NAJWIĘKSZA POLSKA BAZA DYSKUSJI I INFORMACJI O PRISON BREAK | Dołącz do nas!

Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.

Posty: 212 Strona 8 z 9
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


Tanira pisze:
co ty nie powiesz…Everleigh demon seksu?
hahaha nie no widac Jack to taki drugi House .... sarkazmem od niego bije na kilometr ale i tak jest przesympatyczny :-D...
Kocham to czytac :-D
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


Tanira pisze:
- jeśli kocha to zaczeka aż pan przestanie mnie męczyć – szepnął zapłakanym głosem chłopak nadal zakrywając dłońmi twarz.
haha genialne dziecko xDxD
Tanira pisze:
- złamane żebra mogą spowodować stłuczenia miąższu płucnego. Ostre, szpiczaste fragmenty żeber mogą być wprowadzone w obręb jamy opłucnowej, rozdzierając opłucną, czego skutkiem jest odma opłucnowa albo krwotok do jamy opłucnej
ja nie dałabym rady wogóle tego zapamiętać ;]
Tanira pisze:
- nasz kolega lubi chłopców – zaświergotała Ann przyglądając się zdjęciom złamanych żeber.
- o tak ja…- zaczął Jack – Zaraz! Ja…Nie!
hahaha xDxD boskie ;P
kolejny wspaniały odcinek ;) no i czekam na kolejny ;]
Sofia
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54


no super, po prostu boskie :mrgreen: ale co ja się będę powtarzać :-P no ale tak się nie da żeby się nie powtórzyć :mrgreen:
Gość


Tanira pisze:
Everleigh demon seksu
:mrgreen: wybacz mi :-D nie no Sean to Sean znaczy pokazuje co umie :-D chcę widzieć Twoją minę jak to oglądasz... Odcinek świetny tylko Jack chamowaty się zrobił :mrgreen:
With love,
A.
madamebutterfly
Mahone
Posty: 713
Rejestracja: 2008-01-16, 19:13


Jack jest bosski :D
hahaha...
śmiechowo :D
czekam na więcej...
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


Super xD Super xD Super xD
Tanira pisze:
- przestań się tak naprężać – syknęła – myślisz, że któraś na to poleci?
Jack wypuścił z ust powietrze tak jakby ktoś uderzyło z całej siły w brzuch
:lol:
Tanira pisze:
- nasz kolega lubi chłopców – zaświergotała Ann przyglądając się zdjęciom złamanych żeber.
- o tak ja…- zaczął Jack – Zaraz! Ja…Nie!
o niemogę :hahaha: :lol:
Tanira pisze:
- przyszłe matki powinny unikać kofeiny – szepnął widząc, że Ann zaczyna się krztusić
:lol: ...Ann odstaw kawę :-P
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


part XVI

W Sydney nie było pochmurnych dni.
Słońce jak co dzień grzało niemiłosiernie.
Ona nie miała nawet butelki wody, która w tym momencie byłą jak zbawienie.
- kawa z lodami…- wymruczała mijając bramę szpitala.
Zatopiła się w marzeniach o zimnym napoju i nie usłyszała wołania.
- Ann…- szepnął zdyszany Sean – przecież cię wołam.
Ona tylko uśmiechnęła się szeroko chwytając jego rękę.
- masz ochotę wyjść gdzieś wieczorem?
- gdzieś to znaczy gdzie?
- Jack zna taki klub…
- z Jack’iem? Nie wiem czy to jest dobry pomysł.
- oj kochanie – szepnął robiąc się coraz milszy – to jest genialny pomysł. Przynajmniej wejdziemy za darmo.
Spojrzała na niego i wybuchnęła śmiechem.
- a no i jeszcze jedna sprawa. Przeprowadzka do mnie czy do ciebie?
Popatrzyła z malującą się dumą na twarzy przed siebie i wyszeptała.
- do ciebie. Jack mówił, że masz duże mieszkanie – uśmiechnęła się promiennie.
Uśmiechnął się szeroko i objął ją mocno ruszając w stronę centrum.

