NAJWIĘKSZA POLSKA BAZA DYSKUSJI I INFORMACJI O PRISON BREAK | Dołącz do nas!

Historia by Nati & Ann

Twórczość użytkowników związana z "Prison Break": opowiadania, wiersze itd.
Posty: 533 Strona 19 z 22
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


oj, nie mówcie tak bo mi się smutno zrobi ^^ nikt nikogo nie nakryje, bedzie jednym słowem gnój, niestety niespisany dotąd ^^
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


AutumnLeaf pisze:
oj, nie mówcie tak bo mi się smutno zrobi
Natalia,my poprostu sie za bardzo przyzwyczaiłyśmy do paru Ann i james i Natalia i Alex.Ciężko bedzie zaakceptować kogoś innego :) ale uszanuje Twoja decyzję.
AutumnLeaf pisze:
nikt nikogo nie nakryje, bedzie jednym słowem gnój, niestety niespisany dotąd ^^
to dziko bedzie.no ale ja czekam w zniecierpliwieniu.
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


no ale jak? po tym wszystkim co przeszli..? tak nie może być. Nati ma taki dobry wpływ na Alexa, przecież to jest idealna para. I może czasami się nie dogadują, ale tak naprawdę to myślę, że się kochają, co nie? To będzie bardzo smutna chwila jeżeli oni się rozstaną xD
AutumnLeaf pisze:
oj, nie mówcie tak bo mi się smutno zrobi ^^
sorry xD hahaha ;) trzeba Ci nagadać, żebyś nie była w przyszłości okrutna dla Alexa :D
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


agulec pisze:
trzeba Ci nagadać, żebyś nie była w przyszłości okrutna dla Alexa
ona chyba podjeła decyzje xD trzeba wymyślić głębsze argumenty zeby ja złamać.takie które do niej tak przemówią żeby zapomniała o swoim pomyśle xD
Ania1991_ck
Michael Scofield
Posty: 1616
Rejestracja: 2008-01-30, 11:10


Alex musi być z Natalią. Oni sa dla siebie stworzeni, on tak ją kocha i nie można go skrzywdzić. Protest. No ale jak już trzeba ich rozdzielić to przeżyje ale ciężko będzie.
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


To tylko opowiadanie ^^ a mnie się niestety gusta zmieniają ^^
aaale Alexowi się krzywda nie stanie ^^ ee...
Ania1991_ck
Michael Scofield
Posty: 1616
Rejestracja: 2008-01-30, 11:10


Mam nadzieję że mu się nie stanie. Szkoda go będzie. Ale bez względy na to jak to rozwiążesz i tak będę czytać. :lol: :lol: :lol:
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


proszsz:

tu jest troszkę pomieszane między jedną a drugą częścią, ale związane jest to z dużą odległością czasową pisania jednej i drugiej części xD wybaczta ^^

moje:

