Jezioro [+16/AU/OOC]

Twórczość użytkowników związana z "Prison Break": opowiadania, wiersze itd.
Posty: 50 Strona 2 z 2
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


ha boskie xD
myślałam że padne xD
część number 3 ma być obowiązkowo!xD
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


i to jest cudowne w tych opowiadaniach ^^ czasami pomysły rodzą się w trakcie pisania w ciągu sekundy ^^

<3 to jest serduszko xD
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


AutumnLeaf pisze:
zasami pomysły rodzą się w trakcie pisania w ciągu sekundy ^^
no ja zawsze jak piszę to nigdy nie wiem co będzie dalej... tworzę na bierząco i czasami zdaje mi się, że tracę nad tym kontrolę, przed pisaniem założyłam sobie, że Alex posiedzi u nas i sobie pójdzie, nic nadzwyczajnego, a jak to się skończyło to czytałaś :lol:
AutumnLeaf pisze:
<3 to jest serduszko xD
aaaaaaaa xD
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


i to jest właśnie magia tworzenia ;p ale ok, bo już offuję...;p
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Kochanie ty moje ty mi tu informejszyn wysyłasz ja wchodze i umieram Oo genialne...jeszcze jeszcze!!!
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


Tanira pisze:
ty mi tu informejszyn wysyłasz
Wysłałam bo nie mogłam się doczekać twojej reakcji xD
Tanira pisze:
ja wchodze i umieram Oo genialne
Oo no nie przesadzajmy :lol:
Tanira pisze:
jeszcze jeszcze!!!
cicho xP

[ Dodano: 2008-04-27, 11:13 ]
[center]„Jeziora kontynuacja z przeskokiem czasowym”

* cz. 2*

„Trzydzieści par pantofelków filcowych
z wyszytym na środku kwiatem tulipana.
Trzydzieści fartuszków poplamionych sokiem z czarnej porzeczki.
Trzydzieści nieruchomych kotów
wyhaftowanych ściegiem płaskim.
Trzydzieści par wyciągniętych rączek
ale tylko po łyżki do zupy mlecznej.
Trzydzieści par oczu otwieranych we śnie
aby dojrzeć rodziców na wzgórzach cukierków
(…)
Trzydzieści par nóżek
stoi przed nieczynną zwrotnicą
i oczekuje na wjazd domu.”

Ewa Lipska „Dom dziecka” (fragm.)[/center]




Kilka dni później, kiedy pozornie udało mi się zapomnieć o tamtym zdarzeniu Robert postanowił, że wreszcie wybierzemy się do domu dziecka zobaczyć, które dziecko nam się spodoba.
- Nareszcie adoptujemy córkę – ucieszyłam się, że wreszcie coś ruszy.
- Syna! – zaprotestował Robert. No tak… tu nadal nie doszliśmy do porozumienia…
- Zobaczymy i zdecydujemy na miejscu.
- A może rodzeństwo? Chłopca i dziewczynkę?- zaproponował Robert.
- Zwariowałeś? Z jednym dzieckiem już będzie zamieszanie, nie wiemy czy damy radę a ty mówisz o dwójce?!
- Olga. Ja nie pracuję. Siedzę w domu. Będę mógł poświęcić czas dzieciom. Damy radę.
- Zobaczymy… - Poszliśmy. Dom dziecka, przed nim plac zabaw z huśtawkami obleganymi przez dzieci, wewnątrz na kolorowych ścianach malunki postaci z bajek, zabawki rozrzucone na dywanie. I smutek czający się w kątach, wśród szeregu łóżeczek, między stertą identycznych talerzy, kubków, w oczach nawet uśmiechniętych dzieci. Smutek, który wychodzi w ciemnych godzinach nocnych i w porannych szarościach. Dzieci z oczami wiecznie głodnymi miłości. Byliśmy tam dopiero 5 minut a już czułam się nieswojo…
- Mogą się państwo rozejrzeć. Ale uprzedzam, że nie każde dziecko tutaj ma jasną sytuację prawną. – Usłyszeliśmy od dyrektorki domu.
- Co to oznacza?
- Tak w największym skrócie, że rodzice nadal mają prawa rodzicielskie, i tych dzieci nie można adoptować. – Odparła dyrektorka i musiała pospieszyć do swoich zajęć. 13letnia wychowanka miała nas oprowadzić. Po chwili podeszła do nas dziewczynka ciągnąc ze sobą małego chłopca
- To mój brat Piotrek. Ma 4 lata. Zostaniecie jego rodzicami? Ja jestem już za duża, mnie nikt nie chce, ale może weźmiecie jego? On jest bardzo grzeczny – Mały przytulił się do siostry a ona wyczekująco patrzyła w nasze oczy.
- A ty jak masz na imię? I ile masz lat?
- Laura. Mam 9lat. – odparła dziewczynka. Spojrzałam znacząco na męża. Robert też już wiedział. Spojrzał pytająco w stronę naszej „przewodniczki” a ona skinęła głową dając znać, że możliwa jest adopcja w tym przypadku.
- Chcielibyście zostać naszymi dziećmi? – Zapytał Robert.
- Ja też? – zapytała zaskoczona Laura
- Tak. – Buzia dziewczynki rozpromieniła się. Odniosłam wrażenie jakby w pokoju wzeszło słońce.
- Piotrusiu! Będziemy mieli mamę i tatę! – zawołała dziewczynka do brata, który przylgnął do niej i z zaciekawieniem spoglądał na nas.
- Mam na imię Olga, a to jest mój mąż Robert – przedstawiłam nas dzieciom – opowiecie nam coś o sobie?
- Jestem Piotlek a Laura się mną opiekuję. To moja siostla – przedstawił się chłopiec uroczo pomijając literę R.