- czy ty musisz mieć tyle rzeczy? – wymruczał pakując trzecią torbę.
- tyle? To przepraszam bardzo ile ty masz? – zapytała zwijając kabel od suszarki.
Mruknął coś cicho pod nosem.
- mówiłeś coś?
- wydawało ci się – szepnął – skończone.
Usiadł ciężko na łóżku i zamknął oczy.
Czuł, że na niego patrzy uśmiechając się delikatnie.
- skarbie…- szepnęła
- może ma wyrzuty sumienia? – pomyślał z nadzieją.
Odmruknął coś nadal nie otwierając oczu.
- jest jeszcze jedna torba – szepnęła cicho.
Automatycznie otworzył oczy.
- żartujesz…
Spojrzał na zegarek.
Dochodziła 19.
- to stanowczo za długo trwa – szepnął, podniósł się z łóżka pakując ciuchy tak jak leci.
- ej ej ostrożnie!
- mieliśmy skończyć koło 16. Tak wynikało z twoich obliczeń. A teraz mamy 19!
Ann usiadła na łóżku przygryzając wargę.
- trochę się zeszło…
- trochę?!
Wiedział, że nie powinien na nią krzyczeć.
Usłyszał jak pociąga nosem.
Przestał wpychać rzeczy do torby.
- ja nie płaczę – szepnęła cicho patrząc na jego plecy – nie przerywaj sobie.
Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
Spakował ostatnie rzeczy.

Po chwili siedzieli już w taksówce.
- na lotnisko?
- na Harrington St – szepnął Sean zatapiając się w miękkim fotelu.
- dziękuję – wymruczała całując go w policzek.
Uśmiechnął się delikatnie obejmując ją ramieniem.
- podziękujesz mi później.
W jednej chwili wypuścił powietrz, które znajdowało się w jego ustach.
- oszalałaś?! – krzyknął rozcierając brzuch.
- zboczeniec – mruknęła wtapiając się w swoją część siedzenia.
Przez miasto przejechali wyjątkowo szybko.
Zatrzymali się przed beżowym domem.
- to tutaj – szepnął Sean i wcisnął taksówkarzowi kilka banknotów.
Ann wyjęła jedną torbę.
Sean popatrzył na nią z politowaniem.
- nie odzywaj się – szepnęła wtaszczając ją po schodach na górę.
Nie miała wyrzutów sumienia, że on musi taszczyć resztę.
- przynajmniej sobie mięśnie wyrobi – szepnęła rzucając torbę pod drzwiami i szukając w kieszeni kluczy.
Otworzyła drzwi i wciągnęła torbę do środka.
Poczuła zapach wanilii.
Tak słodko drażniący.
Oparła się o ścianę i nie mogła się nadziwić jaki porządek u niego panuje.
Ruszyła dalej.
Mały salon.
Kuchnia.
Łazienka.
Weszła do sypialni.
Łóżko było źle pościelone.
Z szafy wypadała tona rzeczy.
Okno otwarte na oścież.
- czy ty musisz mieć tyle rzeczy – mruknęła udając Seana.
- i co podoba…o cholera otwarła się – szepnął starając się zasłonić jej oczy.
- tak się czasami zdarza jak próbujesz wepchnąć rzeczy na siłę – uśmiechnęła się szeroko wtulając w jego ramię – posprzątamy razem – pocałowała go w policzek i ruszyła do kuchni.
- nie pij kawy – zaświergotał wchodząc za nią i siadając na blacie.
- dlaszego? – zapytała gryząc jabłko, które wzięła z koszyka na stole.
- bo raczej nie powinno się mieszać kawy z alkoholem.
- ja ne pije – szepnęła z ustami pełnymi soczystego owocu.
Sean uniósł brew do góry.
- no so?!
- nic złośnico. Idź się przebierz. Za chwile będzie tu Jack.
- o cholera – szepnęła, wcisnęła mu nadgryzione jabłko do ręki i pobiegła do sypialni grzebiąc z swoich torbach.
Wygrzebała z ostatniej swoją sukienkę i pobiegła do łazienki wyprzedzając Seana.
- moja kolej! – krzyknęła zamykając za sobą drzwi.