Zostawiła mnie z Nim samą...i co ja mam mówić...zachowuję się jak jakaś zakochana nastolatka, która za każdym razem robi z siebie idiotkę przy swoim księciu z bajki! Księciu z bajki...zakochana...co się dzieje...dlaczego on mnie tak przyciąga...
-Eee...przepraszam, za to...- zakończyłam niezdarnie, kiwając głową w kierunku pralki.
-Nic się nie stało- jaki on ma uśmiech...to chyba pierwszy w życiu optymista, do którego poczułam chemię...i do tego blondyn! Nigdy nie kręcili mnie blondyni! Tylko te niebieskie oczy...kolejne już w moim życiu niebieskie oczy, skryte tym razem za okularami...
-Cały czas potykamy się o ten dywan, ale nikt jeszcze nic z nim nie zrobił- plotłam trzy po trzy. Miałam pustkę w głowie, kompletnie nie mogłam znaleźć tematu do rozmowy!
-Słuchaj...- zaczęłam, przestępując z nogi na nogę. Ciekawe co on sobie teraz o mnie myśli...pewnie każda tak na niego reaguje. Jest przyzwyczajony, że kobiety na jego widok robią z siebie idiotki.
-Chciałam cię przeprosić za cały ten bałagan w moim mieszkaniu...to znaczy w mieszkaniu moim i Alexa...naprawdę bardzo nam pomogłeś...
-Nie ma sprawy...
Stał tak, nonszalancko opierając się o scianę. Musiałam z całych sił starać się powstrzymać od głupkowatego usmiechu.
-To nie jest tak, że my zawsze mamy taki bałagan...po prostu wczoraj mieliśmy małe kłopoty...- starałam się wyjaśnić mu jak najdelikatniej całą sprawę, nie wyjawiając żadnych szczegółów i przy okazji oczyszczając siebie z zarzutów bycia fleją i marną żoną.
-Wiem- odpowiedział poważnie Danny. Zmarszczyłam tylko brwi patrząc mu prosto w oczy.
-Alex...mówił ci coś?- zapytałam z niepokojem.
-Nie martw się. Nic mi nie zdradził. Po prostu...coś o tym wspomniał. A ja szanuję jego zdanie. Nie chce, nie mówi.
Konkretny z niego facet. Przez te wszystkie lata uczyłam sie rozgryzać Alexa, a teraz trafił mi się kolejny, równie skomplikowany typ jak on.
-Co ci siedzi w głowie, Danny...- myślałam, zapominając o tym, że cały czas stoimy w łazience.
-Pracujesz z Alexem tak?
-Ja? Nie! W żadnym wypadku- zaśmiał się cicho, kręcąc głową- Jestem z CSI. Na agenta mam...nieważne.
CSI. Cholera co ja mam do facetów, którzy odgrywają przykładnych stróżów prawa! Do tego znowu coś kręci. Kolejny koleś z przeszłością? O nie, dziękuję, postoję. Już mi wystarczy mąż, którego ciemne sekrety odkrywam kilka lat po ślubie.
Zapadła niezręczna cisza, podczas której staliśmy, nie patrząc na siebie. Ja zastanawiałam się, jakie zadać pytanie, które nie brzmiałoby "A dlaczego nie chcieli cię na agenta?" a on zapewne nudził się niemiłosiernie, czekając aż wreszcie sie odezwę.
-Jestem detektywem. Z Alexem tylko czasami współpracuję. To porządny facet, chociaż jego metody...nieważne.
Miło mnie zaskoczył, odzywając sie pierwszy, ale czy musiał coś chlapnąć o Alexie i jego pracy? Już naprawdę nie chciałam wiedzieć co on tam wyprawia.
-Chodźmy do pokoju, jesteś gościem a my trzymamy cię w łazience...- powiedziałam w końcu.
-Nie nie...będę już szedł...zresztą, czeka na mnie...
-Dziewczyna?- zapytałam, próbując zamaskować jak się da rozczarowanie.
-Nie...mój pies- znowu sie zaśmiał, przepuszczając mnie przodem.
-Masz psa? Jakiego?- zapytałam z ciekawością, od razu się ożywiając.
-Labradora. Czarnego.
W moich oczach o mało nie pojawiły się łzy. Kocham je...jak ja je kocham...
-Zostań jeszcze chwilę. Jestem pewna, że macie z Alexem...coś...do obgadania- powiedziałam, wpychając go z uśmiechem do salonu.
-Ja muszę jeszcze coś załatwić.
Poszłam pod drzwi sypialni Ann i Whistlera i wydarłam się na całe gardło, waląc pięścią w drzwi:
-WYŁAZIĆ!!!
-Mhmmmmm...- nie wiem które to, ale policzę się z obojgiem.
-MACIE GOŚCI! WYŁAŻCIE NATYCHMIAST!- krzyczałam dalej, aż zobaczyłam jak z salonu wychyla się Danny patrząc na mnie z niepokojem.
-Eeee...- czy ja już zawsze będę sie jąkać...- to tutaj normalne...Ann, no wyjdź, błagam, robię z siebie wariatkę...-szepnęłam przez szczelinę w drzwiach, uważając, żeby żadne z moich słów nie doleciało do pokoju.

