Historia by Ann / Tanira

Twórczość użytkowników związana z "Prison Break": opowiadania, wiersze itd.
Posty: 715 Strona 27 z 29
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Zamknęłam oczy i udawałam, że śpię.
Nie chciałam nikogo widzieć.
Nie chciałam widzieć Susan ani Jamesa.
Coraz bardziej się bałam.
Gdybym wtedy została z braćmi straciłabym Jamesa. Zostałam z Jamesem i straciłam jedyną rodzinę.
Każda z tych dróg i tak prowadzi do piekła.
Poczułam jak James delikatnie głaszcze mnie po głowie.
Stawał się nieobliczalny gdy groziło mi coś złego. Wtedy mógł zrobić wszystko by mnie obronić. Mógł zabić.
Ja jednak nadal widziałam w nim tego samego faceta z supermarketu, który pachniał domowymi ciastkami.
Promienie słońca przebijały się przez zaciśnięte powieki.
Nigdy nie umiałam udawać. Zawsze kiepsko mi to wychodziło.
Poczułam dłoń Jamesa na moim brzuchu.
- czy tego chcesz czy nie ona jest w ciąży – szepnął – i to ja jestem ojcem tego dziecka.
- bo ty zawsze musisz wpakować się w jakieś bagno – syknęła Susan.
- jeszcze raz…
- do jasnej cholery James! Miałeś siedzieć spokojnie w tej ruderze nad jeziorem. Sam! Ale tobie jak zwykle było za mało atrakcji!
- ona nie była atrakcją – syknął przeraźliwie James.
- braciszku mnie nie oszukasz. Na co poleciałeś?
Poczułam, że dłoń zaczyna mi delikatnie drżeć.
Brat.
Braciszku…
Jej brat.
- na wnętrze do cholery! – krzyknął.
Nastała cisza.
Usłyszałam coś czego nigdy nie chciałabym usłyszeć.
Brat.
Z każdym jego kłamstwem tworzył się między nami mur.
Był przeźroczysty.
Był z lodu.
Widziałam przez niego Jamesa i za każdym razem gdy chciałam się do niego zbliżyć przeszywające zimno kaleczyło moje ciało.
Nie umiałam go przestać kochać.
Ta miłość nie była wynikiem wdzięczności za uratowanie mi tyłka przed powrotem do Fox River.
Ta miłość była budowana na zupełnie innym gruncie.
Była niewinna.
Nieskalana złem, które krążyło dookoła.
Samochód nagle się zatrzymał.
Nie otworzyłam oczu.
Poczułam jak James zdejmuje delikatnie moją głowę z kolan po czym bierze mnie na ręce.
Powietrze stało w miejscu.
Było przeraźliwie gorąco.
Wtopiłam twarz w jego ramię.
Po chwili gorące powietrze zastąpił delikatny, chłodny wiatr, który wydawała z siebie klimatyzacja.
James zatrzymał się.
- cześć tato – szepnął
Usłyszałam cichy śmiech Susan.
- a to kto? – zapytał mężczyzna.
- to jest narzeczona twojego syna i matka twojego wnuka – rzuciła z pogardą.
Czułam, że James i mężczyzna mierzą się wzrokiem.
Czułam, że moja skóra zaczyna się palić od iskier, które były wynikiem ich spojrzenia.
- zanieś ją na górę. Mamy parę spraw do omówienia.
Łzy cisnęły mi się do oczu.
Otworzyłam je dopiero gdy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi.
Ojciec.
Przypomniałam sobie naszą rozmowę nad grobem jego matki.
Przekonywał, że nie wiem gdzie on jest.
Nie wie nic.
Po raz pierwszy nasza mnie myśl, że wybrałam źle.
Wybrałam drogę o wiele krótszą do piekła.
Usiadłam na łóżku.
Mimo tego, że w pokoju byłam sama czułam, że ktoś mnie obserwuje.
Czułam, że w każdym kącie stoi ktoś obcy i obserwuje mnie mimo, że ja tego nie widzę.
Przez to wszystko zaczynałam wariować.
Na nocnej szafce obok łóżka leżał telefon.
Mimo tego, że bardzo chciałam zadzwonić do Linca wiedziałam, że nie mogę.
Ten dom.
Ten pokój był naszpikowany elektroniką.
To się czuło.
Byłam więźniem swojego własnego ciała.
Drzwi uchyliły się delikatnie.
- chcę ci kogoś przedstawić – szepnął James i wyciągnął w moim kierunku rękę.
Chwyciłam delikatnie jego dłoń i pozwoliłam się prowadzić.
Otworzył wielkie, ciemne dębowe drzwi.
Przy oknie stał mężczyzna.
Na pierwszy rzut oka wydawał się miłym człowiekiem.
- Ann Scofield? Od tego Scofielda? Już niedługo Whistler, prawda?
Stałam nie odzywając się ani słowem.
Mężczyzna odwrócił się.
James był do niego bardzo podobny.
Te same błękitne oczy, które do niedawna kojarzyły mi się tylko z niewinnością.
- zastanawiam się dlaczego zostawiłaś swoich braci i wybrałaś mojego syna? – zapytał patrząc mi prosto w oczy.
Ręka znów zaczęła mi drżeć.
- tak wiem, że jesteś w ciąży ale to jeszcze nie jest powód żeby skazywać siebie na takie życie.
Nie rozumiałam o czym on do mnie mówi.
Patrzyłam na niego i próbowałam wyczytać coś z jego twarzy.
- skoro już jednak wybrałaś mam nadzieję, że nie będziesz miała zamiaru teraz wrócić do dawnego życia.
- o czym on do cholery mówi?! – krzyknęłam w myślach.
- to się może dla ciebie bardzo źle skończyć – szepnął.
Tym razem zadrżała ręka Jamesa.
- nie James. Ona wybrała. Wiesz, że każdy kto będzie chciał się wycofać z naszego życia długo nie pożyje.
- ona nosi pod sercem moje dziecko – szepnął.
- i właśnie dlatego jest już prawie pełnoprawnym członkiem naszej rodziny.
- gdy będzie chciała odejść zabijesz ją?
- gdy odejdzie ty odejdziesz razem z nią. I razem z nią zginiesz.
Poczułam łzy.
Palące łzy w moich oczach.
- witamy w rodzinie – szepnął mężczyzna i odwrócił się ponownie w stronę okna.
MarQ
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11