część Taniry:

- wiesz, że mają przyjść więc wychodź z tej łazienki! – krzyknęłam waląc w drzwi kibla z całej siły.
Po chwili otworzyły się szeroko.
Oparty o framugę stał James i patrzył na mnie TYM wzrokiem.
- teraz to na mnie nie działa – szepnęłam czując, że policzki robią mi się czerwone – Chris zostaw to! – krzyknęłam widząc syna, który bardzo zaciekawił się butelką z Domestosem.
- ile razy mamusia ci mówiła – szepnęłam biorąc go na ręce.
- on jest jeszcze za mały – szepnął James powstrzymując śmiech.
Obrzuciłam go wrogim spojrzeniem.
- on przyswaja – powiedziałam z ogromną pewnością siebie cytując fragment książki o niemowlakach – wie co do niego mówię i rozumie. Prawda skarbie? – spojrzałam na Chrisa, który uśmiechnął się szeroko by po chwili psiknąć mi w twarz.
- chyba detergenty go uczulają – wydusił James i zanik zdążyłam cokolwiek zrobić wybiegł z łazienki w stronę drzwi.
- twój ojciec to cham – szepnęłam z delikatnym uśmiechem wychodząc z łazienki i puszczając go na podłogę.
Myślałam, że to Natalia i ten pseudodetektyw Danny.
Ta laboratoryjna szuja rujnuje jej życie ale oczywiście tylko ja to widzę.
- cześć – szepnęłam cicho do Olgi i Teddy’ego bardziej skupiając wzrok na dwójce dzieciaków, które przyprowadzili ze sobą.
- To Laura – Teddy położył rękę na głowie dziewczynki – a to Piotrek – szturchnął malucha, który z ogromną zawziętością wpatrywał się w Chrisa.
- a to jest syn chama – szepnęłam pomagając Chrisowi wstać.
James obrzucił mnie dzikim spojrzeniem i ponownie wbił wzrok w dziewczynkę.
- czy mogę się z nim pobawić? – zapytała Laura patrząc mi prosto w oczy.
Oczy.
Cholera…
Znam je.
- no pewnie tylko uważaj na niego bo to nie jest lalka. Uważaj żeby nie wziął niczego do buzi i uważaj żeby się nie przewrócił i uważaj jeszcze na…
James pociągnął mnie za rękę do dużego pokoju.
- nic mu nie będzie – szepnął siadając obok mnie na kanapie.
Zrobiłam dziwną minę ale nic nie mówiłam.
Olga i Teddy usiedli na fotelach naprzeciwko nas.
Zanim James zdążył otworzyć usta żeby powiedzieć o nalaniu do szklanek Malibu do pokoju weszła Laura.
- oni bawią się sami. Ja nie lubię samochodów – szepnęła podchodząc do Olgi.
James zaczął przyglądać jej się jeszcze bardziej niż na korytarzu.
Szturchnęłam go lekko w bok.
- skąd jesteś? – zapytał zduszonym głosem.
- z Chicago – odpowiedziała z szerokim uśmiechem.
- ludzie to robią kariery – szepnęłam – wyjeżdżają za granice i rodzą dzieci…
James jakby trochę pobladł.
- kochanie…wszystko ok.?
- a twoja mama…
Na chwilę uśmiech na jej twarzy zbladł.
- miała na imię Kerry. Umarła…
Whistler spojrzał na Olgę.
- eeeee… dziecko… - szepnęłam patrząc na nią – idź do chłopców. Nie chcę żeby się coś stało.
Pobiegła z uśmiechem na ustach gubiąc przy tym chusteczkę, która trzymała w ręce.
Odsunęłam się od Jamesa na odległość wyciągniętej ręki.
- widzę, że zaczyna się niezłe przedstawienie – syknęłam – może mi powiesz o co chodzi?
- ona…to…to jest moja córka – szepnął nie patrząc mi w oczy.
Uniosłam brew do góry nie bardzo wierząc w to co słyszę.
- słucham?
- to moja córka – powtórzył nadal patrząc w dywan.
Uśmiechnęłam się delikatnie przygryzając wargę.
- i kiedy o TYM fakcie chciałeś mi powiedzieć?! – zapytałam znacznie głośniej.
- nie chciałem ci mówić. Prawnie nie jest moją córką. Wyrzekłem się jej.
W oczach pojawiły mi się łzy.
- nie wierze – szepnęłam wstając z kanapy i ruszając w stronę sypialni.
Chwyciłam torbę i zaczęłam na oślep pakować rzeczy.
Swoje i Chrisa.
- co ty robisz? – zapytał wchodząc do sypialni i zamykając drzwi.
- to co widzisz – syknęłam.
- nie mówiłem ci bo skoro ona nie jest moja…
- jak to nie jest twoja?! To twoja córka!
- ale ja jej nie…
- gówno mnie to obchodzi – syknęłam odwracając się machinalnie w jego stronę - już mnie z tobą nic nie łączy. Nic oprócz Chrisa.
- Ann co ty mówisz… - wyszeptał podchodząc do mnie z zamiarem przytulenia.
- nawet mnie nie dotykaj.
Złapałam torbę i starałam się go ominąć gdy przyparł mnie do ściany.
- ja cię kocham – szepnął patrząc mi w oczy.
- ja ciebie…- głos mi się załamał – puść mnie.
- mamy syna.
- ty masz już jedno dziecko – syknęłam i wyrwałam się z jego objęć.
Chwyciłam Chrisa i wybiegłam z mieszkania wsiadając do windy w której wysiadała żarówka.
Świeże powietrze uderzyło mnie w twarz gdy tylko wyszłam na dwór.
Moje kroki nie skierowały się do samochodu.
Skierowały się do bramy w bloku obok.
Do Natalii.


