7 years ago...

Twórczość użytkowników związana z "Prison Break": opowiadania, wiersze itd.
Posty: 2 Strona 1 z 1
linka
Świeżak
Posty: 25
Rejestracja: 2017-03-12, 15:23


No dobrze. Moje pierwsze kroki na forum i jedno z pierwszych podejść do opowiadań w klimacie Prison Break. Oby udane ;)


***

- Co się dzieje? – zapytał łagodnie Scott.
Sara odwróciła się i napotkała zaniepokojone spojrzenie męża. Zamyślona nawet nie zauważyła, kiedy do niej podszedł. Dopiero teraz poczuła jego ciepły oddech na szyi. Kiedyś przywodził na myśl dom, stabilizację i bezpieczeństwo. Teraz przypominał boleśnie o poczuciu winy palącym boleśnie od środka.
- Nic – odparła krótko.
Wróciła do zmywania naczyń w nadziei, że Scott nie będzie drążył. Nigdy tego nie robił. Wiedział, że Sara ma naturę introwertyczki i nie wymagał od niej odpowiedzi na większość pytań. Przywykł do świadomości, że myśli i uczucia Sary należą tylko do niej. Akceptował taki stan rzeczy.
Tym razem jednak spokojnym, ale stanowczym ruchem zamknął wodę i oparł się o blat kuchenny obok żony.
- Od rozmowy z Linkiem powiedziałaś do mnie może ze trzy zdania – powiedział spokojnie. – Z czego jedno brzmiało: „powieś pranie”. Z Mikiem też prawie nie rozmawiasz.
Sara sięgnęła po ścierkę i wytarła powoli dłonie. Potem odłożyła ją na zlew, odwróciła się i także oparła o blat, krzyżując ręce na piersiach. Omiotła spojrzeniem kuchnię, przestronną i jasną, dokładnie taką, jak chciała. Wszystko w tym domu stworzyła od zera. Linc i Alex pomagali jej malować ściany i ustawiać meble. Była w dziewiątym miesiącu ciąży, kiedy zrywała stare gumoleum w łazience.
- Coś się stało? – spróbował ponownie Scott, nie spuszczając z żony czujnego spojrzenia.
Kobieta nadal na niego nie patrzyła. Na całym świecie była tylko jedna osoba, której mogłaby się zwierzyć, ale ona nie żyła… Albo przynajmniej była bardzo daleko stąd.
- Chodzi o Michaela? – zapytał w końcu Scott.
Pomysł był irracjonalny i Scott zdawał sobie z tego sprawę. W dodatku wiedział doskonale, że zmarły tragicznie pierwszy mąż Sary jest tematem, którego w tym domu nie należy poruszać. A przynajmniej on nie powinien tego robić. Pytać o Michaela miał prawo jedynie Mike.
A jednak… Choć Scofield nie żył od siedmiu lat, choć nie było najmniejszego powodu, by podejrzewać, że to jego dotyczyła sobotnia rozmowa Sary i Linka, Scott w głębi duszy czuł, że ma rację. Że tylko z powodu Michaela jego żona mogła przepłakać cztery noce z rzędu.
- Jeśli coś się dzieje, mam prawo wiedzieć – powiedział Scott, odwołując się tym razem do niewątpliwej uczciwości Sary. – Chodzi o moją żonę i mojego syna.
Kobieta w końcu na niego spojrzała. Mimowolnie pomyślała o Miku. Tak, od roku jej syn mówił do Scotta „tato”. Wiedział, że jego biologiczny ojciec nie żyje, ale Scott… Scott był dla niego tatą. Naprawdę dobrym, czułym, kochającym i… przede wszystkim obecnym. Sara nie miała żadnych wątpliwości, że Scott kocha chłopca jak własnego syna i przez to czuła jeszcze większe wyrzuty sumienia.