Podszedł do lustra na korytarzu i próbował zrobić coś z włosami.
- jak zwykle – mruknął stwierdzając, że nic się z nimi już nie zrobi.
Wyciągnął z szafy białą, gładką koszulkę.
- przynajmniej to nie jest wygniecione – szepnął i zaczął się przebierać.
Jak zawsze dzwonek zadzwonił wcześniej.
- wejdź! – krzyknął z sypialni spychając w kąt jej torby.
- o cholera – mruknął Jack zatrzymując się w progu – czy to…to – szepnął wskazując na torby na podłodze – to jej?
Sean kiwnął głową i uśmiechnął się delikatnie.
- ja nie wiem z czego ty się cieszysz. Przecież to jest istny huragan – szepnął tak żeby nie usłyszała – ale widzę, że ty…- spojrzał na szafę – też nie jesteś lepszy.
Na twarzy Jack’a zagościł szeroki uśmiech.
- dobraliście się jak mało kto…no gdzie ona jest?!
- no jestem! – krzyknęła wychodząc z łazienki i spinając włosy do tyłu.
Delikatne kosmyki opadały jej na ramiona.
- noooooo – zaświergotał Jack obejmując ją ramieniem – nasza studentka zrzuciła co nieco i wygląda jak kobieta.
- a chcesz zarobić? – zapytała patrząc mu prosto w oczy.
- dajesz – mruknął – no dobra zbieramy się. Dalej Sean.
Cisza.
- Sean? – Jack i Ann popatrzyli na niego.
On stał i wbijał wzrok w jej ciemno bordową sukienkę.
- o matko zaczyna się…- szepnął Jack – jeśli poplami mi tapicerkę w samochodzie ty będziesz to czyścić – mruknął przyciągając Ann mocniej do siebie – zbieraj się Everleigh!
Po chwili siedzieli już w samochodzie.
Przez otwarte okno wpadało do środka zimne powietrze nocy.
Miasto ożywało na nowo.
Światła goniły się po ulicach.
W powietrzu było czuć zapach wina.
- to tutaj – szepnął Jack i zaparkował przed małym nocnym klubem.
Ann i Sean milczeli.
- tutaj się tylko tańczy – wyprzedził ich pytanie Jack – i pije –dodał z szerokim uśmiechem na ustach.

W środku było idealnie.
Klub różnił się od innych w tym mieście.
Był inny.
Wyjątkowy.
- lubię tu przychodzić – szepnął Jack biorąc Ann pod rękę – tutaj nie ma łupania. Umiesz tańczyć tango?
- zgłupiałeś…- wyszeptała patrząc na bordowe ściany, które idealnie zgrywały się z jej sukienką.
- ale on umie…- zaświergotał wpychając ja na kanapę obok Seana.
Wino.
Coś co daje chwilową radość.
Coś co powoduje, że świat staje się piękniejszy.
Wypiła za dużo.
Oparła głowę o jego ramię.
- zatańczymy? – wymruczała słysząc jakąś delikatną melodię.
- a dasz radę?
- ja zawsze daję radę – szepnęła zarzucając mu ręce na szyję.
Jack skończył się po drugiej butelce.
Leżał twarzą przyciśniętą do stołu.
Sean pociągnął ją na parkiet i objął delikatnie w pasie.
- musisz poczuć rytm – szepnął patrząc jej w oczy.
- jaki rytm?
- ciała…
Przycisnął ją do siebie.
Czuł jak pracują jej biodra mimo wlanego w siebie alkoholu.
Czuł jej dotyk na swoich ramionach.
Czuł gorący oddech.
Tango argentyńskie.
Kontakt wzrokowy.
Ciepło ich ciał.
Wszystko spaja się w jedno.
Namiętność.