moje:

Pół roku zajęły nam spawy adopcyjne. Bardzo często odwiedzaliśmy nasze dzieci i wreszcie nadszedł wymarzony czas. Laura i Piotrek zamieszkali z nami. Po kilku dniach wspólnego mieszkania wybraliśmy się do Ann i Jamesa (no i ich słodziutkiego Chrisa ;-) ). Natalia i Danny też tam mieli być. Wszyscy chcieli poznać dzieci o których ciągle im opowiadaliśmy.
- Hej wszystkim! – zawołałam od progu wpuszczając męża i dzieci. Wcisnęłam Jamesowi butelkę Malibu do ręki – Zanieś do kuchni… Albo lepiej do salonu. I przynieś te fajne szklaneczki z Tesco.
- Cześć! – Ann ukucnęła przy dzieciach, a mały Chris przydreptał do niej na swoich pulchnych nóżkach. – Chcecie pobawić się z Chrisem? Tylko musicie na niego uważać, on jest jeszcze taki malutki – szczebiotała radośnie Ann. Laura zabrała chłopców do pokoju dziecięcego, a my rozsiedliśmy się na kanapie. Naszą rozmowę przerwało pojawienie się z powrotem Laury w salonie.
- Chłopcy bawią się samochodami mogę tutaj posiedzieć?
- Ależ oczywiście – odparłam z uśmiechem robiąc jej miejsce koło siebie. Spojrzałam na Jamesa i zauważyłam, że z szokiem przypatruje się Laurze.
- Skąd jesteś? – zapytał ją zduszonym niepodobnym do siebie głosem.
- z Chicago
- Chicago… - powtórzył po niej bezwiednie. Ann spojrzała z zaskoczeniem na swojego męża
- Kochanie nie wiedziałam że to aż tak Cię interesuje…
- Po prostu jestem ciekawy czy pamięta swoje poprzednie życie.
- Oczywiście że pamiętam moją mamę! Była lekarzem. Bardzo dobrym lekarzem. Miała na imię Kerry i to po niej mam takie rude włosy. – James spojrzał na mnie z przerażeniem i w jednych ułamku sekundy zrozumiałam co się stało. Laura wspominała o swojej matce, ale nigdy nie skojarzyłam…
- Laura, idź do chłopców. Będę spokojniejsza jeśli będę wiedzieć że ty się nimi opiekujesz. – wyszeptałam cicho, a ona z uśmiechem pobiegła do drugiego pokoju.
- James co się dzieje?! – Ann zażądała odpowiedzi jak tylko Laura opuściła pokój.
- Ona jest moją córką… - wyszeptał pobladły James…
- Co?!
- To było tak dawno…
- Wiedziałeś że masz córkę?!
- Tak.
- Dlaczego ja nic nie wiem?!
- Zrzekłem się ojcostwa… zapomniałem o niej…
- Porzuciłeś własne dziecko?! Jak mogłeś! – zawołała Ann i wybiegła z mieszkania. James spojrzał na mnie oskarżycielsko.
- Błagam… nie mów Laurze CAŁEJ prawdy… Zaklinam Cię… - wyszeptałam patrząc z przerażeniem na jego kamienną twarz…
- Przekonaj Ann że nigdy nie byłem potworem.
- Nie można się całkowicie wybielić.
- Dobrze kłamiesz. Zrób to. – wycedził James – Albo Laura dowie się całej prawdy… - Wstałam z kanapy i pobiegłam za Ann… Jeszcze nie wiedziałam co jej powiem…