- Tak – odparła w końcu, spuszczając wzrok na miętowe kafelki na kuchennej podłodze, - chodzi o Michaela.
Niemal słyszała burzę, jaką jej słowa wywołały w umyśle Scotta. Milczała, czekając na odpowiedź, ale cisza zaczęła się przedłużać, więc spojrzała ponownie na męża. Napotkała jego oczy, tak samo spokojne i ciepłe jak zawsze, utkwione w jej własnych.
- Być może… - zaczęła z wahaniem, ostrożnie dobierając słowa. – Możliwe, że… Link uważa, że istnieje szansa, że Michael żyje.
Scott westchnął ciężko, odwracając się w końcu. Teraz oboje stali z rękami skrzyżowanymi na piersiach i wzrokiem utkwionym gdzieś w bliżej nieokreślonej przestrzeni. Sara nie miała odwagi się odezwać. Wiedziała, że ta informacja, choć niepewna, zburzy ich spokojne, szczęśliwe życie. Jej już zburzyła, a teraz także i jego.
- Nie widziałaś ciała? – zapytał w końcu Scott.
Niczym niezmącony spokój w jego głosie ugodził Sarę prosto w serce.
- Nie – odparła głosem całkowicie pozbawionym emocji. – Poraził go prąd, ciało było… - zawahała się przez chwilę, wspominając tę straszną noc sprzed siedmiu lat, kiedy Alex próbował jej wytłumaczyć, dlaczego nie może zobaczyć Michaela. Była całkowicie głucha na jego argumenty. Miała gdzieś, że widok spalonego ciała męża będzie ją nawiedzać w koszmarach do końca życia. Chciała zobaczyć go jeszcze choć przez chwilę, przytulić po raz ostatni. Chrząknęła, usiłując się uspokoić i nerwowym ruchem odgarnęła włosy za uszy. – Alex mi nie pozwolił – zakończyła krótko.
- Jeśli żyje… gdzie jest? – zapytał Scott, starając się skupić na faktach.
- Link dostał zdjęcie – powiedziała Sara, wracając myślami do niewyraźnej, czarnobiałej fotografii przedstawiającej mężczyznę stojącego przy oknie. – Zdjęcie kogoś… kogoś podobnego do Michaela. Ten ktoś od trzech lat przebywa w więzieniu w Maroku.
Scott pokiwał w milczeniu głową. Jego analityczny umysł pracował teraz na najwyższych obrotach. Jakie były szanse na przeżycie porażenia prądem o tak wysokim napięciu? I co potem? Jeśli żył, dlaczego przez tyle lat nie nawiązał kontaktu ze swoją żoną i synem? I w końcu… czy naprawdę w tej sytuacji największe znaczenie mają fakty? Czy nie bardziej liczą się subiektywne odczucia Sary?
- Uważasz, że to prawda? – zapytał w końcu.
- Był chory – odparła Sara, kręcąc głową. Scott zauważył, że mówiąc to zacisnęła mocniej palce na przedramionach. – Był terminalnie chory, umierał. To co się stało w więzieniu tylko to przyspieszyło.
- Więc dlaczego tak bardzo to przeżywasz?