wOW :D przeczytalem odcinek po przerwie.. nie czytalem chyba z 10 stron xD wiec i tak nie wiem o co chodzi :D ale fajnie ;)
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


pięknie to napisałaś.. nie mogłam się oderwać^^
ale rodzinka nie za wesoła xD
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


Tanira zajedwabiste :D po prostu jestem w szoku i nadal nie mogę z niego wyjść. Siostra, ojciec i ta ostatnia rozmowa... po prostu cudo^^
mk95
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37


Mocne, mocne... I to "braciszku"... zaskoczyłaś mnie :-D A ostatnie zdanie było prześliczne. Aż spadłam z krzesła ;-)
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


nie ma to jak kochająca sie rodzinka :-D ... cudowny odcinek
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


Tanira pisze:
- gdy odejdzie ty odejdziesz razem z nią. I razem z nią zginiesz.
całosć piękna ale to na mnie tak zadziałało, że ze stresu moge nie jeść nic do końca dnia...
Gość


Ty przestań mnie stresować. Przeczytałam oba opowiadania i dopiero teraz komentuje. Wiesz, że z tego się robi coś bardzo mrocznego...Jak mi zabijesz tego kogo nie masz zabijać to zobaczysz co ja Ci zrobię :-D i dla mnie pozytywny jest motyw ze ściana z lodu :-D
Babydoll
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49


Ann, jak zwykle w formie :P Dawno nie było odcinka a tu proszę, taka niedzielna niespodzianka :)
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