Czym jest taniec, jeśli nie eksplozją precyzyjnie skierowanej czystej energii naładowanej uczuciem, elektryzującej pasją?
Bardziej liryczny niż którykolwiek poemat, okazalszy niż jakikolwiek pejzaż
Tancerz maluje linie i kolory, cienie i struktury niewyobrażalnego piękna.
Oni malowali siebie nawzajem.
Każdym dotknięciem.
Każdym ruchem.
Oddechem.
Smuga jej włosów wyznaczała kolor jego ramion.
Jego wzrok rysował kontury jej ciała.
Ich ciała tworzyły całość.
Idealnie zgrane.
Biel i mocne wino.
Ona i On.
Zatopieni w jednym kieliszku.
mk95
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37


Wspaniały odc. Jack, który skończył sie po drugiej butelce mnie rozwalił :mrgreen: I jak zwykle poetycka końcówka ;-)
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


nie ma to jak przeprawa z taksówką xD
przynajmniej sobie mięśnie wyrobi
pfffhaha xD a teraz powinnam powiedzieć 'on nie ma mięśni' --' xD
i pije
stwierdzam, że stworzyłaś faceta idealnego dla mnie xD
Jack skończył się po drugiej butelce.
Leżał twarzą przyciśniętą do stołu.
to potwierdza moją wcześniejszą tezę ^^ xD

kurde, a ja tak nie lubie tańczyć ;p
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


AutumnLeaf pisze:
stworzyłaś faceta idealnego dla mnie xD
Chyba nie tylko dla Ciebie :lol:

Tanira super xD ech mimo iż nie umiem zatańczyłabym tango xD
Sofia
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54


matko jak zawsze świetne :-D i znowu taniec ;-) jedność, całość :-D hmmmm... piękne ;-) Jack ma słabą głowę :-> a się uśmiałam :-P te końcówki podobają mi się najbardziej :mrgreen:
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


Tanira pisze:
o matko zaczyna się…- szepnął Jack – jeśli poplami mi tapicerkę w samochodzie ty będziesz to czyścić
Tanira pisze:
Jack skończył się po drugiej butelce.
Leżał twarzą przyciśniętą do stołu.
zawsze niesamowita treśc ..i wstawki humorystyczne Jacka normalnie mnie rozwalaja

a potem ta poetycka końcówka i już wogóle odpływam :-D
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


Jack jest niesamowity xP zachowuje sie jak mój brat cioteczny :P
Ta przeprowadzka...ja nie wiem o co chodzi.ja zawsze ze sobą woze dużo rzeczy.a jak ona sie przeprowadza to wtedy dopiero :D cały dom by ze sobą zabrała jakby mogła xP
I ten taniec...To zakończenie jak zawsze genialne.
Morgoth
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03


jak zawsze końcówka wspaniała ale najbardziej mi się podoba ten fragment:
Tanira pisze:
Oni malowali siebie nawzajem.
Każdym dotknięciem.
Każdym ruchem.
Oddechem.
Smuga jej włosów wyznaczała kolor jego ramion.
Jest taki jaki lubie, taki że aż ... ahhh xD
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


XVII

Obudził ją ostry promień słońca.
Nie miała siły się ruszyć.
Leżała w łóżku, w kremowej pościeli.
W domu.
Podniosła delikatnie głowę odgarniając z czoła kosmyk włosów.
- za dużo wypiłam…Sean…- zawołała cicho.
Brak jakiejkolwiek reakcji zmusił ją do wstania, którego tak się obawiała.
- tylko pomału…
Opuściła delikatnie nogi na podłogę i dopiero gdy poczuła grunt pod stopami otworzyła oczy.
Wstała z wielkim trudem i złapała się chwiejnie ściany.
Czuła, że są dwa wyjścia.
Albo się wywali na środku albo zwróci zawartość żołądka.
- a dokąd ty się wybierasz? – usłyszała jak dla niej donośny głos Seana.
- błagam cię nie krzycz – szepnęła i złapała się za głowę tracąc przy tym kontakt ze ścianą.
Chwyciła się po omacku jego ramienia i przytuliła najmocniej jak mogła.
- stój w miejscu Sean proszę…
- z tobą jest jeszcze gorzej niż myślałem.
- mam słabą głowę…mówię, że masz stać…
- to, że masz słabą głowę zauważyłem po pierwszym kieliszku.
- to trzeba mi było przerwać – wydawało jej się, że krzyknęła.
- to nie było takie łatwe – szepnął i wziął ją na ręce – do łóżka. I nie wyjdziesz dopóki ci nie przejdzie.
- Sean ja nie chciałam iść na kolejkę górską – wymamrotała zaciskając oczy wtulając się w jego ramię.