Sara spuściła wzrok na swoje stopy. Powiedziała prawdę, zdawała sobie sprawę ze wszystkich racjonalnych argumentów świadczących o tym, że śmierć Michaela nie była fikcją. A jednak odkąd tylko Link powiedział, że istnieje szansa, uczepiła się jej kurczowo i nie chciała puścić. Pragnęła tego bardziej niż czegokolwiek w życiu i choć rozsądek podpowiadał jej, że będzie bardzo cierpieć, nie mogła się powstrzymać.
- Tak czy inaczej powinnaś to sprawdzić – powiedział Scott, wybawiając żonę od konieczności odpowiadania na pytanie. – Nie zaznasz spokoju, dopóki nie będziesz miała pewności.
Może i było w tym stwierdzeniu sporo racji, ale Sara nie była tego wcale taka pewna. Wiedziała, że po raz drugi śmierci Michaela nie przeżyje, dlatego tak bardzo bała się uwierzyć Lincolnowi.
- Jaki jest plan? – zapytał Scott.
Od rozmowy z Linkiem minęły cztery dni. Scott znał go wystarczająco, by wiedzieć, że nie siedział przez ten czas bezczynnie. Na pewno poczynił już pierwsze kroki, by odnaleźć brata.
- Link szuka kontaktów w Maroku – odparła Sara, szurając nerwowo stopą o posadzkę. – Niełatwo się tam dostać.
- Rozumiem – powiedział Scott, kiwając głową. – Chcę wziąć w tym udział – oznajmił nagle. – Jeśli będę mógł się do czegoś przydać, chcę to zrobić.
Sara podniosła wzrok. Zaskoczenie na jej twarzy mieszało się z poczuciem winy. Mężczyzna uśmiechnął się do niej łagodnie.
- Znasz mnie, Sara – stwierdził z ledwie wyczuwalną czułością w głosie. – Jestem racjonalistą. Nigdy się nie oszukiwałem, nie miałem nadziei, że będziesz mnie kochać tak jak jego. Wiedziałem, że swoją wielką miłość już przeżyłaś. Zawsze było dla mnie jasne, że choć nie żyje, jest ci o wiele bliższy niż ja.
Scott uśmiechał się z typową dla siebie łagodnością, widząc, jak Sara walczy ze łzami. Wiedział, że jest najzwyczajniej w świecie dobrym człowiekiem i nie chce go ranić.
- Przepraszam, Scott – powiedziała w końcu, kręcąc głową. – Naprawdę przepraszam. Nie powinnam za ciebie wychodzić, zasługujesz…
- Tylko nie mów, że zasługuję na coś lepszego – przerwał jej mężczyzna. – Ja nie jestem miłością twojego życia, ale to nie znaczy, że ty nie jesteś miłością mojego. Jesteś moim Scofieldem – powiedział, śmiejąc się mimowolnie. – Dlatego mam nadzieję, że to wszystko prawda i uda wam się znaleźć Michaela. Wolę myśl, że jesteś szczęśliwa, nawet daleko ode mnie, niż patrzeć jak cierpisz tuż obok.
Zobaczył, że pojedyncze łzy popłynęły po policzkach Sary. Uśmiechnął się raz jeszcze i otarł je kciukiem.
- Nie płacz – nakazał spokojnie. – Musisz wziąć się w garść, jeśli chcesz go znaleźć.
- Tato! – rozległ się dziecięcy okrzyk dochodzący z góry. – Skończyłem!
- Już idę! – odkrzyknął Scott.
Ruszył w stronę schodów, żeby pomóc Mikowi z malowaniem modelu samolotu, który składał od kilku dni. W drzwiach przystanął na moment, jakby o czymś sobie przypomniał i odwrócił się przez ramię.
- Sara – powiedział zamyślony, - skoro to Alex nie pozwolił ci zobaczyć ciała, może wiedział, że nie ma czego oglądać.
I nie czekając na odpowiedź, zniknął za drzwiami.