- Ann! Poczekaj! – Wołałam biegnąc za nią. – Ann! – Stanęła. Odwróciła się w moim kierunku. Jej oczy przepełnione łzami i bólem…
- Ann musimy porozmawiać.
- Niby dlaczego? – odparła chłodno… tak bezsilnie… nie znałam jej od tej strony…
- To nie było tak jak to sobie wyobrażasz…
- A skąd ty możesz to wiedzieć? – Zamknęłam oczy zastanawiając się co odpowiedzieć. Ujrzałam pod powiekami Laurę i już wiedziałam.
- Usiądźmy – wskazałam na ławkę pod blokiem – kilkanaście lat temu zmusiłam Jamesa aby dla mnie pracował.
- Zmusiłaś?
- Tak – odparłam kłamiąc przyjaciółce prosto w oczy – James nigdy nie chciał dla mnie pracować, ale nie zostawiłam mu wyboru. Nie mówił Ci tego bo chciał zapomnieć o tym koszmarze jaki przeze mnie przeżył. No a potem kiedy się spotkaliśmy poprosiłam go aby nic ci nie mówił… Tak bardzo potrzebowałam przyjaciółki… Nie chciałam aby przeszłość była ku temu przeszkodą.
- No a dziecko? Dlaczego wyparł się własnej córki?!
- Bał się…
- Czego? Ojcostwa?!
- O jej życie. Kiedy dowiedziałam się że Kerry z którą miał przelotny romans jest w ciąży oświadczyłam mu że to dobrze bo… - i tu zniżyłam głos do dławiącego szeptu – bo będę mogła zabić jego dziecko jeśli kiedyś postanowi odejść… - schowałam moją twarz w dłoniach wracając w pamięci do tamtych czasów. Rzeczywiście powiedziałam coś takiego, no ale przecież nie zabiłabym dziecka… chyba… Wtedy nie miałam serca… Dopiero pojawienie się Roberta w moim życiu wszystko zmieniło… Pamiętam też co mi oświadczył James. Że jemu dobrze z Firmą, więc nie ma zagrożenia… Dlaczego więc zrzekł się dziecka? Czy rzeczywiście się bał? Czy wtedy też, tak jak ja nie miał uczuć?… Nie wiem… To wszystko było tak dawno… tyle już kłamstw powiedziałam od tamtej pory… nie wiem już co jest prawdą a co moimi kłamstwami… Czy to zresztą jest teraz ważne? Czy ważne jest kto był większym potworem… Pewnie nie… teraz najważniejsze jest aby nasze rodziny przetrwały tą burzę która wytworzyła się przez połączenie przeszłości z teraźniejszością…
- Olga… - Dłoń Ann zaczęła głaskać mnie po włosach a ja zaczęłam szlochać…
- Przepraszam… ja nigdy nie płaczę…
- Teraz możesz… Olga… Co teraz z tym wszystkim zrobimy?
- Co?
- Laura.
- Ona jest moją córką. Nie oddam jej nikomu…
- Wiem – oświadczyła spokojnie Ann. – Powiemy jej prawdę?
- Jaką prawdę?
- Spokojnie… Tylko to że jest córką James’a… Przyjaźnimy się więc mogłaby go widywać często…
- Nadal się przyjaźnimy?
- Tak. – odparła po prostu Ann, a ja wiedziałam że burza ucichła i że to paradoksalnie Ann wyszła z niej najsilniejsza…
Xaneta
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19