Po jakimś czasie mojego jęczenia pod drzwiami, nareszcie wyszli. Ann wyglądała jako tako, ale James miał koszulkę na lewą stronę.
-Ej, Casanova, spójrz w lusterko- mruknęłam, wpychając go z powrotem do sypialni.
-Chodź ze mną i nie pozwól, żebym znowu coś odwaliła- syknęłam do Ann, prowadząc ją do salonu.
-To się na niego tak nie napalaj!
-Nie napalam się!
-Spokojnie...
-Ja jestem spokojna!

Usadowiłam się wygodnie na kanapie, naprzeciwko Alexa, który rozprawiał o czymś z Dannym, nawet nie zauważając naszego przyjścia. Oboje mieli poważne miny i bazgrolili coś w swoich notesach.

-Dwa Jamesy Bondy, którzy muszą ratować świat nawet o 22 na spotkaniu u przyjaciół...- mruknęłam pod nosem niezadowolona, że nikt nie zwraca na mnie uwagi.
-Mówiłaś coś kochanie?- odezwał się od razu Alex i wszyscy spojrzeli sie na mnie. Pięknie.
-Mówiłam, że...jestem trochę zmęczona...długo wam jeszcze zejdzie?- z jednej strony nie chciałam stąd wychodzić. A raczej nie chciałam, żeby on stąd wychodził. A z drugiej, po całodziennym sprzątaniu, padałam z nóg i chciałam znaleźć się z Alexem w cieplutkim łóżeczku.
Ciekawe tylko z jakim obrazem przed oczami dzisiaj zasnę...

-Kochanie...to chyba jeszcze trochę potrwa...- zaczął kręcić, wgapiając się w swój notes. Danny na mnie nie patrzył, nagle rozdzwoniła się jego komórka i wyszedł szybko, żeby odebrać.

-Alex...jesteś potrzebny. Natychmiast.- powiedział poważnie, wracając z przedpokoju- Przykro mi, ale muszę zabrać twojego..męża- zająknął się czy mi się wydawało?
-Ale...ale gdzie jedziecie? Nie rozumiem, o tej godzinie?- zaczyna się.
-Wrócę jak się da najszybciej.
-Myśle, że to nie będzie tak...- zaczął Danny, ale Alex natychmiast mu przerwał.
-Będę niedługo. Nie czekaj na mnie- pocałował mnie i już go nie było.
-Słuchajcie, naprawdę was za wszystko przepraszam, ale to pilna sprawa- tłumaczył sie Danny.
-Idziesz!- usłyszałam krzyk Alexa.
-Do zobaczenia. Mam nadzieję, że szybkiego- dodał po cichu, podając mi rękę i zniknął za Alexem.
-Uwierzysz w to?- zapytałam Ann, która siedziała zdezorientowana, obserwując cały ten cyrk.

-Ja to mam szczęście- mruknęłam do siebie.- Zbieram się. Nic tu po mnie. Do jutra- pocałowałam ją w policzek i zniknęłam równie szybko jak pozostała dwójka.
Wychodząc z klatki, zobaczyłam jeszcze jak Alex i Danny odjeżdżają naszym Roverem z piskiem opon.
-Mam już dosyć bycia żoną, którą traktuje się jak przedmiot.- warknęłam do siebie i pobiegłam do mieszkania.

Whistlerowa:

Spojrzałam na Jamesa.
- masz szczęście, że ty nie odstawiasz takich cyrków – wyszeptałam i wtuliłam się w niego mocno.
Po chwili wpadła zdyszana Natalia.
Nie miałam sumienia się odezwać.
Widziałam co się z nią dzieje.
James szturchnął mnie lekko.
- eee…to my już pójdziemy…- szepnął
- idźcie – syknęła stojąc przy oknie
James spojrzał na mnie z troska gdy nie chciałam się ruszyć.
- tak będzie lepiej – szepnął obejmując mnie w pasie i ciągnąc w stronę drzwi.