***


- Wujek Link jedzie z tobą? – zapytał Mike, przyglądając się, jak Sara składa w pośpiechu sukienkę i wrzuca ją do walizki.
- Wujek jest bardzo zajęty – odparła Sara, zbierając z łózka porozrzucane ubrania.
- A ja zostaję z tatą, tak? – upewnił się chłopiec.
- Tak – powiedziała kobieta, zatrzaskując drzwi szafy. Zdała sobie jednak sprawę, że Mikowi należy się nieco więcej, więc spojrzała mu w oczy i dodała: Tylko na dwa dni. W porządku?
- Chyba tak… – odparł chłopiec z wahaniem.
Sara otworzyła dolną szufladę swojej nocnej szafki i zaczęła przeczesywać ją w poszukiwaniu paszportu. Po chwili jednak ponownie usłyszała zaniepokojony głos syna.
- Ale skoro ja i tata będziemy tutaj i wujek Link też nie jedzie… To kto się tobą zaopiekuje? – zapytał poważnie.
Gwałtowny przypływ czułości wypełnił serce Sary. Przerwała poszukiwania, obeszła łóżko i usiadła obok chłopca.
- Jadę do wujka Alexa – powiedziała z delikatnym uśmiechem. – Myślę, że przez te dwa dni on się mną zaopiekuje.
Mike przez chwilę milczał, zastanawiając się nad słowami matki.
- W porządku – zdecydował w końcu.
Sara uśmiechnęła się i z czułością poczochrała mu włosy. Chłopiec był tak bardzo podobny do ojca, że czasem miała wrażenie, jakby rozmawiała z Michaelem.
- Jutro sobota – powiedział nagle Mike.
Oczywiście Sara doskonale wiedziała, do czego chłopiec zmierza. W każdą sobotę odwiedzali grób Michaela na pobliskim cmentarzyku.
- Moglibyśmy pójść bardzo wcześnie rano, żebyś zdążyła na samolot – zaproponował chłopiec.
Przez moment Sara nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Czuła na sobie spojrzenie jego niebieskich oczu. Nie potrafiła go okłamywać, zupełnie tak jak kiedyś nie potrafiła okłamywać Michaela.
- A może tym razem poszedłbyś tam z tatą? – odparła w końcu Sara, skrzętnie ukrywając łzy czające się w kącikach oczu.
- Miałbym z tatą odwiedzać… tatę? – zdziwił się chłopiec. – To nie będzie trochę dziwne?
Sara z trudem powstrzymała uśmiech. Mike był zdecydowanie zbyt dojrzały jak na swój wiek, co często utrudniało jej przekonanie go do swoich racji.
- Boisz się, że Scottowi będzie przykro? – zapytała, patrząc na synka uważnie.
- Że obu im będzie przykro – odparł Mike poważnie. – No wiesz… - dodał, zauważając, że Sara za nim nie nadąża. – Mój tata-tata jest moim prawdziwym tatą. Nie chcę, żeby myślał, że o nim zapomniałem, skoro mam tatę-Scotta. A tata-Scott nie jest moim prawdziwym tatą… I nie chcę, żeby myślał, że przez to kocham go mniej.
Niepokój, z jakim mówił to chłopiec, sprawił, że Sara z trudem powstrzymała łzy. Tak bardzo pragnęła, by Mike poznał swojego prawdziwego ojca…
- Myślę – zaczęła z namysłem, - że twój prawdziwy tata wie, że potrzebujesz taty tu na ziemi i na pewno się cieszy, ze go znalazłeś. A tata-Scott… - zawahała się przez moment – Tata-Scott jest bardzo mądrym człowiekiem i wie, że kochasz go bez względu na to, czy jest twoim prawdziwym tatą, czy nie.
Urwała na moment, dając chłopcu chwilę na przemyślenie odpowiedzi, a potem podjęła ponownie.
- To tak jak ze mną – kontynuowała. – Bardzo kocham twojego prawdziwego tatę i jestem pewna, że on o tym wie. Wiem też, że twój tata kochał mnie tak mocno, że nie chciałby, żebym była tu sama, dlatego wierzę, że cieszy się, że jest ze mną Scott. To nie znaczy, że któregoś kocham mniej czy bardziej, po prostu… inaczej. Rozumiesz?
- Chyba tak – powiedział Mike, kiwając głową. – Myślisz, że tata… tata-tata to wszystko wie?
- Jestem pewna – odparła bez wahania. – Twój tata zawsze będzie częścią ciebie i częścią mnie, dlatego jestem pewna, że dobrze wie, co czujemy.
- To dobrze – stwierdził chłopiec. – To w sumie prawie tak, jakby żył, prawda?
Sara przygryzła wargę, żeby nie wybuchnąć płaczem na oczach syna. Odpowiedziała dopiero po chwili, kiedy była już pewna, że nad sobą panuje.
- Prawda – powiedziała cicho, przytulając chłopca.


