Historia by Nati & Ann

Twórczość użytkowników związana z "Prison Break": opowiadania, wiersze itd.
Posty: 533 Strona 22 z 22
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


no nie ja myslalam ze pojdzie w strone komedii a tu prosze takie rzeczy
a z tym to różnie bywa ;p

ja wiem, że ciebie nic nie przestraszy :roll:

senk ju wery macz ^^
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


a chciałam zeby napiecie było tu takie coś jak ten pan co twarz odwraca na stronie i przyprawia mnie o zawał serca a tu nic xD
swoją drogą taki Hunter na stronie to mjut xD
danke danke ^^
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


yeah nadrobiłam zaległości :D genialne :D Upadek z dachu, śmiech do kamieni :lol: po prostu leżę :lol:
kto przyszedł? Ja cos przegapiłam czy to jeszcze tajemnica;>?
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


Niedługo powinnaś się dowiedzieć xD Trzeba trochę akcji wprowadzić, bo zdziadziejemy i się nam 'Domek na prerii' zrobi ;p

edit

Wyszedł mój Danno na takiego świra ;p hehe ^^
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Nati 8-)

Gdy zniknął za oknem poczułam, że wreszcie mogę oddychać. Zimne dreszcze wstrząsnęły moim ciałem, kiedy firanki niespodziewanie zatańczyły na wietrze. Oczy, wielkie z bladego strachu, wracały powoli do swojej normalnej wielkości.
Z ulgą zaczerpnęłam powietrza i wypuściłam je nieświadomie z głośnym świstem, opierając się plecami o zimną ścianę i z całych sił próbując nie patrzeć w stronę rzuconych na łóżko zdjęć, zostawionych nam zapewne złośliwie na pamiątkę. Dowodów, które pokazywały, jak bezkarnie naruszał naszą prywatność w momentach, kiedy czuliśmy się stuprocentowo bezpieczni.

-Mam nadzieję, że zadepcze cię stado kangurów!- zbierając resztki odwagi wyjrzałam przez okno, zaciskając kurczowo ręce na parapecie.

Jego dobrze mi znany, czarny płaszcz wtopił się w mrok nocy, jakby był jej integralną częścią, utkany z ciemnego, bezgwiezdnego nieba. Z tego, co zdążyłam zauważyć, poruszał się szybko i pewnie, jakby znał ten dom i teren wokół niego, lepiej niż własną kieszeń.

Nie było sensu wzywać policji. Zniknął wśród drzew w ciągu kilku sekund. Zastanawiałam się jednak, czy stał w ciemności, obserwując nas i pękając z dumy, że po raz kolejny udało mu się rozpocząć grę w kotka i myszkę, czy był już daleko stąd, śmiejąc się głośno z naszej bezsilności.

-Wooow...- Ann zebrała się w końcu z podłogi i podeszła do okna, wyglądając mi przez ramię.- Napędziłaś mu takiego stracha, że pewnie sam odda się w ręce policji- powiedziała ironicznie, siadając na łóżku, składając zdjęcia na pół i chowając je do kieszeni dżinsów.
-Na. Dół.-wymamrotałam pod nosem, zamykając dokładnie okno i próbując uspokoić nadszarpnięte poczucie bezpieczeństwa, które domagało się natychmiastowego przytulenia.
-Chyba nie chcesz im powiedzieć?!- zapytała głośnym szeptem, kiedy chwyciłam ją za rękę, wyciagając na korytarz.
-Nie, zachowam to dla siebie- odparowałam, przewracając oczami- Oczywiście, że im powiem! To będzie pierwsza rzecz, jaką zrobię!
-Jeśli się dowiedzą będziemy w ...
-Już jesteśmy- powiedziałam poważnie, patrząc jej w oczy.