- nawet nie powiedziałam jej „cześć” – westchnęłam, gdy byliśmy już w windzie.
- mówię ci, że tak będzie lepiej. Niech się z tego otrząśnie sama…
- ale gdy ja miałam problem ona zawsze była ze mną…
- wiem skarbie…ja wszystko wiem. Ale tym razem czuje ze tak będzie lepiej.
Wyszliśmy z bloku. Moja twarz owiało lodowate powietrze.
Chwyciłam Jamesa pod rękę.
- chodź pójdziemy się przejść…- szepnęłam
- nie jest ci zimno? Wiesz ze nie możesz się przeziębić
- oj nic mi nie będzie. No chodz – pociągnęłam go w strone parku.
Lubiłam tam chodzić. Na jeziorze zawsze odbijało się światło księżyca.
Było tam cudnie. Tak romantycznie. Aż dziw że nigdy nie byłam tam z Jamesem.
James usiadł na ławke i posadził mnie na swoich kolanach.
W powietrzu unosił się cudowny zapach jego perfum.
Nie odzywalismy się do siebie ani słowem.
Nie potrzebne to było.
James oparł głowę o moje ramię.
Spojrzałam na niego.
Tak słodko wyglądał gdy zasypiał. Był taki niewinny. Taki uroczy.
- ej kochanie. Nie śpimy – szturchnęłam go lekko.
- ja nie śpię – wyszeptał nie otwierając oczu – myślę jak przemeblować pokój żeby zmieściło się łóżeczko
- skarbie to jeszcze tyle czasu…
- to tobie się tak wydaje. Do slubu tez było duzo czasu a robiliśmy wszystko na ostania chwilę. Teraz będzie inaczej.
- nie mysl teraz o tym.
Pocałowałam go delikatnie w czoło.
W tym samym momencie zadzwonił mój telefon.
- hej! Możecie do nas wpaść? – zaświergotała Natalia do słuchawki
- yhy – wyszeptałąm zaskoczona
- no to czekamy!
Wyłączyłąm się.
- kto to był? – zapytał James
- Natalia…pytała się czy do nich wpadniemy.
- no widzisz… mówiłem
- kocham cie – wyszeptałam i objęłam go mocno
- to co? Zbieramy się?
- yhy
Wolnym krokiem pomaszerowaliśmy w strone bloków.
I znów ta sama klatka. Ta sama winda.
- nie lubie wind – powiedziałąm gdy byliśmy w srodku
- przeciez…
Nie pozwoliłam mu dokończyć
- po prostu się boje i już. Szybciej jedź! – krzyknęłam.
Strasznie się ślimaczyła
- spokojnie kochanie – objał mnie delikatnie – ale faktycznie wolno jedzie
- ona nie jedzie. – wypaliłam – ona stoi…James…
Zablokowała się.
- cholera – syknał waląc w drzwi
- spokojnie kochanie – powiedziałąm troche ironicznym tonem – już nic złego nas tutaj nie spotka.
W tym właśnie momencie zgasło światło.
- no to pieknie…- szepnął James i walnął pięścia w drzwi.
Usiadłam na podłogę.
- zadzwoń do Natalii niech przysle jakąs pomoc czy coś.
Spojrzałam na telefon. Ekran był ciemny…
- James…- bateria padła
- cholera!
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


AutumnLeaf pisze:
MACIE GOŚCI! WYŁAŻCIE NATYCHMIAST!
błagam xD
AutumnLeaf pisze:
ona nie jedzie. – wypaliłam – ona stoi…James…
xD waaaaaaaaaaahahahahahahhahahahahahahahahahahahha xD
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


komentujesz swoje własne opowiadanie?xD
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


tak xD bo mnie to tak śmieszy że to koniec xD i zastanawiam się dlaczego nie dobrałam sie do niego w tej windzie xD
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


bo ja nie miałam ochoty tego opisywać xD
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


oj tam xD jakaś odmiana by była a nie takie cos xD
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


ej spadówa, to nie było łatwe do opisania xD
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