***
linka
Świeżak
Posty: 25
Rejestracja: 2017-03-12, 15:23


***


- Na pewno wszystko w porządku? – zapytała po raz kolejny stewardessa, patrząc na Sarę z wyraźnym niepokojem.
- Tak – odparła kobieta, z trudem przywołując na twarz blady uśmiech. W głowie wciąż jej się kręciło, ale czuła na sobie zaciekawione spojrzenia współpasażerów i wcale jej się to nie podobało. – Nic mi nie jest.
- W razie czego nad głową ma pani przycisk przywołujący obsługę – powtórzyła stewardessa po raz trzeci.
Sara skinęła głową i podziękowała w nadziei, że wreszcie uda jej się pozbyć towarzystwa. Odwróciła się w stronę okna i w końcu usłyszała oddalające się kroki. Wciąż nieco zamroczona przymknęła oczy i odetchnęła głębiej.
Znowu zasłabła. To samo zdarzyło się minionego wieczoru w łazience. Dziękowała Bogu, że nikt tego nie widział, bo Scott na pewno nie pozwoliłby jej lecieć, gdyby miał jakiekolwiek wątpliwości co do jej stanu zdrowia.
Ponownie otworzyła oczy i spojrzała na zalane słońcem chmury. Przez kilka ostatnich dni prawie nie jadła, nie mogła też spać. Do tego stres związany z wizytą Linka, a teraz także z podróżą. Nigdy nie lubiła latać.
Odwróciła wzrok od okna i wyjęła portfel z torebki. Uśmiechnęła się na widok Mika na zdjęciu. Nie lubił aparatu, to akurat odziedziczył po niej. Na każdym zdjęciu wychodził nieco naburmuszony.
Wsunęła palec pod zdjęcie i ostrożnie wyjęła papierową różyczkę, którą dostała od Michaela na dwudzieste dziewiąte urodziny. Zamyślona pogładziła nieco wytarte brzegi. Z łatwością przywołała jedno ze wspomnień, jakie budził w niej papierowy kwiatek.

Drzwi otworzyły się i widziała już tylko jego niebieskie oczy. Zmęczone jak jeszcze nigdy, przepełnione niepokojem, bólem i niepewnością. Patrzyła jak na jej widok rozjaśniają się powoli. Zrobiła kilka niepewnych kroków w jego stronę, jakby bała się ucieszyć, a chwilę później już ściskał ją w ramionach. Przymknęła oczy i wtuliła nos w jego szyję, czując jak wplata palce w jej włosy. Pachniał wiatrem.
Z żalem oderwała się od jego ramienia, kiedy odsunął ją na tyle, by móc na nią spojrzeć. Szorstkimi palcami gładził jej policzki i usta, jakby chciał się upewnić, że nie jest tylko złudzeniem. A potem pocałował ją żarliwie, aż poczuła przepełniającą go tęsknotę.
~
Ledwie przytomna ze szczęścia otwierała pudełko chińszczyzny. Uśmiechała się szeroko, nie dopuszczając do siebie myśli, że może stać się jeszcze coś złego.
- Myślałem, że nigdy cię nie zobaczę – powiedział cicho.
Podniosła wzrok. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że jego spojrzenie jest bardziej mroczne niż kiedy widziała go po raz ostatni. A potem, kiedy pochylał się, żeby ponownie ją pocałować, w jego oczach pojawiło się znajome ciepło.
Pragnęła go jak nigdy dotąd. Kiedy obejmowała go za szyję i trącała nosem jego nos, czując na twarzy gorący oddech, myślała tylko o tym, jak bardzo jest teraz szczęśliwa.
- Mam coś dla ciebie – powiedział nagle, uśmiechając się szeroko.
- Ok... – odparła, także nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
Obserwowała zaciekawiona, jak wstaje z łóżka i sięga do kieszeni kurtki. Potem chowając coś za plecami, pochyla się nad nią.
- Zostawiłaś ją – powiedział, wyciągając przed siebie papierową różę.
Sara roześmiała się, biorąc ją w dłonie. Różyczka była nieco pognieciona po tym co przeszła razem z nią w Panamie, ale nie straciła przez to na wartości. Wręcz przeciwnie. Sara gładziła ostrożnie jej płatki.
- Chciałeś oddać mi różę? – zapytała, przysuwając się do Michaela.
Uśmiechnął się i pogłaskał ją po kolanie.
- Tak jakby…