Położył ją delikatnie i przykrył mocno.
Twierdziła, że jej zimno.
- na kacu, każdemu jest zimno – uśmiechnął się złośliwie szepcząc jej do ucha.
Mamrotała coś do niego gdy wychodził ale nie za bardzo zwracał na to uwagę.
Ruszył do drugiego pokoju gdzie rozwalony na kanapie leżał Jack.
- następny – mruknął zbierając z podłogi koc – wstawaj.
Jack otworzył leniwie oczy i uśmiechnął się szeroko.
- wiesz, że nic mi nie jest – zaświecił oczami.
- wczoraj ci było. Po jaką cholerę piłeś z nią na wyścigi?
Jack zastanowił się chwile.
- przecież ja piłem z tobą…- szepnął.
Sean z miną pełną politowania usiadł na fotelu obok.
- nawaliła się? – zapytał uśmiechając się diabelsko.
- nawet nie wiesz jak. Będzie umierać przez tydzień.
- mogłeś jej wyrwać kieliszek.
- taaaaa mogłem zwłaszcza, że była uzbrojona w szpikulec do lodu – szepnął cicho przełykając głośno ślinę.
- to tak jak w Nagim Instynkcie?
Sean uniósł brew do góry.
- nie wiem. Nie pamiętam tego filmu.
- no tak – szepnął Jack z nieukrywaną wyższością – bo ty erotyków nie oglądasz.
- zamknij się – syknął i ruszył w stronę kuchni.
- zrób mi dużą kawę! – krzyknął za nim Jack nadal uśmiechając się szeroko.


Owinęła się w kołdrę najszczelniej jak umiała.
Zimno przestało być już tak bardzo odczuwalne.
Żałowała, że tyle wypiła.
Nie wiedziała co wczoraj robiła.
Rozmyślanie przerwał jej Sean, który usiadł obok.
- przyniosłem ci coś do zjedzenia…nie martw się po tym nie powinnaś wylądować w toalecie.
Ann uśmiechnęła się delikatnie i złapała za pszenny chleb.
- czy ja…- zapytała w przerwach między żuciem – zrobiłam wczoraj coś czego powinnam żałować?
Sean zamyślił się trochę i odpowiedział z szerokim uśmiechem na ustach.
- nie powinnaś tyle pić.
- ale mi nie o to chodzi…chodzi mi raczej o strefę bardziej…no…no wiesz…- szepnęła krusząc na poduszkę.
- byłaś w takim stanie, że nawet jakbyś chciała coś zrobić to i tak nie dałabyś rady– szepnął i pocałował ją w policzek – chcesz jeszcze?
Pokiwała głową od prawej do lewej i wybiegła do toalety mijając przy tym Jack’a.
- a gdzie kultura? – zapytał wchodząc do sypialni – a jej co?
- skutki wczorajszego wieczoru.
- ja myślę, że może skutki kilku ostatnich nocy – uniósł charakterystycznie brew.
- co?!
- jajco niedouczony baranie. Nie wiesz jak się dzieci robi?
- przestań…
- ja mam przestać? Ty mogłeś przestać. Jak za bardzo pchałeś – syknął strzepując z łóżka resztki chleba – cholera, macie królika?