AutumnLeaf pisze:
jaki on ma uśmiech...to chyba pierwszy w życiu optymista, do którego poczułam chemię...i do tego blondyn! Nigdy nie kręcili mnie blondyni! Tylko te niebieskie oczy...kolejne już w moim życiu niebieskie oczy, skryte tym razem za okularami...
no i zaczynamy! xD
AutumnLeaf pisze:
-MACIE GOŚCI! WYŁAŻCIE NATYCHMIAST!- krzyczałam dalej, aż zobaczyłam jak z salonu wychyla się Danny patrząc na mnie z niepokojem.
-Eeee...- czy ja już zawsze będę sie jąkać...- to tutaj normalne...
hahaha xD święta prawda :D niech się przyzwyczaja xD
AutumnLeaf pisze:
-Słuchajcie, naprawdę was za wszystko przepraszam, ale to pilna sprawa- tłumaczył sie Danny.
-Idziesz!- usłyszałam krzyk Alexa.
jakiż okropny kontrast pomiędzy tymi dwoma xD
AutumnLeaf pisze:
– myślę jak przemeblować pokój żeby zmieściło się łóżeczko
- skarbie to jeszcze tyle czasu…
- to tobie się tak wydaje. Do slubu tez było duzo czasu a robiliśmy wszystko na ostania chwilę. Teraz będzie inaczej.
mmm.. facet jak z bajki^^
AutumnLeaf pisze:
- James…- bateria padła
- cholera!
hahahaha xD
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


jakiż okropny kontrast pomiędzy tymi dwoma xD
zauważyłaś?oO o to mi właśnie chodziło yeah

ech ...
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


bateryjka nie dochodzi xD
mk95
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37


Fajny odc. A wspomniany już kontrast mnie rozwalił :-D
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


haha Annnz Jamesem w windzie sam na sam...czegóz im wiecej trzeba w sumie to chyba dla niech 'zabawienie" :-P
Sofia
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54


świetny odcinek, jak zawsze co ja się będę rozpisywać
Ania1991_ck
Michael Scofield
Posty: 1616
Rejestracja: 2008-01-30, 11:10


Super końcówka. teraz czeka ich przygoda w windzie. Będzie się działo.
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


AutumnLeaf pisze:
zauważyłaś?oO o to mi właśnie chodziło yeah
ha! ..i to nie tylko w tym jednym miejscu ;) bo mi się to podobało^^
Danny spokojnie mówi - Alex KRZYK!!
Danny się tłumaczy - Alex tak mówi, że w sumie nic nie mówi xD
hyhy.. jak ja to lubię czytać ^^
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


ok, to moja ostatnia napisana część, dalej jak narazie nic nie ma, tzn. w sumie jest, ale niespisane.
enjoy

-Znowu się grzebią- mruczałam pod nosem, kiedy minęło już 15 minut a ich wciąż nie było widać.
-Może ich coś zatrzymało- powiedział Alex, nie podnosząc nawet wzroku znad tony papierów.
-Coś się stało...- wyszeptałam, stojąc na środku pokoju- Czuję to. Moja kobieca intuicja podpowiada mi...
-Kochanie, może "coś" ich po prostu zatrzymało- Alex cały czas bazgrolił czerwonym markerem po kartkach, zupełnie nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji.

Po kolejnych 10 minutach spędzonych na ciągłym chodzeniu po pokoju w te i z powrotem i szalonym wykręcaniu numeru do Ann, który za każdym razem nie odpowiadał, nie wytrzymałam:
-Alex tam sie coś stało!- wybuchnęłam w końcu, tracąc nerwy.
-Uspokój się! Co może im się stać w ciągu 5 minutowej drogi do nas!
-Tego nie wiem, ale zamierzam się dowiedzieć, a jeżeli ty chcesz tu tkwić z nosem w tych cholernych papierzyskach to twój wybór!Wychodzę!- złapałam płaszcz i ignorując jego oburzone spojrzenie, trzasnęłam drzwiami, pędząc do windy.
Nie ma to jak mieć oparcie w rodzinie. Mój własny mąż jest bigamistą. Ma dwie żony. Mnie i pracę.
Wiedziałam, że nie ma teraz czasu na rozmyślanie o naszym sypiącym się małżeństwie.
Przebiegając krótki odcinek między wierzowcami, zmarzłam przeraźliwie, było chyba z minus dziesięć, a ja oczywiście nie wzięłam ani szalika ani czapki.
-Ann, jeżeli teraz leżysz w cieplutkim łóżeczku to mi za to zapłacisz.- syknęłam sama do siebie i rąbnęłam w guzik otwierający windę.