o ja... tyle jestem w stanie powiedzieć...bosko ;] ja czekam na więcej ;]
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


*Madziula* pisze:
Dzieci z oczami wiecznie głodnymi miłości
aż się łezka zakręciła w oku
*Madziula* pisze:
Myślałam, że to Natalia i ten pseudodetektyw Danny.
Ta laboratoryjna szuja rujnuje jej życie ale oczywiście tylko ja to widzę.
oczywiście sarkastyczny humor :-D
*Madziula* pisze:
Nie wiem… To wszystko było tak dawno… tyle już kłamstw powiedziałam od tamtej pory… nie wiem już co jest prawdą a co moimi kłamstwami… Czy to zresztą jest teraz ważne? Czy ważne jest kto był większym potworem… Pewnie nie… teraz najważniejsze jest aby nasze rodziny przetrwały tą burzę która wytworzyła się przez połączenie przeszłości z teraźniejszością…
piekne , cudowne...w końcu , tak dawno nie było choćby części żadnego opowiadania na forum ..a ja tak za tym tęskiniłam.

Dzięki Madziula Obrazek
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


kocham laboratoryjną szuję i pseudodetektywa ^^
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


*Madziula* pisze:
twój ojciec to cham
haha kocham ten fragment xD

Olga rozwaliłaś mnie małżenstwo! xD
AutumnLeaf pisze:
kocham laboratoryjną szuję i pseudodetektywa ^^
wiadomo :*

ja musze swoje czesci do swoich powrzucać bo leży i leży a mi sie nie chcę xD
PatuŚ
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51


AutumnLeaf pisze:
kocham laboratoryjną szuję i pseudodetektywa ^^
ale mi nowośc :-P
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


Tanira pisze:
haha kocham ten fragment xD
sama go napisałaś xP
Tanira pisze:
Olga rozwaliłaś mnie małżenstwo! xD
Nieeeet....
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


Dobra, ja jeszcze nie komentowałam, oprócz tego wyskoku z szują *przerwaca oczami*, ale nie mogłam się powstrzymać ^^
Oparty o framugę stał James i patrzył na mnie TYM wzrokiem.
- teraz to na mnie nie działa – szepnęłam czując, że policzki robią mi się czerwone
yhy taa xD
Chwyciłam torbę i zaczęłam na oślep pakować rzeczy.
Swoje i Chrisa.
nehehe, tak reaguje prawdziwa Ann ;p jak ja dobrze znam tą scenę ^^
gówno mnie to obchodzi
pani Poczeba! no słucham!
Moje kroki nie skierowały się do samochodu.
Skierowały się do bramy w bloku obok.
Do Natalii.
kochana, mieszkaj u mnie ile chcesz ;p ;* ^^
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


AutumnLeaf pisze:
yhy taa xD
prawda w 100% xD
AutumnLeaf pisze:
nehehe, tak reaguje prawdziwa Ann ;p jak ja dobrze znam tą scenę ^^
kolejna prawda w 100%
AutumnLeaf pisze:
pani Poczeba! no słucham!
no ale ja nie zamawiałam...
AutumnLeaf pisze:
kochana, mieszkaj u mnie ile chcesz ;p ;* ^^
no przcież nie wroce do tego kelnerzyny xD
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


no przcież nie wroce do tego kelnerzyny xD
za dyche ^^
no ale ja nie zamawiałam...
możemy sie spotkać gdzie indziej ;p
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


AutumnLeaf pisze:
za dyche ^^
już mi go żal...ja tak nie umiem...
AutumnLeaf pisze:
możemy sie spotkać gdzie indziej ;p
jak gdzie indziej?! ja nie mogę xD
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


już mi go żal...ja tak nie umiem...
już ja bym Was pogodziła ^^

ale ja nie mam czasu, taksóweczke wysyłam!
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