Sean siedział sparaliżowany na łóżku nie zwracając uwagi na Jack’a.
- dziecko…nie…- mruknął sam do siebie.
- ty jak lekarz powinieneś wiedzieć jakie są objawy ciąży – zaświergotał Jack uparcie starając się znaleźć po łóżkiem królika – gdzie go trzymasz?
- kogo?!
- królika idioto – szepnął z politowaniem.
- przecież my nie mamy królika!
- i nie mamy też ciąży – szepnęła Ann wchodząc do sypialni.
- skąd taka pewność? – zapytał Jack przewracając stos rzeczy obok z nadzieją, że może jednak znajdzie tam jakieś zwierze.
- bo ja nie mogę mieć dzieci – szepnęła Ann i zakryła się kołdrą.
Zapadła cisza.
Spod kołdry nie dochodziły żadne odgłosy.
Starała się nie płakać.
A przynajmniej nie teraz gdy oni są obok.
Nienawidziła tego uczucia.
Nienawidziła bezsilności.
Bezradności.
Wewnętrznego bólu.
Usłyszała odgłos uderzenia i cichy jęk.
Wiedziała, że Jack oberwał i to dość mocno.
- kochanie…ja…dobrze się czujesz? – zapytał cicho Sean starając się zajrzeć pod kołdrę.
- tak. Jest dobrze. Wyjdźcie chce spać – szepnęła trzymając kołdrę jak najmocniej.
Dźwięk zamykanych drzwi.
Opadła lekko na poduszkę ocierając łzy z policzka.
Po głowie przebiegały jej różne myśli.
Najczęstszą była ta, że mogła mu powiedzieć zanim się z nim związała.
Spojrzała w sufit.
Był złoty.
Otulony promieniami słońca.
- zostawi mnie…- szepnęła zamykając oczy.

Dziecko jest największym skarbem ofiarowanym przez Boga.
Jest darem.
Jest czymś co łączy bardziej dwoje kochających się ludzi.
Jest światłem w tunelu.
Drogą.
Nie każdy może jednak podążać tą drogą.
W ich przypadku dziecko jest cudem.
Niecodziennym zjawiskiem, które nie zgadza się z prawami natury.
Cuda nie zdarzają się jednak często…
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


waaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa zajedwabiste xD
Tanira pisze:
- za dużo wypiłam…
skąd ja to znam :lol:
Tanira pisze:
- no tak – szepnął Jack z nieukrywaną wyższością – bo ty erotyków nie oglądasz.
o LOL xD
Tanira pisze:
- jajco niedouczony baranie. Nie wiesz jak się dzieci robi?
:lol: co za teksty :lol:
Tanira pisze:
macie królika?
Tanira pisze:
zaświergotał Jack uparcie starając się znaleźć po łóżkiem królika – gdzie go trzymasz?
- kogo?!
- królika idioto – szepnął z politowaniem.
- przecież my nie mamy królika!
królik rulez xD (sama miałam jednego xP) Skąd pomysł na królika?
Tanira pisze:
ja nie mogę mieć dzieci
:cry: biedna Ann...
(btw jak mój Teddy...)
Tanira pisze:
- zostawi mnie…
tak smutno się zrobiło...
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


świetny odcinek ale smutny... za smutaśny... a króliczek rządzi ;P ja miałam tylko 3 chomiki,2 świnki morskie,patyczaka i 2 raki ale królika nie... ja czekam na kolejna część.
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


Ja pierdziele ja już się boję...
Wszystko pięknie ;* ech.
A Jack'a i tak lubię ^^
i więcej nie będę mówić...
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


tak dawno nie było nic nowego a tu taka niespodzianka..ahhh cudowny odcineczke..oczywiście motyw kaca ... jak zwykle powalający. Jack - kocham "jego" teksty :-P . ;*
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


o matko, tak dawno nie czytałam, a tu takie rzeczy się dzieją^^
super się czytało - bo świetnie napisane : D i ekstra teksty xD
i trochę smutne na koniec..
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


XVIII cz. I

Przez zasłony przebijały się pierwsze światła ulicy.
Na zegarze wyświetlały się cztery cyfry.
03:15.
Sean spał obok odwrócony do niej plecami.
Bała się wykonać jakikolwiek ruch więc postanowiła nie zmieniać za bardzo swojej dziwnej pozycji w której się obudziła.
Spojrzała na sufit.
Przypomniała sobie co wydarzyło się parę godzin temu.
Na ścianie sufitu pojawiały się słowa, które wypowiedziała tak całkiem niedawno.
„NIE MOGĘ MIEĆ DZIECI” pojawiło się jako ostatnie, wieńczące wszystkie pozostałe słowa, zdanie i zniknęło.
Tak szybko jak puch dmuchawca na łące przy silnym wietrze.
Chciała je złapać.
Poczuła, że ktoś chwyta ją za ramiona i odciąga najdalej jak się dało.
- mogłam z nich ułożyć coś innego – szepnęła zamykając oczy.