Nic. Nawet nie zapaliło się światełko...
Mam tylko nadzieję, że...wspaniale. Znając ich i nasze, wspólne zresztą "szczęście" to tkwią gdzieś tam na którymś z pięter, w zaciętej windzie.

-Dlaczego my zawsze mamy problemy z windami!
Kopnęłam z całej siły w drzwi, aż jęknęła blacha, ale wiedziałam, że moja złość i tak nic nie zmieni.
Zaczęłam więc biegać w te i z powrotem po piętrach drąc się na cały głos i budząc przy okazji pół wieżowca.
Ludzie powychodzili z mieszkań patrząc na mnie jak na wariatkę. Miałam ich gdzieś.
-ANN!!!JESTEŚ TAM!?ANN SŁYSZYSZ MNIE!
-Pani! Słyszy panią poł ośiedla!!- wydarł się na mnie jakiś gbur, trzymający na rękach szczękającego piskliwie szczeniaka.
-Winda się zacięła idioto. Co mam niby robić?!- nawet nie czekałam aż mi odpowie, wbiegłam zasapana na piąte piętro i znowu zaczęłam kopać w nieszczęsne drzwi:
-ANN! JAMES! ODEZWIJCIE SIĘ!!!- nie byłam nawet pewna czy tam są.
Wpadłam w końcu na siódme piętro dobijając się do ich mieszkania.

Było zamknięte, nikt nie otwierał. Osunęłam się na podłogę i wybuchnęłam płaczem. Dlaczego nie ma tu Alexa! On na pewno by coś wymyslił...znowu jestem sama. Boże, jak ja nienawidzę być sama. Każdy myśli, że najlepiej czuję się siedząc w czterech ścianach bez żadnego towarzystwa. Guzik prawda.

-Niech ktoś mi pomooożee...-jęknęłam- Ann!!!- wydarłam się ostatni raz i tym razem coś usłyszałam. Byłam pewna, że ktoś woła. Słyszałam jakieś przytłumione głosy, gdzieś z dołu. Zerwałam się z podłogi i powtórzyłam całe przedstawienie, aż rozbolało mnie gardło, tym razem zatrzymując się jednak na czwartym piętrze.

-POMOCYYY!!! Nati słyszysz nas!!!- wydzierała się Ann.
-Co wy tam robicie!- krzyknęłam, opierając się o drzwi, wykończona, z suchym gardłem i bolącymi nogami.
-A jak myślisz!- syknęła Ann- Zacięła się pieprzona.
-To co ja mam zrobić!!!?
-Może tak na początek zadzwoń po pomoc- powiedziała ironicznie Ann- Po jakiegoś ślusarza czy coś tam.
-Czy coś tam? Czy coś tam?! Myślisz, że ja mam przy sobie książkę telefoniczną?!
-A gdzie jest Alex?- zapytał James.
-A co, myślisz, że Alex jest Supermanem- mruknęłam wściekle- Czekajcie...- powiedziałam w końcu siadając na ziemi i wyciągając telefon.
-Alex? Oni się zacięli w cholernej windzie!Ale...jak to kogoś przyślesz!Nie chce tu siedzieć sama koło dwóch erotomanów w...
-HEJ!!!
-Cicho! A ty nie możesz...? Jak zwykle. Za ile?Alex pocze...!Rozłączył się...traktuje mnie jak jednego ze swoich podwładnych!
-Za ile ktoś przyjdzie?
-Za pół godziny- mruknęłam rzucając telefon na ziemię- Teraz spróbuj do mnie zadzwonić, pieprzony pracoholiku.

Po jakimś czasie usłyszałam kroki na schodach, zerwałam się z ziemi i zebrałam z podłogi resztki mojej komórki, wpychając je do kieszeni, i poprawiając włosy, które przypominały miotłę po piętnastominutowym bieganiu po piętrach. Miałam nadzieję, że to Alex, i nie chciałam po sobie poznać, że jestem u kresu wytrzymałości. Fizycznej i psychicznej...ale i tak skopałabym gnojowi tyłek.