- Przyniosłam pani wodę – rozległ się nagle tuż obok niej głos stewardessy.
- Dziękuję – mruknęła Sara, chowając różyczkę do portfela.
Michael wiedział, co znaczy stracić ukochaną osobę. Przez kilka tygodni był pewien, że Sara nie żyje, nieomal pomścił jej śmierć. Czy świadomy jak bardzo boli strata, skazałby ją na przeżycie tego piekła?


***


Alex otworzył jej w dresach i podkoszulku. Wyglądał na szczerze zaskoczonego niespodziewaną wizytą.
- Dlaczego mnie nie uprzedziłaś? – zapytał, biorąc od niej walizkę i wpuszczając ją do środka. – Przyjechałbym po ciebie na lotnisko.
Owszem, przeszło jej to przez myśl. Po kilku godzinach lotu tułaczka z walizką przez zatłoczone miasto nie należała do przyjemności. Wiedziała jednak, że kiedy zobaczy Alexa, nie będzie w stanie ukrywać powodu swojej wizyty tak długo, aż dotrą do domu. Nie chciała robić mu awantury na lotnisku. Naprawdę tego nie chciała.
- Dlaczego nie pozwoliłeś mi zobaczyć ciała? – odezwała się, nim mężczyzna zdążył zapytać o powody tej niespodziewanej wizyty.
- Słucham? – zdziwił się, odstawiając jej walizkę.
- Dlaczego nie pozwoliłeś mi zobaczyć ciała? – powtórzyła wyraźnie. – Czy naprawdę chodziło o to, jak się poczuję?
- Przeleciałaś pół kontynentu, żeby mnie o to zapytać? – odparł Alex, sięgając po jej kurtkę, jednak Sara odsunęła się. – Daj spokój – powiedział mężczyzna pojednawczym tonem. – Rozbierz się, usiądź, zrobię ci herbatę. Odpowiem na wszystkie twoje pytania, ale nie stójmy w drzwiach.
- Nie chcę herbaty – powiedziała Sara zdecydowanie, oddając przyjacielowi kurtkę. – Od wczoraj czekałam, żeby zadać ci to pytanie i chcę uzyskać odpowiedź teraz. Dlaczego nie pozwoliłeś mi zobaczyć ciała?
- Sara, to dwa tysiące woltów – odparł Alex, prowadząc ją do salonu. – Jesteś lekarzem. Wiesz, co takie napięcie robi z tkankami…
- Więc po prostu nie chciałeś mnie na to narażać, tak? – upewniła się Sara spokojnie, chociaż wszystko w niej wrzało.
W pierwszym momencie zupełnie o tym nie pomyślała, ale odkąd Scott podsunął jej ten pomysł, była niemal pewna, że Alex zna prawdę. Że oszukiwał ją przez te wszystkie lata. I na samą myśl o tym miała ochotę rozerwać go na strzępy.
- Wystarczająco cierpiałaś – mruknął Alex.
- Nie przyszło ci do głowy, że cierpiałabym mniej, gdybym znała prawdę? – zapytała, odwracając się do przyjaciela.
Coś w jej oczach podpowiedziało Alexowi, że sprawa jest poważna.
- Dlaczego nagle zadajesz mi takie pytania? – zapytał, marszcząc brwi.
Sara odwróciła wzrok. Podeszła powoli do okna i popatrzyła na Chicago z perspektywy dwudziestego piętra.
- Jeśli on żyje, Alex, po prostu mi powiedz – poprosiła. Nagła łagodność w jej głosie była zaskoczeniem nawet dla niej samej. – Cokolwiek zmusiło cię do kłamstwa siedem lat temu, dziś jest już nieaktualne.