Sean nie spał.
Ściskał w dłoni kołdrę myśląc o tym co się stało.
Ona zaraz po tym zasnęła a on został sam.
Nie miał jak z nią porozmawiać.
Nie chciał jej budzić.
Troszczył się czy stchórzył?
Nie przytulił jej jak to miał w zwyczaju od pewnego czasu.
Odwrócił się plecami.
Od niej.
Od problemu.
Ogrodził się niewidzialnym murem.
Otworzył nagle oczy patrząc w ciemny kąt pokoju.
- chcę dziecka ale nie za wszelką cenę – szepnął do siebie i odwrócił się spokojnie.
Spała w dość dziwnej pozycji.
Uśmiechnął się delikatnie i pocałował ją w policzek.
Wiedział, że impuls nerwowy pędzi do mózgu.
Po chwili ścisnęła delikatnie kołdrę.
- będziemy je mieć – szepnął odgarniając jej włosy z czoła i kładąc głowę obok jej ramienia.
Nie zasnął.

Obudził ją zapach porannej, świeżo palonej kawy.
Otworzyła oczy a jej głowa wylądowała obok poduszki.
Mruknęła coś cicho pod nosem patrząc zaspanymi oczami na Sean’a, który siedział obok drażniąc się z nią delikatnie.
- oddaj. Chcę spać – szepnęła naciągając na siebie kołdrę.
- dzisiaj już sobie nie pośpisz. Dzwonili ze szpitala. Jesteśmy potrzebni.
Odsunęła nieznacznie kołdrę z twarzy.
- po co?
- jakbyś nie pamiętała masz praktyki. Frank ma dla ciebie ciekawy przypadek.
- nieeeeee – wymruczała i zakryła się znów.
- jeśli zaraz nie wstaniesz wypiszę ci taką opinię, że nie wpuszczą cię do żadnego szpitala – syknął jej do ucha.
Po pokoju przebiegło ciche „cham”, „zobaczysz jak ty będziesz chciał…”, „facet to świnia”.
Uśmiechnął się szeroko gdy zamknęła za sobą drzwi łazienki.
Usiadł na blacie kuchennym dopijając swoją kawę.
Spojrzał w stronę framugi drzwi o którą oparła się ona.
- wypij i idziemy – uśmiechnął się promiennie.
Zmierzyła go spojrzeniem i chwyciła swój jaskrawo żółty kubek.
- co to za przypadek? – zapytała cicho siadając obok niego na blacie.
- morderca – szepnął beznamiętnie.
Poczuł na sobie jej wzrok.
- spokojnie – objął ją ramieniem – jest pod nadzorem policyjnym.
- to mnie pocieszyłeś – szepnęła patrząc na noże w zlewie.
- chodź. Nie mogę ci odmówić takiego pacjenta.
Znowu usłyszał mrukniecie na co zaśmiał się cicho i prawie na siłę wyciągnął ją z domu.
- dlaczego akurat w tym szpitalu?- zapytała ciekawie przechodząc na czerwonym świetle przez ulicę.
- bo ten był najbliżej – szepnął przyspieszając kroku widząc nadjeżdżający samochód – gdyby jechał dalej wykrwawiłby się.
- jak to morderca to nie byłoby większej straty.
- to też człowiek – szepnął cicho mijając bramę szpitala.
Nie odpowiedziała.

