Historia by Nati & Ann

Twórczość użytkowników związana z "Prison Break": opowiadania, wiersze itd.
Posty: 533 Strona 1 z 22
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


*STOP*

widzisz ten znak? Znaczy to, że musisz sie zatrzymać i pomyslec trochę.
Czy chcesz przeczytać to co bedzie sie znajdowało w tym temacie?
Czy mimo tego co tu przeczytasz nadal bedziesz nas uwazał za normalne dziewczyny?
Czy chcesz zagłębic sie bardziej w nasze chore umysły i zobaczyc co kryje się w naszych zwojach mózgowych?

Jesli wiekszość ^^ odpowiedzi na pytania była pozytywna możesz czytac dalej xD

*UWAGA*

Po przeczytaniu tego nie bedziesz juz normalnym człowiekiem. Czy jestes tego świadomy?

*PAMIĘTAJ*

Nikt nie zmusza Cię do czytania kartek z naszego wspólnego pamietnika. Robisz to na własną odpowiedzialność.

*UWAGA NR 2*

Za skutki przeczytania owego opowiadania odpowiadasz tylko i wyłącznie ty sam.

Więc czy napewno chcesz czytać?

My wyżej wymienione Nati & Ann, świadome władz umysłowych i innych tam bedziemy w tym temacie zamieszczec swoje opowiadanie...

Milusiego czytania...

*smiech psychopaty*
MarQ
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11


Tanira pisze:
Czy chcesz przeczytać to co bedzie sie znajdowało w tym temacie?
tak :D
Tanira pisze:
Czy mimo tego co tu przeczytasz nadal bedziesz nas uwazał za normalne dziewczyny?
hmm... zobaczymy xD
Tanira pisze:
Po przeczytaniu tego nie bedziesz juz normalnym człowiekiem. Czy jestes tego świadomy?
za pozno :D
Tanira pisze:
Milusiego czytania...
no to czekamy na te perelki :P
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


" Już jedziemy, wstąpimy jeszcze po drodze do Żabki po coś do jedzenia. Makaron i chipsy. "

Zniecierpliwiona czekaniem na swoich przyjaciół, odczytałam sms od jednego z nich, na tyle głośno, aby Alex, który właśnie krzątał się w kuchni, usłyszał jego treść.
Chipsy. Świetnie. Jednym z nich się właśnie dławię, bo tkwi w moim przełyku od rana, hamując dopływ powietrza, ale kogo to obchodzi.
Makaron. Co jej strzeliło do głowy z tym makaronem ?!

Poszłam do łazienki, poprawić włosy, które jak zwykle stanęły mi dęba z powodu wilgoci, czyt. unoszących się w powietrzu oparów Malibu.
Przechodząc przez kuchnię minęłam Alexa, który jak zwykle wyglądał zabójczo sexownie w tej czarnej obcisłej koszulce i ciemnych dżinsach...Marzenie. Kroił właśnie owoce na sałatkę, kiedy nachyliłam się nad nim delikatnie całując jego świeżo ogolony policzek. Owionął mnie zapach wody kolońskiej, której zawsze używa, za nic w świecie nie chcąc wyjawić mi jej nazwy. Męskie sprawy.

-Zaraz będą- szepnęłam mu do ucha, uśmiechnął się lekko w odpowiedzi, nie wypowiadając ani słowa.
-Zapal światło na podjeździe. Strasznie tam ciemno!- krzyknęłam z łazienki, chwytając pospiesznie za grzebień, którym rozpaczliwie starałam się doprowadzić swoje gniazdo na głowie do normalnego stanu. Jeżeli w ogóle jest to jeszcze możliwe...

TYMCZASEM: ^^

- To tu...?
- eee...ehm...chyba nie...
- Hmmm...wydaje mi się, że to było na samym zakręcie...
- Myślisz, że jesteśmy na dobrej ulicy?
- Nie wiem...ty ostatnio prowadziłaś!
- Ja?! Ja prowadziłam dwa tygodnie temu, tydzień temu byłeś pijany jak bela i musieli nas odwozić!
- Wcale nie byłaś lepsza...- mruknął jak małe dziecko Teddy, jednak Ann nie zwracając na niego najmniejszej uwagi złapała za kierownicę skręcając gwałtownie w prawo.
- Tutaj!- wykrzyknęła radośnie starając się zagłuszyć wściekłe komentarze zaskoczonego jej nagłą akcją, Męża.


Już w łazience zaczęły mnie dobiegać głośne, jednak nieco przytłumione wrzaski. Wyjrzałam przez okno, żeby zobaczyć co się dzieje na zewnatrz, kiedy oślepiły mnie światła wtaczającego się na podjazd mercedesa. Niespodziewanie do moich uszu dobiegł nieprzyjemny chrzęst, przejeżdżających po czymś kół samochodu.

-Alex!- krzyknęłam rzucając na półkę grzebień, który i tak nie sprostał zadaniu i gwałtownie zatrzaskując za sobą drzwi, wpadłam do kuchni.
- Alex miałeś zapalić światło na podjeździe!
- Saaaviinn meeee...mmhhhmmm...- usłyszałam ciche mruczenie, dobywające się z ust nikogo innego, jak tylko mojego Męża.
-Cholerne mp3- warknęłam ze złością i ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych, po drodze wyrywając mu słuchawki z uszu.

Wybiegłam na dwór bez płaszcza, głucha na prostesty Alexa i zaraz tego pożałowałam. Dachy pokrywał siwy mróz, a pierwsze płatki śniegu zaczęły właśnie spadać, delikatnie osiadając na moich włosach.
Dzięki Mężowi, który do tej pory zdążył sie już na mnie obrazić, było cholernie ciemno, więc do moich dopiero co przybyłych gości, kierowałam się jedynie nasłuchując cichych komentarzy jakie co chwila do siebie rzucali.

-Mógłbyś trochę uważać!- syknęła Ann.
-To nie ja zabawiałem się w kierowcę rajdowego- odsyknął Teddy.
- A czy ja ci się kazałam pakować na kwiatek!- zasyczała ponownie Ann.
-Mogłaś...
-Kwiatek- powiedziałam poirytowana- Jaki kwiatek- powtórzyłam krzyżując ręce i tupiąc ze zniecierpliwieniem prawą nogą.

Oboje podskoczyli jak oparzeni a Teddy próbował bezczelnie ukryć za sobą smętne resztki mojego bluszcza, zwisające ze strzaskanej skorupy, która jeszcze niedawno była doniczką, co oczywiście nie umknęło mojej uwadze.
Eeech...- odetchnęłam głeboko, próbując uspokoić galopujące mysli. Patrząc na ich żałośnie wyglądające twarze, postanowiłam nie psuć im i sobie wieczoru, udać głupią i o wszystkim zapomnieć.
- Ok, właźcie..- powiedziałam tylko, dając każdemu przyjacielskiego całusa w policzkek.
- Cholernie tu u was ciemno...
-GRRRR!
Ostatnio zmieniony 2008-12-29, 01:53 przez AutumnLeaf, łącznie zmieniany 1 raz.
MarQ
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11


hie hie fajne :D czytam i sie smieje z tych tekstow :D
ale wy macie chore lby od tego prisona :D

buziaki ;*
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


hahaha ale dobrre, uśmiałam się po pachy :D fajnie się czyta, takie luźne opowiadanie poprawia nastrój :D normalnie jak komedia romantyczna ^^
Nickelback - Savin' me..? :)
Ostatnio zmieniony 2008-01-17, 20:37 przez agulec, łącznie zmieniany 1 raz.
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Wszyscy weszliśmy do środka…Ogarnęły nas cudowne zapachy…Zapowiadał się boski wieczór.

-No to co macie do jedzenia? – wypalił Teddy.
Z rozbrajającym uśmiechem walnęłam go z łokcia w brzuch.
- Zachowuj się – syknęłam ze złością, ale z mojej twarzy nie znikał równie promienny uśmiech.
Nati i Alex spojrzeli na nas dość dziwnie…w sumie to się nie dziwie...Dla rozluźnienia sytuacji wyciągnęłam wielką butelkę Malibu i postawiłam na stole
-No to pijemy – rzuciłam – Teddy wyjmuj ten makaron i daj Natalii chciała niech ma ^^ A dla nas chrupy. Usiedliśmy na wielkiej kremowej kanapie i włączyliśmy telewizję
.-Włąszczcie jagąś musykę czy coś! – wrzasnął Teddy z ustami pełnymi Cheetosów. Przy okazji opluł wszystkich dookoła.
-No ja już z toba nie mogę! – wrzasnęłam – gdzie ty się chowałeś?!
Teddy spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem. Zapadła niezręczna cisza. Po chwili usłyszałam tylko głośnie przełknięcie śliny przez mojego pożal się Boże męża.
-No to może…potańczymy czy coś? – rzucił nieśmiało Alex.
-Tylko wypijemy…- powiedziała Nati zakładając mu ręce na szyje i robiąc maślane oczy.

„Taniec z gwiazdami” – największe gówno współczesnej telewizji, ale leciało akurat moje ulubione tango argentyńskie więc odłożyłam mój pusty już kieliszek, chwyciłam Tedzia za rękę i pociągnęłam za sobą.
-No teraz się możesz wyszaleć – szepnęłam cicho i objęłam go delikatnie.
-To jest tango argentyńskie? – zapytał
-A no tak…- powiedziałam patrząc z nie ukrywaną zazdrością na wijącą się parę na ekranie telewizora
- No to dalej – z tymi słowami objął mnie i zaczął prowadzić. Byłam w szoku. Alex i Nati też. Przy którymś obrocie zrobiło mi się niedobrze. Potknęłam się o kota, chwyciłam Tedzia mocno za koszulke i syknęłam: -Nie pij już więcej…to się źle skonczy…
Taaa…Wykrakałam…nagle oboje znaleźliśmy się na ziemi.
-No ale było pięknie co? – zapytał
- No oczywiście – pocałowałam go w policzek. Chciałam wstać ale…
- CHOLERA!
Znowu bym się przez kota zabiła! Nati patrzyła ze łzami w oczach na białą kulkę która wyleciała z pokoju jak torpeda.
-My mamy dobermana…to troche wieksze zwierze…- powiedział cicho Teddy.
– Ona nie jest przyzwyczajona do takich małych…no wiesz…

// 20 minut później //

W uszach ciągle słyszałam przeraźliwy krzyk Natalii...
Zagłuszałam go kolejnym kieliszkiem Malibu...
MarQ
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11


hie hie hie :D duzo tego macie bo moge to czytac bez konca :P
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


158 stron xD
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


a hahahaha przestańcie..!! jakie teksty!! makaron i chrupy..dobra impreza ahahaha :DDD
będzie dalej?? normalnie nikt mi tak nie poprawił humoru jak wy :* to mój pożal się bożę mąż xD
Ostatnio zmieniony 2008-01-17, 20:45 przez agulec, łącznie zmieniany 1 raz.
MarQ
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11


Tanira pisze:
158 stron
o matko :O przerazilem sie :D

wrzucjacie jeszcze dzisiaj troche bo chce se poczytac :P
niunia
Michael Scofield
Posty: 1458
Rejestracja: 2007-10-21, 16:32


Tanira pisze:
Malibu i postawiłam na stole
-No to pijemy – rzuciłam – Teddy wyjmuj ten makaron i daj Natalii chciała niech ma ^^ A dla nas chrupy
Tanira pisze:
-No ja już z toba nie mogę! – wrzasnęłam – gdzie ty się chowałeś?!
XDDD nie moge ^^
świetne :D
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


Nickelback - Savin' me..? :)
Miałam wtedy porządną fazę na tą piosenkę i już nic nie zmieniałam xD
MarQ
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11


autumn dawaj nastepna czesc
a nie bzdury piszesz :P
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


AutumnLeaf pisze:
Miałam wtedy porządną fazę na tą piosenkę
hehehe ja swego czasu też :] i dalej ją lubię
Marek chyba trzeba zrobić strajk.
Morgoth
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03


Tanira pisze:
158 stron xD
:570: :570: :570: :570: :570: :570: :570: :570: :570: :570: :570: ..................................chyba was pogiełooooooooooooooo ;P przeciez tak sie nie daaaaa to dawajcei 3 albo 4 odcinki dziennie :D i tak starczy na ponad miesiac :D
Morgoth
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03


ale ta Tanira wniosła na te forum... bez niej by bylo takie szare...monotonne, nudne...
WIELKIE DZIENKX TANIRA... za to że jesteś :P
chodz nigdy nie odpedzisz sie od natloku fanow twoich opowiadan i avkow... ale masz przechlapane zycie ... :D :D :D :P :P :P :) :) :) ;-) ;-) ;-) :-> :-> :-> :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll:
#Lukas#
Sara Tancredi
Posty: 131
Rejestracja: 2008-01-15, 19:04


Fajne takie połączenie odległego USA i Prisona z naszymi rodzimymi produkcjami takimi jak Taniec z Gwiazdami . . . . .
Wy normalnie jesteście już uzależnione od Pb tak bardzo, że nawet go do własnego życia próbujecie wtoczyć jakoś :-> Ale dobrze, bo miło się to czyta :-)

Pozdrawiam :-)
Morgoth
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03


i tak opowiadanie o samej Ann Rules :P nie ma co, juz widac ze to bedzie slabsza, ale zabawniejsze :D :D :D
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


jakie słabsze człowieku... to jest świetne...az siękilka razy ze smiechu popłakałam, i te teksty. lol i biedny kotek , mój to od ciągłego potykania się o niego i przygniatania w drzwiach jakoś się spłaszczył i ma trawały ubutek na psychice ^^hahah :-D

lekko się czyta , wrzucajcie po więcej bo nie można się oderwac :-D
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


morgoth1993, spokojniutko to się jeszcze nie rozkręciło ^^

kot tutaj wiele przeżyje xD
Morgoth
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03


jak mówiłem słabsze w formie emocji, a ze śmiechu również się kilkakrotnie popłakałem :P
- CHOLERA!
Znowu bym się przez kota zabiła! Nati patrzyła ze łzami w oczach na białą kulkę która wyleciała z pokoju jak torpeda.
;)
A skoro Nati mówi że się dopiero rozkręcają to ja już nic nie mówię :P
B...
Michael Scofield
Posty: 3653
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12


hehehe świetne to jest!!! i nawet kot sie pojawił, jak tylko to zwierze pojawia sie na ekranie czy chociazby w waszym opowiadaniu to od razu przypomina mi sie "Alf" :-D mam nadzieje ze zapowiedz Autumn która stw ze kot jeszcze wiele tu przezyje, nie skonczy sie ewuenczeniem jego losów w czyims zołądku, hehehe^^

czekam na ciąg dalszy ;-)
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Ludzie jestem w szoku OO naprawde nie wiedziałąm że to wam się tak spodoba OO

a i jeszcze taki mały dopisik xD czesci dodawane przez Autumn są pisane przez nią a to co dodaje ja zrodzily sie w moim chorym umysle xD

no i koniec dopisiku xD
morgoth1993 pisze:
ale ta Tanira wniosła na te forum... bez niej by bylo takie szare...monotonne, nudne...
WIELKIE DZIENKX TANIRA... za to że jesteś :P
chodz nigdy nie odpedzisz sie od natloku fanow twoich opowiadan i avkow... ale masz przechlapane zycie ... :D :D :D :P :P :P :) :) :) ;-) ;-) ;-) :-> :-> :-> :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll:
dziękuje Ci bardzo :*
mnie takie życie odpowiada :mrgreen:
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


O 22.00 każdy był już w swoim świecie.

Ja siedziałam spokojnie na kanapie sącząc czerwone wino z kieliszka i kiwając głową w takt płynącej w tle, cicho nastawionej muzyki.
Ann, na kolanach, daremnie próbowała wyciągnąć spod fotela drżącą ze strachu a jednocześnie pomrukującą ze złości białą kulkę. Niestety, sądząc po wydobywających się spod owego fotela odgłosów jej uspokajający ton, zupełnie nie przekonywał mojego kota.
Ha. Moja krew.
-Kicikicici...no chodź do cioci Ani...
-To się dobrze nie skończy- zanuciłam pod nosem, szukając wzrokiem Alexa, który był jakiś nieswój tego wieczoru. Ledwo wypowiedziałam te słowa a już dało się słyszeć siarczyste przekleństwa, kiedy Ann wyszarpnęła rękę spod fotela, przykładając ugryzione miejsce do ust.
-Cholerny futrzak!
Taaaa....nie ma to jak mieć normalnych kumpli.
Mój chwilowy spokój nie trwał oczywiście długo.