Mahone milczał. To było dla Sary wystarczającą odpowiedzią. Poczuła, jak jej ciałem wstrząsają dreszcze. Objęła się mocno ramionami, jakby chciała się w tej sposób obronić przed roztrzaskaniem na milion kawałeczków. Odwróciła się powoli do Alexa. Na jej twarzy nie było już ani śladu złości.
- Nie wiem, czy on żyje – powiedział w końcu Alex, zdając sobie sprawę, że być może niepotrzebnie robi kobiecie nadzieję. – Po raz ostatni widziałem go na kilka minut przed tym, jak poszedł po ciebie.
- Ja muszę znać prawdę – oznajmiła Sara, kręcąc gwałtownie głową. – Muszę, rozumiesz? Nie mogę żyć w niepewności.
- Przykro mi, Sara, ale naprawdę nie wiem, co się z nim dzieje – powtórzył mężczyzna zdecydowanie.
- Dlaczego nie pozwoliłeś mi zobaczyć ciała? – zapytała Sara ponownie.
- Bo nie było ciała – odparł w końcu Alex. – Wszystko było ukartowane. Michael wiedział, że jeśli nie uwierzysz w jego śmierć, nie uciekniesz z kraju. To był jedyny sposób, żebyście byli bezpieczni, ty i Mike.
To był właśnie ten moment, którego Sara tak się bała. Przerażająca prawda niemal zwaliła ją z nóg. Oparła się o parapet, czując, że pokój zaczyna wirować. A więc Michael żyje, a przynajmniej żył siedem lat temu, kiedy ona płakała na jego grobie. Myśl, że okłamał ją w tak okrutny sposób była gorsza od wszystkiego, co przeżyła po jego rzekomej śmierci.
- Do końca miał nadzieję, że oboje wyjdziecie stamtąd bez szwanku i razem uciekniecie do Panamy – kontynuował Alex świadomy, że teraz już musi powiedzieć wszystko, co wie. – Ale w takich sytuacjach, kiedy nie wszystko można dokładnie zaplanować, trzeba mieć… plan awaryjny.
- Plan awaryjny? – powtórzyła Sara, oddychając z trudem.
- Znał cię – powiedział Alex, starając się jakoś ratować sytuację. – Wiedział, że zrobiłabyś wszystko, żeby mu pomóc, gdybyś tylko wiedziała, że jest szansa. Tego właśnie chciał uniknąć. Wiedział, że dopóki będziesz z nim, nigdy nie zaznasz spokoju. Nigdy nie będziesz miała normalnego życia.
- Miałeś rację, że trzymałeś to w tajemnicy – powiedziała Sara, robiąc kilka kroków w stronę Alexa. - Nie chciałam tego wiedzieć.
Przez moment mężczyzna był pewny, że Sara go uderzy, ale ona minęła go bez słowa. Złapała rączkę walizki i zdjęła kurtkę z wieszaka.
- Poczekaj – zaczął szybko Alex, - dokąd idziesz? Przecież dopiero przyjechałaś, jesteś zmęczona i…
- Niepoczytalna? – wpadła mu w słowo Sara. – Nic mi nie jest. Wracam do swojego normalnego życia.
Zarzuciła na ramiona kurtkę i wyszła na korytarz. Odwróciła się jeszcze na moment i spojrzała na Alexa. Na jego twarzy niepokój mieszał się z poczuciem winy.
- Nie mam do ciebie żalu, Alex – powiedziała Sara spokojnie. – Zrobiłeś to, co uważałeś za słuszne. Jak wszyscy. Tylko niektórzy z nas nie mieli wyboru.
Posty: 2 Strona 1 z 1
Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość