekarz prowadzący – szepnęła.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę co powiedziała.
- znaczy…nie…to nie tak…
Sean uśmiechnął się szeroko i wstał z kanapy.
- to może ja cię oprowadzę po tym naszym małym królestwie – powiedział otwierając przed nią drzwi.
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


cudowne.a wiesz,ze napisałam dla Ciebie wiersz? w moich przemyśleniach jest ;)
Handcannon
T-Bag
Posty: 988
Rejestracja: 2007-09-18, 18:38


znowu super cudowne ^^ Szacun za talent do wszystkiego ;)
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Xaneta pisze:
cudowne.a wiesz,ze napisałam dla Ciebie wiersz?
właśnie skomentowałam bo nie widziałam wcześniej...
Danke wam wszystkim :*
Sofia
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54


to jest jak narkotyk :mrgreen: im więcej ''bierzesz'' tym bardziej się w to wszystko wciągasz :mrgreen: :-P
B...
Michael Scofield
Posty: 3653
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12


no Tanira...urocze to opowiadanie...tym bardziej ze to na podstawie snu xD
madamebutterfly
Mahone
Posty: 713
Rejestracja: 2008-01-16, 19:13


dajesz dalej Tanirko :) fajnie napisane... :) i jak wciąga... czekam na więcej :)
Bellatoris
Lincoln Burrows
Posty: 482
Rejestracja: 2008-02-05, 20:17


bosskie xDxD Dajeszz dalej!!
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


Ja już powiedziałam, że nie będę chwalić, bo mnie opieprzysz xD
Szkoda, że znam zakończenie, ech...
Bellatoris
Lincoln Burrows
Posty: 482
Rejestracja: 2008-02-05, 20:17


znasz?? ja też chce !! xDxD Opowiadanie jest bardzo wciągające.... i ciekawe.... Ale wnioskuję z wypowiedzi Autumn, że nie będzie happy endu co niee??
Ostatnio zmieniony 2008-03-02, 21:29 przez Bellatoris, łącznie zmieniany 1 raz.
Sofia
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54


i ja :mrgreen: ale pewnie wezmą ślub i wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie :mrgreen:
madamebutterfly
Mahone
Posty: 713
Rejestracja: 2008-01-16, 19:13


jak nie będzie happy endu to ja nie czytam dalej... nie no jasne ze przeczytam, nawet, jeśli okaże się ze zakonczenie jest najgorsze na świecie ( w co szczrerze wątpię :) )
Bellatoris
Lincoln Burrows
Posty: 482
Rejestracja: 2008-02-05, 20:17


No co ty!! Najgorsze na świecie i Tanira to nie synonimy!! xDxD Zakończenie musi być boskie jak całe opowiadanie... W końcu pisze je niezrównana Tanira, która poza avkami ma wiele innych talentów xD
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


świetne! ..i takie zupełnie inne niż Twoje pierwsze :]
Bardzo dobrze, że Ci się ten talent odkrył niechcący :D
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


part III

Sean oprowadził ją po wszystkich najmniejszych zakamarkach szpitala odkrywając wszystkie tajemnice.
- od kiedy tu pracujesz? – zapytała nagle obracając w palcach identyfikator.
- od roku. Zachowywałem się na początku identycznie jak ty – szepnął gdy mijali Jacka, który próbował wytłumaczyć cos zawzięcie jakieś starszej kobiecie.
- żona pewnie narzeka, że jesteś rzadko w domu – zabrzmiało to jak stwierdzenie.
- nie mam żony. Jestem sam jeśli o to ci chodzi – szepnął uśmiechając się diabelsko otwierając drzwi do dyżurki.
- ja…nie! Wcale o to mi nie chodziło! – oburzyła się Ann.
Nie umiała kłamać.
Na jej twarzy od razu pojawiły się wypieki gdy powiedział, że nie ma nikogo.
Zresztą co ona sobie wyobraża?
Jest na praktykach. Ma zaliczyć 3 miesiące, dostać opinię i zająć się praca w jakimś szpitalu.
A jego ma traktować jak swojego szefa.
- tylko jak szefa zapamiętaj to sobie – szeptała w myślach.