AutumnLeaf pisze:
już ja bym Was pogodziła ^^
oj wiem wiem...wiec ja tu napisze taka kolejna czesc ze wyniose cie pod niebiosa

Halo? Pani Poczeba?! TAKSÓWKA CZEKA!!
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


oj wiem wiem...wiec ja tu napisze taka kolejna czesc ze wyniose cie pod niebiosa
Obrazek
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


oooo Danny po dwóch mocniejszych xD
Skarbie wracaj bo sie zgubisz...
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


Taki mały bonus....
Napisane już dość dawno temu, ale nie wrzuciłam, bo miałam poprawiać....i jakoś nie wyszło :roll:

Lojalnie uprzedzam, że pomysłu na cz.4 brak.



Część 3

Wróciłam zmęczona po pracy… To nie był najlepszy okres dla Firmy… Wiele wysiłku musiałam wkładać aby wszystko funkcjonowało jak kiedyś… Gdyby coś poszło nie tak cały mój świat mógłby się rozpaść na milion drobnych kawałków…
- Cześć kochanie. Zmęczona?- Robert przywitał mnie buziakiem w drzwiach.
- Wykończona. – przyznałam siadając na kanapie. – Gdzie dzieci? Śpią już?
- Tak… Laura chciała na Ciebie czekać, ale nie wiedziałem o której wrócisz… Ostatnio więcej Cię nie ma niż jesteś…
- Wiesz, że mam trudny okres w Firmie…
- One mają uczucia. Potrzebują matki.
- Myślisz, że niby nie wiem?!
- No właśnie ostatnio się nad tym zastanawiałem…
- Kocham je. Naprawdę bardzo żałuje, że nie mogę spędzać więcej czasu w domu. Z wami… Ale jeszcze miesiąc , może dwa i będę mogła zwolnić, pozwolić aby ktoś inny nadzorował całość…
- miesiąc temu mówiłaś to samo… - Odparł Robert patrząc na mnie smutnym wzrokiem… Oddalaliśmy się od siebie… Każde z nas czuło to wyraźnie… On siedział w domu, zajmował się dziećmi… Zrobił się przez to spokojniejszy, znacznie bardziej opanowany, wyrozumiały… Zaczynało mi brakować tego błysku w jego oczach sygnalizującego, że zaraz wybuchnie…
- Zastanawiasz się, czy dobrze się stało, że adoptowaliśmy czyjeś dzieci…?
- One są NASZE!
- Zauważyłaś? Doprawdy… kto by przypuszczał… Co ty o nich wiesz…? Wychodzisz jak śpią, wracasz kiedy już śpią. Nie znasz własnych dzieci!
- Nie krzycz na mnie- wysyczałam wkurzona do granic wytrzymałości – CHCIAŁABYM spędzać więcej czasu w domu. Tylko ktoś musi w tym domu pracować. A skoro to nie jesteś ty…
- Olga daruj sobie. Nawet jakbym znalazł pracę ty nie zrezygnujesz ze swojej. Kochasz to. Pytanie teraz czy bardziej kochasz pracę czy dzieci, że o sobie nie wspomnę.
- Robert…
- A więc pracę… może dzieci… mnie już nie kochasz…
- Przecież do cholery nic nie odpowiedziałam! Co daje Ci prawo mówić mi, że Cię nie kocham?!
- Ty… Twój ton głosu… to że ostatnio nie spędzasz ze mną dużo czasu, że jak już jesteś to jakby Ciebie nie było… Całkowicie nieobecna…
- Robert… Kocham Cię… Naprawdę. Uwierz mi… Proszę…
- Ty i słowo ‘proszę’ … Musi bardzo Ci zależeć…
- Pocałuj mnie
- Już przestałaś prosić? Wróciłaś do żądań i rozkazów? – zapytał z uśmiechem zbliżając się coraz bliżej… i bliżej…A kiedy był tak blisko przestawałam myśleć… Wszystkie moje ewentualne wątpliwości rozpływały się, tonęły w jego oczach… Boże kochałam go…
Leżałam wtulona w niego. Tylko w takich nocnych chwilach sam na sam mogłam pozwolić sobie na słabości, na bycie wrażliwą… Wiedziałam, że mogę czuć się bezpieczna, spokojna…
- Kochanie jutro zostanę w domu – wyszeptałam czule go całując…
- Świat się nie zawali…
- Będę pod telefonem… Jakby się walił…
- Pracoholiczka! - roześmiał się Robert, machinalnie bawiąc się kosmykiem moich włosów.