-Alex mówił, że znajdę cię gdzieś między piętrami- powidział Danny, uśmiechając się szeroko i podając mi rękę. Co on tu do cholery robił...
-Co tu robisz?
-Alex poprosił mnie, żebym tu chwilę z tobą posiedział.
Mogę tu z tobą siedzieć całą wieczność, a nie tylko chwilę...ehm.
Pokiwałam głową, siadając z powrotem na podłodze.
-Nie mogłem się do ciebie dodzwonić. Padł?
-Eeehehe...taaa...chyba tak- wyjąkałam upychając resztki swojego telefonu głebiej do kieszeni.
-Żyjecie?- krzyknął, pukając delikatnie w drzwi windy.
Rany. Ja waliłam i kopałam latając jak wariatka, a on zapukał w nie, jakby miały się rozsypać przy mocniejszym dotyku.
-Nie przeszkadzajcie nam!!!- krzyknęła Ann.
-Świetnie. Daj im spokój. NASTĘPNYM RAZEM GUZIK WAM POMOGĘ! Dziękuję serdecznie za taką wdzięczność!!! Biegałam w te i z powrotem po 7 pietrach!!!- krzyczałam, nie zwracając uwagi na Danny'ego, który najwidoczniej był najbardziej kulturalny z nas wszystkich i próbował mnie uciszyć gestami.
-I ZA TO CIĘ KOCHAMY!- wydarli się z wnętrza.
-NIENAWIDZĘ WAS!- wrzasnęłam wkurzona i walnęłam z całej siły w drzwi.
-Spokojnie, po co te nerwy...- zaczął Danny, ale zgromiłam go spojrzeniem.
-Gdzie jest Alex?
Przez chwilę mi nie odpowiadał dziwnie się we mnie wpatrując, zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Miał...jakąś sprawę do załatwienia...
-W biurze?
-Taaa...- nawet na mnie nie spojrzał.
-Tylko nie mów mi, że taką ma pracę, że o tym wiedziałam, że powinnam się przyzwyczaić i być przykładną żoną. Nie mów tak, bo nawet nie wiesz ile dla niego poświęciłam.
-Nawet o tym nie pomyślałem...- szepnął, siadając koło mnie i ocierając mi łzę z policzka.
Te delikatne dłonie...zaczęłam coraz bardziej się do niego przybliżać...patrząc prosto w oczy...bliżej i bliżej...czułam jego oddech na swojej szyi...zamykałam już oczy...

-Kochanie, jesteś tutaj!- odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni, Danny zerwał się z podłogi stając niemalże na baczność naprzeciwko mnie.
-Tutaj jesteście- powiedział Alex witając się z Dannym i klekając obok mnie.
-Dziękuję, że z nią poczekałeś...
-Nie ma sprawy, i tak miałem wolne.

Miał wolne...i przyjechał tu, żeby czekać z rostrzęsioną histeryczką, przy zacinającej się windzie z dwoma erotomanami w środku^^?! Ale dlaczego...czy dla mnie warto się aż tak poświęcać...Mógłby w tej chwili siedzieć przy barze z kuflem piwa i zarywać jakieś zgrabne panienki z lśniącymi włosami i długimi nogami. Ale siedzieć tutaj dla mnie?? W piątkowy wieczór? Pewnie zrobił to dlatego, bo wisiał Alexowi przysługę...