Zauroczyła go.
Już wtedy na ulicy.
Gdyby nie te praktyki zapomniałby o niej.
Ktoś chciał inaczej.
Dochodziła 15. Do dyżurki weszła Von, która trzymała w dłoniach stos kartotek.
- Sean będziesz miał robotę – szepnęła kładąc wszystko na stół – a to kto? – zapytała patrząc na Ann i uśmiechając się promiennie.
- Ann Vance. Nasza nowa praktykantka – wyjaśnił Sean, który zaczął przeglądać kartoteki.
Von uśmiechnęła się jeszcze promienniej niż zwykle.
- mam nadzieję, że spodoba ci się u nas i po praktykach będziesz tu pracować – szepnęła przytulając ją mocno – Są oczywiście pewne niedociągnięcia, które są w każdym miejscu pracy ale…
Mówiąc o niedociągnięciach miała na myśli Jacka, który był za bardzo rozrywkowy jak na szpital. Był jednak świetnym lekarzem co trochę maskowało jego częste wybuchy śmiechu gdy towarzyszył przy operacjach.
W tym samym momencie do dyżurki wpadł Jack.
- nie uwierzycie!
- Jack z łaski swojej bądź trochę ciszej. Jestem stara ale nie musisz jeszcze przy mnie krzyczeć – syknęła Von, która usiadła na kanapie i wbiła wzrok w Jacka – o co chodzi?
- Frank ma jakieś problemy emocjonalne i chyba zaraz będzie wszędzie szerzyło się zło – szepnął jak w horrorze.

Ann siedziała jak na skazaniu.
Von mimo długiego stażu w tym szpitalu również czuła respekt.
Sean zaczął przeglądać kartoteki a Jack wziął jakąś ścierkę, która leżała na blacie i niewiadomo dlaczego zaczął przecierać szyby.
Do pokoju wszedł Frank.
Nie. Wszedł to złe słowo.
- dlaczego nikogo nie ma na pomocy doraźnej?! Czy wy jesteście tutaj na wakacjach?! Quade masz natychmiast iść do Mike’a bo jest sam a potrzebuje pomocy! A ty Everleight przestań bawić się w księgowego…
- ja mu kazałam – powiedziała stanowczo Von – zresztą on cały dzień zajmował się Ann.
Frank spojrzał na dziewczynę i wycedził przez zaciśnięte zęby
- Everleight i nasza nowa koleżanka na pomoc doraźną. Natychmiast. A ty Quade…
- szefie ja czyszczę…
- Nie wyprowadzaj mnie z równowagi Jack! Natychmiast!
Sean złapał Ann za rękę i wyciągnął z pokoju.
Jack wypadł za nimi uciekając przed pędzącą w jego stronę paczką nowych strzykawek, które niosły śmierć.
- było blisko – wyszeptał opierając się o ścianę i wybuchając śmiechem.
- nigdy nie widziałem go takiego wkurzonego – powiedział Sean nie puszczając ręki Ann
- może brak mu…no wiesz…tararara – zaczął robić coś dziwnego z rękami i starał się powstrzymać śmiech.
Sean obrzucił go groźnym spojrzeniem.
- przestań. Przecież wiesz, że ma problemy.
- stary nie tylko on. Ja wczoraj…
Everleight wyciągnął w jego kierunku rękę na znak tego, że ma się zamknąć.
- nie chcecie słuchać? Cholera…To się na serio nadaje na dramat. Ooooo nowy dramat australijskiej telewizji „Jack Quade i jego życiowe rozterki”.
Ann patrzyła na niego dokładnie w ten sam sposób jak Sean.
- no co! Jesteście beznadziejni. Nie znacie się na prawdziwej sztuce – rzucił i ruszył w stronę sali z której dobiegały głośne krzyki.
Ann z trudem powstrzymywała śmiech.
- już teraz widzisz, że tutaj bywa czasem jak w cyrku – szepnął i zaciągnął ją w stronę małej sali gdzie znajdowała się pomoc doraźna.
Przez cały czas trzymał jej rękę.
Zupełnie o tym zapomniał.
Ona też.
To było tak naturalne.
Na kozetce leżał facet, który trzymał się kurczowo za nogę.
Przez dżinsy przebijała się krew.
Ann puściła Seana i założyła lateksowe rękawiczki.
- niech pan puści ta nogę. Co cię stało?
Mężczyzna wybąkał coś o jakimś poważnym wypadku.
Ann spojrzała na Seana, który szykował zastrzyk z lekiem przeciwbólowym.
Do sali wpadł Jack.
- karambol koło Opery. Przyszykujcie się na mocne wrażenia.
Po chwili dostał w głowę.
- mówiłem ci coś! – krzyknął Frank i spojrzał na Ann i Seana – jest cała masa rannych. Postaraj się mu pomóc – zwrócił się do Ann.
Ona tylko pokiwała głową, wyrwała Seanowi strzykawkę i wbiła mężczyźnie w udo.
- wszystko będzie dobrze – wyszeptała czując, że coraz bardziej zaczynają jej się trząść ręce.
Sean podszedł do niej i położył jej rękę na ramieniu chcąc dodać chociaż trochę otuchy.
- musimy mu opatrzyć tą nogę – szepnął wyjmując bandaż i spirytus salicylowy.
Z daleka było już słychać odgłos nadjeżdżających karetek.
Posty: 212 Strona 1 z 9
Wróć do „Twórczość literacka”