Siedziałam o poranku w kuchni popijając czarną kawę. Piotrek oglądał bajkę w TV, Laura w pośpiechu kończyła śniadanie a Robert sądząc po odgłosach kończył się golić. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Laura poderwała się z miejsca i pobiegła otworzyć. Najwyraźniej czekała na tą osobę. To wyjaśniało jej pośpiech. Poszłam za nią ciekawa na kogo czekała tak nie cierpliwie…
- Tata! Jesteś… - Laura wisiała szczęśliwa na szyi Jamesa…
- Gotowa? – zapytał a ona pobiegła na górę do swojego pokoju krzycząc po drodze, że jeszcze musi wziąć plecaczek…
- Olga?! – James zwrócił na mnie uwagę… - Co tu robisz…?
- Co ja tu robię!? Może mieszkam ty zakłamana gnido! Co ty tu robisz?! I czego chcesz od mojej córki?!
- To też moja córka
- Doprawdy? Ja się pytam po co tu przyszedłeś?!
- Nie wiedziałaś…?
- Że niby Co?!
- Myślałem, że Robert Ci powiedział…
- Co do cholery?! Że postanowiłeś na złość Ann zainteresować się córką?!
- Kochanie spokojnie… - Robert spróbował mnie objąć, ale mu się wyrwałam
- WSZYSTKO ukartowałeś za moimi plecami z tym….tym…
- Mamo…
- Laura…
- Nie krzycz na tatę Jamesa i na tatę Roberta…
- Nie miałaś ojca teraz masz dwóch…
- Jesteś na mnie zła?
- Na Ciebie kochanie nigdy… Po prostu Twoi… tatusiowie mnie zdenerwowali… Opiekuj się bratem. Ja idę do cioci Ann.
- Ona mnie nie lubi…
- Kochanie wszyscy Cię lubią… Musisz po prostu dać Ann więcej czasu… To dla niej jest bardzo trudna sytuacja…
- Wiem mamo… Kocham Cię wiesz… - a jej drobne dłonie objęły moją szyję
- Ja ciebie też kocham.
- Pozdrów ciocie Ann i ciocię Natalię…
- Pozdrowię…
- Aaa… mamo… pójdziesz jutro ze mną na zakupy? Tata nie zna się na sukienkach…
- Chętnie pójdę.

[kilkanaście chwil później u Ann w mieszkaniu.]
- Hej Ann – witam się z przyjaciółką wciskając jej do ręki butelkę Malibu, za mną wchodzi Natalia przynosząc kolejną butelkę alkoholu…
- Natalia… Skąd wiedziałaś…
- Olga zadzwoniła z samochodu, że robimy babskie spotkanie...u Ciebie. Wiem, że się cieszysz! Pomarudzimy na twojego niedoskonałego męża… A właśnie gdzie on jest?
- Zabrał Chrisa na spacer….
- Taaa wybitnie ciekawy spacerek – stwierdziłam zajadle rozsiadając się na kanapie
- O czym mówisz?
- Że twój cudowny małżonek przylazł do mnie do domu. Zapytał mnie co ja robię w moim własnym kurwa domu…
- Ale co mąż Ann robił u Ciebie…?
- Poszedł spotkać się z Laurą i zabrał ze sobą MOJEGO syna?!
- wkupuje się w łaski MOJEJ córki udając kochanego tatusia…
Tanira
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39


Nikt Ci tu nic nie pisze...ech no cóż przyszłam ja xD
oooooo kochana teraz to przegłaś :lol:
mój kulturny James odstawia takie cyrki?
Ino won mi z chaty z takim xD
mam nadzieję iż dalsze części się piszą ^^ z chęcią poczytam
AutumnLeaf
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06


Ano właśnie, chyba i ja muszę dorzucić tutaj swoje 3 grosze ^^

Madziulu kochana, nie zniechęcaj się i pisz dalej ;* Pamiętaj, że tutaj wciąż są osoby, które to z miłą checią przeczytają ;*
Ja z butelką alkoholu, strzał w dychę ;p
Świetne, mam nadzieję, że wena znowu Cię nawiedzi.
*Madziula*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57


tylko, że ostatnio u mnie brak jakiegokolwie wena :( i nic a nic nie napisałam już od dłuższego czasu :(