Ach już zapomniałam jaki klimat ma ta historia...a zaczynało się tak słodko...pamiętam początki...z każdym słowem jest jeszcze lepiej...
I Susan siostrą Whistlerka, o tym samym pomyślałam ;p
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Patrzyłam na jego ojca.
Czułam złość.
Złość, która wzbierała we mnie z każdym jego oddechem.
- to znaczy, że mam żyć jak w klatce? – zapytałam.
- Ann…przestań – szepnął James obejmując mnie mocniej w pasie.
Mężczyzna odwrócił się w moim kierunku.
- mam żyć bez uczuć? – zapytałam teraz bardziej pewnie.
Na jego twarzy pojawił się dziwny uśmiech.
- najważniejsze jest chyba uczucie między wami, prawda?
- Ann nie prowokuj go – James szeptał mi do ucha nie ruszając wargami.
- a inne uczucia? Ból? Żal? Strach? Nienawiść?
- nienawiść? – zapytał patrząc mi prosto w oczy – nienawiść do kogo?
Poczułam jak uścisk Jamesa staje się coraz silniejszy.
- nienawiść do samej siebie – szepnęłam.
- zrobiłaś coś złego?
Milczałam.
- tak myślałem. A teraz z łaski swojej wyjdzie. Mam parę spraw do załatwienia.
James wyciągnął mnie na siłę z pokoju.
Przestałam patrzeć na jego ojca gdy drzwi się zamknęły.
W jednej chwili chciałam jego śmierci.
Był złym człowiekiem.
Był osobą, która wkroczyła z butami w moje życie.
Na tych butach były ślady krwi.
Wychodząc za Jamesa ja także będę miała ślady tej samej krwi na swoich butach.
Whistler pociągnął mnie do ogrodu.
- błagam cię nie prowokuj go – szepnął gdy minęliśmy zielony żywopłot.
- nie prowokuję.
- Ann proszę cię. Ja wiem jaki on jest z tej złej strony. I nie chcę żebyś ty też poczuła to co ja rozumiesz?
- mówiłeś, że on…
- pamiętam co mówiłem. Miałem nadzieje, że nigdy ty nie staniesz z nim oko w oko. Chciałem cię chronić. Nie udało się.
Doszliśmy o starych betonowych schodów prowadzących na dziką małą plażę.
- jakie luksusy – szepnęłam siadając na murku.
- pamiętasz plażę obok naszego mieszkania? – zapytał obejmując mnie delikatnie z tyłu.
- po pierwsze to nie jest moje mieszkanie. A po drugie chciałabym o tym zapomnieć. Chciałabym cofnąć czas. Wolałabym być z tobą tam nad jeziorem z daleka od tego całego syfu.
James westchnął cicho.
- wiem…Ale już niedługo. Weźmiemy ślub i wyjedziemy…
- czy ty słyszysz co ty mówisz? Nie wyjedziemy stąd. Zostaniemy jedną wielką mafijną rodziną James – prychnęłam z pogardą.
- nie chce żebyś miała takie życie…
- ja już je mam. Zostałam na nie skazana gdy wpadłam na ciebie w tym sklepie.
- żałujesz?
Wiatr delikatnie rozwiał mi włosy.
Poczułam świeżość.
Radość, która przypłynęła gdzieś z oddali.
- niczego nie żałuję – szepnęłam uśmiechając się delikatnie.
Zachód słońca w Panamie zawsze był piękny.
Obojętnie z której strony się na niego patrzyło.
Zawsze niósł ze sobą radość.
Delikatna pomarańcz zalała złoty piasek.
James nie odzywał się ani słowem.
Patrzyłam w fale, które zostawiały po sobie białą pianę.
Taki widok uspokajał.
Dodawał energii.
Pomagał na chwilę zapomnieć.
Jak alkohol.
Niestety gdy ulotnią się ostatnie procenty wraca dawne życie.
Niektórzy piją przez cały czas.
Piją żeby zapomnieć, że zapominają.
Miałam ochotę się upić.
Miałam ochotę usiąść na gorącym piasku i wlać w siebie całą butelkę wina.
Miałam ochotę przytulić się do Jamesa.
Miałam ochotę poczuć go w sobie.
Miałam ochotę zapomnieć o tym co się stało.
O tych wszystkich złych chwilach.
O ilości zimnej stali przystawianej mi do skroni.
O kłamstwach dla dobra czyjegoś życia.
O nieprzespanych nocach z powodu tęsknoty.
Poczułam jak James wpycha mi coś do ręki.
Komórka.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- zadzwoń do braci i powiedz, że jesteś bezpieczna – szepnął i pocałował mnie w czoło – tylko nie mów gdzie jesteś.
Uśmiechnęłam się delikatnie i wykręciłam numer Lincolna.
Cisza.
Zbyt długa.
- Linc?
- Ann?! Gdzie jesteś?! Co ona ci zrobiła?!
- nic mi nie jest – szepnęłam – kocham was najmocniej na świecie.
- gdzie jesteś?
- kocham was – szepnęłam patrząc na Jamesa i wyłączyłam telefon.
Położyłam telefon obok na murku i przytuliłam się do Jamesa.
- wszystko będzie dobrze – szepnął.