Wydawało mi się, że korytarz zrobił się trzy razy dłuższy, niż był zwykle. W końcu dotarłyśmy do schodów.
Zaczęłam przeskakiwać po kilka stopni, chcąc jak najszybciej znaleźć się na dole, ale będąc urodzoną łamagą, po raz kolejny potknęłam się na ostatnim schodku, lecąc do przodu z prędkością światła.
-Osz cholera...- zaklęłam głośno, zamykając oczy i szykując się na twarde lądowanie.
W pewnym momencie poczułam jednak, jak ktoś łapie mnie w powietrzu, stawiając bezpiecznie na podłodze.
-Musisz bardziej uważać pod nogi- usłyszałam rozbawiony głos Danny'ego- Bo następnym razem mogę nie zdążyć na czas...- odgarnął mi za ucho, niesforny kosmyk włosów.
-Wszystko w porządku?- zapytał- Jesteś blada jak ściana...- spojrzał na Ann- Obie wyglądacie, jakbyście zobaczyły ducha.
-Mam nadzieję, że nim się niedługo stanie...- mruknęłam, starając się opanować drżenie głosu i rzucając szybkie spojrzenie Jamesowi, który wstał w końcu z kanapy.

Obydwaj spojrzeli na mnie nieco zdezorientowani. Być może powoli docierało do nich, o kim mówię między wierszami, ale jakoś żadne z nich, nie miało najwidoczniej ochoty na przyspieszenie nieuchronnej chwili prawdy.
-Był tu- odezwała się pierwsza Ann, której albo zupełnie nie udzielała się moja panika, albo umiała ją dobrze maskować.
-Hunter- dodała, siadając na kanapie obok śpiącego słodko, zawiniętego w niebieski kocyk z pływającymi żółtymi kaczuszkami, Chrisa.
Na ułamek sekundy zapanowała złowroga, pełna napięcia cisza.
-Jasna cholera!- Danny wybuchnął pierwszy.
-Jak on nas tu znalazł?!
-Ciszej, obudzicie go- szepnęła Ann, odgarniając małemu włoski z czoła a ja byłam pełna podziwu dla jej stoickiego spokoju.
-Ciszej?- James zaśmiał się cicho- Zapomniałaś już, jak to było?!- ryknął a krew odpłynęła z jego twarzy, pozostawiając ją kredowobiałą, kiedy rabnął pięścią w poręcz schodów.

Przełknęłam głośno, wtulając się w Danny'ego. Ja pamiętałam. Aż za dobrze. I wcale nie potrzebowałam przypomnienia.
Danny próbował zgrywać twardziela, ale wyraźnie widziałam, jak przeniósł ciężar ciała na lewą nogę, jakby nagle przypominając sobie o oszczędzaniu prawej.

-A ty pewnie jak zwykle wpatrywałaś się w niego maślanym wzrokiem?!- Ann cofnęła się, kiedy kopnął ze złością w stojący najbliżej fotel, który niebezpiecznie przechylił się w stronę szklanego stolika.- W psychopatę?!- wrzasnął znowu a ja miałam już ochotę zakryć uszy, żeby nie słyszeć ich kłótni.
-Przestań na mnie krzyczeć!- syknęła Ann, tracąc w końcu nerwy- Popełniłam cholerny błąd, ale z tego co pamiętam, ty też nie byłeś święty!
-Romans z czubkiem!- powiedział, jakby w ogóle jej nie słuchał- Fantastyczne zakończenie dnia!- wściekłe warczenie Jamesa zmieszało się z melodią 'Talk', kiedy rozdzwonił się telefon Danny'ego. Wyszedł bez słowa do kuchni, z której po chwili dało się słyszeć jego podniesiony głos.
Zostałam sama pośrodku salonu, strzelając między nimi oczami, jak w meczu tenisa.
-Może zasugerujesz, że mam mu wskoczyć do łóżka?!
-Z ust mi to wyjęłaś!
-Oj...robi się gorąco...- pomyślałam, schodząc im z linii ognia i znikając za drzwiami kuchni.

Gęsty dym zagryzł mnie boleśnie w oczy, wyciskając z nich łzy. W jednej chwili pożałowałam, że kiedykolwiek pozwoliłam mu zapalić w domu.
Danny stał nad smętnymi resztkami swojego telefonu, rozbitego zapewne o podłogę, prawie zjadając papierosa.
-Chyba właśnie zwolniłem się z pracy na własne życzenie- szepnął, zaciągając się dymem.
-Delikatnie to ująłeś- wydusiłam, machając energicznie ręką przed twarzą.
-Jutro przylatuje...- przerwał mu głośny brzęk tłuczonego szkła, dochodzący z salonu, krzyk Ann i głuche trzaśnięcie drzwiami.

-Co wy tu...- urwałam i zakryłam usta dłonią, kiedy zobaczyłam pobojowisko w salonie.
Stolik, jeszcze przed chwilą cały, zamienił się w kupę bezużytecznego szkła.
-Messer, jedziemy za nią- szepnęłam, rozglądając się gorączkowo za kluczykami, którymi Danny zamachał mi nagle przed oczami.
-Kazałem jej się wynosić do hotelu- powiedział James, mrożąc nas lodowatym spojrzeniem.
Danny pociągnął mnie za rękę i prawie zaniósł do samochodu, kiedy ruszyłam w stronę Whistlera, zaciskając pięści.
-Chciałam mu dokopać!- warknęłam, czując, ze za chwilę szlag mnie trafi ze złości.
-Wiem, ale...
Trzasnęłam drzwiczkami z taką siłą, że klamka o mało nie została mi w ręku.
-...nie wyżywaj się na drzwiach- dokończył spokojnie- One ci nic nie zrobiły.
Prychnęłam cicho.
-Ciekawe, jak my ich teraz znajdziemy?!
-Na tej...'australijskiej wsi' jest zapewne tylko jeden hotel- powiedział bardziej do siebie niż do mnie.
Mijane z zawrotną prędkością drzewa, wcale nie działały kojąco na moje zszarpane nerwy.
-Znalazł się...Pan 'Kazałem Jej Się Wynosić Do Hotelu'!- wściekałam się dalej- I zwolnij do cholery!
-Pogodzą się- zapewnił, dodając gazu.
-A ty niby skąd to możesz wiedzieć?!
-Zaufaj mi- powiedział tylko, poprawiając okulary.
Po kilkunastu minutach jazdy, już bez kolejnych kłótni, zatrzymaliśmy się przed jakimś odrapanym budynkiem z wielkim, czerwonym napisem 'Hotel'.

i moja część 8-)

Noc była okropna.
Wilgotna.
Mgła osiadła delikatnie na ulicy i niczym puchata kołdra przykryła wszystkie jej niedoskonałości.
Niebo było strasznie ciemne.
Chmury prawie burzowe.
Tylko czerwony neon dodawał tej ciemności odrobinę życia.
Chris był wyjątkowo spokojny.
Nie marudził jak ma to w zwyczaju o tej porze.
Z wynajęciem pokoju nie było większego problemu.
Nie chcieli żadnych dokumentów.
Niczego co potwierdzałoby moją tożsamość.
- paranoja – syknęłam idąc ciemnym korytarzem z kluczem w jednej ręce i dziecięcym fotelikiem w drugiej.
Pokój był mały.
Obskurny.
Zasłony w oknach przesiąkły wilgocią z zewnątrz.
- sam syf – szepnęłam rozkładając swoją kurtkę na niezbyt czystej pościeli i położyłam na niej Chrisa, który radośnie machał nóżkami – dobrze, że chociaż Tobie humor dopisuje – szepnęłam wycierając mu rączki dziecięcymi chusteczkami.
Nieraz James powtarzał, że przesadzam z tą całą higieną, że to dziecko i ma prawo się pobrudzić, że powinnam je zacząć uodparniać.
- szkoda, że Twoja matka tego nie zrobiła – syknęłam.
Po chwili dotarło do mnie to co powiedziałam.
James dużo mówił o swojej matce.
Kochał ją całym sercem i szanował do granic możliwości.
Starałam się zapamiętywać to co mówi.
Co gotowała mu na obiad.
Jak przytulała gdy nie mógł zasnąć.
Starałam się w miarę możliwości robić to tak jak ona.
Za każdym razem wywoływało to uśmiech na jego twarzy.
Jednego nie umiałam nigdy pojąć.
Jego matka miała niezwykły dar.
Umiała z Nim rozmawiać gdy się wściekał i złościł na cały świat.
Nigdy na Nią nie krzyczał.
Czuł jakiś respekt.
Wiedział, że nie może.
Westchnęłam cicho i wytarłam małemu ręce jeszcze raz.
O szyby zaczęły uderzać krople deszczu.
- zanosiło się…- szepnęłam wstając z łóżka i gasząc światło.
Uwielbiałam patrzeć na deszcz.
- terapia antystresowa – uśmiechnęłam się cytując słowa James’a.
Tym razem wbiłam wzrok nie w krople na szybie lecz w osobę po drugiej stronie ulicy.
- to zaczyna się robić śmieszne…- mruknęłam zasłaniając dokładnie okno.
Siedzenie w ciemności uspokaja.
Pozwala się wyciszyć.
Zamknęłam oczy i oparłam głowę o zimną ścianę.
Jak mógł mnie oskarżyć?
Jak mógł powiedzieć mi coś takiego?
Jak mógł tak bardzo zranić?
Zapomniał już jak bardzo On mnie skrzywdził?
Gdybym wiedziała siedziałabym z Nim w tej cholernej restauracji nie spuszczając z oka.
- Do niczego nie doszło...
Pod powiekami pojawił się Jego obraz.
Bardziej niż słowom uwierzyłam jego oczom.
Idealnie błękitnym.
- nienawidzę Cię – syknęłam wstając z podłogi i zapalając światło.
Chris patrzył na mnie dokładnie tymi samymi oczyma.
Nieziemski błękit przewiercał całe ciało uderzał o ścianę i wracał tą samą drogą.
- co Ci odbiło żeby siedzieć po ciemku?!
Krzyk spowodował, że Chris zaczął mrugać i uśmiechnął się szeroko.
Ta niewidzialna linia została przerwana.
- myślisz, że ja mam wykrywacz Twojej osoby?! Danny w ciemności jest jak dziecko we mgle. Spierdzielił się na…
- jeszcze jeden taki numer – syknął wchodząc do pokoju poprawiając okulary.
- mogę wiedzieć co wy tu robicie? – zapytałam patrząc jak Messer bierze małego na ręce.
Uniosła brew żując gumę.
- Twój mąż już mnie dziś zdenerwował – uśmiechnęła się sztucznie siadając na łóżku – a więc hamuj się.
Uśmiech nie znikał z Jej twarzy co jeszcze bardziej potęgowało moją złość.
- pięciu gwiazdek to to nie ma. Może wrócisz do domu? – zapytała wąchając pościel.
- nikt Was nie prosił żebyście przyjechali – syknęłam podchodząc do okna.
Danny uniósł rączkę Chris’a do góry na co mały wybuchnął głośnym śmiechem.
Gdy obrzuciłam go wściekłym spojrzeniem nawet Nati przestała żuć.
- chyba pomyliliśmy pokoje – szepnął.
- odzywał się może? – zapytała podchodząc do mnie.
- po co się głupio pytasz? Jest za bardzo dumny żeby zrobić cos takiego.
- jakoś duma nie przeszkadzała mu żeby…
- możesz przestać?! – krzyknęłam patrząc Jej w oczy.
Zaśmiała się cicho.
- dlaczego Ty nie pamiętasz tego co dobre? Tyle razem przeszliście. Już zapomniałaś? Narzeczeństwo? Ślub? Wesele na którym się nawalił jak świna? Wasze dziwne erotyczne zabawy?
- przestań…
- wasz wspólny poród – dodał Danny.
- taaaa był wspólny – szepnęła mlaszcząc głośno – dopóki Whistler nie zemdlał. Co Ty wtedy robiłaś?
- to były skurcze – szepnęłam uśmiechając się delikatnie.
- kochanie skoro go skurcze powalają to zaraz zadz…
Rozdzwonił się mój telefon.
Odebrałam bez wahania.
- James… W hotelu… Nie. Nie obudziłeś go.
Spojrzałam na Nati, która zaczęła odstawiać jakiś rytualny taniec radości.
- dobrze czekam…- szepnęłam rozłączając się.
- A nie mówiłam?! – krzyknęła śmiejąc się histerycznie.
Usiadłam na łóżku chowając twarz w dłoniach.
- zaraz przyjedzie – szepnęłam – przywiezie Nasze rzeczy.
Usłyszałam jak szczęka Nati uderza o podłogę.
- że co?!
- powiedział, że za chwile będzie z moją torbą – powtórzyłam starając się nie płakać.
- ten wstrętny dupek… - zaczęła syczeć ale Danny uciszył ją ręką – bierz tego przeszczepa! – krzyknęła tak głośno, że zatrzęsły się szyby w oknach – nie pozwolę mu tak jej traktować!
Nawet nie słyszałam kiedy otwarły się drzwi.
W progu stał przemoczony James trzymający torbę.
- przyniosłem…- szepnął.
- ty cholerny… - zaczęła Nati ale Danny zakrył jej usta ręką.
Spojrzał na Nią i postawił torbę obok łóżka.
- mógłbym się pożegnać z synem? – zapytał cicho patrząc na Chris’a.
Wstałam robiąc mu miejsce.
Usiadł obok Niego i pocałował w czoło.
- tatuś Cię kocha – szepnął uśmiechając się delikatnie.
Zaśmiałam się cicho krzyżując ręce.
James wstał i spojrzał mi prosto w oczy.
- pachnie tymi chusteczkami – uśmiechnął się nieśmiało.
- skończyłeś? Tam są drzwi. Dzięki za rzeczy.
Nie ruszył się z miejsca.
- poniosło mnie – szepnął podchodząc bliżej.
Pokiwałam głową chcąc się cofnąć ale z przerażeniem stwierdziłam, że moją dalszą podróż blokuje ściana.
- chciałem przeprosić…
- może już pójdziesz? – zapytałam zaczynając panikować.
Był za blisko.
Zdecydowanie za blisko.
Jego przerażająco błękitne oczy zaczęły wytyczać tą samą drogę.
- skarbie nie chciałem…- szepnął przytulając mnie mocno.
- puszczaj mnie – syknęłam przez łzy – nienawidzę Cię.
- wiem. Wiem, że zrobiłem źle…
- James puszczaj… - szepnęłam czując, że tracę całą swoją wrogość do Niego.
- tak bardzo Was kocham – szepnął a na swoim ramieniu poczułam łzy.
Nie miałam dużej siły bronić się przed tym wszystkim.
Przytuliłam się do Niego mocno.
Najmocniej jak umiałam.
Wybuchłam płaczem tuląc się do Jego kurtki.
Nie ma pojęcia jak długo to trwało.
W pokoju nie było już ani Nati ani Danny’ego.
Chris spał spokojnie raz po raz ruszając rączką we śnie.
- chciałaś to wszystko stracić? – zapytał zdejmując jeszcze mokre rzeczy.
- nikt Ci nie pozwolił tutaj zostać – zaśmiałam się cicho wycierając łzy.
- ze swoich źródeł wiem, że ktoś jednak chce – uśmiechnął się delikatnie.
- ja nie śpię przy ścianie - zaznaczyłam biorąc małego na ręce.
Po pokoju potoczył się cichy śmiech.
Jego śmiech, którego przez te kilka dłuższych chwil tak bardzo mi brakowało.
Mia
Fernando Sucre
Posty: 304
Rejestracja: 2008-02-15, 20:13


Osz mamusiu! :mrgreen: Cudowne, wspaniałe, nieziemskie, fantastyczne...kocham te Wasze opowieści, normalnie cudo :mrgreen:
Alice_in_Chains
Sara Tancredi
Posty: 147
Rejestracja: 2007-08-28, 17:10


no niezle niezle musze przyznac
macie talenta
pewnie po mnie :mrgreen:
Babydoll
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49


I nie będzie nic dalej...? :(
Posty: 533 Strona 22 z 22
Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”