Podeszła do dyżurki i podpisując listę złapała za identyfikator.
Podsunęła Sean’owi kartkę z ogromna ilością tabelek i wskazała na miejsce obok siebie.
- to na wypadek jakbyś nie wiedział gdzie – syknęła mu z szerokim uśmiechem do ucha.
Zaśmiał się cicho i zaczął kreślić po kartce.
Z końca korytarza usłyszała podniesiony głos.
- dlaczego do nas?! Czy w okolicy nie ma innych szpitali?! Zawsze przywiozą nam jakiś ciekawy okaz! – darł się na całe gardło Jack przechodząc z Frankiem obok Ann i Sean’a jakby ich nie zauważył.
Po chwili jednak cofnął się ruchem godnym robokopa i szepnął nachylając się najniżej jak mógł przewiercając ich wzrokiem.
- mamy mordercę.
Sean uniósł brew do góry starając się nie wybuchnąć śmiechem.
- on morduje – szepnął i zaczął gestykulować patrząc raz na nią raz na niego.
- NOŻEM! – krzyknął w końcu wyprowadzony z równowagi widząc, że żadne z nich nie reaguje.
- dobrze, że nie piłą tarczową – szepnęła oddając pielęgniarce listę.
Jack zrobił swoją popisową minę wyrażającą niezadowolenie i ogóle niezrozumienie.
- jesteście nienormalni – syknął wpychając do kieszeni czyste strzykawki.
- a tobie to po co? – zapytał ciekawie Sean.
- do obrony – powiedział poważnie – jakby co to wpuszczę mu powietrze do kroplówki – szepnął z szerokim uśmiechem szaleńca.

Poszedł razem z nią na salę numer 122.
Była to swego rodzaju izolatka.
Nigdy jednak nie trzymano tam „normalnych” pacjentów.
Spał.
Głowę i dłonie spowijał biały, sterylny bandaż.
- będziesz z nim siedzieć – szepnął Sean spisując wyniki z aparatury przy jego łóżku.
- sama? – zapytała cicho z lekkim przerażeniem.
- nie jest w stanie ci nic zrobić. Jest utrzymywany w śpiączce. Nie obudzi się jeśli nie będziemy tego chcieć.
- pocieszyłeś mnie po raz drugi – szepnęła patrząc na jego twarz.
Mimo drobnych oparzeń był do kogoś podobny.
Odrobinę.
Nie wiedziała tylko do kogo.
Usiadła obok na krześle i zaczęła obracać w dłoniach rurkę kroplówki.
- wrócę niedługo – szepnął całując ją w czoło i wychodząc.
- jasne – mruknęła zerkając co chwila na aparaturę.
Wzięła do ręki jego kartę.
W rubryce „Imię i nazwisko” była pustka.
To samo dotyczyło wieku.
Wiedziała tylko, że ma rozległe oparzenia i wstrząs mózgu.
Patrzyła na litery i po pewnym czasie zaczęła mu współczuć.
Wiedziała, że jako lekarz nie może wiązać się emocjonalnie z żadnym przypadkiem.
To było silniejsze.
Nie zauważyła tylko, że mężczyzna zaczął nieznacznie poruszać dłonią…

Współczucie jest wyobraźnią serca.
Współczując solidaryzujemy się w jakimś stopniu z cierpiącym.
Współczucie jest akceptacją życia, jest akceptacją nas samych.
Współczucie to umiejętność dostrzeżenia nieszczęścia drugiego człowieka.
Współczuć po Bożemu to znaczy zjednoczyć się z cierpieniem kochanej osoby.

"Kocham Cię, nie wiem za co, to dzieje się samo, wypływa z mojej natury."
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


hehe, mordercy zakrólowali gdziekolwiek się tylko da ^^
ach to twoje przeklęte współczucie, nie da rady zrobić z żadnego z nich zepsutego do szpiku kości psychola ^^ no!
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


no fajnie fajnie.Ja jestem ciekawe co będzie dalej. I uwielbiam Jack'a xD wymiatacz nad wymiataczami xD
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


oww już nie moge się doczekac kolejengo epizodziku..ciekawe do kogo podobny jest ten killer ;-D , no i na pewno beda jakies mainiany ;-)
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


super :D miło wrócić po długiej przerwie do czegoś tak fajnego ;)
Posty: 212 Strona 8 z 9
Wróć do „Twórczość literacka”