Słońce Panamy schowało się w delikatnych wodach.
Wiatr delikatnie pieścił nasze ciała.
Uśmiechnęłam się do siebie.
- będzie dobrze – szepnęłam czując bicie jego serca.

Jest wiele znaków na niebie i na ziemi.
Są ludzie, którzy przechodzą obok nich nie zwracając na nie uwagi.
Ja byłam wyjątkowo wyczulona na takie rzeczy.
James zmieniał się.
Stawał się jeszcze lepszym człowiekiem niż był.
Nigdy nie był zły.
Nie on…

Miłość potrafi znaleźć drogę tam, gdzie nie ma nawet ścieżki
mk95
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37


Tanira pisze:
Był złym człowiekiem.
Był osobą, która wkroczyła z butami w moje życie.
Na tych butach były ślady krwi.
Wychodząc za Jamesa ja także będę miała ślady tej samej krwi na swoich butach.
Piękne... i ta końcówka^^ Tanira, świetny odc. :-D
agulec
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27


kocham te Twoje opowiadania wiesz? czy kurde nie wiesz? xD
a najbardziej te wszystkie wstawki, przemyślenia, refleksje... achh^^
Tanira pisze:
Jest wiele znaków na niebie i na ziemi.
Są ludzie, którzy przechodzą obok nich nie zwracając na nie uwagi.
Ja byłam wyjątkowo wyczulona na takie rzeczy.
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


awwwww
cieszę się, że wam się podobają...bo to takie refleksyje czasami za bardzo...ale i tak się cieszę
mk95
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37


Tanira pisze:
bo to takie refleksyje czasami za bardzo
Cichooo... ty masz świetne te refleksyje :-D
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


no to sie ciesze x4 xD
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


Tanira pisze:
Jest wiele znaków na niebie i na ziemi.
Są ludzie, którzy przechodzą obok nich nie zwracając na nie uwagi.
Ja byłam wyjątkowo wyczulona na takie rzeczy.
ciekawie jak zawsze.i cudownie tak jak zawsze... te wszystkie mysli pozbierane w całosć...cos wspaniałego.
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


wspaniałe..te przemyślenia..jak ja Kocham te opowiadania....:-D
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


jeszcze jak doszedł motyw wina to kocham cię jeszcze bardziej xD pięknie xD ^^ ;*
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


ślicznie ^^ ....tylko takie krótkie :-P

przeczytałam też to wspólne z Natalią i to medyczne ;) nie chce mi się w każdym temacie pisać, że wszystko cudowne więc pisze hurtem :-P