-Ja też dziekuję...- wyszeptałam w końcu patrząc na niego- Nie byłam zbyt miła...
Nie zdąrzyłam się ugryźć w język...w pewnym momencie byłam aż za...miła.
-A ty gdzie byłeś?- postanowiłam przesłuchać teraz Alexa- Śpiewaj mi tu wszystko. Jak na spowiedzi.
-Kochanie...miałem kilka spraw...
-Znowu jakieś tajemnice tak?!- wstałam z podłogi, odsuwając się jak najdalej od niego- Dlaczego mi to robisz Alex...
-Chodź do mnie- szepnął wskazując miejsce obok siebie. Jeszcze chwila, a zerknęłabym na Danny'ego. Miałam jakieś dziwne uczucie...uczucie, że w jakiś sposób go zdradzam...
Przez chwilę stałam w miejscu, w końcu usiadłam obok Alexa. Nie chciałam kolejnych kłótni. Wystarczą średnio trzy dziennie.
-Mój ty nerwusie- mruknął cicho- Wiesz, że cię kocham...?
-Wiem...- szepnęłam. Wiem?
-Żyjecie jeszcze?- krzyknął patrząc w stronę windy.
-Taa...-odezwał się James- Ale Ann źle się czuje...
-Co?!- od razu zerwałam sie z miejsca, wyrywając się z objęć Alexa- Kochanie co ci jest?! Wszystko w porządku???
-Nie panikuj...jest mi tylko trochę niedobrze...
-Świetnie, jeszcze tego brakowało- jęknęłam rozglądajac się na boki, jakby z nikąd miała przyjść pomoc.
-Gdzie on...-zaczęłam mówić, ale na półpiętro wpadł jakiś facet z czymś żelaznym w rękach, kiwnął głową w kierunku Alexa, nawet nie patrząc na mnie i na Danny'ego, włożył to coś w szczelinę między drzwiami windy, które po chwili zaczęły się nareszcie otwierać.
Rzuciłam się na Ann mocno ją przytulając.
-Wszystko w porządku?
-Taa...- oparła się o Jamesa i wybuchnęła śmiechem.
-No bardzo śmieszne. Siadaj na podłodze. I oddychaj głeboko.
Odwróciłam się, żeby podziękować temu gościowi, który wyciągnął ich z windy, ale już go nie było. Razem z nim zniknął Alex.
-Hej Danny...pomożesz ciężarnej wstać...?-usłyszałam głos Ann. Po chwili wszyscy szli powoli na górę.

Zostałam na półpiętrze, na przeciwko otwartych drzwi windy, nie bardzo wiedząc, w którą pójść stronę.

Alex...czy...

ehm...koniec.

dziękujemy za wszystkie miłe komentarze i za to, że to coś co zrodziło się nagle i niespodziewanie aż tak Wam się spodobało...;*
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


AutumnLeaf pisze:
Było zamknięte, nikt nie otwierał. Osunęłam się na podłogę i wybuchnęłam płaczem. Dlaczego nie ma tu Alexa! On na pewno by coś wymyslił...znowu jestem sama. Boże, jak ja nienawidzę być sama. Każdy myśli, że najlepiej czuję się siedząc w czterech ścianach bez żadnego towarzystwa. Guzik prawda.
ooj.. :cry: aż mi się smutno zrobiło..
AutumnLeaf pisze:
-Alex poprosił mnie, żebym tu chwilę z tobą posiedział.
Alex czyś ty zgłupiał?!?!!? oO
AutumnLeaf pisze:
I ZA TO CIĘ KOCHAMY!- wydarli się z wnętrza.
-NIENAWIDZĘ WAS!- wrzasnęłam wkurzona i walnęłam z całej siły w drzwi.
hehehehe xD
AutumnLeaf pisze:
-Kochanie, jesteś tutaj!- odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni, Danny zerwał się z podłogi stając niemalże na baczność naprzeciwko mnie.
-Tutaj jesteście- powiedział Alex
hahaha xD byłoby o jednego Dannego mniej gdyby nie zdążył odskoczyć :D
'stojąc na baczność' hahaahah xD
AutumnLeaf pisze:
-Mój ty nerwusie- mruknął cicho- Wiesz, że cię kocham...?
noo... :] tak lepiej^^ to lubię^^ Alex jest jaki jest, ale jak czasami zasuniesz takim tekstem z uczuciem to mmm^^ ale rozumiem, że propozycja posiadania Dannego jest bardzo kusząca :D


Ech.. no szkoda, że jeszcze nie przepisane.. ale będę cierpliwie czekać^^
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


aaaaaaaaaaaaaaaaa cudo xD
ta scena z Dannym.... a potem przyjście Alexa xD super xD (może przez święta sama coś skrobnę :lol: tak mnie tu kusicie pisaniem xD )
Posty: 533 Strona 19 z 22
Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”