-Theodor!- wrzasnęłam niespodziewanie ze zgrozą. Zerwałam się na nogi i postawiłam pospiesznie kieliszek z winem na stole, uważając, żeby nie poplamić mojego ukochanego obrusu w maleńkie czerwone różyczki, który kupiliśmy z Alexem na jakiejś wyprzedaży.
-Theodor! Złaź natychmiast ze stołu!
Dzięki niebiosom Teddy narobił tyle rabanu, śpiewając coś o jakimś Tweenerze i Susy Q (I have no idea who is she), że całą akcję nie omieszkała zauważyć wstawiona już porządnie Ann, natychmiastowo gromiąc swojego męża spojrzeniem i ściągając go z mojego i tak już zdewastowanego stołu i pogniecionego do granic możliwości obrusu.

Przez chwilę patrzyłam z niedowierzaniem na całą scenę po czym wzruszyłam ramionami, siadając z powrotem na kanapie i obserwując Ann ciągnącą Teddy'ego na fotel, na którym to rozsiadł sie wygodnie, dolewając sobie sporą szklankę Malibu...

Zaczęłam znów wodzić wzrokiem po naszym niewielkim, aczkolwiek urządzonym ze smakiem mieszkanku. Dostrzegając wreszcie Alexa, nonszalancko opartego o ścianę z kieliszkiem wina w ręku, zrobiło mi się ciepło na sercu. W jednej chwili chciałam zerwać się z miejsca, przebiec przez pokój i mocno wtulic się w jego silne ramiona. Mężczyzna, który tyle dla mnie znaczył był tak blisko mnie...kochałam go za ten artstyczny nieład na głowie, za sztywniacki garnitur i beznadziejny krawat, za każdy drobny szczegół, za każdy jego fragment.
I za najważniejsze...za to, że był mój.
Zatopiony w myślach Alex zerkał krzywo na Teddy'ego, który próbował desperacko utrzymać się w pozycji pionowej, podpierany przez Ann, której już i tak niewiele brakowało, aby mu dorównać. Dobrali się jak dwa ziarnka maku.

Po kolejnym kieliszku obraz zaczął mi się zacierać przed oczami a Alex, do którego przed chwilą poczułam tak ogromną falę miłości, zaczął mi się nagle wydawać strasznie śmieszny.
Nie bardzo wiedząc co robię, chwyciłam za torebkę makaronu, rozdzierając ją brutalnie i wpychając sobie garść muszelek do ust, po czym wyplułam wszystko z powrotem, zdając sobie niejsano sprawę z tego, że zaczynam jeść surowy makaron.
Alex krążący niespokojnie po pokoju, podszedł do mnie z zatroskaną miną, wyjmując mi z ręki resztki torebki i prowadząc jak małe dziecko na fotel, koło którego siedziała porządnie już skołowana Ann.
-Kochanie, Tobie już wystarczy...
-Eeee taam...O patrz! NAKRUSZYŁO SIĘ!- wybełkotałam, po czym wybuchnęłam histerycznym śmiechem.
Alex przewrócił oczami, jakby chciał powiedzieć "Czy jestem tu jedyną trzeźwą osobą"?
Trzeźwą? O niee...już ja się o to postaram. Użyłam całego swojego uroku zewnętrznego i wlałam w niego 3 kieliszki niebieściutkiego napoju bogów. Nigdy nie widziałam Alexa pijanego, więc teraz miałam okazję...a poszedł na całego...
...a ja tego pożałowałam...