:-D
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Obudził mnie zimny powiew wiatru.
Leżałam owinięta w jego koszulę na piasku.
Noc była wyjątkowo zimna.
Inna niż poprzednie.
James spał.
W jego włosach uroczo bawił się piasek targany przez wiatr.
Uśmiechnęłam się delikatnie i usiadłam patrząc w fale.
- aż nie chce mi się wierzyć, że tak go zmieniłaś – szepnął znajomy głos.
Tym razem był delikatny.
- Susan? Co Ty tu robisz?
Ona tylko uśmiechnęła się tak jak zwykle siedząc na piasku.
- tak się składa, że dziś jest bardzo ważny dzień. Dla Was.
Patrzyłam na nią dziwnie strzepując z włosów resztki piasku.
- nie rozumiem? – szepnęła patrząc na Jamesa, który zaczął się rozbudzać.
- chciałaś mieć ślub w kościele? – zapytała
Pokiwałam głową.
- no to nie będziesz mieć. Za 4 godziny macie być gotowi. To miejsce też jest odpowiednie do udzielenia ślubu.
Patrzyłam na nią i nadal nie mogłam zrozumieć o co jej chodzi.
- przecież nie składaliśmy żadnych dokumentów…
- do tego nie trzeba dokumentów – szepnęła
- jak nie? Przecież…
- za 4 godziny zmienisz nazwisko na Whistler. Przegotuj się. I obudź go – szepnęła wstając.
- nie śpię – mruknął i podniósł się z piasku – kto wpadł na tak genialny pomysł?
Susan uśmiechnęła się szeroko.
- nasz ukochany tatuś. Nie rozumiem dlaczego on tak szybko chce mieć ją w rodzinie – syknęła patrząc na mnie.
- chcesz wiedzieć to go zapytaj – mruknął – a zresztą…to cię chyba nie powinno obchodzić.
Jej oczy nagle pociemniały.
- jesteś taki sam jak on. Niczym się nie różnicie. No może tym, że ty okazujesz od czasu do czasu trochę serca – szepnęła i ruszyła w stronę schodów.
James zaśmiał się cicho.
Nie odzywałam się.
Patrzyłam na piasek, który szalał obok moich nóg.
- dlaczego milczysz?
- bo ty się śmiejesz – szepnęłam patrząc nadal w piasek.
- ej…Ann…co się dzieje? – zapytał obejmując mnie ramieniem.
- nie chcę żebyś stał się taki jak twój ojciec.
- oszalałaś? Ja nigdy taki nie będę.
- a pogarda w stosunku do innych ludzi?
- to nie była pogarda to było…
- czy przez to, że przyjmę twoje nazwisko coś się zmieni?
Milczał chwilę i chwycił mnie za rękę.
- już się zmieniło…
- na lepsze?
- to zależy tylko od nas. Nosisz pod sercem moje dziecko. Mój największy skarb. Nawet nie myśl o tym, że cię zostawię tak jak on zostawił mnie. Udowodnię ci, że ja jestem inny. I będę ci to udowadniał do końca życia.
Przytuliłam się do niego mocno.
Poczułam falę gorąca, która zalewa moje ciało.
Wstawało ciepłe, panamskie słońce.
Wstawał początek nowego życia.