Taniruś, Natali - jak macie ochotę możecie napisć choćby kawałek dalej ;)
Żmij
Sara Tancredi
Posty: 161
Rejestracja: 2008-09-20, 19:47


Ehm, ehm. Czy będę jedynym facetem, który tu trafił?...
Chicałbym zwrócić na coś uwagę. Na coś, co mnie zdziwiło...
Otóż polazłem do ff-u, żeby sobie poczytać coś o prisonie, wasze wizje, a odkrywam fantazje rodem z blog.onet.pl :shock: No, piszecie drogie foumowiczki naprawdę dobrze, nie licząc oczywistych literówek, albo braku znaków interpunkcyjnych, ale to rzecz normalna, inaczej King nie potrzebowałby korekty... Do rzeczy, czy mogłybyście pisać obok swoich fanficków, czy jest kanonowy, czy nie?
To wielka prośba.
Kanon bowiem oznacza coś opierającego się sztywno na tym, co jest stworzone przez twórców Prisona. Więc nie ma w nim miejsca na Natalki, Ann-y i inne bohaterki.
Nie kononowe ff oznacza, że Natalki istnieć mogą, bo coś co nie jest kanonowe pozwala na wszystko.
A ja się zszokowałem nieco czytając... no, to co powyżej. Absolutnie nie krytykuję, tylko daję propozycję, bo ja akurat nie lubię czytać czegoś co nie jest kanonowe :roll: taki tam ze mnie okropny konserwatysta.

Chciałem też zauważyć, że nie byłem w stanie przeczytać połowy tego, co tu jest napisane, ale całkiem możliwe, że wiąże się to z moją konserwatością, oraz chłopięcym spojrzeniem na romanse. Jak na razie fragment:
- Robert… Kocham Cię… Naprawdę. Uwierz mi… Proszę…
- Ty i słowo ‘proszę’ … Musi bardzo Ci zależeć…
- Pocałuj mnie
- Już przestałaś prosić? Wróciłaś do żądań i rozkazów? – zapytał z uśmiechem zbliżając się coraz bliżej… i bliżej…A kiedy był tak blisko przestawałam myśleć… Wszystkie moje ewentualne wątpliwości rozpływały się, tonęły w jego oczach… Boże kochałam go…
Leżałam wtulona w niego. Tylko w takich nocnych chwilach sam na sam mogłam pozwolić sobie na słabości, na bycie wrażliwą… Wiedziałam, że mogę czuć się bezpieczna, spokojna…
- Kochanie jutro zostanę w domu – wyszeptałam czule go całując…
- Świat się nie zawali…
- Będę pod telefonem… Jakby się walił…
- Pracoholiczka! - roześmiał się Robert, machinalnie bawiąc się kosmykiem moich włosów.
to dla mnie kompletna czarna magia. Poza tym wydaje mi się być troszeczkę jak wata cukrowa, albo opowiadania z Bravo. No, ytroszeczkę o zmysłowość proszę, jeśli już.
O -
- Kochanie jutro zostanę w domu – wyszeptałam czule go całując…
ale gdzie całowała go bohaterka? :lol: Poza tym dałbym przecinek przed jutro i czule.
Na przykład - całując go delikatnie w szyję, z uwagą i z zamkniętymi oczami, powoli odrywając wargi od rozgrzanej i pachnącej skóry. To tak, jak sobie to wyobraziłem. Czerwone usta i szyja mężczyzny. Detale cudownie oddają sceny, które są scenami pokazujących bliskość dwóch osób.
A na to całowanie Robert (wrrrrrrrrrrr :-/ ) odpowiada:
- Świat się nie zawali…
Tak po prostu. Świat się nie zawali. Jakby mówić to zawiązywał buta, to bym to przełknął, ale gdyby to mnie ktoś całował, to bym czegoś takiego banalnego nie powiedział, albo bym odwzajemnił pocałunki, w każdym razie pokazałaś cudownie, jak komuś może nie zależeć na miłości, a ją wręcz ignorowac, i założę się, że każda kobieta, usłyszawszy by coś takiego, zmieszałaby się z miejsca.
Okej. Pewnie mnie znielubicie za to.Ale obiecuję, że kiedyś przysiąde, w weekend możliwe i to przeczytam razem z wczesniejszymi historiami. Może się wkręcę.
Pozdrawiam.

I raz jeszcze apeluje o napisanie czy ff jest kanonowy czy nie!
Posty: 50 Strona 2 z 2
Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”