Właśnie wracałam z łazienki, kiedy obok moich nóg przeturlała się doniczka z resztką MOJEGO kwiatka (co oni się tak uczepili akurat moich kwiatków!), uderzając prosto w puste butelki i przewracając je wszystkie z głośnym brzękiem. Towarzyszyły temu dzikie wrzaski mojego Męża, który zdąrzył już pozbyć się podczas mojej nieobecności marynarki, leżącej teraz gdzieś w okolicach szafy.
-Kochanie...zzzaaahramy?- wybełkotał pod nosem, idąc chwiejnie w moją stronę.
-Kochanie- wysyczałam łapiąc go za jego i tak już przekrzywiony krawat i przyciągając do siebie mocno, tak że prawie dotykaliśmy się czubkami nosów- Kochanie- powtórzyłam- wydaję mi sie, że pomyliłeś...MOJE KWIATKI Z KRĘGLAMI!!!- wrzasnęłam mu prosto do ucha. Jutro odczuje tego skutki.

Zostawiając zdezorientowanego Alexa na środku pokoju, ruszyłam oburzona w kierunku kanapy, z zamiarem obejrzenia "Gotowych na wszystko", kiedy drogę zagrodził mi Teddy, chowając coś za plecami i uśmiechając sie szelmowsko.
-Słuchaj, na mnie nie działa twój urok, tak jak na Ann, więc nie dam się nabrać na twoje gierki, złotko. - Ehm...a co tam masz?- zapytałam bądź co bądź z zaciekawieniem.

Nie tego się spodziewałam. Już po chwili siedziałam grzecznie w kuchni, przy oknie, oglądając najnowszy katalog Avonu. Najwyższy czas, żeby uzupełnić mocno nadszarpnięte zapasy w kosmetyczce.
-Na rachunek Ann- szepnął mi do ucha Teddy, puszczając oko, traf chciał, że przechodząca tamtędy Ann, zupełnie w tej chwili nie w sosie, dosłyszała jego żart.
Po chwili słychać było tylko trzask drzwi, dom wypełniła grobowa cisza.
Ostatnio zmieniony 2008-12-29, 02:04 przez AutumnLeaf, łącznie zmieniany 1 raz.
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Usiadłam na zimnych schodach przed różowym blokiem ( matko co za kolor…z kosmosu widać) i siedziałam jak kołek. A ten mój mąż się nie pojawił z przeprosinami…Nagrabił sobie cholernie…Z daleka jaśniał ogromny neon pizzerii ^^ zrobiłam się strasznie głodna…próbowałam się powstrzymać ale nic z tego…co to to nie ja :D

Odwróciłam się na pięcie z zamiarem wjechania z powrotem do mieszkania Nati ale wpadłam prosto na Tedzia, który trzymał w ręku róże.

-O ty… - pomyślałam i natychmiast uderzyłam go w twarz- masz jeszcze czelnośc do mnie przychodzić z … z TYM! – wykrzyczałam mu prosto w twarz i poprawiłam poprzednie uderzenie.
O matko co ja robie…Przecież sama chciałam żeby do mnie przyszedł…Tedzio był już mocno wkurzony i wrzasnął:
ł-Co ty odstawiasz za cyrki?! Jesteś w ciąży czy co?!
Łzy stanęły mi w oczach, usta zadrgałay i wybuchnęłam histerycznym płaczem na zmianę z nie mniej histerycznym śmiechem.
- Chyba tak Teddy – wykrztusiłam przez łzy.
Nagle usłyszałąm potężne trzaśnięcie drzwiami od windy ( Boże one mogą kogoś kiedyś zabić…hmmm może tego kota co mnie udziabał ]:-> ).
-Co wy tu robicie?! – darła się na cały blok Natalia – do chaty!!!
Chwyciła mnie za rękę, Tedzia wzięła pod ramię i zaczęła ciągnąć w stronę przeklętej windy.
-Jak dzieci…- mruczała pod nosem wciskając guzik z „8”.
Myślałąm, że w domu da nam spokój ale nie…kobita ma nerwy ze stali…zreszta przy takim mężu to ja się jej nie dziwie ^^
Popchnęła nas na kanape i warknęła:
-Siedzieć tu dopóki się nie pogodzicie! Nie obchodzi mnie ile to będzie trwało!
Chciałam sięgnąc po moje nie dopite Malibu ale wyrwała mi kieliszek z ręki.
-O nie…za chwilę będziesz miała dwie urojone ciąże.
Poczłapała w stronę kuchni i zamknęła za soba przeszklone biale drzwi.
Posty: 533 Strona 1 z 22
Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”