Siedziałam z Susan w jednym pokoju.
- nie wybierałąm tej sukienki – szepnęła poprawiając mi włosy – podoba ci się?
- jest śliczna – szepnęłam stojąc przed wielkim lustrem.
Uśmiechnęła się delikatnie.
- możesz zrzucić tą maskę złej kobiety? – zapytałam – chociaż na dziś…
Spojrzała mi prosto w oczy.
Być może mi się wydawało…
Łzy.
- może ty wprowadzisz trochę światła do tej rodzinnej krypty – szepnęła podchodząc do okna.
Stanęłam obok niej.
Ogród zrobił się biały od kwiatów.
- zawsze tym lepszym był James…We wszystkim. Był idealnym synem a ja ta złą córką.
Milczałam.
- ja nigdy nie bałam się ojca. James wręcz przeciwnie. Śniło mu się, że to on zabił matkę. Kto wie czy to nie była prawda. Został sam. My robiliśmy swoje. W wieku 14 lat umiałam posługiwać się bronią lepiej niż nie jeden policjant po 10 latach służby. On robił ze mnie maszynę do zabijania – szepnęła łamiącym się głosem – a ja byłam tak pod jego wpływem, że uważałam to za normalne. Teraz tego żałuję.
- czy James…
- nigdy nikogo nie zabił. I nigdy tego nie zrobi. Jest za słaby. Charakter ma po ojcu ale psychika…Czasami gdy patrzę w jego oczy widzę oczy matki. Nawet uśmiech ma taki sam jak ona.
- czasem się go boje.
- nie masz czego. Prędzej sam sobie by coś zrobił niż podniósł rękę na ciebie.
Przesunęła dłonią po parapecie.
- chyba już czas – szepnęła widząc jak pojedyncze osoby zajmują miejsca na krzesłach w ogrodzie.
- kto to jest?
- zapytaj teścia – szepnęła i pociągnęła mnie za rękę.
Wydawało mi się, że ten dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż zwykle.
Susan puściła moja rękę dopiero gdy zobaczyła Jamesa stojącego z ojcem na samym końcu białego dywanu.
- prowizoryczny ślub – syknęła – tatuś jak zwykle umie wszystko zepsuć. Idziemy.
Czułam na sobie wzrok wszystkich tych ludzi siedzących po lewej i prawej stronie.
Zatrzymałam wzrok na jednym znajomo wyglądającym facecie.
- idziemy – syknęła Susan ciągnąc mnie mocniej za ręke.
- wydawało mi się – szepnęłam stając w końcu obok Jamesa.
Spojrzałam mu w oczy.
Były piękne.
Inne niż zwykle.
Chwycił mnie delikatnie za rękę i uśmiechnął się szeroko.
Jakiś facet czytał fragment Biblii.
Ten o miłości.
W miejscu gdzie przeważnie była formułka powtarzana przez narzeczonych nastała cisza.
- pamiętaj – szepnął patrząc mi w oczy i wciskając na palec obrączkę – jestem tu teraz. I zawsze będę. Przy Tobie. Przy Was – uśmiechnął się delikatnie patrząc na mój brzuch.
Susan otworzyła przede mną czerwone pudełko z obrączka przeznaczoną dla niego.
- pamiętaj – zaczęłam czując, że dłonie mi się trzęsą – jestem tu teraz. I nigdy cię nie opuszczę – szepnęłam czując, że oczy napełniają mi się łzami.
Obrączka znalazła się na jego palcu.
Spojrzałam mu w oczy.
Zacisnął wargi powstrzymując łzy.
- kocham cię – szepnęłam widząc, ze nie może wydusić z siebie ani jednego słowa.
- pani Whistler…zrobię dla pani wszystko – szepnął i pocałował mnie delikatnie.

Nie scenografia.
Nie obrączki.
Nie formułka wypowiedziana własnymi słowami.
Ten moment.
Właśnie ten moment był magiczny.
Ten moment sprawił, że zawirowało mi w głowie.
Ten moment sprawił, że czułam, że wybrałam dobrze.
Ten moment…
A słonce grzało coraz mocniej…
mk95
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37


Cudowny odc. I wyznanie Susan... zrobiłaś z niej kobietę, a to bardzo trudne ;-)
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


łoo SUsan ,,,wygladało na to że ma chyba....uczucia czy coś ;-P ....cudny odcinke :-D
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


Cudo xD
Wrażliwość czająca się na dnie Susan, i ślub xD Cudnie xD
Sofia
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54


no piękne :-D jednak Susan to też człowiek :-D no i ten ślub :-P wszędzie się żenią :mrgreen:
Posty: 715 Strona 27 z 29
Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”